„The Best of” Lady Pank w Nowym Jorku

697
Koncert Lady Pank w Copernicus Center w Chicago obejrzało ponad tysiąc fanów/ARCHIWUM GRAM-X PROMOTIONS

Wiązankę największych przebojów z 37-letniej działalności zespołu Lady Pank będzie można usłyszeć podczas koncertu tej legendarnej polskiej formacji, który odbędzie się w najbliższą sobotę, 30 marca, w Melrose Ballroom na Queensie. Zespół jest w szczytowej formie, wystąpił już w Chicago oraz na Florydzie i wszędzie był podziwiany przez tłumy wypełniające sale koncertowe.

Konferencją prasową połączoną ze spotkaniem z fanami rozpoczęła się trasa koncertowa Lady Pank po Stanach Zjednoczonych. Wydarzenie miało miejsce w czwartek, 21 marca, w oddziale Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej w Norridge w aglomeracji chicagowskiej i wzięło w nim udział około 100 osób. Podczas konferencji prasowej zarówno dziennikarze, jak i fani pytali o najbliższe koncerty, o ostatnią płytę nagraną z zaproszonymi gośćmi, a także wspominali wcześniejsze spotkania z Lady Pank oraz interesowali się najbliższymi planami zespołu. Jeszcze większym zainteresowaniem cieszyły się koncerty, które grupa dała w miniony weekend zarówno w chicagowskim Copernicus Center, jak i na Florydzie, gdzie zagrała w Centrum Jana Pawła II w Clearwater oraz w klubie Sobieski w Lake Worth.

„Jesteśmy już po trzech koncertach w Stanach Zjednoczonych i możemy je zaliczyć do wielkiego sukcesu. Mam nadzieję, że tak też będzie w sobotę w Nowym Jorku” – powiedział w rozmowie z „Nowym Dziennikiem” Maciej Durczak, menedżer zespołu.

„Ponad tysiąc osób obejrzało koncert Lady Pank w Chicago i podobnie było na Florydzie” – dodał Grzegorz Fryc, szef firmy Gram-x Promotions organizującej aktualną trasę tej grupy po Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. „Mimo zmiany klimatu oraz strefy czasowej zespół zagrał świetnie, a fani rewelacyjnie się bawili” – podkreślił promotor dodając, że w miniony weekend Lady Pank po raz pierwszy w całej swojej historii miało okazję zagrać na Florydzie dając tam dwa koncerty.

PRZEBOJE NA ŻYWO

„Ta trasa ma dla nas szczególne znaczenie, bo jesteśmy po dużym jubileuszu 35-lecia, który świętowaliśmy dwa lata, a obecnie obchodzimy 35. rocznicę wydania naszej pierwszej, dziś już kultowej płyty. Wielu nazywa ją naszym ‚The Best of’ i to jest bardzo miłe” – mówi Jan Borysewicz, gitarzysta i lider zespołu. Zapewnia również, że obecne koncerty są złożone z samych hitów, tym bardziej że grupa ma ich tyle w swoim dorobku, że mogłaby wypełnić nimi kilka takich występów, nie powtarzając piosenek.

„Zagramy nasze największe przeboje z 37 lat działalności na scenie. Od ‚Mniej niż zero’ i ‚Kryzysowej narzeczonej’, poprzez ‚Zostawcie Titanica’ i ‚Zawsze tam, gdzie ty’, aż po ‚Stację Warszawa’. Nie zabraknie też akcentu z naszej płyty dla dzieci pt. ‚O dwóch takich co ukradli księżyc’. Tak więc zapraszamy całe rodziny, tak jak ma to miejsce w Polsce” – zachęca lider Lady Pank.

Na obecnych koncertach są też zaskakujące momenty, ponieważ Jan Borysewicz, którego domeną jest gitara, wciela się także w rolę wokalisty oraz pianisty. Ma to miejsce podczas piosenki „Wciąż bardziej obcy”, która przez to nabiera nowego wymiaru.

