Prometeusz z brązu

Wspomnienie o mistrzu Andrzeju Pityńskim

497
Mistrz Andrzej Pityński zmarł w wieku 73 lat / Foto: ARCHIWUM ANDRZEJA PITYŃSKIEGO

Stworzył kilkadziesiąt monumentalnych pomników, wiele mniejszych rzeźb, pamiątkowych tablic oraz medali i odznaczeń. Uważał, że "dobry pomnik, oglądany nawet przez kilka minut, pamięta się przez długie lata lub całe życie", a jego dzieła są tak charakterystyczne, że wystarczy na nie spojrzeć, by stwierdzić, że ich twórcą jest mistrz Andrzej Pityński. Dlatego też artysta ten będzie żył w naszej pamięci zawsze. Pozostanie także we wspomnieniach, o czym zapewniają wszyscy, którzy mieli okazję z nim współpracować lub przynajmniej poznać zmarłego niedawno twórcę.

W piątek, 18 września, świat obiegła bardzo smutna wiadomość – zmarł mistrz Andrzej Pityński, jeden z najbardziej znanych polskich rzeźbiarzy, którzy kiedykolwiek mieszkali i tworzyli w Ameryce Północnej. Informacja ta poruszyła nie tylko polonijne środowisko w Stanach Zjednoczonych, gdzie od 1974 r. żył i pracował artysta, ale także odbiła się szerokim echem w Polsce. Jego śmierć to ogromna strata dla świata kultury.

„Ze smutkiem przyjąłem wiadomość o odejściu profesora Andrzeja Pityńskiego – Kawalera Orderu Orła Białego. Rzeźbiarza. Twórcy wielu pomników, w tym Pomnika Katyńskiego w New Jersey. Pogrążonych w żalu niech wspiera myśl, że pan profesor będzie na wieki żył w swoich dziełach. RIP” – napisał na Twitterze prezydent Andrzej Duda, który w 2017 r. odznaczył artystę Orderem Orła Białego. Prezydent uhonorował go „w uznaniu znamienitych zasług dla upowszechniania i popularyzowania historii polskiego czynu niepodległościowego, za wybitne osiągnięcia w twórczości rzeźbiarskiej, działalność polonijną i krzewienie polskości”. Twórca odznaczony był również Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz odznaką honorową „Zasłużony dla Województwa Podkarpackiego”.

„Dokąd lecisz, Prometeuszu z brązu,
Zbyt oswojony, by płakać, zbyt dziki, by ukryć twoje imię?
Twój podpis jest wpisany w oczy husarii!”

Słowa te stanowią fragment wiersza pt. „Dla Tatusia 1947-2020”, jaki na cześć swojego ojca – mistrza Andrzeja Pityńskiego napisał jego syn Alexander. Na swoim facebookowym profilu podziękował on wszystkim, którzy za pośrednictwem mediów społecznościowych złożyli jemu i jego rodzinie kondolencje z powodu śmierci ojca, który – jak napisał – „żyje we mnie i w sercach patriotów na całym świecie”.

Alexander Pityński szczególne podziękowania skierował do prezydenta Andrzeja Dudy „za ciepłe słowa współczucia” z powodu odejścia ojca.

„Tato spoczywaj w pokoju. Jesteś moim bohaterem” – dodał Alexander.

W smutku pogrążona jest nie tylko cała rodzina mistrza Andrzeja Pityńskiego, ale również Polonia amerykańska, z którą artysta był niesamowicie zżyty poprzez swoją działalność oraz wymowne, monumentalne pomniki związane z historią Polski. A tych, tylko w Stanach Zjednoczonych, jest kilkanaście.

„Bardzo przykro jest pożegnać kogoś bliskiego z rodziny, szkoda, że tak szybko odszedł – powiedziała „Nowemu Dziennikowi” mieszkająca w Polsce Halina Jaworska, cioteczna siostra mistrza Andrzeja Pityńskiego. – Ja, moje dzieci i wnuki, moje siostry Danusia i Krzysia z rodzinami, wspominamy go bardzo serdecznie. Spotykaliśmy się na rodzinnych uroczystościach, wysyłał nam świąteczne życzenia. Teraz pozostał smutek i żal, lecz pamięć po nim nie zaginie, a jego pomniki będą nam o nim przypominać” – stwierdziła kuzynka rzeźbiarza.

