Poszliśmy walczyć o wolną stolicę

Nowojorskie obchody 77. rocznicy powstańczego zrywu

269
Powstańcza biało-czerwona flaga ze znakiem Polski Walczącej będzie dumnie powiewała nad Greenpointem przez 63 dni / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

"Cześć i chwała bohaterom" – to najczęściej pojawiający się okrzyk podczas greenpoinckiej uroczystości upamiętniającej wybuch powstania warszawskiego, w której uczestniczył jeden z jego dowódców, porucznik Bolesław Biega. Powstańczą rocznicę uczczono również w kościele św. Stanisława Biskupa i Męczennika na Manhattanie.

Rykiem syren oraz podniesieniem biało-czerwonej flagi z charakterystyczną kotwicą, czyli znakiem Polski Walczącej, upamiętniono na Greenpoincie 77. rocznicę wybuchu powstania warszawskiego. Odbywająca się od sześciu lat doroczna ceremonia miała miejsce w niedzielę, 1 sierpnia, przed główną siedzibą Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej (PSFCU) i rozpoczęła się o godz. 11 przed południem czasu nowojorskiego, a więc dokładnie o tzw. godzinie „W” czasu polskiego oznaczającej początek warszawskiego zrywu niepodległościowego.

Z kolei godzinę później, w samo południe, w kościele św. Stanisława Biskupa i Męczennika na Manhattanie – zgodnie z prawie pięćdziesięcioletnią tradycją – została odprawiona msza święta w intencji zmarłych i żyjących powstańców warszawskich. Obie uroczystości cieszyły się dużym zainteresowaniem Polonii.

Biało-czerwoną flagę ze znakiem Polski Walczącej na maszt wciągnął porucznik Bolesław Biega ps. „Pałąk” (w środku) w towarzystwie przedstawicieli Rady Dyrektorów PSFCU: dr Iwony Korgi i Ryszarda Bąka /Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

GREENPOINT W HOŁDZIE POWSTAŃCOM

Charakterystyczny i przeszywający ryk syren dobiegający z głośników i oznaczający tzw. godzinę „W” rozpoczął tegoroczne obchody związane z 77. rocznicą wybuchu powstania warszawskiego. Tuż po nim na maszt została wciągnięta biało-czerwona flaga z charakterystyczną kotwicą – symbolem Polski Walczącej. Dokonał tego porucznik Bolesław Biega ps. „Pałąk”, który podczas powstania dowodził jednym z plutonów wchodzących w skład batalionu „Kiliński”. Był również bohaterem najsłynniejszego – bo upamiętnionego na zdjęciach i w filmie – powstańczego ślubu, który 13 dni po rozpoczęciu walk wziął z sanitariuszką Alicją Treutler ps. „Jarmuż”.

Podczas podniesienia flagi na maszt towarzyszyli mu przedstawiciele Rady Dyrektorów PSFCU: dr Iwona Korga oraz Ryszard Bąk. Chóralnie odśpiewano również „Mazurka Dąbrowskiego”. Wszystko to odbyło się z zachowaniem wszelkich honorów i w towarzystwie pocztów sztandarowych wystawionych przez Kadetów Pułaskiego. Wśród uczestników uroczystości obecni byli także weterani, harcerze, młodzież szkolna, lokalni nowojorscy politycy oraz przedstawiciele polonijnych organizacji i instytucji.

Poczty sztandarowe wystawili Kadeci Pułaskiego / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

Uroczystość rozpoczął Bogdan Chmielewski, prezes i dyrektor wykonawczy PSFUK, który wygłosił krótkie przemówienie. Wyjaśnił w nim ideę dorocznych spotkań organizowanych zawsze 1 sierpnia przed siedzibą instytucji, którą zarządza.

„Robimy to po to, żeby uczcić pamięć powstańców. To oni walczyli o to, żebyśmy my dzisiaj, a nasze dzieci w przyszłości, mogły żyć w wolnej i niepodległej Polsce” – mówił Bogdan Chmielewski. Prezes PSFCU zwrócił również uwagę na to czy ten zryw był potrzebny czy też nie, a więc na dylemat, który do tej pory pojawia się w różnych publicznych dysputach.

