Wirtualne święta, mimo wszystko rodzinne

160
EPA-EFE/VALDRIN XHEMAJ

Z laptopem na świątecznym stole i telefonem w dłoni – tak w wielu domach będzie wyglądać Boże Narodzenie, jedno z najbardziej rodzinnych świąt. W tym roku przez liczne osoby spędzane na odległość. Z troski, by nie zarazić rodziców czy dziadków. Statystyki potwierdzają, że to właśnie seniorzy są najbardziej narażeni na ewentualne powikłania. W wyjątkowo trudnej sytuacji są emigranci, którzy mają w starym kraju rodziców. Mało kto będzie w stanie do nich polecieć, a w wielu przypadkach nie ma nikogo innego, kto mógłby się nimi zająć.

– „Od kilku lat przylatywałam do Polski pod koniec listopada i zostawałam do lutego. W Leżajsku mieszka moja mama. W tym roku skończyła 95 lat. Ma opiekunkę, nawet dwie. Jedna jest, jak to się mówi, z urzędu, a druga prywatnie. W święta nie będzie ani jednej, bo urząd nie pracuje, a druga pani też przecież ma swoją rodzinę” – mówi pani Iwona, od 35 lat mieszkająca w Nowym Jorku. – „O tyle te święta są pechowe, że Wigilia jest w czwartek, no a później kolejne trzy dni, aż przyjdzie pani z MOPS-u. Czyli mama zostaje na cztery dni praktycznie odosobniona. Poprosiłam sąsiadkę, żeby do niej choć raz dziennie zajrzała i na szczęście się zgodziła. Mama bardzo to przeżywa, że będzie sama. Dla mnie też jest to bardzo trudny czas” – przyznaje rozmówczyni „Nowego Dziennika”.

Do Polski pani Iwona w tym roku nie poleci, nie tylko z powodu pandemii, ale i przez fakt, że kilka tygodni temu miała zawał. Mimo, że jakiś czas temu LOT uruchomił połączenie na trasie Nowy Jork – Warszawa, to i tak ocenia, że nie dałaby rady wybrać się w taką podróż. – „Jestem po prostu za słaba. Poza tym w Nowym Jorku mam swoich lekarzy. A to co czyta się o polskiej służbie zdrowia, że pacjenci nie są przyjmowani na izby przyjęć, że długo się czeka na karetkę… No po prostu się obawiam. Natomiast tak ułożyłam sobie pracę, żeby mieć wolną Wigilię cały dzień i już pewnie o mojej 7 rano do mamy zadzwonię. Tych telefonów w ciągu dnia z pewnością będzie więcej. Najdłuższy będzie ten w czasie „wspólnego” posiłku. Mama, niestety, nie połączy się ze mną na Skype, ale zawsze to jakaś namiastka wspólnej świątecznej kolacji. No trudno. Taki paskudny rok” – kwituje pani Iwona.
Podobnych historii jest o wiele więcej. Pani Leokadia jest amerykańską imigrantką od prawie 30 lat. W Polsce, na Podkarpaciu, mieszka jej 94-letnia mama. Ma zapewnioną profesjonalną opiekę, ale nie w święta. Wtedy opiekunki wzięły wolne. – „Liczyłam, że mój brat przyjedzie do mamy, bo mieszka w Polsce, tylko że na drugim końcu – w Szczecinie. No i takie były plany, ale niedawno sam się rozchorował i nie da rady. Na szczęście jest jeszcze wnuczka, moja bratanica, no i ona wzięła urlop z pracy, by zająć się babcią przez te kilka dni. Gdyby nie ona, to nie mam pojęcia, co byśmy zrobili. Ja w tym roku przylecieć do Polski nie mogę, bo nie dostanę urlopu, a niedawno znalazłam pracę i za żadne skarby nie chcę jej stracić. Tym bardziej, że kilka miesięcy nie miałam zajęcia. Z kolei mąż ma znacznie obniżoną pensję, bo jak mu tłumaczy właściciel biznesu, bez tego firma splajtuje i w ogóle żadnych pieniędzy nie będzie. Korzystaliśmy z zasiłków dla bezrobotnych, ale na dłuższą metę, tak nie można żyć” – mówi pani Leokadia.

