W najtrudniejszej sytuacji są nielegalni imigranci – bez zasiłku, bez ubezpieczenia

2342
EPA-EFE/JUSTIN LANE

Mimo kolejnych obostrzeń wprowadzanych przez burmistrza i gubernatora Nowy Jork jest największym ogniskiem epidemii w USA. Codziennie notuje się nawet kilka tysięcy zachorowań. Z danych przedstawionych przez biuro gubernatora wynika, że stan Nowy Jork ma około 8 procent potwierdzonych przypadków koronawirusa na świecie. Wśród zakażonych są między innymi pracownicy służb medycznych, nauczyciele czy policjanci.

Dane dotyczące zachorowań na koronawirusa codziennie się zmieniają, a liczby za każdym razem są większe. O pierwszym przypadku zachorowania w stanie Nowy Jork poinformowano 1 marca. To 39-letnia kobieta, która wróciła z Iranu. Trzy tygodnie później (22 marca) liczba chorych w stanie wyniosła prawie 17 tysięcy. Z tego w mieście Nowy Jork – 11 tys. Zanotowano też ponad 150 zgonów. Dzień później – 23 marca – gubernator informował o ponad 21 tys. przypadków zachorowań w stanie, w mieście Nowy Jork – 12 305. 24 marca chorych w stanie Nowy Jork było już ponad 26 600 (w mieście – ponad 14 tys.). 26 marca, w stanie Nowy Jork – 37 258 przypadków, a liczba zgonów to 385. Inne stany, gdzie lawinowo rośnie liczba zakażonych to New Jersey – 6876 chorych, Kalifornia – 3894, Michigan – 2856 i Waszyngton – 2580. 13 proc. chorych wymaga leczenia w szpitalach, 450 osób jest na oddziałach intensywnej terapii. Pozostałe są poddawane ścisłej izolacji domowej.

Ponad połowę przypadków stanowią osoby między 18. a 49. rokiem życia. W mieście mają powstać w sumie cztery tymczasowe szpitale. Jeden z nich już jest w centrum wystawienniczym Jacob K. Javits Convention na Manhattanie, gdzie rozstawiono tysiąc łóżek. Do pomocy w walce z epidemią skierowano Gwardię Narodową. Gubernator Andrew Cuomo ostrzega, że wirus może zaatakować nawet 80 proc. mieszkańców. Na już, jak mówi, konieczne jest zwiększenie liczby łóżek w szpitalach o co najmniej 90 tys. Obecnie placówki w stanie Nowy Jork mogą pomieścić ok. 53 tys. pacjentów. Kluczowe są miejsca dla najciężej chorych, czyli na oddziałach intensywnej terapii. Obecnie jest 3 tys. takich łóżek. Potrzeba będzie co najmniej dziesięć razy więcej. Nie ustają apele do osób, które pracowały w służbie zdrowia i są już na emeryturze, by zgłaszały się do pracy. A także do studentów medycyny. Brakuje też sprzętu medycznego, w tym respiratorów – niezbędnych w leczeniu koronawirusowego zapalenia płuc. Od niedzieli wieczorem, 22 marca, pracownicy firm, które nie są kluczowe dla funkcjonowania stanu, muszą pozostać w domach. W mieście zamknięte są szkoły, bary, restauracje i inne obiekty publiczne.

TRACĄ PRACĘ Z DNIA NA DZIEŃ

Jak szacują analitycy portalu marketwatch.com, nawet 23 mln miejsc pracy jest zagrożonych z powodu pandemii koronawirusa. Lawinowo rośnie liczba składanych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. W najtrudniejszej sytuacji są pracownicy restauracji i barów, hoteli, osoby zatrudnione w branży turystycznej czy rozrywkowej, ponieważ zamknięte są, do odwołania, muzea czy sale koncertowe. Tysiące mniejszych biznesów, chwilowo zamkniętych z powodu pandemii, na przykład salony kosmetyczne czy fryzjerskie, może czekać bankructwo, i to pomimo kolejnych pakietów pomocowych proponowanych przez władze federalne, jak i poszczególne miasta. „Rynek pracy jest w fazie upadku – uważa Mark Zandi, główny ekonomista w Moody’s Analytics. – Firmy nie mają innego wyboru, jak ograniczyć płace” – uważa. Dodaje też, że nawet ci, którzy pozostają zatrudnieni, mają ponure perspektywy. „Większość tych ludzi, nawet jeśli nie stracą pracy, stracą godziny, a przez to pełne wynagrodzenie” – podkreśla ekonomista.

