Wyższe opłaty za wnioski imigracyjne

474
EPA-EFE/JUSTIN LANE

To jest już pewne – od 2 października urząd imigracyjny podnosi opłaty, średnio ok. 20 proc., za wybrane wnioski o zmianę statusu. Największa podwyżka dotyczy formularza N-400, czyli dokumentu, który jest pierwszym krokiem w procesie ubiegania się o obywatelstwo amerykańskie. Wyniesie ona 80 proc. Jak informuje United States Census Bureau, w Nowym Jorku mieszka nawet kilkaset tysięcy imigrantów, w tym także z Polski, którzy mogą ubiegać się o obywatelstwo amerykańskie. Część z nich, np. z powodu niskich dochodów, jest zwolniona z opłat. Większość musi jednak zapłacić.

Najnowsza tabela opłat została przedstawiona w listopadzie 2019 r. Ostatecznie zatwierdzono ją kilka miesięcy później, a nowe taryfy zaczną obowiązywać od 2 października. To oznacza, że za wnioski złożone do 1 października wnioskujący zapłacą niższe stawki. Jak tłumaczą przedstawiciele urzędu imigracyjnego, podwyżki są konieczne, bo obecne opłaty nie wystarczają na pokrycie bieżących wydatków. Instytucja ta, praktycznie w całości, finansuje swoją działalność z pieniędzy od klientów. Jak napisano w oświadczeniu, obecne opłaty sprawiłyby, że agencja byłaby niedofinansowana o około 1 miliard dolarów rocznie.

ZOSTAĆ OBYWATELEM, NA WSZELKI WYPADEK

Karolina ma 30 lat i mieszka w Nowym Jorku od 2015 r. Pochodzi z Podkarpacia. Zieloną kartę wylosowała w loterii wizowej. „Zgłosiłam się tak trochę od niechcenia, ale pomyślałam, co mi szkodzi. Miejscowość z której pochodzę – Kolbuszowa – słynie między innymi z tego, że praktycznie każdy ma kogoś w USA albo gdzie indziej za granicą. O Ameryce nasłuchałam się w samych superlatywach od dwóch cioć, które mieszkają w Chicago już od wielu lat. Ja wolałam Nowy Jork” – mówi Karolina. Zaczynała, jak wielu imigrantów, od pracy po 12 godzin dziennie. Najpierw w restauracjach na Brooklynie, później odważyła się poszukać pracy na Manhattanie. Od początku jej celem były studia. „Udało mi się osiągnąć pewną stabilizację i mogłam się wreszcie, rok temu, zapisać do szkoły. Wybrałam kierunek projektowanie wnętrz. Przed wybuchem epidemii nie miałam praktycznie dnia wolnego – wspomina. – Rano szkoła, po południu praca, a często po pracy, w metrze, przeglądanie notatek. Kilka miesięcy temu dostałam staż w jednej z firm zajmujących się projektowaniem i w czasie pandemii pracowałam zdalnie. Niestety, zarobki spadły, i to znacznie. Kłopoty ma też moja współlokatorka, która jest w USA nieleganie, więc nie może liczyć na wsparcie ze strony rządu” – mówi Karolina. W zasadzie już mogłaby starać się o amerykańskie obywatelstwo – jest w USA od pięciu lat i od początku rozlicza się z podatków, ale nie jest pewna, czy zdąży złożyć wniosek przed planowaną podwyżką. Chociaż, jak przyznaje, jest to pewna mobilizacja, by nie odwlekać spraw urzędowych.

Jak zauważają polonijni doradcy imigracyjni, naszych rodaków mobilizuje – bardziej niż możliwość wybrania prezydenta USA – sytuacja rodzinna. Młodsi rezydenci podchodzą do egzaminu, by sponsorować na przykład żonę, męża czy rodziców. Starsi, by zapewnić sobie spokojną starość… w Polsce. Obecna sytuacja związana z pandemią, kiedy wiele osób straciło pracę w metropolii, sprawiła, że część imigrantów rozważa reemigracje. Ci, którzy się kwalifikują, chcą przed odjazdem zostać obywatelem USA. Na wszelki wypadek. Jak wyjaśniają prawnicy imigracyjni, o amerykańskie obywatelstwo może ubiegać się osoba, która skończyła 18. rok życia, posiada status stałego rezydenta przez co najmniej 5 lat, lub 3 lata, jeśli zieloną kartę otrzymało się przez ślub z obywatelem. Przez te pięć lub trzy lata należy mieszkać na terenie Stanów Zjednoczonych zdecydowaną większość czasu. Można wyjeżdżać, ale nie na dłużej niż pół roku. Jak informują przedstawiciele urzędu imigracyjnego, aż 90 proc. wnioskujących nie spełnia tego warunku, bo wielu rezydentów traktuje zieloną kartę jak wizę turystyczną. Po powrocie z wyjazdu trwającego ponad 6 miesięcy można ponownie składać wniosek dopiero po upływie 4 lat.

