Seniorzy w czasie pandemii

254
EPA-EFE/Alba Vigaray

„Na początku było dużo strachu. Byliśmy bombardowani informacjami o kolejnych przypadkach śmiertelnych, szczególnie wśród osób starszych. A liczby te rosły z prędkością światła. I właśnie te dane działały paraliżująco na naszych seniorów” – mówi o początkach pandemii koronawirusa w Nowym Jorku Marta Kustek, prowadząca dzienne Centrum Seniora Northside na Brooklynie. Od pół roku wszystkie takie placówki w mieście są zamknięte dla seniorów, a wielu z nich tygodniami nie opuszczało mieszkań. „Niektórzy bali się nawet otworzyć drzwi dostawcom jedzenia, więc siatki z obiadami były wieszane na klamce od zewnątrz” – dodaje Marta Kustek.

W Nowym Jorku mieszka ponad 1,7 miliona osób w wieku powyżej 60 lat, co jest rekordowym wynikiem. Wśród nich ponad 141 tys. seniorów ma więcej niż 85 lat. Co piąty żyje poniżej federalnej granicy ubóstwa. Wielu aktywnie uczestniczy w zajęciach proponowanych przez dzienne centra seniora. Takich placówek w Nowym Jorku jest kilkaset. Przychodzą tam nie tylko z powodu smacznych obiadów, oferowanych za darmo lub za symbolicznego dolara, ale przede wszystkim, by się spotkać. Od końca marca jest to niemożliwe.
Dzienne domy seniora, z powodu pandemii koronawirusa, nie mogą przyjmować osób starszych i organizować dla nich zajęć. Obiady także gotowane są w innym miejscu i dostarczane seniorom dwa razy w tygodniu. „My tylko podaliśmy adresy naszych seniorów, którzy chcieli otrzymywać miejskie jedzenie. Sami ich nie mogliśmy gotować, mimo że jesteśmy na to przygotowani. To są zamrożone obiady dowożone dwa razy w tygodniu. Natomiast my cały czas funkcjonujemy. Nie możemy gościć u siebie seniorów, ale zespół jest w pracy. Co prawda też w zmienionej formie, bo w budynku jesteśmy trzy razy w tygodniu, a dwa razy w tygodniu pracujemy zdalnie z domu” – tłumaczy Marta Kustek.

Wśród zadań spowodowanych pandemią jest między innymi regularne kontaktowanie się z podopiecznymi. – „Byli odizolowani przez długi czas, część seniorów przez długie miesiące nie wychodziła z domu, albo robiła to bardzo rzadko. Sprawdzaliśmy, jak się czują. Czy nic im nie brakuje. Większość naszych seniorów mieszka sama, nie każdy ma w USA rodzinę. Niektórzy są zdani tylko na nas – mówi Marta Kustek. – Był czas, że byli odcięci od wszystkiego: lekarzy, nie chodzili do sklepów, do aptek, przywożono im jedzenie, ale konieczne były też podstawowe rzeczy, jak chociażby środki czystości. W pomoc włączyli się też wolontariusze z Greenpoint Helpers, którzy nie tylko pomagają w zrobieniu zakupów, ale też dostarczają trzy razy w tygodniu jedzenie czy wykupują leki, jak jest taka potrzeba. Teraz się to już trochę zmieniło, bo osoby starsze zaczęły wychodzić na zewnątrz, ale jeszcze kilka czy kilkanaście tygodni temu było inaczej” – dodaje Polka z dziennego Centrum Seniora Northside na Brooklynie.

