W Nowym Jorku planowany pokaz fajerwerków

749
EPA-EFE/ALBA VIGARAY

Burmistrz Bill de Blasio zapowiedział w środę na Twitterze, że miasto nie zrezygnuje z corocznego pokazu fajerwerków 4 lipca. Pomimo trwającej sytuacji epidemicznej w metropolii. „Jedno wiemy na pewno – znajdziemy sposób na przedstawienie, które pokaże, jak bardzo kochamy nasz kraj” – powiedział Bill de Blasio.

Zapowiedział też, że 4 lipca „to dzień, którego nie możemy przegapić, to święto, które musi się wydarzyć”. Część nowojorczyków skrytykowała plany miasta. Swoje niezadowolenie wyrazili w komentarzach pod postem burmistrza. „Może przestaniesz się martwić o świętowanie i naprawisz to miasto” – napisał jeden z internautów. – Macy’s powinno przekazać te pieniądze dla pracowników i medyków” – stwierdził inny. W kolejnych wpisach mieszkańcy metropolii podkreślali, że obecnie nowojorczycy martwią się o swoje zdrowie i swoich bliskich i starają się, by ich firmy przetrwały. „Nikt nie ma ochoty oglądać jakiegoś głupiego pokazu” – stwierdził jeden z użytkowników Twittera. Kolejny przypomniał, że w ostatnim czasie Macy’s wysłał na bezpłatne urlopy ponad 125 tys. pracowników. Chociaż firma nie ujawnia kosztów związanych z pokazem fajerwerków – w ubiegłym wystrzelonych zostało 70 tys. sztucznych ogni – to szacuje się, że sama cena fajerwerków może sięgać nawet 6 mln dolarów. Imprezę zabezpieczało ok. 6 tys. policjantów. Do tej pory miasto anulowało już kilka wydarzeń plenerowych – w tym paradę z okazji dnia św. Patryka oraz planowaną na 27 czerwca Pride Parade. Burmistrz nie poinformował jeszcze, na jakich zasadach miałoby się odbyć zachowanie dystansu społecznego podczas świętowania Dnia Niepodległości.