W USA rodzi się coraz mniej dzieci

248
W USA 60 proc. osób między 20. a 34. rokiem życia uważa, że ich sytuacja materialna nie pozwala na posiadanie dzieck

Wskaźnik urodzeń w Stanach Zjednoczonych spadł czwarty rok z rzędu i wykazał w 2018 r. najniższy poziom od 32 lat. Takie dane publikuje National Center for Health Statistics.

Wśród najczęstszych powodów odłożenia decyzji o posiadaniu dziecka jest obawa o utratę pracy i względy finansowe. Coraz więcej par w ogóle nie zamierza być rodzicami.

W ubiegłym roku w USA urodziło się 3,78 mln dzieci. To o 2 proc. mniej niż w 2017 i najmniej od 32 lat. Znacznie, bo o 7 proc., zmalała liczba ciąż nastolatek między 15. a 19. rokiem życia. „To pokazuje, że nastolatki są coraz bardziej świadome i lepiej zabezpieczają się przed ewentualną niechcianą ciążą – uważa Jennifer Johnson-Hanks, profesor socjologii na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkley. – To co może niepokoić, to odkładanie decyzji o posiadaniu dziecka przez młode kobiety, między 20. a 34. rokiem życia. Z roku na rok obserwujemy, że coraz więcej pań w tym przedziale wiekowym nie decyduje się na posiadanie potomka.

A przynajmniej chce jeszcze poczekać z tą decyzją” – uważa socjolog.
Niedawno dziennik „New York Times” przeprowadził sondaż, z którego wynika, że główną przyczyną spadku urodzeń jest fakt, że „wychowanie dziecka jest zbyt kosztowne”. Tak sądzi ponad 60 proc. respondentów. Szacuje się, że średnio zamożna amerykańska rodzina wydaje na wychowanie dziecka do 17 roku życia prawie 240 tys. dolarów. Finanse to jednak niejedyna przyczyna braku posiadania potomstwa.

BRAK ODPOWIEDNIEGO PARTNERA
Kamila przeprowadziła się do Stanów Zjednoczonych, z Augustowa na Podlasiu, sześć lat temu. W lipcu kończy 31 lat. Po drugim, nieudanym związku na emigracji, wynajmuje mieszkanie z dwiema koleżankami z pracy. Także singielkami, i też po trzydziestce. Pracują w restauracji na Manhattanie. Zarabiają ponad pół tysiąca dolarów tygodniowo, czasem nawet ponad tysiąc. Żadna z nich nie ma ważnych dokumentów pobytowych.

„Żadna z nas nie myśli teraz o dziecku. W przeciwieństwie do naszych rodziców. Moja mama regularnie dopytuje, kiedy doczeka się wnuka albo wnuczki. Jej nie mieści się w głowie, że ja, już 30-latka, nie mam jeszcze męża i dzieci. Ona w moim wieku spodziewała się już trzeciego dziecka” – mówi Kamila, która jednak podkreśla, że ma nadzieję, iż urodzi dziecko za maksymalnie cztery lata.

„Chciałabym zostać mamą przed 35. urodzinami, ale, po pierwsze, nie mam obecnie partnera, a po drugie – nie mam etatu w pracy. Jak nie mam zmian w restauracji, to nie zarabiam. Pewną przeszkodą jest też to, że cała moja rodzina jest w Polsce, więc nie mogłabym liczyć na jej pomoc w wychowaniu dziecka” – wyjaśnia Kamila. Ocenia też, że jej rówieśniczki są bardziej wymagające, jeśli chodzi o wybór partnera, niż ich rodzice. „Gdy tłumaczę mojej mamie, że nie założyłam jeszcze rodziny, bo nie znalazłam odpowiedniego kandydata, ona odpowiada, że taty też z początku nie kochała, ale ponieważ ‚już’ miała 22 lata, musiała wyjść za mąż.

To były zupełnie inne czasy. Poza tym godziła się na to, by pracować i zajmować się domem od A do Z. Ja mam zupełnie inny charakter” – przyznaje nasza rozmówczyni. Od partnera oczekuje, że razem będą zajmować się dziećmi i domem. Poprzedni partnerzy, Polacy, powielali raczej model rodziny rodziców, czyli oni pracują i tyle, a partnerka powinna – oprócz pracy zawodowej – sprzątać, gotować i w przyszłości zajmować się dziećmi. Oni, ewentualnie, mogą pomóc.

„Nie tylko ja trafiam na takich mężczyzn. Moje współlokatorki mają podobne doświadczenia, i to nie tylko z Polakami. Pewnie, że są dziewczyny, którym pasuje taki układ, ale sporo oczekuje zupełnie innej relacji” – uważa Kamila. A brak odpowiedniego partnera czy partnerki, to – według co trzeciego ankietowanego przez „New York Timesa” – główna przyczyna braku posiadania potomstwa.

