Tragiczny pożar w Pensylwanii. Nie żyje pięcioro dzieci

1153

Tragedia rozegrała się w nocy z soboty na niedzielę. Pożar wybuchł w domu, w którym znajdowało się centrum opieki przedszkolnej. Kilkoro dzieci spędzało tam noc. Wśród ofiar jest czworo rodzeństwa. „Jesteśmy zrozpaczeni” – mówi ich babcia, Valerie Lockett-Slupski.

Do zdarzenia doszło w miasteczku Erie na północy Pensylwanii. Pożar pojawił się po godz. 1 w nocy. Osoby znajdujące się wewnątrz domu, nie mogły z niego wyjść. Pierwszy na ratunek rzucił się sąsiad, ale nie był w stanie przedostać się przez płomienie. Tuż po nim na miejscu pojawili się strażacy. Mimo bardzo szybkiej akcji, życia pięciorga podopiecznych nie udało się uratować. Ofiary to dzieci w wieku od 8 miesięcy do 7 lat. Wśród nich jest rodzeństwo: dwie dziewczynki i dwóch chłopców. Ich babcia, Valerie Lockett-Slupski powiedziała w rozmowie z lokalnymi mediami, że wnuki zostały w centrum opieki przedszkolnej na noc, ponieważ ich rodzice pracowali na nocną zmianę. Z usług centrum korzystali prawie od roku. „Jesteśmy zrozpaczeni, próbujemy dowiedzieć się, jak mogło dojść do takiej tragedii” – mówi babcia ofiar.

FOTO: Erie Firefighters

Harris Family Daycare funkcjonowało, jako miejsce opieki nad dziećmi, usługi były prowadzone także w nocy, z myślą o rodzicach, którzy pracują na nocną zmianę oraz w wakacje. Trwa ustalanie przyczyn pożaru. Jak podaje lokalna gazeta „Erie News”, strażacy informują o możliwym przeciążeniu elektrycznym, co mogło być przyczyną tragedii.

FOTO: Erie Firefighters

Szef lokalnych strażaków poinformował, że ogień pojawił się w salonie na pierwszym piętrze. Stamtąd bardzo szybko rozprzestrzenił się na pozostałe kondygnacje domu. W salonie pod kanapą miało być wiele przewodów elektrycznych, do których podłączonych było kilka urządzeń. „W domu był tylko jeden detektor dymu zamontowany na poddaszu i to absolutnie, nie jest nic dobrego. Do tragedii mogłoby nie dojść, gdyby w budynku było zamontowanych więcej czujników” – mówił na łamach lokalnej gazety, Guy Santone, szef strażaków w Erie. Ranna została właścicielka placówki, kobietę przewieziono do szpitala. Jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. W sumie w domu uwięzionych było osiem osób. 17-latek i 12-latek, uciekając przed ogniem, wspięli się na dach i w ten sposób wydostali się na zewnątrz. To oni jaki pierwsi mieli wołać o pomoc i krzyczeć, że w domu są malutkie dzieci.