Wśród poszkodowanych są także rodzice imigrantów

354
W 2019 roku złodzieje, metodą “na wnuczka” lub “na policjanta”, oszukali w Polsce 4569 osób, od których wyłudzili ponad 72,6 miliona złotych EPA-EFE/Attila Balazs HUNGARY

“Choć metody wyłudzeń ‘na wnuczka’ czy ‘na policjanta’ są doskonale znane, wciąż wiele osób się na nie nabiera. Oszuści są niezłymi manipulatorami. W czasie rozmowy w tle słychać szlochy i błaganie o pomoc – mówi nadkomisarz Marta Tabasz-Rygiel z Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie. – Tylko w styczniu, w naszym regionie, mieliśmy ponad 80 zgłoszeń dotyczących oszustw ‘na wnuczka’, a straty można liczyć w setkach tysięcy złotych” – dodaje. Wśród ofiar są między innymi rodzice imigrantów, którzy uwierzyli oszustom, że ich najbliżsi spowodowali wypadek za granicą i potrzebują pieniędzy na wpłacenie kaucji.

Nie ma dnia, by polscy policjanci nie odebrali choć jednego zgłoszenia dotyczącego próby oszustwa “na wnuczka”. Tylko w ub. roku polscy seniorzy stracili w ten sposób – uwaga – 72 mln złotych. To 12 mln więcej niż w 2018 r. Choć metoda złodziei nie jest nowa i policja regularnie ostrzega, by nie dać się nabrać, to nie maleje liczba poszkodowanych, którzy po jednym telefonie są gotowi oddać oszczędności całego życia. Ten rok zapowiada się równie niebezpiecznie. Już zanotowano w całej Polsce kilkaset wyłudzeń “na wnuczka”, a prób jest kilka razy więcej.

“CÓRKA PŁACZE, ŻE MIAŁA WYPADEK”

Ostrzeżenia przed takimi praktykami złodziei można znaleźć na polonijnych forach. “Zadzwoniła z Polski roztrzęsiona moja mama, która została poinformowana przez panią mówiącą łamaną angielszczyzną, że spowodowałam wypadek w Nowym Jorku! Siedzę w więzieniu i potrzebuję pomocy finansowej! Druga kobieta, w tle (niby ja), krzyczała: mamo, ratuj! Pani usilnie wypytywała, jaką sumą mama dysponuje! Moja mama, starsza kobieta, o mało nie przypłaciła tego zawałem serca!” – pisze pani Ewa. Niestety, nie jest to odosobniony przypadek. “Moja mama miała taki telefon w piątek – pisze z kolei pani Ella. – ‘Córka’ płacze niesamowicie przez telefon, że miała wypadek i zabiła kobietę, i że będzie siedzieć 5 lat. Mama zadając pytania, gdzie jest jej dziecko (wnuczka) i gdzie teraz córka jest, sama podsuwała odpowiedzi, a tamta tylko potwierdzała i płakała… Mama rzuciła telefon i ruszyła na posterunek policji. Tego dnia, w naszej miejscowości, okradli tak dwa domy. Osobiście ktoś podjechał i wziął pieniądze po wcześniej wykonanych telefonach”. Takimi osobami najczęściej, jak tłumaczą policjanci, są kurierzy wynajęci przez złodziei. Za “zlecenie” otrzymują kilkaset złotych. Ich zadanie to odebrać pieniądze na rzekomy ratunek dla wnuczka czy innej bliskiej osoby. I to właśnie kurierzy najczęściej trafiają w ręce policji.