Nieco inne zasady dotyczą osób, które służą w amerykańskim wojsku. Każdego roku średnio ponad 700 tys. osób staje się amerykańskimi obywatelami. To oznacza, że codziennie przysięgę składa ok. 2000 imigrantów. Zmieniło się to kilka miesięcy temu – 18 marca – z powodu pandemii urząd imigracyjny wstrzymał egzaminy i przysięgi. Teraz wszystko powoli wraca do normy. Ale szacuje się, że ok. 120 tys. cudzoziemców czeka na nowy termin egzaminu lub przysięgi. „Jestem naprawdę zdenerwowana. Przede wszystkim dlatego, że chciałabym zagłosować w listopadowych wyborach, ale nie wiem, czy na czas będę obywatelką” – mówi 24-letnia Asma Akhter, której ceremonia zaprzysiężenia została dwukrotnie odwołana w marcu. Akhter pracuje w jednej z nowojorskich przychodni, do Stanów Zjednoczonych przyleciała z Bangladeszu w 2014 r. „Nic nie mogę zrobić, więc czekam” – dodaje imigrantka. Dobra informacja jest taka, że opóźnienie procesu nie wpłynie już na ewentualne zwiększenie opłaty. Te będą wyższe od 2 października.

DROŻSZE PRAWIE WSZYSTKO

Największa podwyżka dotyczy formularza N-400, czyli dokumentu, który jest pierwszym krokiem w procesie ubiegania się o amerykańskie obywatelstwo. Obecna opłata wynosi 640 dol. Do tego należy doliczyć 85 dol. za odciski palców, czyli w sumie jest to 725 dol. (w przypadku osób, którym nie przysługują zniżki lub zwolnienie z opłat). Według nowej taryfy koszt zostania obywatelem USA wyniesie 1160 dol. Nie będzie trzeba już uiszczać opłaty biometrycznej. Więcej trzeba też będzie zapłacić za wniosek o wizę pracowniczą. W przypadku H-1B podwyżka wyniesie 21 proc. (z obecnych 460 dol. na 555). Znacznie wzrośnie też opłata za formularz L, który wypełniają pracownicy międzynarodowych firm tymczasowo oddelegowani do siedziby głównej lub oddziału w USA. Obecnie za złożenie wniosku należy zapłacić 460 dol. Nowa stawka to 805 dol. Droższe, nawet o 85 proc., będą też tymczasowe wizy dla pracowników rolnych – H-2A. Dokument ten pozwala amerykańskim pracodawcom na zatrudnienie obcokrajowców w przypadku, gdy brakuje pracowników amerykańskich. Więcej będzie kosztowało złożenie formularza o wizę H-3, przeznaczoną dla osób udających się do USA, aby odbyć maksymalnie dwuletni staż zorganizowany przez pracodawcę. Obecnie opłata wynosi 460 dol. Od 2 października będzie to 695 dol. O 53 proc. wzrośnie z kolei wiza kategorii O – przeznaczona dla osób wykazujących wyjątkowe uzdolnienia w dziedzinach, takich jak: nauka, sztuka, edukacja, biznes, sport, a także posiadającym szczególne osiągnięcia w kinematografii i produkcji telewizyjnej oraz dla osób im towarzyszących. O 51 proc. wzrośnie opłata za wizy kategorii: P – dla artystów planujących występy w USA oraz ich osobom towarzyszącym, oraz Q – dla osób udających się do Stanów Zjednoczonych w ramach programu międzynarodowej wymiany kulturalnej. Obecnie opłata ta wynosi 460 dol. Kolejna grupa imigrantów, którzy będą płacić więcej, to osoby na statusie warunkowego rezydenta (conditional resident), które aby otrzymać stałą zieloną kartę, muszą złożyć formularz I-751. Ich opłata zwiększy się o 165 dol. Natomiast 145 dol. więcej trzeba będzie też zapłacić za odnowienie dokumentu uprawiającego do pracy (EAD), ale – wbrew wcześniejszym zapowiedziom – nie dotyczy to osób objętych ustawą DACA. USA wprowadzają też opłatę za ubieganie się o azyl – od 2 października będzie to 50 dol. Więcej, ale nieznacznie, trzeba będzie zapłacić za tzw. biały paszport. Obecnie złożenie formularza I-131 (typu A) kosztuje 575 dol. Dodatkowo osoby między 13. a 79. rokiem życia uiszczają opłatę biometryczną (85 dol.). Podwyżka wyniesie 15 dol. O 30 dol. więcej trzeba będzie zapłacić za przedłużenie wizy turystycznej lub zamianę na wizę studencką (w przypadku złożenia wniosku elektronicznie, podwyżka wyniesie 20 dol.). Szczegółową listę nowych opłat można znaleźć na stronie urzędu imigracyjnego.