Wśród osób uczęszczających tam na zajęcia do czasu wybuchu pandemii jest pan Daniel. Do USA wyemigrował na początku lat 70-tych. Pochodzi z Białegostoku, wiele lat mieszkał w Warszawie. – Najtrudniejsza w tej całej sytuacji jest izolacja. Nie można wspólnie usiąść przy stole, zjeść, porozmawiać. Spotkać się w centrum seniora. To dla nas wszystkich jest przykra sprawa. Przed zamknięciem przychodziłem tam codziennie, a czasem jak były jakieś występy, to nawet w sobotę. Pani Marta zapraszała różne osoby, które śpiewały czy grały na instrumentach. Było bardzo przyjemnie. Teraz nie można i nikt nie wie, jak długo to potrwa. Koronawirus jest niewątpliwie groźną rzeczą, ale myślę, że to wszystko jest zbyt wyolbrzymione przez niektórych polityków, którzy walczą zawzięcie o powrót ich kandydata do Białego Domu. O to tylko chodzi. Chcą się dorwać do władzy, a my jesteśmy tylko pionkami na szachownicy. Zobaczy pani, że pandemia skończy się po wyborach – mówi pan Daniel. Stara się jak najmniej czasu spędzać w domu. – Znam wielu lekarzy i oni też podkreślają, że trzeba jak najczęściej wychodzić na świeże powietrze, to jest głupota siedzieć w zamknięciu. Ja staram się spotykać ze znajomymi, szczególnie takimi, którzy przyjechali w tym samym czasie, co ja do Ameryki, ale są ograniczenia i nie ma takich spotkań, jak przed pandemią. W pewnym sensie jest to areszt domowy. Był też problem z dostępem do lekarzy przez pierwsze 3 miesiące, żaden nie przyjmował, bo było to zabronione. No szczyt głupoty! Wszystko tylko koronawirus i koronawirus. Nawet jak ktoś umierał na inną chorobę, to podciągali pod nowego wirusa. Tego oficjalnie nie mówią nasi kacykowie, ale tak było. Jedyna opieka medyczna dostępna, to można było pójść na „emergency”, ale Bogu dzięki, jak nie miałem takich przypadków i nie musiałem – opowiada pan Daniel.
„Jeszcze raz powtórzę, wszystko się uspokoi po wyborach i oby Trump wygrał, bo będzie tragedia. Proszę zobaczyć jak wygląda Manhattan, chociażby okolice 42. ulicy i Madison czy 5 Alei. Jak po wojnie” – dodaje mężczyzna.

Na ponowne otwarcie dziennych domów seniora czekają praktycznie wszystkie starsze osoby tam uczęszczające. – Mieliśmy bardzo dobre obiady, pani Marta bardzo dobrze prowadziła wszystko, różne występy były, fajna rozrywka, ciekawi goście, teraz nie ma nic i nie ma widoków na coś lepszego, ale pani Marta się bardzo stara i gdyby nie ona, to byśmy przepadli. Natomiast te miejskie obiady, co przywożą, to nie da się ich jeść. Zamrożone i niesmaczne – twierdzi pan Jan. – Najtrudniejsze w tym wszystkim jest to, że teraz nie możemy wyjść, bo nie ma gdzie za bardzo. Wcześniej można się było spotkać w centrum, pooglądać wspólnie telewizję, porozmawiać o wszystkim, było zupełnie inaczej. Natomiast teraz nie jest wiadomo, co będzie dalej. Czy w ogóle będziemy mieli otwarte dla naszych seniorów. Pytam się o to często, ale nikt nie potrafi odpowiedzieć. To znaczy na pewno będzie ponownie otwarte, ale kiedy? To nie jest wiadomo” – dodaje senior.

Jak tylko jest ładna pogoda stara się wychodzić z domu. Mieszka niedaleko parku więc zazwyczaj tam spaceruje. – Mieszkam w USA już od 40 lat i to pierwsza taka sytuacja w moim życiu. Bardzo przykra sytuacja, bo jestem praktycznie zamknięty teraz. Jestem starszy człowiek, jak wychodzę to zakładam maskę, ale i tak czuje strach, bo nie jest wiadomo, co to z tego będzie. Ale żyjemy nadzieją, że się to skończy szybko – mówi pan Jan.
Oficjalnej informacji od władz miasta, dotyczącej ponownego otwarcia dziennych centrów seniora wciąż nie ma. 15 sierpnia na stronie Department for the Aging można było przeczytać, że z powodu pandemii koronawirusa i aby zapobiec rozprzestrzenianiu się Covid-19, centra pozostają zamknięte. Natomiast starsze osoby mogą liczyć na bezpłatne jedzenie dostarczane do domów. Wcześniej jednak należy się zarejestrować w programie Direct Center Meal Delivery to Home. Można to zrobić dzwoniąc na przykład pod miejski numer 311 (można poprosić o polskiego tłumacza).