“Wyłudzeniami zajmują się zazwyczaj grupy zorganizowane. Ktoś inny dzwoni, ktoś inny odbiera gotówkę. Albo przyjeżdża do mieszkania oszukanego, albo umawiają się w wyznaczonym miejscu. Zdarza się, że paczka z pieniędzmi ma być zostawiona w koszu lub pod ławką – mówi w rozmowie z “Nowym Dziennikiem” nadkomisarz Marta Tabasz-Rygiel z podkarpackiej policji. – Oszuści zazwyczaj działają według podobnego scenariusza. Na telefon stacjonarny dzwoni roztrzęsiona osoba, która podaje się za członka najbliższej rodziny i informuje, że brała udział w poważnym wypadku. Aby uniknąć odpowiedzialności, potrzebuje szybkiej pomocy finansowej. Oszuści często posługują się książkami telefonicznymi, z których wybierają imiona często charakterystyczne dla osób starszych, następnie dzwonią na wybrany numer telefonu. Rozmowa prowadzona jest w taki sposób, aby oszukiwana osoba uwierzyła, że rozmawia z kimś ze swojej rodziny i sama wymieniła jego imię oraz inne dane, pozwalające przestępcom wiarygodnie pokierować dalszą rozmową. Dla wywarcia większego wrażenia oszuści coraz częściej podszywają się też pod urzędnika lub przedstawiciela jakiejś organizacji bądź instytucji. Wmawiają również starszym osobom, że są funkcjonariuszami Centralnego Biura Śledczego lub policjantami, a pieniądze są potrzebne na „wykupienie z problemów” członka ich rodziny lub prowadzą sprawę oszustw i wyłudzania pieniędzy. W rozmowie oszuści zawsze proszą o dyskrecję. Po wyrażeniu zgody na przekazanie pieniędzy zgłasza się po nie ktoś inny, zapowiedziany przez oszusta, jako osoba godna zaufania, która w imieniu rzekomego stróża prawa odbiera gotówkę. W ten sposób oszuści wyłudzają sumy w wysokości od kilku tysięcy do nawet kilkuset tysięcy złotych. Pokrzywdzeni często tracą oszczędności całego życia” – twierdzi nadkomisarz Marta Tabasz-Rygiel.

Praktyka ta stosowana jest w całej Polsce. W 2019 r. na Podkarpaciu stwierdzono 59 przestępstw dokonanych metodą “na wnuczka” lub “na policjanta”. W tym roku – już ponad 80. Straty liczone są w setkach tysięcy złotych, a nawet w milionach. “To jest jakaś gigantyczna liczba, i jak rozmawiam z kolegami z innych województw, to tam również znacznie wzrosła liczba takich przestępstw. Jak widać, oszustów przybywa, a co równie niepokojące, złodziejom dają się nabrać coraz młodsze osoby. Kiedyś byli to przede wszystkim seniorzy po 70. i 80. roku życia, teraz już nawet pięćdziesięciolatkowie” – uczula policjantka. Według policyjnych danych, w 2019 r. oszuści wykorzystali 4569 osób, od których wyłudzili ponad 72,6 miliona złotych. Najwięcej poszkodowanych było w Warszawie i powiatach ościennych – 612 osób straciło blisko 21,8 mln zł. Na podium niechlubnej statystyki znalazły się jeszcze: województwo śląskie – 856 osób poszkodowanych na kwotę prawie 11 mln zł, województwo małopolskie – 470 osób na ponad 10 mln zł. Najmniej oszustw było w województwach warmińsko-mazurskim i lubelskim.

SENIORKA UWIERZYŁA, ŻE DZWONI POLICJA

Pani Teresa mieszka w Nowym Jorku od ponad 20 lat. Wyemigrowała z Rzeszowa, gdzie wciąż mieszka jej 93-letnia mama. Rzadko wychodzi z domu. Jej jedyna rozrywka to telewizja i rozmowy przez telefon. “Tłumaczę mamie, by nie rozmawiała z obcymi osobami, ale ponieważ czuje się samotna, nie chce mnie słuchać. Niedawno o mały włos nie doszłoby do tragedii. Do mamy zadzwoniła jakaś pani, która podała się za policjantkę i stwierdziła, że w okolicy dochodzi do wielu oszustw ‘na wnuczka’. Zapytała mamę, czy orientuje się, o co chodzi. Mama odparła, że tak, i że nawet córka ją przed tym ostrzegała. ‘Policjantka’ zapytała wtedy, czy mama będzie chciała im pomóc złapać oszustów” – opowiada “Nowemu Dziennikowi” pani Teresa.

