Ujęła mnie góralska filozofia życia

342
Maciej Pawełczyk: mamy możliwość produkowania filmów dokumentalnych, będąc firmą niezależną od sektora państwowego. W ten sposób chcemy promować Polskę i popularyzować to, co w niej jest najpiękniejszego / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

Powiedzenie "cudze chwalicie swego nie znacie" jest prawdziwe, ponieważ ujęły mnie nie tylko wspaniałe krajobrazy gór, ale także górale i ich filozofia życia, która mimo że wydaje się prosta, to zawiera wiele mądrości – mówi Maciej Pawełczyk, producent i montażysta filmu dokumentalnego "Ostatni górale", który był wyświetlany w ramach 15. Nowojorskiego Festiwalu Filmów Polskich. Jest on także producentem programów i seriali telewizyjnych, teledysków oraz współwłaścicielem firmy produkcyjnej Inbornmedia.

Film „Ostatni górale” okazał się strzałem w dziesiątkę. Jest nie tylko obrazem dokumentującym zanikającą podhalańską kulturę, ale również świetnie przyjmuje go publiczność, niezależnie od miejsca projekcji. Co zainspirowało was – ciebie jako producenta oraz reżysera Filipa Lufta – do sięgnięcia po taką tematykę i formę?
Uczestniczę od pewnego czasu w targach filmowych MIPTV i MIPCOM w Cannes i dwa lata temu spotkałem tam pewnego amerykańskiego dystrybutora, który mi powiedział, że obecnie coraz popularniejsze są filmy dokumentalne produkowanie w formacie 4K. Zainteresowałem się tą kwestią i po powrocie do Polski zacząłem myśleć o temacie filmu, który mógłbym zrobić. Współpracował wówczas ze mną Siarhei Marchyk, białoruski koproducent mieszkający od dłuższego już czasu w Polsce. On chciał nakręcić film na temat Syberii, która jednak okazała się zbyt odległa geograficznie, przez co nie udało nam się dopiąć spraw budżetowych. Wtedy ktoś zasugerował, że może powinniśmy zrobić film o górach i góralach. Początkowo temat ten wydawał mi się banalny, myślałem, że nie wzbudzi on żadnego zainteresowania. Zdecydowałem się jednak pojechać na Podhale, by zrobić dokumentację, i spotkałem tam kilka osób, m.in. te, które pojawiły się w filmie. Górale ci zrobili na mnie piorunujące wrażenie. Stwierdziłem wówczas, że powiedzenie „cudze chwalicie swego nie znacie” jest prawdziwe, ponieważ ujęły mnie nie tylko wspaniałe krajobrazy, ale także górale i ich filozofia życia, która mimo że wydaje się prosta, to zawiera wiele mądrości.

Czy miałeś wcześniej jakiś związek z górami? Myślę tu o pochodzeniu czy chociażby nawet zamiłowaniu do spędzania w nich wolnego czasu.
Nie łączyły mnie z górami żadne sentymenty, a nawet nie lubiłem chodzić po górach, co się zmieniło w trakcie realizacji tego filmu. Myślę, że również ludzie, którzy obejrzeli ten dokument, nabrali sentymentu do gór oraz na nowo poczuli go także do Polski. Również Filip Luft nie miał żadnych powiązań z górami. Pochodzi z Warszawy i jest świetnym reżyserem, w dodatku bardzo dobrze się z nim współpracuje.

Jakie było założenie tego dokumentu? Czy bardziej zależało wam na utrwaleniu góralskiej kultury, czy raczej na pokazaniu pięknych widoków i krajobrazów, które są dużym atutem tego filmu?
W przypadku Podhala piękno polskiej natury przeplata się z pięknem polskiej kultury, i wydaje mi się, że chyba jedno bez drugiego nie istnieje. Górale czerpią energię i filozofię z gór oraz otaczającej ich przyrody. Właśnie to chcieliśmy pokazać.

Jak wyglądała praca nad uchwyceniem tego wszystkiego?
To było ogromne wyzwanie. W sumie było pięć osób zaangażowanych bezpośrednio w pracę: reżyser Filip Luft, dwóch operatorów, dźwiękowiec i jego asystent. Mój wspólnik, który ma licencję na latanie dronem, również brał udział w kręceniu zdjęć. To właśnie on robił piękne ujęcia krajobrazu gór z dużej wysokości. Praca była bardzo ciężka i czasami wymagała wstawania o godzinie czwartej nad ranem, żeby złapać tzw. magiczną aurę, czyli naturę w porannym słońcu. Nasi operatorzy tak wymagającego zajęcia wcześniej jeszcze nie doznali. Chodzenie po górach ze sprzętem nagrywającym – a bacówka Jarka Buczka, jednego z bohaterów, leży 900 metrów nad poziomem morza – to na pewno było okupione wielkim wysiłkiem.

