Wirtualne życie stało się faktem

596
Nowojorski Wydział Edukacji w ciągu tygodnia wprowadził w życie e-learning / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/ NOWY DZENNIK

Obowiązkowa kwarantanna ze względu na pandemię koronawirusa – będąca dla nas wielką lekcją i sprawdzianem przygotowania do sytuacji kryzysowych – ukazała nam szereg nowych możliwości, do których do tej pory podchodziliśmy z dystansem lub wręcz je odrzucaliśmy.

Wiele osób i instytucji musiało w szybki sposób dokonać pewnych zmian w swoim życiu, obowiązkach i pracy, a nawet częściowo przenieść to wszystko w świat wirtualny. Nagle komputer, który często postrzegany był jako tzw. niepotrzebny pożeracz czasu, okazał się nie tylko bardzo przydatny, ale nawet stał się pośrednikiem w interakcji międzyludzkiej. To, co kiedyś wydawało się mało realne, teraz stało się faktem, a nawet bezpiecznym – w dobie panującego koronawirusa – oknem na świat. Dzięki tej wyjątkowej i kryzysowej sytuacji, w pewnym stopniu, sprawdziło się przysłowie, że „potrzeba jest matką wynalazków”. Poniżej przedstawiamy kilka różnych sposobów radzenia sobie z ogólną izolacją społeczeństwa i przymusowym siedzeniem w domu. Oczywiście jest ich o wiele więcej, ale nie sposób jest opisać wszystkie.

Nowojorskie szkoły do e-learningu wykorzystują program Google Classroom lub Zoom / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/ NOWY DZENNIK

EDUKACJA XXI WIEKU
Bardzo szybko i sprawnie z nową sytuacją poradził sobie nowojorski Wydział Edukacji (DOE), który już po tygodniu przymusowej przerwy w nauce, spowodowanej domową kwarantanną związaną z koronawirusem, wprowadził do swojego systemu e-learning, czyli naukę poprzez internet. Dzięki temu od poniedziałku, 23 marca, około 1,1 mln uczniów nie traci możliwości zdobywania wiedzy i nie martwi się, że ze względu na przerwę zaległości będą musieli nadrabiać podczas wakacji. To wszystko dzięki wielkiej determinacji nauczycieli i dyrektorów szkół.

„Chociaż nikt z nas nie był w stanie przewidzieć, nawet kilka tygodni temu, że zainicjujemy tę dramatyczną, nową zmianę w systemie edukacji, nie mogę być bardziej dumny ze sposobu, w jaki nasi nauczyciele zabrali się do pracy, aby przygotować się do nauczania waszych dzieci przebywających we własnych domach. Nie mogę też być bardziej wdzięczny za waszą wiarę w naszych wychowawców i cały pracowity personel DOE” – napisał w specjalnym oświadczeniu Richard Carranza, kanclerz nowojorskiego Wydziału Oświaty. Podkreślił również, że system ten na pewno nie jest idealny i nie zastąpi lekcji prowadzonej przez nauczyciela w klasie. Niemniej jednak około 150 tys. pracowników DOE robi wszystko, by nie tylko sprostać nowemu wyzwaniu, ale również by lekcje były ciekawe i jak najbardziej wartościowe dla uczniów.

Każda szkoła ma własną platformę online, a najczęściej wykorzystywanym programem jest Google Classroom. Niektóre jednak wykorzystają do tego celu Zoom, poprzez który do tej pory wiele osób organizowało zdalne konferencje oraz webinaria. Programy te pozwalają dzieciom nie tylko widzieć nauczyciela prowadzącego lekcję ze swojego domu, ale także brać w niej czynny udział, odpowiadać na pytania, pisać wypracowania oraz robić różne zadania. Uczniowie także widzą się i słyszą wzajemnie podczas lekcji, a podczas przerwy mogą prowadzić ze sobą konwersacje.