„Jeżeli nie jest warte oddać życie za wolność i niepodległość własnej ojczyzny, własnego narodu, to w takim razie co jest warte?” – zapytywał retorycznie gospodarz niedzielnej uroczystości skłaniając tym samym wszystkich jej uczestników do własnych przemyśleń i indywidualnej odpowiedzi. Bogdan Chmielewski podczas swojego wystąpienia podziękował również Polonii za liczną obecność na tegorocznej uroczystości i zaprosił wszystkich na obchody rocznic wybuchu powstania warszawskiego w kolejnych latach.

W uroczystości uczestniczyło wielu przestawicieli różnych polonijnych organizacji i instytucji, a także lokalni nowojorscy politycy / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

Następnie głos zabrał wicekonsul Stanisław Starnawski, który odczytał list konsula generalnego Adriana Kubickiego. Przedstawiciel polskich władz przekazał w nim wyrazy szacunku do powstańców, którzy w godzinie próby zjednoczyli się w walce o wolność i podjęli nierówną walkę, dążąc tym samym do odzyskania własnego miasta i państwa. Specjalne słowa uznania skierował do obecnego na greenpoinckiej ceremonii porucznika Bolesława Biegi, który podczas powstania warszawskiego dowodził jednym z plutonów należących do batalionu „Kiliński”.

„To właśnie bohaterom takim jak pan pragniemy dzisiaj dziękować, wyrazić swoją wdzięczność oraz podziw. To pana stawiamy za wzór odwagi i gotowości do służby ojczyźnie, służby, za którą ceną było częstokroć życie” – podkreślał w swoim liście Adrian Kubicki. Konsul generalny złożył również podziękowania dla Polonii za to, że pamięta i celebruje różne, a zwłaszcza trudne i bolesne momenty polskiej historii. Do nich na pewno należy powstanie warszawskie.

„Dzisiejszy akt wspólnego wciągnięcia flagi powstańczej oraz wasza obecność tutaj są inspiracją do pracy na rzecz dobra wspólnego Polaków rozsianych po wielu zakątkach świata. Niech pamięć o zasługach żołnierzy Armii Krajowej oraz mieszkańców okupowanej Warszawy skłania nas do wysiłku i pracy na rzecz wolnej, sprawiedliwej i bezpiecznej Polski” – podkreślił dyplomata. Zachęcił również do pielęgnowania ojczystej historii oraz przekazywania najważniejszych wartości przyszłym pokoleniom.

Goście honorowi 77. rocznicy wybuchu powstania warszawskiego – Helena Knapczyk, sybiraczka i naczelna prezeska Korpusu Pomocniczego Pań oraz powstaniec warszawski, porucznik Bolesław Biega ps. „Pałąk” / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

Właśnie mały fragment polskiej historii, tej związanej z obchodzoną w niedzielę rocznicą, przedstawiła w swoim wystąpieniu Emily Gallagher, poseł stanowa reprezentująca w legislaturze w Albany 50. dystrykt, w skład którego wchodzi Greenpoint. Nowojorska polityk na początku przemówienia wspomniała o pomniku „Matka” znajdującym się w parku przy Cmentarzu Powstańców Warszawskich na Woli. Monument ten upamiętnia wszystkie kobiety, które podczas drugiej wojny światowej straciły swoje dzieci.

„Ich ofiara symbolizuje lepiej niż cokolwiek innego niewypowiedziany ból i straty wojennej Polski, oraz długą historię ucisku przed, i po dwóch wojnach światowych” – mówiła Emily Gallagher. Przypomniała również o powstańczej walce i trudzie jaki – niezależnie od wieku – włożyli w obronę Warszawy jej mieszkańcy.

„Brodzili w kanałach pod miastem, w tej sieci, która przemierza je jak pulsujące żyły, aby dostarczać zapasy i przeprowadzać ataki z ukrycia przechytrzając swojego ciemiężcę. To ten niezłomny duch Polaków pozwolił im przeciwstawić się Rzeszy Niemieckiej” – podkreślała poseł stanowa. Wspominała również o motywach jakie kierowały powstańcami, którzy po 21 latach wolności odzyskanej w 1918 roku znów ją utracili, wraz z rodzącymi się marzeniami o polskiej państwowości i spokojnej przyszłości.