BRAK WSPARCIA ZE STRONY PAŃSTWA
Więcej osób uważa, że ich sytuacja materialna nie pozwala na posiadanie dziecka lub więcej niż jednego. Aż 60 proc. ankietowanych, między 20. a 34. rokiem życia ocenia, że nie stać ich obecnie na wychowywanie więcej niż jednego malucha. Nie bez znaczenia jest też sytuacja mieszkaniowa oraz poczucie braku wsparcia ze strony państwa. Chodzi między innymi o urlopy macierzyńskie. Stany Zjednoczone to jeden z niewielu krajów, gdzie nie ma federalnego prawa dotyczącego płatnych urlopów rodzicielskich.

Jak podaje „USA Today”, nawet jedna na cztery mamy wraca do pracy już 10 dni po porodzie. Na początku lat 90. uchwalony został Family Medical Leave Act. Ma on zapewnić 12 tygodni bezpłatnego urlopu z gwarancją powrotu do pracy na takie samo stanowisko. Problem w tym, że wielu pracowników nie spełnia wymogów, by skorzystać z Family Medical Leave Act.

Generalnie o tym, czy urlop będzie płatny i jak długo ma trwać, decydują właściciele konkretnych firm. Na przykład Walmart oferuje od sześciu do 10 tygodni zwolnienia. W tym czasie pracownik, w zależności od zajmowanego stanowiska, dostaje od 50 do 100 proc. wynagrodzenia. Taką politykę stosują jednak giganci. Mniejsze firmy niechętnie lub w ogóle nie płacą mamom, gdy te opiekują się noworodkiem. A to, jak pokazują statystyki, sprawia, że wiele kobiet tuż przed urodzeniem dziecka decyduje się na odejście z pracy – nawet 43 proc.

Tylko w kilku stanach, w tym w New Jersey, obowiązują zasady płatnego urlopu macierzyńskiego. Wynosi on sześć tygodni, a mama powinna dostawać 75 proc. wynagrodzenia. Od 1 stycznia 2018 r. także w Nowym Jorku obowiązuje prawo sprzyjające młodym rodzicom. Nazywa się Paid Family Leave. To osiem tygodni urlopu, co ważne – płatnego. Wynagrodzenie powinno wynosić 50 proc. średniej tygodniówki.

W 2021 r. będzie to już 12 tygodni urlopu. „Obecnie młodzi ludzie chcą skończyć uczelnie, następnie ustawić się w pracy, a ta często wymaga dyspozycyjności, wynoszącej nawet kilkanaście godzin dziennie. W tym czasie chcą odłożyć pieniądze na ‚coś’ swojego, najlepiej dom czy mieszkanie w atrakcyjnym miejscu. Gdy to już osiągną, przychodzi czas na myślenie o rodzinie i dzieciach.

Dlatego od kilku lat obserwujemy wzrost urodzeń pierwszych dzieci u pań w wieku 35 plus” – wyjaśnia Jennifer Johnson-Hanks, profesor socjologii na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkley. Ale jak mówią lekarze, ciąża w tym wieku może być wyzwaniem, tak samo jak już samo zajście w ciążę. Dlatego coraz popularniejsze w USA jest in vitro. Koszt jednego zabiegu to średnio 15 tys. dolarów. A często się zdarza, że trzeba go powtarzać.

CORAZ POPULARNIEJSZA ADOPCJA
Wiele par, po 40. roku życia, decyduje się na adopcję. Koszty z nią związane sięgają nawet 40 tys. dol., podaje Child Welfare Information Gateway. Takie rozwiązanie rozważa 35-letnia Sylwia i jej starszy o sześć lat mąż. Od wielu lat mieszkają w Nowym Jorku. Polka uważa, że jest w fajnej relacji z partnerem, Amerykaninem, ale zarówno ona, jak i on na razie nie chcą mieć dzieci. „Żyjemy na całkiem fajnym poziomie. Mamy dobrą pracę. Mąż jest księgowym w dobrze prosperującej firmie z siedzibą na Manhattanie. Ja jestem trenerką personalną.

Ciąża oznaczałaby, że na pewno musiałabym zrezygnować z pracy na jakiś czas. Ale to nie jest główny powód. Nam żyje się dobrze bez dzieci. Obserwując pary w moim wieku często widzę, że maluchy stały się powodem awantur, a nawet rozstań. Czy w naszym przypadku też by tak się stało, tego nie wiem. Ale jesteśmy już przyzwyczajeni do naszego życia we dwoje i nie chcemy tego zmieniać. Nie wykluczamy natomiast, że może za kilka lat postaramy się o adopcję. Ale tej decyzji jeszcze ostatecznie nie podjęliśmy” – przyznaje Sylwia.