Pani Halina zwróciła również uwagę na szacunek do rodziny oraz wielki patriotyzm, jakim cechował się mistrz Pityński.

„Andrzeja i moja mama były rodzonymi siostrami. Często odwiedzaliśmy się w Polsce, mieliśmy wspólną babcię Marię Krupę, dziadek zmarł kiedy nasze mamy były małe. Babcia odeszła w 1970 r., a Andrzej zrobił dla niej pomnik Jezusa Frasobliwego, w czasie kiedy studiował w Krakowie. Do Ameryki wyjechał po moim ślubie w 1974 r. Często odwiedzaliśmy w Ulanowie rodziców Andrzeja, którzy bardzo tęsknili za swoim synem jedynakiem (po śmierci jego brata – przyp. WM). Byli bardzo z niego dumni, cieszyli się, że tworzy patriotyczne dzieła. Andrzej często odwiedzał rodziców, rodzinę, przyjaciół, swoje rodzinne miasto Ulanów oraz swoją ojczyznę, Polskę” – podkreśliła Halina Jaworska.

Pomnik Jezusa Frasobliwego znajdujący się na grobie Marii Krupy, babci mistrza Andrzeja Pityńskigo i wyrzeźbiony przez niego podczas studiów na ASP w Krakowie / Foto: ARCHIWUM HALINY JAWORSKIEJ

O patriotyzmie oraz wielkim szacunku do kraju swoich przodków i jego historii wspominał także dr Teofil Lachowicz, który współpracował z mistrzem Andrzejem Pityńskim wiele lat, m.in. przy realizacji różnych projektów, które były sponsorowane przez Stowarzyszenie Weteranów Armii Polskiej.

„Byliśmy w ciągłym kontakcie zarówno wtedy, gdy powstawał pomnik gen. Andersa w Cassino, pomnik Patrioty w Stalowej Woli, czy też ostatnio przy pomniku Żołnierzy Wyklętych w Jaśle – podkreślił nasz rozmówca. – Poza tym mistrz Pityński był komendantem Placówki 123. SWAP w Nowym Jorku, w której jestem adiutantem protokołowym. Był także drugim wicekomendantem Okręgu 2. SWAP, do którego należy 123. Placówka” – dodał pan Teofil.

Zmarły niedawno artysta wykonał także kilka organizacyjnych odznaczeń dla SWAP, m.in. medal Paderewskiego i medal Stulecia Czynu Zbrojnego Polonii Amerykańskiej.

„Dwa lata temu w Amerykańskiej Częstochowie odsłoniliśmy tablicę pamiątkową na stulecie wspomnianego czynu zbrojnego, której autorem był mistrz Pityński” – zaznaczył dr Lachowicz. Dodał, że również wspólnie redagowali „Weterana”, czyli miesięcznik Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce, na łamach którego ukazało się wiele artykułów poświęconych twórczości mistrza Pityńskiego. Dlatego też ich kontakty były bardzo zacieśnione i bliskie. Dr Teofil Lachowicz był bardzo zasmucony śmiercią artysty.

„Mistrz Andrzej Pityński był postacią absolutnie wyjątkową, człowiekiem, który bardzo dużo doświadczył w swoim życiu, ponieważ jego rodzice byli żołnierzami wyklętymi” – podkreślił nasz rozmówca, dodając, że przez to zmarły rzeźbiarz od najmłodszych lat miał kłopoty w szkole, gdzie nazywano go „synem bandytów”. „Przez te problemy był bardzo uodporniony na przeciwności, z którymi się spotykał” – stwierdził dr Lachowicz. – Mimo, że w Ameryce mieszkał kilkadziesiąt lat, to był Polakiem z krwi i kości. Nigdy się nie wyrzekł polskości. Ewenementem jest to, że nawet działając w renomowanych pracowniach rzeźbiarskich w Stanach Zjednoczonych i tworząc ogromne dzieła za amerykańskie pieniądze, propagował historię Polski” – zaznaczył nasz rozmówca. Dodał, że nie tylko jemu i weteranom ze SWAP, ale także całej Polonii będzie bardzo brakowało mistrza Andrzeja Pityńskiego.

„On wiedział, czego chce i potrafił iść pod prąd, żeby to zrealizować. Czasem szedł jak czołg przeciwko wszystkim” – wspominał dr Teofil Lachowicz. Dodał, że niestety nie udało mu się doczekać umiejscowienia w Polsce pomnika poświęconego ofiarom ludobójstwa na Wołyniu.