Starsza kobieta uwierzyła, że rozmawia z funkcjonariuszką prawa, co więcej – przyznała, że mieszka sama, a córka jest w Ameryce. Zgodziła się na prośbę “policjantki”, by przygotowała 50 tys. złotych w gotówce, po które przyjdzie inny “policjant”. Pieniądze starszej pani miały być przynętą na złodziei. Oczywiście, zgodnie z poleceniem “policjantki”, miała to zrobić jak najszybciej. Mama pani Teresy jeszcze tego samego dnia zamówiła taksówkę i pojechała do banku. Zlikwidowała lokaty i przywiozła do domu pieniądze. Na szczęście, odwiedził ją sąsiad, który od razu zorientował się, że coś jest nie tak. “Wtedy mama zadzwoniła do mnie i opowiedziała o ‘policyjnej akcji’. Kazałam jej natychmiast powiadomić prawdziwą policję. Byłam przerażona, że ktoś jest tak bezczelny i żeruje na naiwności starszych ludzi. Boli to tym bardziej, że nie ma mnie obok mamy, a ona – z roku na rok – staje się coraz bardziej bezbronna. Co więcej, ma dwie opiekunki. Jedna przychodzi do południa, a druga po godz. 4 ppoł. Oszustka akurat zadzwoniła, gdy żadnej z nich nie było w domu” – wyjaśnia pani Teresa.

W tym wypadku sprawa miała pozytywny finał, ale nie zawsze tak się dzieje. Dlatego policjanci apelują o ostrożność. “Przede wszystkim nie należy wdawać się w taką rozmowę. To samo mówię mojej mamie, by po prostu się rozłączyła i od razu zadzwoniła do mnie – mówi nadkomisarz Marta Tabasz-Rygiel. – Oszuści znają pewne mechanizmy, za pomocą których udaje im się manipulować rozmówcami. Dlatego trzeba jak najszybciej skończyć rozmowę. W jej trakcie będziemy słyszeć, że: nie ma czasu, trzeba działać od razu, każda minuta się liczy. Z pewnością też będzie się proszonym o dyskrecję. Rozmowę z osobą, która podaje się za naszych bliskich, można skończyć zdaniem: nie mogę teraz podjąć decyzji, proszę dać mi czas do namysłu i zadzwonić za pół godziny. Po czym natychmiast zadzwonić do kogoś bliskiego lub na policję” – radzi policjantka. Warto też regularnie ostrzegać rodziców przed tego typu oszustwami. Odzyskanie pieniędzy to niezwykle trudny proces, często nie jest to możliwe.

PRZYKŁADY MOŻNA MNOŻYĆ

W sumie 100 tys. zł straciła 85-letnia mieszkanka Łomży oszukana metodą „na wnuczka”. Kobieta uwierzyła, że jej syn spowodował wypadek i potrzebuje pieniędzy na kaucję. Przez dwa dni przekazywała je przestępcom, zanim zawiadomiła policję. Starsza pani rozmawiała z mężczyzną, który podał się za policjanta. Przekonał 85-latkę, że jej syn doprowadził do wypadku drogowego i potrzebne są pieniądze na rzekome poręczenie, by nie trafił do więzienia. Kobieta uwierzyła w tę historię i niedługo potem do jej drzwi zapukała młoda kobieta, podająca się za adwokata, która odebrała 30 tys. złotych. Starsza pani o zdarzeniu nie powiedziała nikomu, a następnego dnia znowu odebrała telefon. Tym razem uwierzyła, że potrzebna jest większa kwota. Kobieta wypłaciła więc z banku 40 tys. zł, a po kolejnej rozmowie – jeszcze 30 tys. zł i przekazała osobom, które po tę gotówkę przyszły. Dopiero wówczas nabrała podejrzeń, że mogła paść ofiarą oszustwa i zawiadomiła policję.