Odpowiednie oprogramowanie każde dziecko mogło sobie ściągnąć ze specjalnego serwera, dodatkowo bezpłatnie ma do dyspozycji pakiet Microsoft Office 365 i różne edukacyjne aplikacje. Programy do e-learningu działają na komputerach, iPadach, a nawet na smartfonach. Rodziny, które miały problem ze sprzętem, mogły skorzystać ze specjalnej pomocy, jaką w tej kwestii oferował nowojorski Wydział Edukacji. Z kolei ci, którzy nie mieli odpowiedniego sygnału internetowego, mogli liczyć na pomoc ze strony firmy zajmującej się jego dystrybucją.

Rodzice różnie podchodzą do tej formy nauki, a ich opinie uzależnione są głównie od posiadanego sprzętu komputerowego, poziomu zaawansowania ich dzieci w nowe technologie, a także wiedzy, jaką sami posiadają na ten temat, bowiem to są podstawowe źródła największej liczby problemów. Jednak nowojorski Wydział Edukacji służy i w tej kwestii pomocą, a nawet uruchomił w tym celu specjalny numer telefonu. Większość osób radzi sobie z e-learningiem bardzo dobrze i cieszy się, że mimo koronawirusa ich dzieci nie tracą czasu i możliwości zdobywania wiedzy.

„Ewidentnie to domowe nauczanie nam sprzyja. Córka w fantastycznie szybkim trybie przestawiła się na nowy sposób nauczania, a nawet sama zainstalowała potrzebne programy na komputerze. Jak do tej pory, korzystanie z Google Classroom nie przysporzyło nam żadnych trudności” – mówi z dumą Basia Sala-Maślanka, której córka Nicole jest obecnie uczennicą piątej klasy PS 34 na Greenpoincie. Dodała, że ma nadzieję, iż w przyszłości z tej formy nauki będą mogły korzystać dzieci, które np. z powodu choroby zmuszone będą zostać w domu, oczywiście po odpowiedniej adaptacji e-learningu do warunków klasowych.

Nie wiadomo, jak długo dzieci będą korzystały ze zdalnego systemu edukacji, ale według decyzji burmistrza Billa de Blasio szkoły publiczne mają pozostać zamknięte do 20 kwietnia. Jeżeli sytuacja z pandemią ulegnie poprawie, to być może po tym terminie zostaną przywrócone normalne lekcje w klasach, chociaż nowojorski włodarz podczas ogłaszania decyzji o zamknięciu szkół nie wykluczał możliwości przedłużenia takiego stanu rzeczy do końca roku szkolnego.

Więcej na ten temat można znaleźć na stronie www.schools.nyc.gov; tam też publikowane są wszelkie komunikaty i ogłoszenia dotyczące e-learningu.

Dr Iwona Korga, prezes Instytutu Piłsudskiego (z lewej), oraz pracownica Małgorzata Skrodzka z dziećmi biorącymi udział w warsztatach dla najmłodszych prowadzonymi przed rozpoczęciem domowej kwarantanny / Foto: FACEBOOK IJP

WIRTUALNE LEKCJE HISTORII
Również do nowej sytuacji związanej z pandemią i zakazem wychodzenia z domów dostosował się Instytut Józefa Piłsudskiego w Ameryce. Od 25 marca prowadzi specjalną internetową akcję dla dzieci. Są to spotkania mające zachęcić najmłodszych do nauki historii oraz poszerzyć ich wiedzę na tematy związane z przeszłością Polski.

„Podobnie jak inne instytucje nie możemy prowadzić działalności otwartej dla publiczności. Nasze biuro obecnie jest nieczynne, co jednak nie oznacza, że nie pracujemy i nie myślimy o tym, co możemy zrobić dla polonijnej społeczności. Dlatego postanowiliśmy przenieść naszą działalność w świat wirtualny” – wyjaśnia dr Iwona Korga, prezes i dyrektor wykonawcza Instytutu Piłsudskiego.