„Dla państwa polskiego, władz centralnych i terenowych pomnik Rzeź Wołyńska mistrza Andrzeja Pityńskiego jest wielkim wyrzutem sumienia, zwłaszcza teraz jak ten artysta odszedł” – podkreślił  nasz rozmówca, zaznaczając, że od 2018 roku stoi on w odlewni gliwickiej, czekając na swoje docelowe miejsce.

Niestety już kilka miast – m.in. Jelenia Góra, Toruń, Rzeszów, Stalowa Wola, Komańcza i Kielce – które początkowo deklarowały chęć jego umiejscowienia, ostatecznie zrezygnowało z tego pomysłu. W każdym przypadku problem był z głosowaniem radnych, wśród których było więcej przeciwników niż zwolenników, co wiązało się głównie z obawami o reakcję Ukraińców. To bardzo bolało twórcę pomnika, który nie krył swojego oburzenia. Podkreślał to w wywiadach, jakie miałem przyjemność z nim przeprowadzić.

„Przykro jest mi o tym mówić, ale wydaje mi się, że w Polsce, wśród polityków, następuje transfuzja krwi z polskiej na ukraińską. Panuje jakaś dziwna znieczulica, otępienie i tchórzostwo na temat rzezi wołyńskiej oraz paraliżujący strach przed Ukraińcami, a także fałsz, obłuda, zakłamanie, chęć tuszowania i ukrywania najohydniejszej zbrodni ukraińskich bandytów z UPA na bezbronnych polskich dzieciach, kobietach i starcach, na 200 tys. Polaków wymordowanych w latach 1940-1947 – stwierdził mistrz Andrzej Pityński w jednej z naszych rozmów. – To jest jakaś wredna, polityczna, fałszywa ukraińska solidarność, kosztem prawdy historycznej, jaką była rzeź wołyńska. Tej zbrodni Polacy nigdy nie zapomną i nie wybaczą Ukraińcom” – dodał twórca pomnika upamiętniającego to ludobójstwo.

Pomnik Rzezi Wołyńskiej od dwóch lat stoi w odlewni GZUT w Gliwicach i nie może znaleźć swojego docelowego miejsca / Foto: ARCHIWUM ANDRZEJA PITYŃSKIEGO

Sprawę instalacji pomnika Rzezi Wołyńskiej poruszył także Dariusz Knapik, prezes firmy Victoria Consulting & Development, który poprzez swoje kontakty w Polsce stara się lobbować wśród lokalnych polityków i samorządowców oraz przekonać ich do znalezienia odpowiedniego miejsca, w którym w końcu jedno z ostatnich dzieł mistrza Andrzeja Pityńskiego mogłoby zostać zainstalowane.

„Jest pewna miejscowość położona niedaleko Ulanowa, jego rodzinnego miasteczka, której władze bardzo chcą, by ten pomnik tam stanął. W gminie tej podobno wylano już fundament pod pomnik Rzezi Wołyńskiej, ale niestety wszystko zostało przerwane przez pandemię Covid-19” – zapewnił polonijny biznesmen. Na razie nie ujawnia nazwy miejscowości, żeby ktoś znów nie próbował wywierać niepotrzebnej presji na radnych, by doprowadzili do zaniechania pomysłu z umiejscowieniem tego dzieła mistrza Andrzeja Pityńskiego.

„Ma on niesamowite zasługi zarówno dla Polonii, jak i Polski. Uważam, że długo nie będziemy mieli takiego artysty, jakim on był” – podkreślił Dariusz Knapik, dla którego wiadomość o śmierci mistrza była nie tylko zaskoczeniem, ale również szokiem.

Także mec. Sławomir Platta, który był „motorem napędowym” akcji związanej z obroną pomnika Katyń 1940 w 2018 r. wiadomość o śmierci rzeźbiarza przyjął z niedowierzaniem.