Święta spędza z mężem i synem na Brooklynie. Wigilie będą mieli dwie: pierwszą o godzinie 10 rano, kiedy połączą się na Skypie z babcią, i drugą, swoją po godzinie 4 po południu. – „Moja bratanica przyniesie do babci laptopa. Żartujemy, że postawi go między karpiem a żurkiem i tak będziemy wirtualnie razem spędzać czas. Myślę, że wielu imigrantów do takiej Wigilii i świąt jest przyzwyczajonych. Masa moich koleżanek albo się łączyło w tym czasie z rodzicami, albo z zostawionymi w USA mężami i dziećmi. Samoloty latające w grudniu do Polski w większości były wypełnione paniami i panami lecącymi zająć się rodzicami choć przez chwilę – w zimę i święta” – zauważa nasza rozmówczyni.
– „Czasami odnoszę wrażenie, że wielu osobom wydaje się, że my jedziemy w delegację i prędzej czy później wrócimy do ‘domu’, ale nasze domy są już gdzieś indziej” – mówi z kolei pani Ewelina, która wyemigrowała z Rzeszowa do USA w latach 90. W Polsce mieszka jej 96-letnia mama. – „Zgodziła się na wyjazd przede wszystkim dlatego, że miałyśmy ciężką sytuację materialną. Tata już nie żył, a ja byłam młodą rozwódką z małym dzieckiem. Musiałam wprowadzić się do dwupokojowego mieszkania rodziców. Było ciężko. Najpierw faktycznie poleciałam tylko na kilka miesięcy, wróciłam, ale już po pół roku znowu byłam w samolocie i tym razem zostałam. Mama wychowywała wnuka, a ja słałam paczki i pieniądze schowane w czekoladach. Czas mijał. Po kilku latach dołączył do mnie syn, proponowałam też mamie, ale odkładała decyzję, aż było za późno. Została sama. Opiekę ma zapewnioną dobrą. Codziennie jest u niej opiekunka na cztery godziny. Do tego prywatna pani. Czy mam wyrzuty sumienia? Ogromne! Z jednej strony żałuję, że nie chciała do mnie przylecieć, ale z drugiej nie miałam odpowiednich warunków i może dlatego nie naciskałam. Tak czy inaczej ta samotność mamy, która z roku na rok staje się dla niej coraz bardziej uciążliwa, także i dla mnie jest dużym zmartwieniem” – przyznaje pani Ewelina. Ostatni raz widziała mamę w lutym. Tuż przed wybuchem pandemii. W tym roku też planowała przylot na święta, ale musiała zmienić plany. – „Natomiast mama nie będzie sama, bo zajmie się nią wnuczka. Połączymy się przez internet, a uważam, że magia świąt ma szansę zadziałać nawet przez Skype” – dodaje.



Uczniowie Polskiej Szkoły Dokształcającej im. St. Moniuszki bardzo chętnie zaangażowali się w akcje “Dzieci Seniorom”, bardzo pomogli rodzice  

Ważne, by pamiętać nie tylko o najbliższych. Akcja „Dzieci Seniorom. ‚Zaadoptuj’ Babcię lub Dziadka na święta”, to pomysł Moniki Wróblewski z nowojorskiego Rockaway. Zaangażowała w nią uczniów z Polskiej Szkoły Dokształcającej im. St. Moniuszki, gdzie pracuje. Bardzo chętnie pomagają też rodzice dzieci.

– „Zaczęło się od postu na jednej z polonijnych grup facebookowych, gdzie dziennikarka ‚Nowego Dziennika’ zaproponowała, by spontanicznie wysyłać kartki do seniorów, szczególnie tych, którzy święta spędzą samotnie. A mi do głowy przyszedł od razu kolejny pomysł. Finał jest taki, że uczniowie razem z rodzicami wysłali kartki do seniorów z dziennego Centrum Seniora Northside na Brooklynie. W sobotę przed świętami Bożego Narodzenia, kolejne kartki i drobne upominki rozdaliśmy starszym parafianom kościoła św. Róży z Limy na Rockaway, czyli w naszej dzielnicy. W kopertach były też listy od dorosłych, gdzie napisaliśmy, że jeśli tylko coś potrzeba, to my jesteśmy tuż obok zawsze gotowi do pomocy czy rozmowy” – mówi Monika Wróblewski. I już zapowiada, że to nie ostatnia tego typu akcja. – „Chcielibyśmy w naszej szkole zrobić kącik czytania dla babci czy dziadka i zaprosić seniorów, by stali się przyszywanymi babciami i dziadkami dla naszych uczniów; zresztą wielu z nich już bardzo angażuje się w życie naszej polonijnej placówki i na tym mi też bardzo zależy, by właśnie była to nasza szkoła” – dodaje. Podkreśla, że jest bardzo dumna z uczniów Polskiej Szkoły Dokształcającej im. St. Moniuszki, którzy bardzo zaangażowali się w akcję, własnoręcznie tworząc kartki. Jest też niezmiernie wdzięczna rodzicom za pomoc. Dla wszystkich były to spore emocje, a moment rozdawania kartek seniorom był ogromnie wzruszający.