O tym, jak bardzo seniorom brakuje wspólnych spotkań, mogą świadczyć wydarzenia z upalnych dni, kiedy w placówkach funkcjonowały tzw. centra chłodzenia. Otwarte dla każdego, w tym seniorów. – W ciągu lata mieliśmy kilka takich dni, kiedy byliśmy otwarci i ci nasi podopieczni mogli nas wtedy odwiedzić. W pewnym momencie przyszło nawet kilkanaście osób i widziałam, jak bardzo byli spragnieni kontaktów ze sobą, spotkania, jak się niesamowicie cieszyli, że mogą porozmawiać i z nami, i z innymi osobami – mówi Marta Kustek. – Można śmiało powiedzieć, że ten upał był tylko pretekstem, by się spotkać. Zresztą na polecenie miasta przeprowadziliśmy ankietę, w której zapytaliśmy o powód przyjścia do nas. Nie było ani jednej osoby, która przyszła z powodu gorąca, by się schłodzić. Każdy chciał się spotkać z innymi, potrzebował tego tzw. social life. Zresztą wśród naszych seniorów funkcjonują od jakiegoś czasu przeróżne inicjatywy. Mamy kilka seniorek, które same zaczęły mobilizować innych do spotykania się na świeżym powietrzu, w parku. Umawiają się na gimnastykę nad wodą. Dzwonią szczególnie do tych osób, które mają skłonności do zamartwiania się, i to jest bardzo fajne. Jestem bardzo dumna z tych naszych członkiń” – podkreśla Marta Kustek. Prowadząca dom seniora dodaje, że początek pandemii wiązał się z najróżniejszymi emocjami wśród seniorów. Często był to smutek, ogromna złość i strach, co będzie dalej. – W mediach przewijała się informacja, że wirus ten przede wszystkim zabiera starsze osoby. Że umierają podopieczni całodobowych domów opieki dla seniorów. No i nasi seniorzy, bombardowani takimi doniesieniami, strasznie się bali o swoje życie. Wielu przyszłość widziało w czarnych kolorach, to co się działo odbierało, jako czasy ostateczne. W tym czasie zebrała się grupa, której dużą ulgę sprawiały wspólne modlitwy i słuchanie mszy emitowanych w radiu. Do tej pory zresztą istnieje, nawet ją nazwaliśmy „Emotional support and praying group” – mówi Marta Kustek. – Takie momenty wskazują jak mocno się ze sobą zżywają, jak ta więź między nimi jest bardzo rozwinięta” – dodaje.

W centrum seniora, które prowadzi, osób aktywnych, przychodzących regularnie na zajęcia przed pandemią, było ok. 150. Polacy stanowią ok. połowę z nich. – Cały czas czekamy, że coś wkrótce się zmieni. Miasto powoli się otwiera. Są nowe zasady dla na przykład restauracji. Może my też, za miesiąc, dwa będziemy mogli funkcjonować, na jakiś zasadach? – zastanawia się Polka. – Choć wszyscy mówią, że jest to takie moje myślenie życzeniowe, i że raczej do końca roku pozostaniemy zamknięci. Ja liczę, że nastąpi to wcześniej. Że może chociaż w jakimś stopniu pozwolą przychodzić do nas seniorom i że pozwolą nam gotować dla nich, a oni będą mogli zabierać jedzenie do domu. Jest to ogromnie ważne – relacja z innymi, i bardzo bym chciała żeby to zaczęło wracać do normalności. Dobrze, że większość seniorów zaczęła już wychodzić na zewnątrz. My też mocno zachęcaliśmy do tego, jak tylko zaczęło sięrobić cieplej.
Zauważyliśmy, że cała ta izolacja bardzo źle wpływa na psychikę naszych seniorów. Depresja, która bardzo często występuje wśród osób w starszym wieku, w tej sytuacji jeszcze bardziej się pogłębiła. Były osoby, które były w bardzo kiepskim stanie psychicznym, myśmy co prawda oferowali im pomoc w postaci rozmów ze specjalistami, którzy pracowali z nami bardzo intensywnie, ale to i tak jest może 10 proc. pomocy w tym wszystkim. Nie załatwia najważniejszej rzeczy – kontaktu z drugim człowiekiem, relacji która jest nam wszystkim przecież potrzebna” – dodaje Marta Kustek.