Pożegnanie z Galerią A.R na Greenpoincie

452
Janusz Skowron wyjaśnia przyczyny zakończenia działalności Galerii A.R / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

Wystawa "Bestiarium and Arboretum" kończy działalność Galerii A.R, prowadzonej przez Janusza Skowrona. Tym samym z mapy Polonii nowojorskiej znika jedyne miejsce, w którym regularnie eksponowana i promowana była polska sztuka. W ciągu sześciu lat swoje prace wystawiło tam ponad 250 artystów.

Kilkadziesiąt osób pojawiło się na otwarciu wystawy „Bestiarium and Arboretum”, prezentującej rysunki i szkice Janusza Skowrona, założyciela działającej od 2013 roku na Greenpoincie Galerii A.R oraz kuratora eksponowanych w niej prac. Gościem honorowym była konsul Ewa Jerzykowska. Nie brakowało także artystów oraz przedstawicieli polonijnych organizacji i instytucji. Wśród nich obecni byli m.in.: dr Iwona Koga, prezes Instytutu Piłsudskiego, prof. Anna Frajlich z Columbia University, Jagoda Przybylak, Tadeusz Mysłowski, Amadeusz Popek, Krzysztof Zarębski, Zosia Żeleska-Bobrowski i wielu innych. „Bestiarium and Arboretum” jest 55. i zarazem ostatnią wystawą prezentowaną w greenpoinckiej galerii przy 71 India St. Jej wernisaż miał miejsce w czwartek, 22 sierpnia, a prezentowane prace można oglądać, do piątku, 6 września. Otwarciu ekspozycji towarzyszył pokaz filmu dokumentalnego „Gliwickie lata Tadeusza Różewicza”, wyreżyserowanego przez Krzysztofa Korwina Piotrowskiego.

Gościem honorowym wernisażu była konsul Ewa Jerzykowska (druga z lewej). Na zdjęciu także (od lewej): Krzysztof Zarębski, Janusz Skowron i jego żona Ania / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

„BESTIARIUM AND ARBORETUM”
„To miejsce powstało dzięki Klubowi Seniora Amber Health – wspominał podczas wernisażu wystawy „Bestiarium and Arboretum” Janusz Skowron, przybliżając historię galerii A.R. Pomysł na jej założenie wpadł mu natychmiast, gdy tylko zauważył duży biały korytarz prowadzący do klubu dla seniorów, w którym pełni także funkcję dyrektora.

„Stwierdziłem, że można w nim organizować bardzo kameralne wystawy. Pomyślałem o różnych pracach na papierze, czyli o fotografiach, grafikach, rysunkach, malarstwie, ilustracjach itd. I w ten sposób zaczęła działać Galeria A.R” – wyjaśniał artysta.

Jeden z rysunków „Para” Janusza Skowrona / Foto: ARCHIWUM JANUSZA SKOWRONA

Pierwszą wystawą były jego rysunki z różnymi potworami, a ekspozycja nosiła tytuł „Little beasts”. Tuż po niej pojawiła się druga – „Arboretum”, i również zawierała jego rysunki, tym razem przedstawiające drzewa i wyimaginowane rośliny. Dlatego też zamykająca ekspozycja pt. „Bestiarium and Arboretum” nawiązuje do tych dwóch pierwszych, zarówno tytułem, jak i tematyką prezentowanych prac. Zawiera najświeższe rysunki Janusza Skowrona przedstawiające jego wyobrażenie bestii oraz nieistniejących zwierząt, węży, ryb i roślin. Na wystawie pokazanych jest 40 jego prac wykonanych ołówkiem i piórkiem.

„Nie są one zbyt dużych rozmiarów – oprócz jednej zrobionej węglem w pracowni – ponieważ rysowałem je albo na kierownicy samochodu podczas postoju na światłach, w korkach lub na parkingu, albo na kolanach w samolocie, albo też w łazience” – wyjaśniał artysta dodając, że większość z nich to szkice, celowo niedokończone, by jeszcze bardziej pobudzać wyobraźnie widzów.