„Kiedy w sierpniu 1944 roku szli walczyć w powstaniu wśród gruzów prawie dwukrotnie już zniszczonego miasta, nieśli w sobie obraz tego, czym była i czym mogła znów być ich Warszawa” – wspominała Emily Gallagher, która z wykształcenia jest historykiem. Przyznała również, że nigdy nie była w Warszawie, ale bardzo dokładnie przestudiowała przedwojenne zdjęcia, z których wynikało, że stolica Polski była majestatycznym, królewskim, przyjaznym i wielonarodowym miastem tętniącym życiem, które swoim mieszkańcom i turystom oferowało możliwość poznawania sztuki i piękna, a także spędzenia czasu w pięknych parkach służących do relaksu, przemyśleń i odpoczynku.

„Takim miastem jest dzisiejsza Warszawa. O taką Warszawę walczyły jej dzieci – i teraz wiemy, że to one wygrały” – dodała na zakończenie poseł stanowa, podkreślając, że szanuje polską kulturę i ma nadzieję być jej częścią. Emily Gallagher otrzymała gromkie brawa za swoje przemówienie, które na język polski tłumaczyła współpracująca z nią Konstancja Maleszyńska, co również zostało bardzo ciepło przyjęte przez publiczność zebraną na uroczystości.

Polonijne dzieci chętnie robiły sobie pamiątkowe zdjęcia z porucznikiem Bolesławem Biegą oraz sybiraczką Heleną Knapczyk. Zabierały również na pamiątkę specjalny powstańczy plakat / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

W jej trakcie głos zabrał również Tadeusz Antoniak, pełniący obowiązki komendanta Oddziału 2. Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce. Rozpoczynając swoje przemówienie zwrócił uwagę na to, że jesteśmy pokoleniem, które miało okazję nie tylko poznać bohaterów związanych z walką o wolną Polskę, ale także niektórych z nich gościć na niedzielnej uroczystości na Greenpoincie. Wspomniał w tym kontekście o Helenie Knapczyk, sybiraczce i naczelnej prezesce (na Stany Zjednoczone i Kanadę) Korpusu Pomocniczego Pań, a także o gościu specjalnym, którym był powstaniec warszawski, porucznik Bolesaw Biega ps. „Pałąk”.

„To wy państwo rzuciliście na stos swój życia los, za co jesteśmy wam, my, to młodsze pokolenie Polaków, niezmiernie wdzięczni. To wy nie kalkulowaliście wtedy tylko walczyliście i cierpieliście dla Polski, by była niepodległa i wolna. Walczyliście zawsze z hasłem: ‚Bóg, honor i ojczyzna'” – podkreślał Tadeusz Antoniak.

Uczestnicy uroczystości zabierali na pamiątkę plakaty powstańcze oraz robili sobie pamiątkowe zdjęcia z porucznikiem Bolesławem Biegą / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

Na zakończenie uroczystości ks. Grzegorz Markulak, wikariusz pobliskiego kościoła św. Stanisława Kostki udzielił specjalnego błogosławieństwa zebranym, oraz wspólnie z nimi odmówił modlitwę za zmarłych i poległych w obronie naszej ojczyzny, a także wygłosił krótką przemowę. Wyraził w niej nadzieję, że „to co nasi przodkowie i rodacy rozpoczęli powstaniem warszawskim będzie przynosiło dla nas owoce i będzie służyło wolnemu krajowi, naszej ojczyźnie Polsce, oraz nam Polakom mieszkającym na obczyźnie”.

Podczas uroczystości rozdawane były plakaty powstańcze przygotowywane od 12 lat przez firmę Gram-x Promotions. W tym roku są na nich upamiętnieni bohaterowie najbardziej znanego powstańczego ślubu czyli Alicja Treutler ps. „Jarmuż” i obecny na Greenpoinciej uroczystości Bolesław Biega ps. „Pałąk”.

Na plakacie znalazło się zdjęcie zrobione przez Eugeniusza Lokajskiego ps. „Brok”, dokumentalistę jednostki propagandowej Armii Krajowej, które niedawno zostało poddane koloryzacji przez Mikołaja Kaczmarka zajmującego się przywracaniem barw polskiej historii uwiecznionej na starych zdjęciach. Fotografia ta przedstawia moment ślubu zawieranego przez młodą powstańczą parę. Dla pana Bolesława upamiętnienie to, jak również zaproszenie na greenpoinckie obchody rocznicowe, było wielkim i zarazem bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Niestety jego żona nie dożyła tego momentu, zmarła dwa lata temu.