W tym celu bardzo cenny okazał się portal edukacyjny www.poznajhistorie.org. Na bazie jego zawartości oraz doświadczeń pracowników instytutu zdobytych podczas różnych spotkań z dorosłymi, młodzieżą i dziećmi, a także polonijnymi szkołami i uczniami dwujęzycznego programu w PS 34 na Greenpoincie, został opracowany edukacyjny cykl przeznaczony dla najmłodszych „Poznawaj historię online”. Akcja jest prowadzona na facebookowym profilu Instytutu Piłsudskiego, a informacje na jego temat zamieszczone są także na jego stronie internetowej www.pilsudski.org.

„Program ten proponujemy raz w  tygodniu i wówczas rodzice wraz z dziećmi mogą wykorzystać ten czas na poznawanie historii – podkreśla dr Iwona Korga. – Pierwsze zajęcia nosiły tytuł ‚Jaki znak twój? Polskie symbole narodowe’. Przedstawialiśmy w nim legendę o Lechu, Czechu i Rusie, a także możliwości wykonania prostych kukiełek z wykorzystaniem łyżki kuchennej oraz kawałków materiału i przeznaczeniem do domowego teatrzyku” – wyjaśnia szefowa Instytutu Piłsudskiego. Prócz tego podczas wirtualnych zajęć można było nauczyć się o polskim godle, fladze, a także Mazurku Dąbrowskiego.

Na wspomnianym portalu www.poznajhistorie.org są także publikowane materiały dla dorosłych, na przykład o wielkich postaciach historycznych, ważnych wydarzeniach oraz zasobach galerii instytutu.

„Chcemy na podstawie naszych zbiorów przedstawiać online ciekawe historie. Zaczęliśmy od naszego patrona Józefa Piłsudskiego. Zaprezentowaliśmy jego historię i różne dokumenty, pokazaliśmy, jakim był człowiekiem, ale także zrobiliśmy porównanie jego postaci z George’em Washingtonem. Chociaż dzieli ich 130 lat, to w wielu sytuacjach życiowych postępowali podobnie. Mam tutaj na myśli walkę o niepodległość i demokrację, a także stworzenie państwa i poświęcenie dla tego celu całego swojego życia” – opowiada dr Iwona Korga. Zapewnia również, że wszyscy pracownicy – mimo że z domu – cały czas pracują nad nowymi projektami i wystawami, które albo zostaną pokazane fizycznie, jeżeli sytuacja na to pozwoli, lub będą miały swój wirtualny odpowiednik.

Dzięki temu Instytut Piłsudskiego, który postrzegany jest jako muzeum i miejsce związane z przeszłością, to jednak idzie z postępem i duchem czasu.

„Staramy się aby historia dotarła pod wszystkie strzechy, gdziekolwiek może dojść” – podkreśla prezes Instytutu Piłsudskiego.

Msze św. i nabożeństwa w Amerykańskiej Częstochowie odprawiane są obecnie przy pustych ławkach, ale za to ich transmisje w internecie oglądają tysiące wiernych / Foto: ZRZUT Z EKRANU

KOŚCIÓŁ W INTERNECIE
Z powodu pandemii wirusa Covid-19 zawieszona została posługa sakramentalna oraz wspólne modlitwy liturgiczne w kościołach. Wielu kapłanów wyszło jednak naprzeciw wyzwaniu oraz potrzebom chwili i rozpoczęło odprawianie mszy św. oraz wielkopostnych nabożeństw bez udziału wiernych, w swoim gronie, a także zaczęło transmitować je przez internet, Facebook lub inne media społecznościowe. Nowa inicjatywa spotkała się z bardzo dobrym odbiorem i opinią wśród wiernych, o czym świadczą ich komentarze publikowane w internecie.

Regularnie codzienna Eucharystia oraz różne modlitwy transmitowane są z duchowej stolicy Polonii – Narodowego Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Doylestown, PA. Okazuje się, że dla paulinów mających tam swój klasztor i zarządzających Amerykańską Częstochową wprowadzenie wirtualnego systemu przekazu nie stanowiło zbyt dużego problemu, bo wcześniej już transmitowali niektóre ważne uroczystości.