Wigilię tylko z mężem i dziećmi spędza w tym roku pani Katarzyna z Brooklynu. Dla bezpieczeństwa. – „To, że nie będzie z nami teściowej, to jest bardzo trudna decyzja, tym bardziej, że mieszka w tym samym bloku. Od jakiegoś czasu cierpi na ciężką astmę, niedawno miała kolejny atak i lekarz nas ostrzegł, że każde spotkanie z mamą może być dla niej wręcz śmiertelnym zagrożeniem. Mąż ma tzw. ‚city job’ i codziennie styka się z wieloma osobami. Nigdy nie jest wiadomo, czy nie przyniesie Covida do domu, a my nawet nie będziemy wiedzieć, że jesteśmy chorzy… Postanowiliśmy więc, że przez najbliższych kilka tygodni, aż mama się lepiej poczuje, nie będziemy się odwiedzać. Fatalnie, że wypadło to akurat w takim okresie, no ale nikt na to nie ma wpływu. Jest plan, jak będzie lepsza pogoda, by pójść razem na świąteczny spacer, w maseczkach i w bezpiecznej odległości. Natomiast Wigilię spędzimy na Skype. Jedzenie zostawię teściowej na klamce, no i nic więcej zrobić nie możemy” – uważa pani Katarzyna.

Jeszcze w lecie, gdy było mniej zachorowań, planowała razem ze swoimi rodzicami, że przylecą oni do Nowego Jorku w grudniu. Ale z tego pomysłu także musieli zrezygnować. – „Wielka szkoda, ale mimo bezpośrednich połączeń z Warszawy do Nowego Jorku uznaliśmy że nie jest to dobry pomysł. Rodzice też są już starszymi osobami i choć mocno za sobą tęsknimy, szczególnie wnuki, to musimy te plany odłożyć na przyszłość. Nie wyobrażam sobie, jak to by było, gdyby moi rodzice się tutaj rozchorowali. Chyba bym sobie tego nigdy nie wybaczyła” – dodaje.
Apele o to, by zostać w domu na święta i do minimum ograniczyć kontakty z bliskimi, od tygodni przekazują służby medyczne. Jak wskazują statystyki, to właśnie rodzinne spotkania są w ostatnim czasie najczęstszą przyczyną zakażania się koronawirusem. Wiele osób przechodzi chorobę Covid-19 bezobjawowo, ale nawet czując się świetnie, nadal mogą zarażać.
– „Centers for Disease Control and Prevention zaleca, by odłożyć podróże na później i pozostać w domu. To najlepszy sposób na to, by ochronić siebie i innych w tym roku” – czytamy w komunikacie CDC. I faktycznie większość, bo ponad 50 proc. mieszkańców USA, zrezygnowała z planów wyjazdów na święta. 75 proc. deklaruje, że Boże Narodzenie będzie spędzać w najbliższym gronie. Dane te zostały opublikowane w raporcie agencji Year-End Holiday Travel Forecast we wtorek, 19 grudnia. Przewiduje się, że 34 miliony mniej osób będzie podróżować dalej niż 50 mil, między 23 grudnia a 3 stycznia, w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego.

– „Podczas gdy Święto Dziękczynienia tradycyjnie spędzało się na spotkaniach z przyjaciółmi i rodziną, to w okresie świątecznym Amerykanie często decydowali się na dłuższy, bardziej wyszukany wypoczynek. W tym roku tak się nie stanie” – powiedziała Paula Twidale, wiceprezes AAA Travel. – „Obawy dotyczące zdrowia publicznego, oficjalne zalecenia, aby nie podróżować oraz ogólny spadek nastrojów konsumentów zachęciły ogromną większość Amerykanów do pozostania w domu na święta” – uzupełnia. Z raportu wynika, że liczba podróży samochodowych będzie niższa o 25 procent, podczas gdy podróży lotniczych – o 60 procent, przy czym szacuje się, że tylko 2,9 miliona osób skorzysta z lotów (najmniej od 2009 roku). Jeśli chodzi o autobusy, kolej czy statki wycieczkow, liczba osób korzystających z tych środków transportu w okresie świątecznym będzie niższa o co najmniej 87 proc. w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego – dowiadujemy się.

Ale nawet przy tak gwałtownym spadku zainteresowania wyjazdami, szacuje się, że ok. 84,5 miliona Amerykanów zignoruje apele służb sanitarnych i nie zrezygnuje z wyjazdowych planów. Takie osoby, jak poleca CDC, powinny poddać się testom na koronawirusa – maksymalnie 3 dni przed podróżą i ponownie od 3 do 5 dni po powrocie do domu. Agencja zaleca też, by poddać się dobrowolnej kwarantanie przez co najmniej tydzień, jeśli nie wykona się testów. Jak wskazuje CDC, praktycznie wszystkie amerykańskie stany są na liście tzw. wysokiego ryzyka.