„Na jednym z koncertów powiedziałem, że nauczę się grać na fortepianie i zaśpiewam na koncercie. Tak więc skoro obiecałem, to musiałem to zrobić, bo lubię dotrzymywać słowa” – wyjaśnił na konferencji prasowej Borysewicz. Lider i gitarzysta zespołu dodał, że nie było to łatwe, a na naukę musiał poświęcić cały rok, jednak obecnie jest z tego bardzo zadowolony. Zdradził też, że w przyszłości zamierza z Lady Pank zagrać koncerty na dwa zestawy perkusyjne.

„Grałem wcześniej na perkusji i robiłem aranżacje sekcji rytmicznej do niektórych piosenek, m.in. do ‚Vademecum skauta’ i ‚Zamki na piasku’. Zagrałem także na wszystkich instrumentach na płycie ‚O dwóch takich co ukradli księżyc’ – wyjaśniał Borysewicz, ku zaskoczeniu wielu fanów. Okazuje się, że w gronie 100 najlepszych polskich perkusistów jest on sklasyfikowany na 36. miejscu, mimo że jest znany i kojarzony głównie jako gitarzysta i kompozytor.

Dzięki takim niespodziankom muzycy Lady Pank ciągle zaskakują swoich fanów podczas koncertów. W dodatku obecnie – mimo że grają już prawie 40 lat – są w znakomitej formie. Poza tym prawie od ćwierćwiecza skład zespołu nie uległ zmianie, przez co na scenie wszyscy się świetnie się rozumieją. Unikają również używek i złych nawyków, z czego byli kiedyś znani.

„Lady Pank to jest już dzisiaj inny zespół. Siłą rzeczy, a właściwie siłą naszych metryk, znaleźliśmy się gronie zespołów legendarnych. Nie jest tajemnicą, że styl życia, jaki prowadziliśmy, wpisuje się w historię rock’n’rolla i my z tego skrzętnie skorzystaliśmy. Dziś mamy na koncertach komplety ludzi, czy gramy w Spodku, na Torwarze, czy mamy akustyczny występ w jakiejś filharmonii. Fani przychodzą zobaczyć, jak się dzisiaj mają panowie, którzy kiedyś nieźle rozrabiali, a dzisiaj nagrywają płytę za płytą i ich piosenki słychać co chwila w każdym radiu. To jest nasza siła i nasze zwycięstwo” – podkreśla Jan Borysewicz, zachęcając wszystkich do sprawdzenia, czy tak faktycznie jest. Lider Lady Pank zapewnia, że zespół jest w wyśmienitej formie, ponieważ znów nabrał przysłowiowego wiatru w żagle i jest zmotywowany do grania.

„Publiczność ciągle daje nam powody do radości, daje nam energię. Poza tym od czterech lat mamy nowy menedżment, który tchnął w nas to nowe życie, przypominając nam, jak ważni jesteśmy nie tylko dla naszego pokolenia. Dziś na nasze koncerty przychodzą całe rodziny. Rodzice, którzy się wychowali na pierwszych płytach, przyprowadzają swoje dzieci i pokazują im swoich idoli. Po tych koncertach te dzieciaki również zostają naszymi fanami. To jest piękne. Jak tu nie mieć motywacji?” – zapytuje retorycznie Jan Borysewicz.

Skład zespołu Lady Pank od ponad 25 lat nie uległ zmianie/MATERIAŁY PROMOCYJNE

 

WSPOMNIENIA

Podczas spotkania z dziennikarzami oraz fanami w chicagowskim oddziale Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej w Norridge, IL, sporo czasu poświęcono na wspomnienia, tym bardziej że przed wielu laty wokalista Lady Pank – Janusz Panasewicz – mieszkał jakiś czas w Chicago. Tam też powstał teledysk na jednego z największych przebojów grupy, do piosenki „Zawsze tam, gdzie ty”. Obecnie na YouTube wideoklip ten ma już ponad 24 mln wyświetleń.

„Uczestniczyłem w tym z Jankiem Borysewiczem – podkreślił Janusz Panasewicz. – To Tomek Kuźniar, który pracował w Polvision, wymyślił tę całą historię. W nieistniejącym już klubie Polonez był bilard, w który sobie graliśmy z zespołem, a cała akcja toczyła się na dworcu metra, gdzie pojawiłem się tylko z Jankiem. To, jak nagrywaliśmy ten teledysk, pamiętam tak, jakby to było wczoraj” – podkreślił wokalista Lady Pank.