„Bardzo się wzruszyłem tym, że przyszło tu tak wiele osób. Nie spodziewałem się, że będę aż tak bardzo dzisiaj wyróżniony” – podkreślił w rozmowie z „Nowym Dziennikiem” porucznik Bolesław Biega, który był gościem honorowym niedzielnej uroczystości upamiętniającej wybuch powstania warszawskiego. Przy okazji przypomniał jego początek.

„77 lat temu o tej godzinie poszliśmy walczyć o wolną Warszawę i o wolną Polskę. Wtedy miałem pluton złożony z około 25 ludzi i tylko połowa z nas miała broń. Zdobyliśmy ją jednak od Niemców i w ciągu dwóch, może trzech godzin, cały pluton był uzbrojony. Niestety ja od razu pierwszego dnia zostałem ranny i pierwsze dni walki spędziłem w łóżku szpitalnym, ale cieszyłem się tym, że udało nam się zasadniczo wyswobodzić cały środek Warszawy, z wyjątkiem głównych niemieckich punktów jak np. koszary czy posterunki Gestapo. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że całe śródmieście Warszawy w ciągu pierwszych dwóch-trzech tygodni powstania było wolnym miastem. Nawet mieliśmy elektryczność i wodę” – wspominał powstańczy dowódca. Dodał, że w tym czasie wojska rosyjskie stały po drugiej stronie Wisły i nie udzieliły żadnej pomocy walczącej Warszawie, ani też nie skorzystały z faktu, że Niemcy byli wtedy osłabieni i bardzo łatwo można było ich pokonać.

„To dlatego, że Stalin wydał rozkaz, że mają pozwolić Niemcom nas zgładzić” – podkreślał pan Bolesław. Dodał, że powstańcy nie tylko zostali pozbawieni tej pomocy, ale zwrócił też uwagę na fakt, że Sowieci nie pozwolili lądować na swoich lotniskach i tankować paliwa samolotom alianckim latającym z terenu Włoch z pomocą żywnościową oraz z bronią dla walczących mieszkańców Warszawy.

„Wielu pilotów z tego powodu zginęło w drodze powrotnej. Współcześni ludzie muszą o tym wiedzieć ponieważ nie zdają sobie sprawy z tego, że Rosja sowiecka już wtedy była wrogiem Polski” – zaznaczył porucznik Bolesław Biega. Po zakończeniu oficjalnej części uroczystości świadek warszawskich walk sprzed 77 lat, chętnie wspominał powstanie i długo opowiadał o nim każdemu, kto zechciał zamienić z nim kilka słów.

Porucznik Bolesław Biega z przyjemnością przejrzał wydanie „Nowego Dziennika”, w którym jego ślubne, powstańcze zdjęcie znalazło się na pierwszej stronie. Na zdjęciu jest wraz z córką Eileen Biegą-Stys. Z tyłu siedzi jego przyjaciółka Iris Ivers (z lewej strony) oraz kuma (teściowa córki) Danuta Buzdygan / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

Pod wielkim wrażeniem uroczystości była również Eileen Biega-Stys, córka Bolesława i Alicji Biegów, która towarzyszyła swojemu ojcu w niedzielnych obchodach na Greenpoincie.

„Dzisiejsza uroczystość była cudowna. Jestem bardzo dumna z moich rodziców, mojego taty i mamy, która zmarła dwa lata temu. Razem uczestniczyli w powstaniu warszawskim, a po wojnie wyjechali do Ameryki, gdzie wspólnie przeżyli wiele lat” – podkreśliła Eileen Biega-Stys.

Radości nie kryła też jej teściowa Danuta Buzdygan.

„Byłam bardzo wzruszona tym co tutaj zobaczyłam i usłyszałam. To wszystko było bardzo uczuciowe i emocjonalne” – stwierdziła pani Danuta, która również, jako maleńkie dziecko, przeżyła powstanie warszawskie.

Z kolei dla wicekonsula Stanisława Starnawskiego, który od niedawna pełni swoją misję w Nowym Jorku, niedzielna uroczystość była pierwszym w pełni publicznym spotkaniem z Polonią.

