Profesor Marek Rudnicki – „Chcę budować mosty pomiędzy Polonią a macierzą”

266

Chociaż, mimo zapewnień, nie udało się stworzyć w Polsce okręgów polonijnych do Senatu, to Polonia w najbliższych wyborach ma szanse na wybór przedstawiciela z własnego grona. Prof. Marek Rudnicki – znany lekarz z Chicago – jako kandydat bezpartyjny startuje z list Prawa i Sprawiedliwości. W pierwszym wywiadzie dla gazety polonijnej w USA mówi między innymi o swoich propozycjach dla Polonii z całego świata i o tym, czy łatwo było mu się zdecydować na wkroczenie do polskiej polityki.

Co spowodowało, że zdecydował się pan na kandydowanie do Senatu RP?

Od trzech, czterech lat widać, że władze Rzeczypospolitej, a w szczególności Senat, podejmują cały szereg działań w stronę otwartości wobec Polonii. Powstają nowe programy i nowe kierunki, dzięki którym – z jednej strony – sprawy Polonii są lepiej dostrzegane, a z drugiej strony – Polonia też może mieć bardziej klarowną obecność w polskiej rzeczywistości. Od dwóch lat pracuję w Polonijnej Radzie Konsultacyjnej przy marszałku Senatu i myślę, że konsekwencją moich działań w radzie była nominacja mnie na przedstawiciela Polonii w wyborach do Senatu. Chociaż kandydowanie nie było moim zamiarem, to rozumiem intencje partii rządzącej oraz tych, którzy mnie nominowali. Wpisuje się to w kolejny etap poprawy relacji z Polonią. Polonia i Polacy za granicą od dawna domagali się reprezentacji w polskich władzach parlamentarnych. Odrzucenie nominacji mogłoby na całe lata odsunąć kolejną taką możliwość. Myślę również, że nominujący znaleźli we mnie właściwą osobę, z odpowiednim doświadczeniem, również w skali międzynarodowej. Przedstawiałem sprawy polonijne i walczyłem o nie w Polsce, w tym o sprawy Polaków mieszkających na Wschodzie. Działałem na rzecz właściwego wizerunku Polski w USA. W końcu też, co chyba jest dość ważne, mieszkam w tej chwili w Chicago. A Chicago jest przez wielu tradycyjnie uważane za serce Polonii. Z tych powodów sądzę, że właśnie mnie przypadła ta zaszczytna nominacja.

To powody czysto merytoryczne, a co z osobistymi? Jest pan znanym lekarzem, prowadzi pan swoją praktykę lekarską. Czy łatwo było podjąć decyzję o starcie w wyborach w Polsce?

Nie, to absolutnie nie było łatwe i nadal nie jest łatwe, ale wyobraziłem sobie, co by się stało za pół roku, gdybym tej oferty nie przyjął. Nie wiem, czy byłaby ona kierowana do kogoś innego, a jeśli nie, to władze Polski, marszałek Senatu czy rządząca obecnie Polską partia mogliby stwierdzić: “My oferowaliśmy Polonii miejsce i ta nasza oferta została odrzucona”. Ja uznawałbym, że w takim wypadku byłaby to zdrada interesów Polonii, i to z trudem odwracalna. Niezależnie od tego, czy wygram, czy też nie, to sam udział w wyborach uważam za otwarcie drzwi przez aktualny rząd. I te drzwi trudno będzie zamknąć. Zdecydowałem się na start, bo wiem, że kiedyś ktoś musiał zacząć tę nową drogę, na której obecnie ja się znalazłem. Była to bardzo trudna decyzja, nad którą zastanawiałem się przez wiele tygodni. Zmieni to zupełnie moje w miarę ustabilizowane do tej pory życie. Ale jeśli nie uda mi się wygrać, to nadal będę działał na rzecz Polonii, na rzecz Polaków mieszkających za granicą.

Z racji miejsca zamieszkania zna pan problemy Polonii amerykańskiej, a co z innymi miejscami, gdzie mieszkają Polacy na świecie ?