Film „Ostatni górale” ukazuje piękno polskiej przyrody / Foto: MATERIAŁY PROMOCYJNE

Wspomniałeś, że poznałeś wcześniej kilku górali, którzy bardzo cię ujęli. W związku z tym, w jaki sposób, wraz z reżyserem Filipem Luftem, dobieraliście bohaterów do tego filmu, jakimi kryteriami się kierowaliście?
Dobieraliśmy ich według kryterium ich charyzmy i przebojowości medialnej. Górale pod tym względem biją na głowę mieszkańców innych stron Polski, ponieważ ich gwara jest bardzo chwytliwa. Cokolwiek powie się po góralsku, to jest to, moim zdaniem, zabawne dla innych. Mnie ta gwara bardzo bawi. Nawet jeżeli to samo zdanie powiemy używając poprawnej polszczyzny, to nie będzie ono tak ciekawe i śmieszne, jak to wypowiedziane przez górala. Wszyscy kandydaci do filmu, których braliśmy pod uwagę, byli przebojowi, ale na podstawie różnych aspektów wybraliśmy tych najbardziej charyzmatycznych. Spotkaliśmy też innego drwala niż ten, który pojawił się w naszym filmie, ale on nie był aż tak bardzo przebojowy i szczery w swoich wypowiedziach jak Stanisław Babiarz. Niesamowity okazał się Piotr Majerczyk, konstruktor instrumentów. Podobnie jest w przypadku Jarosława Buczka, który jest takim góralskim filozofem. Przebywa on samotnie w górach i rozmawia z nimi, zachowuje się podobnie jak buddysta w świątyni. Kołodziej Jan Cudzich, czyli twórca koła w naszym filmie, również jest charyzmatycznym filozofem. Staraliśmy się wybrać takie osoby, które były najbardziej charakterystyczne, przez co mogły szybko „trafić” do widza oraz przekazać coś „pomiędzy wierszami”, czyli jakąś swoją filozofię życia.

Bohaterowie filmu „Ostatni górale” (od lewej): Stanisław Babiarz, Jan Cudzich, Piotr Majerczyk i Jarek Buczek / Foto: FACEBOOK OSTATNI GÓRALE

Gdzie kręciliście zdjęcia?
W Bańskiej Wyżnej były robione zdjęcia z kołodziejem, Janem Cudzichem oraz drwalem Stanisławem Babiarzem. Z kolei w Ochotnicy Górnej kręciliśmy bacę, czyli Jarka Buczka, a w Rabce Zdroju konstruktora instrumentów, czyli Piotra Majerczyka.

Jak górale reagowali na ekipę filmową? W jaki sposób udało wam się złapać z nimi kontakt oraz znaleźć wspólny język?
Jako producent i montażysta nie brałem bezpośredniego udziału w kręceniu zdjęć, ale wiem, że nie było łatwo się z nimi dogadać. Górale żyją własnym trybem, czerpią mądrość z natury i nie za bardzo są zainteresowani sławą i pieniędzmi. Trudności były także z czasowym skoordynowaniem nagrań. Przykładowo Jan Cudzich, czyli kołodziej, zawsze miał coś do zrobienia: albo musiał nakarmić świnie, albo zaorać pole itd., przez co niełatwo było się z nim dogadać w kwestii terminarza. Na pewno łatwiej byłoby to ustalić z Tomem Cruise’em czy Harrisonem Fordem, którym się płaci za nagranie i są wówczas w pełniej dyspozycyjności. W przypadku górali ich czasem rządzą prawa natury, a nie pieniądze. Oni nie są do wynajęcia i należy się dostosować do ich obowiązków. Czasami także trudno było się do nich dodzwonić, więc każde nagrane było obarczone ryzykiem, czy akurat w danym dniu konkretna osoba będzie dostępna, czy też nie.