Jeden z rysunków „Zamyślenie” Janusza Skowrona / Foto: ARCHIWUM JANUSZA SKOWRONA

KONIEC GALERII A.R
Uczestnicy pożegnalnej wystawy byli bardzo zaskoczeni decyzją Janusza Skowrona o zakończeniu działalności Galerii A.R., tym bardziej że była ona jedynym polonijnym miejscem, w którym koniec jednej wystawy oznaczał początek następnej. I tak było nieprzerwanie od 2013 roku. Niestety, okazało się jednak, że jej pomysłodawca, właściciel i zarazem kurator nie jest w stanie kontynuować jej działalności, którą w dodatku sam finansował. Przez cały okres funkcjonowania galerii nie otrzymał żadnego wsparcia czy też dofinansowania ani z polskich, ani też z polonijnych organizacji i instytucji.

Powodów zamknięcia Galerii A.R jest kilka. Jednym z nich są kwestie zdrowotne Janusza Skowrona, który ma problemy z podnoszeniem rąk, przez co ma utrudnione przygotowywanie kolejnych wystaw, wieszanie prac czy też dźwiganie ciężkich ram. Kolejnym jest coraz bardziej dający mu się we znaki brak czasu, i to nie tylko dlatego, że musi korzystać z zajęć fizykoterapeutycznych, ale również z coraz większą liczbą propozycji zorganizowania wystaw.

„Takich ofert miałem już na kolejne dwa, może nawet trzy lata. Przestraszyłem się, że nie dam rady temu podołać. Poza tym ja też jestem artystą i chciałbym mieć trochę czasu na malowanie, czytanie książek, odwiedzenie różnych miejsc czy też dokończenie z żoną trzeciej książki” – wyliczał Janusz Skowron. Jednocześnie zapewnił, że całkowicie nie wycofuje się z działalności kuratorskiej i promującej innych twórców.

Janusz Skowron opowiada, w jaki sposób powstają jego rysunki o szkice / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

„Już w najbliższym czasie, 6 września, w galerii ‚Kuriera Plus’ organizuję wystawę grafik Edmunda Korzeniowskiego. Wziąłem także na swoje barki wystawę związaną z konkursem na rysunek imienia Andriollego w Nałęczowie, która rozpocznie się 3 grudnia w Fundacji Kościuszkowskiej. A poza tym planuję jeszcze kilka innych wystaw, których szczegółów na razie nie chcę zdradzać” – zapewniał podczas pożegnalnego wernisażu.

„Mam nadzieję, że ten mały koniec będzie wielkim początkiem czegoś nowego” – stwierdziła po zapowiedziach Janusza Skowrona konsul Ewa Jerzykowska, która była pod wielkim wrażeniem nie tylko tego, co zobaczyła na wernisażu, ale także galerii i atmosfery tam panującej.

„Było to niezwykłe spotkanie w niesamowitym miejscu, które mimo że jest kameralne, to jest także bardzo polskie i przepełnione pozytywnymi emocjami. Można tutaj spotkać niezwykłych ludzi inspirowanych przez pana Janusza i jego żonę Anię, którzy stworzyli polski zakątek sztuki i w ten sposób pielęgnują w nas poczucie wspólnoty. Szkoda, że w tym miejscu pan Janusz kończy działalność, ale ja wierzę, że przed nim jest jeszcze bardzo długa droga artystyczna” – dodała w rozmowie z „Nowym Dziennikiem” konsul Ewa Jerzykowska.

Galeria A.R powstała w 2013 roku. W ciągu sześciu lat działalności odbyło się w niej 55 wystaw, a swoje prace – zarówno na indywidualnych, jak i zbiorowych ekspozycjach – pokazało ponad 250 artystów. Wśród nich byli m.in.: Katarzyna Bargiełowska, Maria Fuks, Jagoda Przybylak, Joanna Sarapata, Patrycja Toto, Magdalena Zawadzka, Zbigniew Nowosadzki, Amadeusz Popek, Włodzimierz Płaneta, Szczepan Sadurski, a także Janusz Skowron i jego syn Arthur Skowron.