Fani pamiętali również, że wówczas był mistrzem gry w bilard. Pytali, czy nadal tak jest.

„Czasami gramy sobie, jak jesteśmy na trasie w Polsce i w hotelu jest jakiś bilard. Podobno takich rzeczy się nie zapomina, ale to już nie jest to co kiedyś” – odpowiadał muzyk. Wspominano także czas, kiedy zespołem Lady Pank interesowali się Amerykanie, którzy chcieli zrobić z polskiej grupy międzynarodową gwiazdę. Była to połowa lat 80., a więc czas szarej polskiej rzeczywistości. Mimo tego muzycy nie zdecydowali się na dłuższą współpracę i po kilkutygodniowym okresie promocyjnym postanowili wrócić do kraju stwierdzając, że amerykański show-biznes jest zbyt drapieżny i bezwzględny.

„To było dla nas bardzo duże przeżycie, ale nie byliśmy przygotowani na to, co się tutaj działo. Przez dwa tygodnie z nikim nie mieliśmy kontaktu, nawet ze znajomymi nie mogliśmy się spotkać” – wspominał Borysewicz dodając, że każdego dnia mieli po 20-30 wywiadów. Ta atmosfera spowodowała, że postanowili wrócić do Polski i kontynuować karierę w kraju, gdzie mieli ugruntowaną pozycję, i to się nie zmieniło do dziś. Dlatego też nie żałują tej decyzji.

„Kilka spraw było bardzo fajnych, np. wyjazd do studia ABC do programu Dicka Clarka ‚American Bandstand Grill’. To było fajne doświadczenie, bo grał tam także Los Lobos, Sheena Easton, i było tam bardzo topowe środowisko amerykańskie – podkreślił Janusz Panasewicz. – Byliśmy jednak zabijani podpisywaniem płyt. Siedzieliśmy w biurze w Los Angeles albo w Nowym Jorku i przez kilka godzin podpisywaliśmy całe stosy płyt analogowych, nie mieliśmy dla siebie żadnego czasu. Gdy minął okres, jaki mieliśmy tu spędzić, to z radością wracaliśmy do Polski. Co prawda tam za oknami nie było za bardzo nic ciekawego, ale nasze życie duchowe i rozrywkowe było bardzo poważne” – wspominał wokalista Lady Pank.

Efektem wyjazdu do USA jest płyta „Drop Everything”, wydana w Stanach Zjednoczonych przez MCA Records. Był to anglojęzyczny odpowiednik ich pierwszego albumu noszącego tytuł „Lady Pank”. Płyta była promowana piosenką „Minus Zero”, do której również w Ameryce został nakręcony wideoklip. Był to pierwszy teledysk polskiego zespołu, jaki prezentowano w MTV.

„Nie znaliśmy wcześniej języka angielskiego i dopiero na miesiąc przed wyjazdem do USA zaczęliśmy się go uczyć. To oczywiście było za mało, by dobrze ten język opanować” – opowiadał Janusz Panasewicz, który jednak poradził sobie z zaśpiewaniem piosenek Lady Pank po angielsku.

„Teksty piosenek powtarzasz kilka razy, więc śpiewając możesz się ich nauczyć i je nagrać” – wyjaśniał wokalista. Z kolei Janowi Borysewiczowi nie spodobało się podejście menedżerów i wydawcy do tego albumu. Stwierdził, że popełnili oni błąd, zmieniając teksty, które w wersji angielskiej nie były tłumaczeniami słów napisanych przez Andrzeja Mogielnickiego, tylko zostały wymyślone na nowo, co w końcowym efekcie się jednak nie sprawdziło.

„Lady Pank ma siłę poprzez muzykę i teksty, natomiast przy tej płycie zostało z tego coś wyszarpane, i tu był pies pogrzebany” – stwierdził lider Lady Pank. Miał również żal, że w naszym kraju nie wykorzystano odpowiednio teledysku do piosenki „Minus Zero”, który został nakręcony na brooklyńskim nabrzeżu East River z widokiem na dolny Manhattan. Jego twórcą był Zbigniew Rybczyński, polski reżyser i filmowiec, który w 1983 roku zdobył Oscara.