Wiele podróżowałem i podróżuję, spotykam się z wieloma ludźmi z kręgów polonijnych. Polacy mieszkający na wschód od Polski oczekują pomocy ze strony ojczyzny i ułatwienia do niej powrotu. Wielu z nich stara się skorzystać z takiej możliwości i trzeba im to ułatwić. Patrząc na cały Zachód, to Polonia czy też Polacy tam pracujący są zupełnie inni. I tych podziałów jest bardzo wiele. Łączy nas jednak pochodzenie, wspólne korzenie i miłość do ojczyzny. Mamy Polonię amerykańską, z tradycyjną generacją starej, powojennej emigracji czy też drugiej lub trzeciej generacji Amerykanów polskiego pochodzenia. Mamy coraz większą Polonię nową, młodą, czasów Solidarności, a nawet jeszcze młodszą. Wszyscy razem tworzą nową, młodszą Polonię, w większości wykształconą, pracującą w różnych amerykańskich korporacjach. Ta Polonia też dobrze życzy Polsce. I mamy wreszcie Polaków w Europie, z których olbrzymia część to młodzi ludzie, pracujący w różnych krajach, ale utrzymujący często domy i mieszkania w Polsce, podróżujący wielokrotnie do kraju. Oni utworzyli tę “Polonię europejską” w ciągu ostatnich 15-18 lat, od czasu wejścia Polski do Unii Europejskiej. To jest kilkaset tysięcy, a może nawet ponad milion stosunkowo młodych ludzi, którzy utrzymują bardzo żywe kontakty z Polską. Oni często pracują 4-5 dni w Wielkiej Brytanii czy we Francji, a na weekend wracają do swoich polskich domów. Ta Polonia też jest zróżnicowana, począwszy od ludzi, którzy zajmują wysokie stanowiska, aż po takich, którzy wykonują bardziej podstawowe prace. Ta Polonia teraz dominuje. To pokazały ostatnie wybory.
W całych Stanach Zjednoczonych w roku 2015 podczas wyborów do polskiego parlamentu wzięło udział tylko około 27 tysięcy osób, natomiast w samej Wielkiej Brytanii było oddanych 60 tysięcy głosów. To pokazuje przesunięcie ciężaru głosującej Polonii ze Stanów Zjednoczonych do Europy.

Czy jest zatem możliwy jakiś jeden program dla całej Polonii na świecie?

Biorąc pod uwagę bardzo różne problemy dotyczące niezwykle zróżnicowanych środowisk polonijnych na świecie, jakiś jeden program obejmujący wszystkie aspekty relacji Polska – Polonia jest mało realny. Ale jest w tej kategorii wiele wspólnych punktów, które, myślę, winny dominować. Ja buduję swój program oparty na głosach z Polonii ze wschodu i zachodu, południa i północy.
Wszyscy chcemy, aby w kraju było lepiej, by było mnie podziałów i by nikt nie szargał lub szkalował imienia Polski. Jestem bezpartyjny, mam relacje zarówno z jedną, jak i drugą stroną polityczną w kraju. I będę szukał wszelkich dróg, aby zbliżyć coraz bardziej zwaśnione strony wachlarza politycznego w Polsce. Chciałbym działać na rzecz współpracy z krajowymi ośrodkami w ramach przygotowania prospektywnego i kompleksowego programu dotyczącego wizerunku Polski na arenie międzynarodowej. Kilka dni temu widziałem pierwsze takie oznaki w kwestii upamiętnienia 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej w postaci wielu artykułów prasowych, przypominających faktyczne prawdy dotyczące najazdu Niemiec na Polskę. Myślę, że to był właściwy kierunek i Polonia powinna w tym uczestniczyć. Wszyscy, niezależnie od miejsca naszego zamieszkania, winniśmy jasno mówić „nie” dla roszczeń w sprawie bezspadkowego mienia w Polsce. Tutaj muszą decydować obecne międzynarodowe normy prawne, realizowane przez wiele państw na świecie. Polonia ma prawo domagać się zmiany systemu wyborów do władz parlamentarnych. Określenie okręgu wyborczego, obejmującego jedynie Polonię i Polaków mieszkających za granicą będzie sprzyjało budowie dobrych relacji z krajem. Są problemy podwójnego opodatkowania emerytur dla osób wracających do Polski, gdzie powinniśmy my, Polacy w USA, przez nasze organizacje i przez nacisk na kongresmanów i senatorów wpłynąć na zmianę krzywdzącej nas ustawy, która funkcjonuje od ponad 30 lat. Myślę też, że niezwykle ważne jest wykorzystanie doświadczeń Polaków pracujących obecnie za granicą, a którzy mogą wrócić do kraju i budować jego lepszą przyszłość. Ta sprawa wymaga dodatkowych mocnych i konkretnych decyzji, wspierających takie powroty. Kolejna sprawa to możliwość przeniesienia naszych, polonijnych, doświadczeń na różne dziedziny życia w Polsce. Dam tutaj przykład spraw związanych z jakością leczenia. Każdy pacjent chce być leczony jak najlepiej i być przede wszystkim bezpiecznie leczony. W wielu krajach takie programy są realizowane i my wiemy, które działają lepiej, a które gorzej. Po odpowiedniej adaptacji można byłoby je przystosować i realizować w Polsce, ku pożytkowi polskich pacjentów.