„Jak to, Andrzej? Nie mogłem uwierzyć, że zabraknie pośród nas twórcy pomnika, o który tak bardzo razem walczyliśmy. To przecież Andrzej był powodem w sądzie federalnym, w pozwie który złożyliśmy zaraz po tym jak burmistrz Fulop zagroził natychmiastowym przesunięciem pomnika. Wtedy to poprosiłem mistrza Pityńskiego, aby stał się częścią tego procesu, jako że to właśnie jego prawa autorskie do wizerunku pomnika były pogwałcane. On od razu zgodził się, pomimo licznych nacisków politycznych ze strony osób zaangażowanych w haniebne porozumienie z burmistrzem Fulopem, zawarte za plecami Polonii przez byłego konsula generalnego Macieja Golubiewskiego oraz Ireneusza Lubaczewskiego” – wspominał adwokat. Mec. Sławomir Platta dodał, że Andrzej Pityński bardzo się obawiał o losy pomnika i o to, że usunięcie go z dotychczasowego miejsca spowoduje jego trwałe uszkodzenie i w efekcie umieszczenie na wiele lat w jakimś magazynie.

„Mistrz trwał w tej walce niezłomnie – zawsze mu powtarzałem, że ‚porażka nie jest opcją’. Później kiedy tę walkę już wygraliśmy, przekazał mi w podziękowaniu Order Wolności, który sam stworzył. Było to niezwykle dla mnie wzruszające, że tak bardzo docenił nasz wspólny wysiłek. Do końca swoich dni pozostał prawdziwym patriotą, który nie chciał ‚sprzedać’ polityce swojej sztuki. Pozostanie na zawsze artystycznym wzorem człowieka dla mnie i dla naszych młodszych pokoleń, kiedy jego dzieła będą wciąż świadczyć o jego artystycznej wielkości” – podkreślił adwokat.

W nietypowy sposób zmarłego rzeźbiarza wspomina jeden z najbardziej znanych polskich i polonijnych fotografików – Czesław Czapliński, który z mistrzem Andrzejem Pityńskim przyjaźnił się od 1980 r. Razem zrobili kilka wspólnych projektów, a pan Czesław dodatkowo opisywał i fotografował wszystkie pomniki Andrzeja Pityńskiego, postawione zarówno w Ameryce, jak i w Polsce. Stworzył nawet kilka katalogów oraz zorganizował wiele wystaw jego prac, a niedawno ukończył o nim 50-minutowy film dokumentalny pt. „Mistrz Andrzej Pityński, ambasador historii Polski w Ameryce”. Film ten zaczyna się od wręczenia artyście Orderu Orła Białego przez prezydenta Andrzeja Dudę, co miało miejsce 11 listopada 2017 r.

„Jeszcze nie tak dawno, celebrowaliśmy u mnie w domu ukończenie filmu, a tu 18 września 2020 r. obiegła świat informacja o śmierci mistrza Pityńskiego” – podkreślił znany fotograf i dodał, że zastanawiał się, co mógłby zamieścić w krótkim wspomnieniu o tym artyście.

„Mówi się, że dobra fotografia warta jest więcej niż tysiąc słów. Postanowiłem pokazać trzy fotografie z kilku tysięcy, jakie zrobiłem Andrzejowi i jego rzeźbom, wraz z krótką historią” – wyjaśnia pan Czesław. Pierwszym zdjęciem jest fotografia sprzed prawie 40 lat.

„Andrzej namalował węglem całą serię dużych rysunków dotyczących jego wspomnień z młodości i opowiadań rodziców z partyzantki. Na tle jednego z nich zrobiłem mu portret w październiku 1982 r. Co ciekawe, wiele lat później Andrzej wybierał ten portret do licznych publikacji, które go reprezentowały w Ameryce i na świecie” – wspomina fotografik.

 

Mistrz Andrzej Pityński na tle jednego ze swoich rysunków wykonanych węglem. Zdjęcie wykonane w październiku 1982 r. / Foto: CZESŁAW CZAPLIŃSKI

Kolejne zdjęcie przedstawia instalację najbardziej znanego dzieła mistrza Pityńskiego – pomnika Katyń 1940. „15 maja 1990 r. przyjechałem z Andrzejem i całą ekipą ludzi oraz dźwigów do Jersey City, aby ostatecznie postawić pomnik Katyń 1940 na tle legendarnych dziś wież WTC. Pamiętam niedawną walkę o to, aby ten pomnik pozostał na miejscu. Muszę powiedzieć, że to było nic w porównaniu z tym, ile trzeba było załatwić spraw, przekonać ludzi, napisać artykułów, zebrać w końcu pieniędzy, aby on tam stanął. Pamiętam, że kiedy już tam stanął, krzyczeliśmy wszyscy z wrażenia” – wspomina Czesław Czapliński.

