Winda zmiażdżyła 30-latka

842
FOTO: FDNY

Do tragedii doszło w wieżowcu na Manhattanie, położonym w dzielnicy Kips Bay przy Third Avenue. 30-latek wysiadał z windy na parterze, gdy ta, nagle ruszyła w dół i dosłownie zmiażdżyła mężczyznę. Wszystko trwało mniej niż 10 sekund.

Całe zdarzenie zostało zarejestrowane przez kamerę monitoringu. Sam Waisbren zjechał windą na parter budynku. Przed nim wysiadł z niej inny mężczyzna. 30-latek nie zdążył, bo gdy znajdował się w progu, winda nagle ruszyła i śmiertelnie go raniła. W środku znajdowało się jeszcze sześć osób. Im nic się nie stało, ale są w szoku. Podobnie jak mieszkańcy, znajdujący się na parterze wieżowca, którzy byli świadkami tego strasznego zdarzenia.

30-latek pochodził z Wisconsin. Do Nowego Jorku przeprowadził się 5 lat temu. Wynajmował mieszkanie w wieżowcu razem ze swoją dziewczyną. Pracował w firmie informatycznej. Jego najbliżsi są zrozpaczeni. Wspominają Sama jako „wyjątkowego chłopaka, pełnego życia i mającego wielu przyjaciół”. 

Przedstawiciele New York City Department of Buildings poinformowali, że prowadzą śledztwo w sprawie wypadku i jeśli będą do tego podstawy, zostana wyciągnięte odpowiednie konsekwencje. W Nowym Jorku jest więcej wind pasażerskich niż w Chicago czy Los Angeles. W sumie ponad 70 tysięcy. Tymczasem, do tej pory, jak podaje CBS News, nie ma odpowiednich regulacji prawnych, nakazujących osobom dokonującym konserwacji, przejścia odpowiednich kursów i zdobycia licencji. Wkrótce ma się to jednak zmienić.  

Budynek, w którym doszło do wypadku, określany jest jako luksusowy wieżowiec. Ma 22 piętra i został wybudowany w 1997 r. Wynajęcie jednosypialniowego mieszkania kosztuje tu ok. 3,5 tys. dolarów miesięcznie.