Jednym z bohaterów dokumentu jest kołodziej Jan Cudzich / Foto: MATERIAŁY PROMOCYJNE

Czy w jakimś stopniu wpływaliście na to, co poszczególni bohaterowie filmu robili? Czy reżyserowaliście jakieś sceny, czy raczej było wszystko spontaniczne? Pytam o to, ponieważ pewne sceny i dzieje bohaterów w niektórych momentach zazębiają się, np. wesele, w którym uczestniczą niektórzy z głównych bohaterów.
W naszym dokumencie pokazane są naturalne czynności tych górali. Piotr Majerczyk jest mistrzem w konstruowaniu instrumentów muzycznych. Jan Cudzich robi koła, jedno na kilka miesięcy, i wkłada w nie swoją duszę. Bacówka Jarka Buczka zajmującego się wypasem owiec i produkcją oscypków, oraz sytuacje tam panujące również pokazane są w bardzo naturalny sposób. Zarówno zachowanie, jak i dialogi pomiędzy nim a jego pomocnikami są w pełni naturalne. Rozmowa, podczas której mówi młodemu juhasowi, jaką żonę powinien sobie znaleźć, czy też podkreśla – „nie wybieraj sobie baby z miasta”, są w stu procentach autentyczne. Żadne rozmowy i dialogi nie były zaplanowane czy spisane wcześniej. Również wypowiedź Piotra Majerczyka o tym, że „górale są tacy wiśta, wio. Że może być dobry kowal albo do dupy kowal” są wręcz od serca, bardzo szczere. Górale są tacy na co dzień, jacy zostali pokazani w filmie, nie zakłamali w nim swojego wizerunku. Oczywiście są czasem rubaszni, ale i weseli oraz nastrojowi, a my chcieliśmy pokazać ich prawdziwą naturę. Moim zdaniem przekleństwo wypowiedziane przez górala, jeżeli w dodatku jest zabarwione gwarą i góralską melodyką, nie brzmi tak wulgarnie jak powiedziane czystą polszczyzną. Ma nawet swój urok.

Piotr Majerczyk jest mistrzem w konstruowaniu instrumentów muzycznych / Foto: MATERIAŁY PROMOCYJNE

Co cię ujęło u górali podczas pracy nad tym filmem?
Prócz tego, że ujęło mnie to, jak melodyjnie przeklinają, to zafascynowała mnie także ich filozofia. Pięknie wyjaśnia to Jan Cudzich, że „żyć to trzeba trochę, nie za bardzo, nie za mało, ale trochę”. Podkreśla, że nie trzeba się martwić majątkiem i daje przykład faraonów. „Pochowali ich ze złotem, a jak po latach otwarli ich trumny, to faraonów już nie było, a złoto zostało”.

Czy prócz koordynacji zdjęć z góralami napotkaliście jeszcze na jakieś trudności?
Zarówno praca nad filmem już w trakcie jego kręcenia, jak i na etapie przygotowania nie była łatwa. Trzeba było mieć wielką odwagę, żeby w ogóle rozpocząć jakiekolwiek działania, ponieważ nie otrzymaliśmy żadnych funduszy z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Dlatego musieliśmy go sfinansować z własnych pieniędzy oraz zdobytych z sektora prywatnego. W dodatku dzień przed rozpoczęciem zdjęć wycofał nam się jeden z koproducentów filmu. Jednak podjęliśmy się tego wyzwania i pewnego ryzyka, i teraz mogę stwierdzić, że było warto.

Jarek Buczek jest bacą zajmującym się wypasem owiec i produkcją oscypków / Foto: MATERIAŁY PROMOCYJNE

Pokazujecie ten film nie tylko w Polsce, ale również w różnych krajach i miejscach. Byłeś m.in. na projekcjach w Toronto i Chicago, a teraz jesteś w Nowym Jorku. Jak publiczność przyjmuje ten dokument? Wydaje mi się, że widzowie chyba inaczej reagują w dużych miastach w Polsce, inaczej w Zakopanem, a jeszcze inaczej na obczyźnie.
On wzrusza każdą publiczność, chociaż wydaje mi się, że nieco bardziej tych, co są za granicą, i to im dalej, tym mocniej. Czasami pojawiają się nawet łzy, bo film ten porusza polskość, a nasi rodacy, którzy nawet mieszkają w kraju, nie doceniają tego, co mają pod nosem – polskości i piękna Podhala. Ci, którzy wyjechali najdalej, tęsknią za tym zdecydowanie bardziej. Ważne jest, żeby także ci co mieszkają w Polsce, w większych miastach, docenili uroki gór i kultury reprezentowanej przez górali, którzy są najbardziej unikalną grupą etniczną w Polsce, o ile nawet nie w Europie.