„Jestem bardzo podbudowany tym wydarzeniem bo z jednej strony gościliśmy powstańca, pana porucznika Bolesława Biegę, a z drugiej spotkaliśmy się z dużą reprezentacją Polonii różnych pokoleń i w różnym wielu. To jest bardzo krzepiące, że nie tylko pamiętamy o tym dniu będąc daleko od Warszawy po drugiej stronie oceanu, ale że jednocześnie ta pamięć jest żywa i gromadzi zarówno rodziców z dziećmi jak i powstańców, którzy są tutaj otoczeni czcią i honorem, na który zasługują” – stwierdził wicekonsul Stanisław Starnawski.  

Porucznik Bolesław Biega (w środku) był pod wrażeniem greenpoinckiego muralu upamiętniającego powstanie warszawskie. Na zdjęciu są również przedstawiciele Oddziału 2. SWAP / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

Po zakończeniu uroczystości przed siedzibą PSFCU gość honorowy wraz wicekonsulem i delegacją SWAP udał się pod mural powstańczy znajdujący się na jednej ze ścian Polskiego Domu Narodowego „Warsaw”. Tam chętnie pozwał do zdjęć i jednocześnie był pod wrażeniem tego memoriału.

Na zakończenie pan Bolesław Biega wraz ze swoimi gośćmi oraz wicekonsulem został zaproszony na „polski obiad” do restauracji Kaskade na Greenpoincie. Jej właścicielka – Jolanta Filip – gdy tylko dowiedziała się o tym, że bohater powstania warszawskiego będzie brał udział w greenpoinckich uroczystościach, to od razu wyszła z propozycją ugoszczenia go w swojej restauracji.

„Dla mnie to był wielki honor i zaszczyt, a także moralny obowiązek jako Polki mieszkającej poza granicami ojczyzny, za którą pan Bolesław Biega walczył narażając swoje życie” – podkreśliła właścicielka restauracji Kaskade.

Dla Jolanty Filip, właścicielki restauracji Kaskade, ugoszczenie porucznika Bolesława Biegi było wielkim zaszczytem i honorem / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

POWSTAŃCZA MSZA ŚWIĘTA

Od około 50. lat w kościele św. Stanisława Biskupa i Męczennika na Manhattanie odprawiona była okolicznościowa msza św. w intencji poległych, zmarłych i żyjących żołnierzy Armii Krajowej oraz uczestników powstania warszawskiego. Do tej pory organizował ją kpt. Mieczysław Madejski, dowódca powstańczego plutonu „Topolnicki” należącego do batalionu „Zośka” i zarazem prezes nowojorskiego oddziału Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, który niestety w grudniu ubiegłego roku zmarł.

Tę piękną tradycję przejął obecnie hufiec harcerek „Podhale” wraz z phm. Luizą Niespor. Dzięki temu powstańcze nabożeństwo odbyło się i został utrzymany jego charakter. Z tej okazji do polskiej parafii na Manhattanie specjalnie z Amerykańskiej Częstochowy przyjechał o. Tadeusz Lizinczyk, prowincjał zakonu paulinów w USA, który wraz z o. Tadeuszem Olzackim odprawił okolicznościową mszę świętą oraz wygłosił wzruszające, patriotyczne kazanie.

Tradycyjnie w mszy powstańczej odprawianej w kościele św. Stanisława Biskupa i Męczennika na Manhattanie licznie uczestniczyli harcerze z hufca „Warmia” i harcerki z hufca „Podhale” / Foto: MARIA BIELSKA

Z kolei konsul Mateusz Gmura odczytał specjalny list poświęcony weteranom i powstańcom, który do wiernych wystosował konsul generalny Adrian Kubicki. Oprawę nabożeństwa zapewniły harcerki pod przewodnictwem hufcowej Joli Nowackiej. Uczestniczyli w nim także harcerze z hufca „Warmia” oraz manhattańscy parafianie.

Po zakończeniu mszy świętej w kościelnym audytorium wszyscy wspólnie śpiewali powstańcze piosenki przy gitarowym akompaniamencie druhny Dzidki. Odbył się tam także skromny poczęstunek.

Po okolicznościowej mszy św. w parafialnym audytorium odbyło się spotkanie, podczas którego harcerze i wszyscy obecni śpiewali powstańcze piosenki. Na zdjęciu wśrod harcerzy jest konsul Mateusz Gmura (w środku) oraz o. Tadeusz Lizinczyk, prowincjał zakonu paulinów w USA / Foto: MARIA BIELSKA