Niedawno w Białymstoku małżeństwo 80-latków oddało oszustom ponad 200 tys. zł, bo uwierzyło, że ich synowa miała wypadek i potrzebne są pieniądze, by uniknąć kary. Dzwoniła do nich rzekoma policjantka. Sprawa wyszła na jaw, gdy już po wszystkim opowiedzieli o tym swojej córce.

Ofiarą oszustów padła też m.in. 62-letnia mieszkanka gminy Cmolas (woj. podkarpackie). Kobieta straciła 20 tys. złotych chcąc pomóc córce, która rzekomo spowodowała wypadek i pilnie potrzebowała pieniędzy. Jak ustaliła podkarpacka policja, tylko jednego dnia złodzieje wykonali kilkadziesiąt podobnych telefonów do mieszkańców regionu. Najczęściej dzwonili na telefony stacjonarne do miejscowości Kolbuszowa, Kolbuszowa Górna, Kolbuszowa Dolna, Mechowiec, Kupno, Cmolas i Zarębki. Na szczęście większość osób od razu orientowała się, że ma do czynienia z oszustem. Mieszkańcy odkładali słuchawki, po czym dzwonili na policję.
Oszukać dała się natomiast 80-letnia mieszkanka Chojnic (woj. pomorskie). Na początku lutego zadzwonił do niej zapłakany mężczyzna. Twierdził, że jest jej wnuczkiem i miał wypadek. Później z kobietą skontaktował się rzekomy prokurator, który powiedział, że na pokrycie strat potrzeba sporo pieniędzy. Emerytka uwierzyła w zmyśloną historię i przekazała złodziejom gotówkę. A dokładnie 77 tys. złotych.

60 tys. złotych straciła mieszkanka gminy Pakosławice (woj. opolskie). Pod koniec stycznia do 71-latki zatelefonowała kobieta i przedstawiła się jako jej wnuczka. Podczas rozmowy poinformowała seniorkę, że jej syn potrącił dziewczynkę w Holandii i potrzebuje pieniędzy, aby wyjść z aresztu. Po chwili w mieszkaniu pojawił się mężczyzna podający się za adwokata. To właśnie jemu kobieta przekazała 60 tys. złotych. Dopiero po kilku godzinach zorientowała się, że została oszukana.

“Mamo, jestem w sądzie. Straszna sprawa. Potrzebuję jak najszybciej pieniędzy na adwokatów. Jak najwięcej!”. Telefon z taką dramatyczną prośbą odebrała z kolei, na początku stycznia, 94-letnia mieszkanka Warszawy. Dzwoniąca sprawiała wrażenie bardzo zdenerwowanej, mimo to dokładnie poinstruowała „matkę”, jak ma przekazać pieniądze, aby dotarły do znajomych. Ci zaś mieli przekazać je adwokatom. Zaniepokojona staruszka zebrała wszystkie swoje oszczędności – ponad 90 tys. zł – i schowała je torby. „Córka” powiedziała, że po pakunek zgłosi się pracownik jednej z firm kurierskich. I rzeczywiście, jakiś czas później do staruszki zgłosił się kurier, który powiedział, że miał się zgłosić po paczkę. Staruszka przekazała mu torbę z gotówką. Warszawianka nie wiedziała, że dzwoniącą nie jest jej córka, ale członkini jednej z wielu grup oszukujących starsze osoby metodą na tzw. wnuczka lub policjanta. Jednak 94-latka miała szczęście, ponieważ ekipą, do której należała oszustka, interesowali się policjanci stołecznego zarządu Centralnego Biura Śledczego Policji. Pieniądze udało się odzyskać, a oszustom złapanym na gorącym uczynku grozi kara do ośmiu lat pozbawienia wolności. W wielu przypadkach jednak pieniędzy nie można odzyskać. W taki sposób seniorzy tracą oszczędności całego życia.