„Ostatni górale”, zgodnie z tytułem, zdominowani są przez mężczyzn, którzy grają w tym dokumencie główne role. Kobiety są nieco z tyłu, pojawiają się właściwie tylko pod koniec filmu podczas wesela góralskiego. Czy jest szansa, że powstanie jego druga część, z góralkami na pierwszym planie, które również są bardzo charakterystyczne i także mają duży wpływ folklor?
Mają także swoją filozofię, która pozwala im radzić sobie z tymi nieokiełznanymi chłopami. Pod naciskiem wielu pytań, jakie w sprawie góralek padają podczas różnych spotkań – praktycznie po każdym seansie – zaczynamy się powoli zastanawiać nad nakręceniem takiego dokumentu. Czas pokaże. Poza tym myślimy o międzynarodowej serii filmów poświęconych góralom. Prowadzimy już rozmowy z dystrybutorami i producentami w Szkocji, Rumunii oraz w Austrii na temat nakręcenia kolejnych odcinków o góralach mieszkających w różnych częściach Europy. Dla nas wielkim zaskoczeniem jest fakt, że dokument „Ostatni górale”, czyli film, który był robiony na rynek telewizyjny, znalazł się w kinach oraz tak bardzo się podoba widzom.

Drwal, Stanisław Babiarz (z prawej) wierzy, że przyszłości jego syn będzie kontynuował rodzinny zawód / Foto: MATERIAŁY PROMOCYJNE

Co jeszcze macie w planach?
Wspólnie z Filipem Luftem będziemy realizować film dokumentalno-naukowy o projekcie Riese, czyli tajnej bazie Adolfa Hitlera w Górach Sowich. Pracujemy także nad filmem o Tadku Marku. Był to genialny polski inżynier, który stworzył silnik do Astona Martina DB5, legendarnego samochodu Jamesa Bonda. Chcemy ten dokument sfinansować ze środków prywatnych oraz pochodzących ze zbiórki crowdfundingowej. Uważam, że Tadek Marek był tak wybitną postacią, że powinni się o nim dowiedzieć nie tylko nasi rodacy, ale także cały świat. Jest on inżynierem, który przyczynił się do sukcesu jednej z największych firm motoryzacyjnych na świecie – Astona Martina. Mam nadzieję, że za rok przyjedziemy na Nowojorski Festiwal Filmów Polskich z tym dokumentem.

Prócz produkowania filmów znany jesteś także jako twórca teledysków. Jak te dwie różne dziedziny mają się do siebie? Istnieje między nimi jakiś wspólny mianownik, czy też są to dwa różne światy producenckie?
Robienie teledysków jest ciężkim kawałkiem chleba, ponieważ każdy scenariusz, jak również każdy artysta jest inny. I w związku z tym za każdym razem pojawiają się inne problemy, a im wykonawca jest bardziej znany lub utalentowany, to sprawia ich zdecydowanie więcej. W dodatku w ostatnim czasie bardzo spadły budżety przeznaczane na produkcję wideoklipów, ponieważ firmy płytowe są na etapie różnych przekształceń. Robiliśmy – jako firma producencka – teledyski m.in.: dla Czerwonych Gitar, Szymona Wydry, zespołu Łzy, dla Denzela, a nawet dla Vadera, który jest zespołem światowym. Obecne jednak bardziej zajęliśmy się produkcją seriali. Robimy je dla takich stacji, jak: Discovery Channel, TVN czy Polsat Play. Realizujemy m.in. seriale: „Kossakowski. Szósty zmysł”, „Złomowisko PL” oraz „Górale”, który powstał dzięki filmowi „Ostatni górale”. Po zobaczeniu zwiastuna tego dokumentu zadzwonił do nas szef anteny Polsat Play i zaproponował nam nakręcenie całej serii. Robimy już trzeci sezon serialu „Górale”, który jest niezależny od dokumentu „Ostatni górale”, mimo że bohaterowie się pokrywają. Tak więc, jeśli ktoś chce zobaczyć kolejne losy głównych bohaterów tego dokumentu, to może je zobaczyć w serialu „Górale” na kanale Polsat Play lub na interaktywnej platformie IPLA w serwisie VOD. Poza tym produkujemy wiele innych rzeczy, w sumie osiem różnych polskich seriali. Stąd też mamy taką możliwość, że możemy produkować filmy dokumentalne, będąc firmą niezależną od sektora państwowego. W ten sposób chcemy promować Polskę i popularyzować to, co w niej jest najpiękniejszego.

W filmie „Ostatni górale” pokazany jest tradycyjny sposób wyrobu oscypka / Foto: MATERIAŁY PROMOCYJNE