Zgodnie z szacunkami analityków firmy doradczej Challenger, Gray & Christmas, nawet 14 mln miejsc pracy w sektorze turystyczno-hotelarskim jest zagrożonych. “Zasięg pandemii koronawirusa na gospodarkę będzie o wiele większy – uważa wiceprezes firmy Andrew Challenger. – Dostanie się praktycznie każdemu. Pamiętajmy o tym, że wiele firm nie ma produktów, bo Chiny ich nie produkowały przez pewien czas. Liczby, które podajemy, także mogą nie być miarodajne, bo poszkodowanych jest z pewnością o wiele więcej” – dodaje.

Tylko w Nowym Jorku w ciągu kilku dni wpłynęło kilkaset tysięcy wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Osoby, które straciły pracę z powodu pandemii koronawirusa, nie muszą czekać w Nowym Jorku siedmiu dni, by złożyć wniosek o zapomogę, ponieważ zrezygnowano z tej zasady. Z takiej pomocy nie mogą jednak skorzystać imigranci, którzy nie mają ważnych dokumentów pobytowych i są zatrudnieni nielegalnie. W mieście takich osób jest co najmniej kilkaset tysięcy. I to właśnie branża restauracyjna jest wiodąca, jeśli chodzi o ich zatrudnienie. Szacuje się, że co trzeci pracownik restauracji (kelnerzy, kucharze czy osoby pracujące na zmywaku) nie ma ważnych dokumentów pobytowych. Wśród nich są także nasi rodacy.

“NIE WIEM, CO DALEJ”

31-letnia Magda straciła pracę z dnia na dzień. Była zatrudniona w niemieckiej restauracji niedaleko Herald Square na Manhattanie. Tygodniowe zarobki, w sezonie, sięgały nawet tysiąca dolarów. W styczniu i lutym zarabiała mniej – ok. 500 dol. Wynajmuje mieszkanie razem z koleżanką, za które płacą po 1000 dol. miesięcznie, do tego dochodzą opłaty. “Nie mamy pojęcia, co dalej będzie. Szef zamknął restaurację już na początku marca. Powiedział, że tylko na dwa lub trzy tygodnie i poprosił o cierpliwość. Ale teraz już wiemy, że ta przerwa będzie trwała o wiele dłużej. Miesiąc jakoś damy radę, może dwa. Ale co później? Współlokatorka kończy studia na kierunku projektowanie wnętrz i jest na stażu. Pracodawca także poprosił ją o cierpliwość, ale z tego co mówi, jego firma może nie wytrzymać wirusa. My o tę cierpliwość prosimy właściciela mieszkania, które wynajmujemy. Na razie zgodził się poczekać na czynsz, ale prędzej czy później będziemy musiały uregulować zaległości” – mówi Magda. Przyznaje, że coraz poważniej myśli o powrocie do Polski. Miała wracać dopiero w grudniu, bo chciała jeszcze przez kilka miesięcy odłożyć na start w Polsce, ale w obecnej sytuacji nie będzie miała z czego. „W dodatku tuż przed wybuchem pandemii kolega zaproponował mi pracę przedstawicielki handlowej. Zarobki praktycznie takie same, a nie musiałabym zarywać nocy. Teraz oferta nie jest już aktualna” – żali się Magda. Ma też pretensje do obecnych władz. „Po co płaciłam podatki? Teraz tego żałuję. Nie jestem legalnie, to prawda, ale legalnie się rozliczałam i przynajmniej jakaś forma zapomogi powinna takim osobom jak ja się należeć. A tymczasem nie mam nic” – zwraca uwagę Polka.

O zasiłek dla bezrobotnych stara się 40-letnia Marta, obywatelka USA. Restauracja, w której pracowała, na dolnym Manhattanie, była jedną z najlepszych w mieście, ale nawet takie miejsca okazały się bezbronne wobec epidemii koronawirusa. Zgodnie z rozporządzeniem, zostały zamknięte, i to z dnia na dzień. “Przez dwa tygodnie korzystam z tzw. paid sick leave, czyli płatnego chorobowego, ale już staram się złożyć przez internet wniosek o zasiłek dla bezrobotnych. Jest to trudne, bo system cały czas się zawiesza, a telefon wciąż jest zajęty. To jest jakiś koszmar, no ale nie mam innego wyjścia. Mam dwoje dzieci na utrzymaniu i nie mogę sobie pozwolić na brak stałych dochodów. Wprawdzie sporo mniejszych, niż dostawałam w pracy, ale to zawsze coś” – mówi Marta. Szacuje, że będzie dostawać, co tydzień ok. 500 dol. „Jak długo to będzie trwało? Nie mam pojęcia. Póki co staram się odnaleźć jakoś w tej nowej rzeczywistości” – przyznaje.