„Byliśmy nieświadomie przygotowani do tej sytuacji, ponieważ kamery mieliśmy już zainstalowane – podkreśla o. Krzysztof Drybka, przeor zakonu paulinów w Doylestown. – Zamontowaliśmy je w ubiegłym roku na uroczystą koronację Ikony Jasnogórskiej. Już wtedy uznaliśmy, że taka transmisja nie będzie jednorazowa i jeżeli będziemy mieć jakieś bardzo ważne wydarzenie, to także będziemy je transmitować. Zresztą były też prowadzone rozmowy na temat tego, że telewizja EWTN Polska mogłaby pokazywać jedną naszą mszę św. dla Polonii” – wyjaśnia o. Drybka. Dodaje, że nikt z nich nie przypuszczał, że system ten będzie im tak szybko pomocny w pełnieniu posługi duchowej.

„Teraz, gdy w archidiecezji filadelfijskiej wprowadzono szereg ograniczeń, a w dodatku w naszym powiecie jest zakaz wychodzenia z domu, to jest jedyna możliwość kontaktu ze światem i z wiernymi” – podkreśla przeor.
Okazuje się, że transmisje z Amerykańskiej Czestochowy cieszą się bardzo dużą popularnością. Niektóre msze św. czy też nabożeństwa oglądało kilkanaście tysięcy osób. Przykładowo polską mszę św. z 29 marca obejrzało prawie 10 tys. wiernych, adorację Najświętszego Sakramentu z 28 marca – 12,5 tys. osób, a nocne czuwanie z 28 na 29 marca aż 15,3 tys. wirtualnych uczestników nabożeństwa.

Technicznie transmisją zajmuje się o. Tymoteusz Tarnacki, który także był pomysłodawcą instalacji systemu wideo oraz kamer w sanktuarium. Wszystkie msze i nabożeństwa odprawiane są przy pustych ławkach, uczestniczą w nich tylko paulini z Doylestown, którzy nie łamią tym żadnych zakazów ani przeciwwskazań.

„My wszyscy razem tutaj mieszkamy, więc czy siedzimy przy stole, czy też wspólnie się modlimy, to nie robi to żadnej różnicy. Jesteśmy jedną rodziną i żyjemy tak, jak nakazał nam to ojciec założyciel (św. Paweł Pierwszy Pustelnik) – Solus cum Deo solo, czyli sam na sam z Bogiem” – wyjaśnia o. Krzysztof Drybka. Zakonnik podkreśla, że jednak trudno się mówi czy prowadzi nabożeństwo przy pustych ławkach w świątyni, ale kapłani mają świadomość, że wielu wiernych jest z nimi w duchowej łączności.

„Wiemy, że wszyscy jesteśmy razem. Mimo że fizycznie jest inaczej, to jednak wspólnie się modlimy. Kiedyś miłość do drugiego człowieka przejawiała się w podaniu ręki, a obecnie wymaga zachowania fizycznej odległości od siebie. Jednak duchowo jesteśmy bliżej siebie” – zaznaczył przeor.

W najbliższym czasie planowana jest transmisja m.in.: rekolekcji wielkopostnych, liturgii związanej z Triduum Paschalnym i nabożeństw wielkanocnych. Transmisje z Amerykańskiej Częstochowy można znaleźć na jej facebookowym profilu, na kanale YouTube oraz na stronie internetowej www.czestochowa.us.

Msze św. i różne nabożeństwa transmitują na Facebooku także niektóre nowojorskie parafie, m.in. kościół św. Stanisława Biskupa i Męczennika z Manhattanu, kościoły św. Stanisława Kostki z Greenpointu oraz Staten Island, a także kościół św. Alojzego z Ridgewood, a nawet kościół św. Michała Archanioła w Bridgeport w stanie Connecticut. Zapewne jest ich o wiele więcej, lecz trudno wymienić wszystkie.