Montaż pomnika Katyń 1940 na Exchange Place w Jersey City, NJ. Zdjęcie zrobione 5 maja 1990 r. / Foto: CZESŁAW CZAPLIŃSKI

Trzecia fotografia jest zrobiona niespełna dwa lata temu. Zdjęcie jest wykonane na cmentarzu w Ulanowie, gdzie jest pochowana najbliższa rodzina mistrza Pityńskiego. Właśnie – jak dowiedział się „Nowy Dziennik” – tam, w grobie jego brata Januszka (po prawej stronie na zdjęciu) spoczną prochy artysty.

„Robiąc film o Andrzeju spotkaliśmy się z nim w rodzinnym Ulanowie, dawnej stolicy flisactwa, w niewielkim miasteczku położonym w widłach Sanu i Tanwi na Podkarpaciu. Andrzej zaproponował cmentarz, gdzie leżą jego rodzice – ojciec Aleksander (1926-1994), mama Stefania (1925-1997), brat Januszek (1948-1952), który utonął oraz wuj Michał Krupa ps. ‚Pułkownik’ (1920-1972). W pewnym momencie, kiedy zapalona lampka na grobie zgasła, Andrzej usiadł nieopodal, wziął resztki jeszcze ciepłego wosku i zaczął obrabiać go w palcach. W pewnym momencie wosk zaczął przypominać miniaturową rzeźbę. Powiedział mi wówczas, że tak zaczynał ‚rzeźbić’, jako mały chłopiec, kiedy na Wszystkich Świętych przychodził z rodzicami na groby bliskich” – wspomina Czesław Czapliński, którego zdjęcia mówią same za siebie. Podobnie jak dzieła mistrza Pityńskiego, który twierdził, że pomniki są „kamertonem uczuć” oraz „drogowskazem dla przyszłych pokoleń”. Zmarły niedawno artysta uważał też, że „pomniki przemawiają symbolem”.

„Dobry pomnik, oglądany nawet przez kilka minut, pamięta się przez długie lata lub całe życie. Pomniki są jak słupy milowe w historii narodów – nie pozwalają innym systemom i ustrojom zniszczyć waloru i rdzenia kultury narodowej” – powiedział kiedyś mistrz Andrzej Pityński. Słowa te są mottem „Portretu z historią”, który Czesław Czapliński poświęcił zmarłemu artyście. Można go znaleźć na stronie www.czczaplinski.com.

Mistrz Andrzej Pityński na cmentarzu w Ulanowie, gdzie spoczywają jego bliscy. Prochy artysty zostaną pochowane w grobie jego młodszego brata Januszka (na zdjęciu z prawej strony), który zginął tragicznie jako dziecko / Foto: CZESŁAW CZAPLIŃSKI

**********

Mistrz Andrzej Pityński zmarł w piątek, 18 września, około godz. 2 w nocy w szpitalu Virtua Memorial Hospital w Mount Holy, NJ. Miał 73 lata. Rzeźbiarz w ostatnim czasie zmagał się z problemami zdrowotnymi, jednak był na tyle sprawny, że cały czas pracował i tworzył nowe dzieła. Zatrudniony był w Johnson Atelier w Hamilton, NJ, na pełnym etacie (na stanowisku supervisor modeling and mold).

Artysta pozostawił żonę Christine Gacek Pityńską, wieloletnią partnerkę Claire Brown, dwóch synów, Aleksandra i Michała, oraz synową Agnieszkę i troje wnuków: Andrzeja, Aleksandrę i Angelikę.

Uroczystości pogrzebowe odbędą się w niedzielę, 27 września, w Lee Funeral Home w Mount Holly, NJ, gdzie będzie wystawiona trumna z ciałem zmarłego artysty. Ze względu na panującą pandemię, odwiedziny domu pogrzebowego ograniczone są tylko do członków rodziny i bardzo bliskich przyjaciół.

Z chwilą złagodzenia międzynarodowych ograniczeń w podróżowaniu – zgodnie z życzeniem mistrza Andrzeja Pityńskiego – urna z jego prochami zostanie przewieziona do Ulanowa, gdzie zostanie pochowany w grobie brata Michała (Januszka) Pityńskiego, który jako małe dziecko zginął tragicznie, topiąc się w rzece San.

„Obaj bracia będą spoczywać razem w pokoju wiecznym po wsze czasy” – napisał na swoim facebookowym profilu Alexander Pityński, syn rzeźbiarza.