W swojej wyborczej drodze do Senatu ma pan dwóch konkurentów – Kazimierza Ujazdowskiego z Koalicji Obywatelskiej i Pawła Kasprzaka z ruchu Obywatele RP. Jak ich pan ocenia?

Każda osoba startująca do Senatu jest mocnym kandydatem. Myślę, że wyborcy będą mieli okazję opowiedzieć się, kogo chcieliby widzieć w wyższej izbie polskiego parlamentu. Czy ludzi zmieniających swoje zapatrywania, reprezentujących lewicowe poglądy, czy też postawić na człowieka wiernego przez całe życie swoim ideałom, człowieka, który, pochodząc spoza aktualnego układu politycznego w Polsce, może wnieść wiele nowego, reprezentując jednocześnie miliony Polaków mieszkających poza granicami kraju.

Czy uważa pan, że głosowanie na pana może być swoistym testem dla Polonii, czy warto np. myśleć o obwodach polonijnych?

Aktualny system wyborczy jest poniekąd spadkobiercą tego, co zrobiono za komuny. Wtedy włączono Polonię do okręgu warszawskiego, licząc, że Polonia nigdy nie wygra i będzie cieszyła się z udziału w głosowaniu, ale szanse na wybór będzie miała niewielkie. Decyzję wyboru tzw. polonijnego kandydata oceniam jako krok we właściwą stronę i zmierzałbym do tego, żeby w przyszłości było miejsce lub kilka miejsc w Senacie przeznaczonych dla reprezentantów tej wielomilionowej rzeszy Polaków mieszkających za granicą. Podobnie jeśli chodzi o niższą izbę parlamentu. Zdecydowanie sądzę, że te wybory są otwarciem nowej drogi.

Zakładając, że wygra pan wybory, to jak wyobraża sobie pan sprawowanie mandatu i dzielenie życia pomiędzy Warszawę a Chicago?

Tutaj są zdecydowane oczekiwania, zarówno ze strony Warszawy, jak i ze strony środowisk polonijnych. Widzę, że środowiska polonijne absolutnie oczekują, że chcą mieć tego senatora u siebie. Myślę, że w związku z tym na pewno ograniczę działalność zawodową i będę chciał w dużej mierze spełniać swoje obowiązki, krążąc pomiędzy krajami, jak i pomiędzy kontynentami. Nie wiem, czy uda mi się to wszystko tak rozwiązać, ale mam taką nadzieję. Staram się także rozwinąć internetową sieć ludzi z różnych krajów i stworzyć grono bezpośrednich doradców czy konsultantów, co pozwoli mi funkcjonować bardziej racjonalnie między Polską a zagranicą.

Czy planuje pan spotkania z wyborcami w USA, być może w Nowym Jorku lub w New Jersey?

Moje najbliższe spotkanie odbędzie się 23 września w Chicago. Rozważam także spotkanie kilka dni wcześniej, około 19 września, w Nowym Jorku bądź w New Jersey – czekam na potwierdzenie, bo chciałbym tam jechać. W Nowym Jorku będę także chciał uczestniczyć w Kongresie 60 Milionów, który odbędzie się na początku października.

Podsumowując, jak ocenia pan swoje szanse na wygraną?

Myślę, że moje szanse zdecydowanie wzrosły. W ostatnich dniach przedstawiłem się w krajowej telewizji, gdzie miałem szereg wystąpień. Pytano mnie o mój program i o to, co chcę robić w Senacie. Miałem także okazję przedstawić szereg myśli podczas kolejnego Ekonomicznego Forum Polonijnego odbywającego się w Krynicy-Zdroju. Myślę, że ci, którzy się interesują w pewien sposób polityką, dostrzegli we mnie potencjalnego kandydata. Mam przed sobą jeszcze miesiąc, więc będę chciał aktywniej dotrzeć do dusz i serc potencjalnych wyborców, przedstawiając im siebie jako człowieka zgody, człowieka, który chce budować porozumienie między różnymi frakcjami polskiego społeczeństwa, i człowieka, który chce budować silne pomosty pomiędzy Polonią a macierzą w obu kierunkach. Potrzebna jest do tego rejestracja do wyborów, najlepiej na stronie internetowej, oraz udział w nich.