Sprawiedliwi w swoich postawach nie widzieli nic nadzwyczajnego

Rozmowa z Jarosławem Szarkiem, prezesem Instytutu Pamięci Narodowej

59
Jarosław Szarek, prezes Instytutu Pamięci Narodowej/ARCHIWUM IPN

Skąd, pana zdaniem, wzięły się „polskie obozy śmierci”?
Historia stała się elementem budowania autorytetów poszczególnych państw na arenie międzynarodowej. Widzimy zmianę narracji historycznej, szczególnie u naszych sąsiadów. Pomaga w tym relatywizacja zdarzeń i nieuprawnione przerzucanie odpowiedzialności na innych. Określenie „polskie obozy śmierci” funkcjonuje od kilkudziesięciu lat. Sugeruje ono, iż Polacy mieli wpływ na powstanie obozów i ich działalność, co jest fałszem. Pojęcie to nie zniknie jednak zupełnie, gdyż nie wyeliminujemy całkowicie ignorancji i złej woli.

Ale to spore wyzwanie przed Instytutem Pamięci Narodowej, państwem polskim oraz każdym z nas, także Polonią, by przeciwstawiać się tak krzywdzącej nieprawdzie. Ostatnio coraz skuteczniej się jej przeciwstawiamy i pojawia się rzadziej. Trzeba pamiętać, że Polska była pierwszym państwem, które stawiło opór Rzeszy Niemieckiej i zapłaciła za to gigantyczną cenę. Połowę z blisko 6 mln ofiar stanowili Żydzi, o czym się na świecie wie. Natomiast pozostałe ofiary to byli Polacy, a tej wiedzy w pełni nie ma. Jednym ze skutków tej ignorancji są „polskie obozy śmierci” czy „polskie obozy koncentracyjne”. Powstawały na okupowanych ziemiach polskich, ale odpowiedzialność za nie i ludobójstwo, jakiego w nich dokonywano, spoczywa wyłącznie na Rzeszy Niemieckiej.

Wierzy pan, że jest to wyłącznie ignorancja i pewne zaniedbanie, a nie na przykład celowe działanie, które ma sprawić, że w opinii publicznej Polacy staną się współodpowiedzialni za Holokaust?
Trudno mi wypowiadać się o intencjach dziennikarzy czy polityków, którzy używają takiego określenia. Natomiast na pewno niepokojące jest to, że pojawia się ono także wśród amerykańskich elit. Jeszcze raz powtórzę, za nami są lata zaniedbań i lekceważenia pojawiania się takich określeń, uznawania, iż „nie są groźne”. Tymczasem są, i to bardzo, i zgody na posługiwanie się tym kłamstwem nie będzie.

Także za pomocą prawa? Nowelizacja ustawy o IPN wzbudziła pewne kontrowersje, także w Stanach Zjednoczonych.
Prawo jest jednym z narzędzi niezgody na kłamstwo. Myślę, że państwo polskie ma prawo mieć jakiś instrument, na przykład w postaci grzywien, do karania za tak nieprawdziwe określenia, i możemy dyskutować o skuteczności takich rozwiązań. Niezwykle istotne jest również docieranie do szerszej opinii publicznej za pomocą publikacji, filmów. Musimy opowiadać, jak wyglądała rzeczywistość Polski okupowanej przez Rzeszę Niemiecką w czasie II wojny światowej.

Stany Zjednoczone przystąpiły do wojny dopiero w grudniu 1941 r., po ataku na Pearl Harbor, i to, co działo się przez ponad dwa lata wcześniej na ziemiach polskich, jest praktycznie nieznane. To, że Polska stała się ofiarą paktu Ribbentrop-Mołotow i byliśmy okupowani przez te dwa totalitarne reżimy, które rozpoczęły od fizycznej likwidacji elit, czego symbolem są Palmiry i Katyń, Auschwitz i Kołyma. Nawet jednak nie wszyscy w Polsce wiedzą o zbrodniach w ramach Intelligenzaktion, Akcji A-B. Dopiero tak niedawno powstał film „Kamerdyner”, w którym pojawia się wątek zbrodni w Piaśnicy, gdzie na przełomie lat 1939-1940 wymordowano kilkanaście tysięcy osób, głównie polskiej inteligencji z Pomorza.

Niedawno, między innymi w polskiej ambasadzie w Waszyngtonie, premierę miał film „Paszporty Paragwaju”.
To ważny film, finansowany przez IPN. Przedstawia on nieznaną dotąd historię o udziale polskiej dyplomacji w ratowaniu Żydów podczas II wojny światowej. W Szwajcarii polscy dyplomaci wspólnie z przedstawicielami żydowskich organizacji działali w sposób nieszablonowy: pozyskali i sfałszowali tysiące południowoamerykańskich paszportów w celu ratowania Żydów przed Zagładą, ale także nieustannie zabiegali o uznanie tych dokumentów i koordynowali przepływy pieniężne, przeznaczane na pomoc indywidualną i zbiorową.