Katarzyna Stolarczyk podczas zumby prowadzonej z jej „domowego klubu fitness” / Foto: SEBASTIAN STOLARCZYK

KOMPUTER ŹRÓDŁEM ZDROWIA
W wirtualną przestrzeń przeniosły się także różne codzienne czynności, w tym także te, które wpływają na nasze samopoczucie oraz zdrowie. Co prawda zajęcia z fitness czy nawet zumby poprzez transmisje na żywo nie są żadną nowością, ale do tej pory prowadziły je główne największe sławy zajmujące się takimi zajęciami, jak np. Ania Lewandowska czy też Ewa Chodakowska. Okazuje się jednak, że zbudowanie grupy osób chcących codziennie uprawiać aktywność sportową wcale nie jest takie trudne.

Na odpowiedni czas czekała z tym popularna w Nowym Jorku instruktorka Katarzyna Stolarczyk, która stworzyła międzynarodową internetową grupę osób ćwiczących codziennie w dni robocze o godz. 9 rano czasu wschodnioamerykańskiego EST.

„Pomysł na zajęcia z zumby prowadzone online zrodził się dawno temu, kiedy to niektóre dziewczyny z moich grup nie mogły w nich uczestniczyć ze względu na swój grafik w pracy” – rozpoczyna swoją opowieść Katarzyna Stolarczyk i od razu dodaje, że jednak odłożyła go na inną okazję. Gwałtowny wybuch pandemii koronawirusa i zakaz wychodzenia z domów spowodował, że powróciła do niego.

„Zamknięcie wszystkich siłowni w Nowym Jorku sprawiło, że zostałam bez pracy. Po trzech dniach siedzenia w domu z trójką dzieci, które rozpoczęty internetową naukę, gdy pogoda dodatkowo nas nie rozpieszczała, a napięcie rosło z dnia na dzień podczas słuchania tych wszystkich przykrych informacji ze świata, wyszłam pobiegać, aby ogarnąć siebie, swoje myśli i znaleźć rozwiązanie na ten chaos, a także receptę, jak pomóc innym – wyjaśnia instruktorka. – Wpadłam do domu i krzyknęłam: ‚przyszedł czas na zajęcia online!'”.

Dzięki pomocy syna Sebastiana założyła profil „k.g.mission” na Instagramie, na którym prowadzi transmisje swoich zajęć. Dzięki temu chce solidaryzować się z innymi dziewczynami, wspierać je w trudnym momencie, by wszystkim łatwiej było przeżyć ten nieciekawy czas.

„Zdałam sobie sprawę, że w takiej sytuacji jak ja znalazło się wiele kobiet. Dlatego postanowiłam przenieść moją misję z klubów fitness do domów” – kontynuuje swoją opowieść Katarzyna. Po założeniu konta na Instagramie zaczęła wysyłać SMS-y oraz wiadomości przez Facebooka do znajomych dziewczyn i zapraszać je na internetowe zajęcia z zumby. W ten sposób – jak koronawirus – drogą łańcuszkową powstała kilkunastoosobowa grupa, którą tworzą m.in. osoby mieszkające w: Polsce, Egipcie, Kuwejcie, Portoryko, a także w Miami na Florydzie i w Nowym Jorku. Oczywiście mając ograniczone możliwości ćwiczeń, które proponuje, musiała je nieco zmodyfikować.

„Aby jednoczyć się z dziewczynami mającymi podobne warunki, dostosowałam zajęcia do ograniczonej przestrzeni pokoju gościnnego, który nazwałam ‚domowym klubem fitness’. Jednocześnie zachowałam wysoką intensywność i łatwość naśladowania ruchów. Grafik ułożyłam tak, aby było ciekawie oraz by codziennie był inny program. Są m.in.: zumba, zumba toning, tabata, ABS, Brazilian Butt czy też stretching. Oczywiście oprócz tego na Instagramie pojawiają się posty dotyczące tematyki, którą uważam za bardzo ważną, a dotyczącą zdrowego odżywiania, tego jak wzmocnić nasz układ odpornościowy, jak zredukować stres, a także co powinniśmy ograniczyć albo odstawić w naszym jadłospisie” – wylicza Polka.