„Wówczas w Polsce za czasów komuny ludzie w telewizji bali się go puścić, a teraz, żeby to zrobić, trzeba zapłacić firmie MCA 50 tys. dolarów za każdą emisję” – podkreślił Jan Borysewicz, dla którego piosenka „Mniej niż zero” jest szczególna. W 1986 roku otrzymał za nią wyróżnienie i główną nagrodę podczas Tokio Music Festiwal w Japonii. I wówczas w Polsce też o tym było cicho.

„Wróciłem do kraju z nagrodą najlepszego kompozytora Tokio Music Festiwal, jednego z największych festiwali na świecie, i w Polsce nikt o tym nie powiedział” – żalił się artysta.

Wspomnień na różne tematy podczas spotkania z dziennikarzami i fanami w Chicago było więcej, ale mówiono także o ostatnim albumie wydanym w czerwcu ub.r. oraz o planach na przyszłość. Wszyscy byli zgodni, że brzmienie płyty „LP1”, zawierającej dokładnie ten sam materiał, jaki znalazł się na debiutanckim albumie Lady Pank, lecz został nagrany z zaproszonymi gośćmi, brzmi dokładnie tak samo jak płyta sprzed 35 lat. „Jest to zasługa producenta Wojtka Olszaka – podkreślił Jan Borysewicz. – W związku z tym, że brzmienie mojej gitary jest bardzo charakterystyczne, Wojtek znalazł trzy urządzenia, których używałem w latach 80. przy nagrywaniu tej płyty. Ja dawno o nich zapomniałem, ale jak przyjechałem do studia, to te urządzenia już leżały na podłodze i czekały” – wspomina gitarzysta.

Jan Borysewicz jest gitarzystą i liderem Lady Pank/MATERIAŁY PROMOCYJNE

 

PLANY WYDAWNICZE

Lady Pank jest jednym z nielicznych polskich zespołów z lat 80., który cały czas wydaje nowe płyty i regularnie koncertuje. W dodatku, mimo wielu sukcesów, nie zamierza spocząć na laurach czy też udawać się na emeryturę.

„Jesteśmy spełnieni i szczęśliwi, ale ja zawsze powtarzam, że nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa – zaznacza Jan Borysewicz. – Gramy około 100 koncertów w roku, jesteśmy zapraszani na wszystkie największe festiwale, dojeżdżamy nawet do najmniejszych miejscowości, spotykamy się z ludźmi, cieszymy się każdym koncertem i lubimy ze sobą przebywać” – wyjaśnia lider Lady Pank. Taka atmosfera sprzyja pracy, również twórczej, dlatego zespół już myśli o nowym albumie.

„Nawiązaliśmy współpracę z Andrzejem Mogielnickim, który pisał nam wspaniałe teksty w pierwszych latach naszej działalności, i szykujemy bardzo dobrą płytę. Chcemy ją naprawdę dopieścić, więc to trochę potrwa. Pracujemy od półtora roku, a ja mam już około 50 nowych kompozycji” – zdradził Jan Borysewicz dodając, że album ten będzie bardzo dużym i ważnym wydarzeniem muzycznym w Polsce.

Lider Lady Pank od dawna jest bardzo płodnym kompozytorem i prócz utworów dla swojego zespołu tworzy także dla innych artystów.

„Właśnie skomponowałem drugi utwór dla Ani Wyszkoni, do którego Andrzej Mogielnicki napisał tekst, i uwierzcie mi, że to będzie wielki przebój” – stwierdził Borysewicz. Miał on już okazję współpracować z byłą wokalistką zespołu Łzy, bowiem w 2016 roku skomponował dla niej piosenkę „Nie chcę cię obchodzić”, która stała się w Polsce wielkim hitem.

Prócz tworzenia i grania koncertów lider Lady Pank prowadzi także warsztaty gitarowe. „Założyłem fundację Akademia Jana Borysewicza i od roku jeżdżę z nią po Polsce i uczę młodych ludzi. Czuję taką potrzebę i mam na tyle doświadczenia i taką wiedzę zdobytą przez wiele lat, że chcę się nią dzielić” – wyjaśniał muzyk.

Zespół Lady Pank przygotowuje już materiał na nową płytę/MATERIAŁY PROMOCYJNE