Pamiątkowa fotografia Janusza Skowrona (w środku) z częścią gości i uczestników wernisażu / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

GLIWICKIE LATA TADEUSZA RÓŻEWICZA
Wernisażowi ekspozycji „Bestiarium and Arboretum” towarzyszył pokaz ciekawego dokumentu poświęconego życiu i twórczości wielkiego polskiego poety i dramaturga Tadeusza Różewicza. Mimo że był to nietypowy dodatek do wystawy, to bardzo spodobał się jej uczestnikom; byli pod wielkim wrażeniem zaprezentowanego filmu.

„Przeważnie wernisaże łączy się w muzyką, z recitalami. Jednak będąc w przygotowaniu tej wystawy Krzysztof Zarębski zaproponował mi pokazanie tego filmu. Doszedłem do wniosku, że może ciekawym eksperymentem będzie połączenie tych dwóch rzeczy, dlatego też dzisiaj zamiast muzyki jest poezja i piękny oraz bardzo ciekawy dokument o Tadeuszu Różewiczu” – wyjaśnił Janusz Skowron. Była to zarazem amerykańska premiera filmu nakręconego przez Krzysztofa Korwina Piotrowskiego. Reżyser udostępnił prawa do jego emisji w Stanach Zjednoczonych Krzysztofowi Zarębskiemu, z którym przyjaźni się od wielu lat. Ten polonijny artysta miał również okazję osobiście poznać Tadeusza Różewicza, a nawet z nim współpracować.

– Janusz Skowron (z prawej) oraz Krzysztof Zarębski zachęcają publiczność do obejrzenia filmu „Gliwickie lata Tadeusza Różewicza” wyreżyserowanego przez Krzysztofa Korwina Piotrowskiego / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

„Spotkałem go w 1979 r., gdy przygotowywałem scenografię do jego sztuki ‚Przyrost naturalny’ w ówczesnym teatrze we Wrocławiu – wyjaśnił w rozmowie z „Nowym Dziennikiem” Krzysztof Zarębski dodając, że dramat ten był także wystawiany był w Gliwicach, gdzie mieszkał poeta. – Przedstawienie to osiągnęło wielki sukces i mimo niespokojnych czasów udało nam się z tą sztuką pojechać do Hiszpanii” – opowiada Zarębski, który później wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Sztuka ta, z jego scenografią, została także pokazana w nowej wersji w Chicago.

Tadeusz Różewicz kontynuował z nim znajomość także po sceną, a nawet odwiedził go później w Nowym Jorku.

„Był to wspaniały i sympatyczny człowiek z niesamowitą osobowością i dużym poczuciem humoru” – wspominał Krzysztof Zarębski, który także, wygłosił krótki wstęp przed projekcją dokumentu.

„Film ‚Gliwickie lata Tadeusza Różewicza’ otrzymał nagrodę prezydenta miasta Gliwice. Był prezentowany w Londynie, Berlinie, Wiedniu, Częstochowie, Warszawie, Gliwicach oraz w Kanadzie. Krzysztof Korwin Piotrowski jest znanym reżyserem filmowym i telewizyjnym oraz dyrektorem artystycznym Fundacji „Orfeo” im. Bogusława Kaczyńskiego w Katowicach” – wyjaśnił Krzysztof Zarębski.

„To był niezwykły film, który przeniósł nas na chwilę do Polski i był pięknym podsumowaniem pewnej części drogi artystycznej Tadeusza Różewicza” – stwierdziła po obejrzeniu dokumentu konsul Ewa Jerzykowska. Podobne opinie miała większość osób, które obejrzały „Gliwickie lata Tadeusza Różewicza”.