Uczestniczki prowadzonych przez nią zajęć bardzo pozytywnie zareagowały na taką formę ich prowadzenia.

„Otrzymuję tyle miłych wiadomości od dziewczyn, że serce rośnie z radości. Ich dzień wygląda zupełnie inaczej po treningu, czują się lepiej, mają energię, uśmiech, a dobry duch towarzyszy im później przez cały dzień – mówi z dumą nowojorska instruktorka. – Ja je doskonale rozumiem, bo sama tego doświadczam. Ta niepowtarzalna energia podczas zajęć udziela się wszystkim i to jest piękne, bo zanoszą ją później do swoich rodzin”. Zadowolone uczestniczki wirtualnych zajęć z zumby piszą do Katarzyny podziękowania, jak np.: „Czynisz kolejne dni o wiele lepszymi poprzez swój animusz, energię i uśmiech. Bardzo to doceniam”.

Znany polonijny jazzman Paweł Ignatowicz prócz koncertów i nagrywania płyt daje także przez internet lekcje gry na gitarze / Foto: MARTA MOŃKO

ARTYSTYCZNE ŻYCIE W SIECI
W wirtualny świat przenieśli także swoją działalność artyści. Wielu z nich w swoich mieszkaniach urządza koncerty, czyli tzw. domówki transmitowane przez internet, najczęściej poprzez profile facebookowe. Są też tacy, którzy wirtualną sieć wykorzystują do prowadzenia muzycznych pogawędek lub nauki gry na różnych instrumentach.

„Pomysł dawania lekcji przez internet nie jest czymś nowym, ponieważ wielu muzyków, w tym moich kolegów, uczy innych korzystając ze Skype’a lub podobnych programów internetowych. To dlatego, że artyści, którzy są już w jakiś sposób rozpoznawalni, proszeni są przez innych muzyków, zainspirowanych ich sposobem grania, o wspólne lekcje. A ponieważ często nie jest możliwe spotkanie, bo np. dzieli nas duża odległość, to jedyną formą kontaktu jest internet” – wyjaśnia znany polonijny jazzman Paweł Ingatowicz, który prócz koncertowania i nagrywania płyt uczy gry na gitarze.

„Teraz jest to dla nas jedyna forma nauki, ale także jedyne źródło utrzymania” – stwierdza muzyk. Artyści do tego celu najczęściej wykorzystują Skype’a lub program Zoom, który pozwala na udzielanie lekcji grupowych.

„To pokazuje, że internet jest fantastyczną sprawą. Wieli ludzi narzeka, że zabiera niepotrzebnie czas, ale jednak wszystko zależy od indywidualnego podejścia i tego, w jaki sposób go wykorzystujemy. Dzięki niemu otworzyło się wiele nowych horyzontów i możliwości, również edukacyjnych” – uważa Paweł Ignatowicz dodając, że oczywiście wirtualna nauka nie jest tak ciekawa jak ta prowadzona na żywo, ale na razie „internet pozostaje jedynym wyjściem”.

Okazuje się, że globalną sieć wykorzystują także artyści znani na całym świecie. W związku z przerwaną trasą koncertową i odwołanymi występami – również w Polsce – swój wolny czas na warsztaty muzyczne postanowił wykorzystać Carlos Santana. Mistrz gitary z myślą o swoich młodszych kolegach zorganizował w internecie specjalne spotkania i warsztaty, które określił jako „Masterclass” (www.masterclass.com/carlos), i stwierdził, że jest dumny z tego powodu, że może podzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem.

„Moją intencją, motywem i celem związanym z lekcjami prowadzonymi online jest pomoc w rozpaleniu nowej fali twórczego ducha na całym świecie i zainspirowanie do tworzenia muzyki oraz spełniania się na scenie w ten sam sposób, w jaki staramy się przejść przez życie – z pasją i radością” – napisał na Facebooku artysta.