Promowanie tego typu postaw i pokazywanie rzeczywistości wojennej jest skuteczną walką z „polskimi obozami śmierci”. Bardzo ważny będzie przyszły rok, gdyż możemy pokazać niezwykłą historię Polski XX wieku: od zwycięstwa w bitwie warszawskiej w 1920 roku, która przekreśliła plany rozprzestrzenienia komunizmu na Europę Zachodnią, po pierwszą pielgrzymkę Jana Pawła II do Polski i jej konsekwencje – powstanie Solidarności latem 1980 roku i początek demontażu systemu sowieckiego. A w połowie tej drogi próbę unicestwienia Polski – Katyń… To było wyjątkowe 100 lat naszej historii, między zagładą narodu a zwycięstwem, jakim cieszymy się już od lat – niepodległą Polską.

Te wydarzenia ostatnich 100 lat znamy my, Polacy, a przynajmniej taką mam nadzieję, ale nie Amerykanie…
Ale możemy próbować to zmienić. Na przykład, czy Amerykanie wiedzą o tym, że ich rodacy, piloci, brali udział w walkach z bolszewikami w 1920 roku, walcząc w Eskadrze Kościuszkowskiej? Czyż ta historia nie jest dobrym materiałem na film? Jeden z twórców eskadry, płk Merian Caldwell Cooper wybrał po latach karierę filmową, m.in. pisząc scenariusz do słynnego „King-Konga”.

Z pewnością. Edukacja jest potrzebna, ale kary za nieprawdziwe określenia też, o czym pan już wcześniej wspomniał. Na jakim etapie jest sprawa złożenia pozwu o sprostowanie wypowiedzi dziennikarki Andrei Mitchell o „polskim reżimie”?
Sprawa jest w toku. Nie uznaliśmy sprostowania dziennikarki MSNBC na Twitterze za wystarczające, gdyż wypowiedziała się na wizji, a jej słowa dotarły do milionów odbiorców. W stosunkach międzynarodowych ważna jest znajomość historii danego kraju. Pozwala ona poznać wrażliwość danego narodu i jego doświadczeń. Przekaz pani Mitchell był nieprawdziwy. Chcielibyśmy, aby zagraniczny odbiorca poznał naszą trudną i heroiczną historię. 24 marca obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów pod okupacją niemiecką – IPN upamiętni go między innymi mało znaną historią Matyldy Getter, matki przełożonej Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek w Warszawie. W domu prowincjalnym funkcjonował punkt sanitarny, gdzie schronienie znalazło setki cywilów.

Wykorzystując sieć sierocińców zgromadzenia, matka Matylda Getter ukrywała w nich, razem z innymi siostrami, setki żydowskich dzieci. Dawała schronienie tym wyprowadzanym z getta przez Irenę Sendlerową. Siostry – codziennie ryzykując życie – stworzyły, nie tylko na terenie Warszawy, cały konspiracyjny system ukrywania tych najmłodszych. Matka Getter ma tytuł Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. Podobnie jak kilka sióstr z tego zgromadzenia. Ratujący Żydów w swoich bohaterskich postawach nie widzieli nic nadzwyczajnego. Robili to, gdyż tak po prostu należało się zachować. Dzisiaj niech każdy odpowie sobie na pytanie, co by zrobił na ich miejscu? Czy też byłoby nas stać na taki heroizm, mając świadomość, że zostaniemy nie tylko sami zamordowani, ale nasze żony, mężowie, dzieci?

Tym bardziej że wielu, jak rodzina Ulmów z Markowej, zapłaciło za to najwyższą cenę.
Ulmowie stali się symbolem pomocy udzielanej przez Polaków ludności żydowskiej i jednocześnie są ilustracją ceny, jaką za to płacono. Za ludzki odruch serca zapłacili najwyższą z możliwych cen. Doskonale wiedzieli, co grozi za przechowywanie Żydów. Zostali zamordowani 24 marca 1944 r. Niemcy najpierw zastrzelili ukrywanych przez nich Żydów, później Ulmów: Józefa i jego żonę Wiktorię, będącą w 8. miesiącu ciąży, a potem ich sześcioro dzieci w wieku od półtora roku do 8 lat. Zachowały się liczne zdjęcia tej rodziny, dzięki temu ta historia robi na nas takie ogromne wrażenie, widzimy bowiem te dzieci na setkach fotografii, gdyż ojciec Józef Ulma pasjonował się fotografią. Dlatego dzisiaj te zdjęcia są niemym krzykiem i przerażającym aktem oskarżenia okupacji niemieckiej.

Jeden z żandarmów zabijając matkę krzyczał: „Patrzcie, jak giną polskie świnie, które przechowują Żydów”. To, co się działo podczas II wojny światowej, było niewyobrażalną dla współczesnego człowieka rzeczywistością. Pokazujemy ją w Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej im. Ulmów w Markowej, gdzie obok tych heroicznych postaw jest też miejsce dla tych, którzy ulegli demoralizacji w czasie okupacji i zachowali się niegodnie, podejmując współpracę z okupantem. Wojna wyzwoliła w ludziach najgorsze instynkty i nikt tego nie kwestionuje, ale tym bardziej trzeba pokazać, że w tym oceanie zła, nienawiści i przemocy znaleźli się tacy, którzy zachowali swe człowieczeństwo, często płacąc za to ogromną cenę i dlatego musimy o nich pamiętać.