Z podziemnej działalności w podniebne loty

Radosław Wyrzykowski – dysydent, uchodźca, instruktor

693
Radosław Wyrzykowski jest obecnie instruktorem lotnictwa w EAA i szkoli amerykańskich pilotów / Foto: ARCHIWUM R. WYRZYKOWSKIEGO

Na początku lat 80. był studenckim działaczem opozycyjnym. W czasie stanu wojennego został internowany, a później otrzymał bilet w jedną stronę i musiał emigrować z Polski. Obecnie jest instruktorem lotnictwa i kształci amerykańskich pilotów. Na początku roku został odznaczony przez polskiego prezydenta Krzyżem Wolności i Solidarności.

Radosław Wyrzykowski urodził się w Łodzi, ale wychował w Rzeszowie, gdzie ukończył liceum ogólnokształcące. W 1979 r. rozpoczął studia na Wydziale Matematyki i Fizyki na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, po czym pod koniec 1980 r. przeniósł się do Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Rzeszowie.

Na obu uczelniach działał w opozycji oraz w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów, przy czym w stolicy Podkarpacia był współorganizatorem jego struktur. Za swoją „antypaństwową”, dysydencką i przewrotową działalność został aresztowany i internowany kilka tygodni po wprowadzeniu stanu wojennego. Ostatecznie wyjechał z komunistycznej Polski. Początkowo zatrzymał się w Republice Federalnej Niemiec, a później wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie jest szanowanym obywatelem i instruktorem pilotażu w jednym z największych stowarzyszeń lotniczych Experimental Aircraft Association.

Po latach jego działalność opozycyjna została dostrzeżona i doceniona. Stało się to dzięki współczesnym studentom i członkom NZS działającego na Uniwersytecie Rzeszowskim, który powstał na bazie byłej Wyższej Szkoły Pedagogicznej. To dzięki ich staraniom prezydent RP Andrzej Duda przyznał Radosławowi Wyrzykowskiemu Krzyż Wolności i Solidarności, który 21 stycznia br. wręczył mu konsul Kamil Henne, pełniący wówczas funkcję kierownika Konsulatu Generalnego RP w Nowym Jorku.

Krzyż Wolności i Solidarności Radosławowi Wyrzykowskiemu (z prawej) wręczył konsul Kamil Henne / Foto: ELŻBIETA OPALIŃSKA

ODZNACZENIE I JEGO HISTORIA
„Przyjąłem to odznaczenie w imieniu wszystkich osób, które były głęboko zaangażowane w podziemną działalność, a których nazwisk nie podawało się na pierwszych stronach różnych list. To byli szarzy członkowie, którzy nie spali po nocach, tylko roznosili gazetki, kleili plakaty, uczestniczyli w strajkach itd. Właściwie to oni zasłużyli na takie odznaczenia, przy czym już nigdy nie będziemy do końca znali ich nazwisk” – podkreślił Radosław Wyrzykowski w rozmowie z „Nowym Dziennikiem”. Zapewnił, że podobną informację przekazał obecnym działaczom NZS na Uniwersytecie Rzeszowskim, którzy wnioskowali o przyznanie mu tego wyróżnienia.

Ceremonia wręczenia Krzyża Wolności i Solidarności była dla niego dużym przeżyciem i wzruszeniem. Jednak początkowo, gdy dowiedział się o tym, że pojawiła się propozycja przyznania mu tego medalu, był bardzo zaskoczony, że ktoś pamiętał o jego działalności, tym bardziej że jak stwierdził: „Nigdy nic nie robiłem dla żadnych odznaczeń”. Przy okazji wspomniał, że właściwie nie do końca wierzył, że ostatecznie go otrzyma, ponieważ dokumenty związane z procesem ostatecznej akceptacji przez prezesa IPN oraz prezydenta RP z niewiadomego powodu gdzieś ginęły.

„Miałem nieco mieszane uczucia odnośnie tego odznaczenia, ponieważ po raz pierwszy mówiono o nim już trzy lata temu. Odwiedziłem wówczas Uniwersytet Rzeszowski, który za moich czasów nosił nazwę Wyższej Szkoły Pedagogicznej. Studenci, którzy w 2017 r. prowadzili tam NZS, zdecydowali podać moją kandydaturę do tego odznaczenia” – wspomina Radosław Wyrzykowski i dodaje, że po upływie roku okazało się, że te dokumenty zaginęły.

„Później zgłoszenie zostało ponownie złożone i znów się gdzieś zawieruszyło. W sumie z nieznajomego powodu dokumenty te trzykrotnie ginęły. Ostatecznie dowiedziałem się w IPN, że jednak Krzyż Wolności i Solidarności został mi przyznany. Pod koniec ubiegłego roku otrzymałem informację z Ambasady RP, że ceremonia wręczenia odbędzie się przy okazji obchodów związanych ze Świętem Niepodległości w nowojorskim konsulacie” – opowiada były opozycyjny działacz studencki. Niestety, ze względu na zawodowe obowiązki, nie mógł wziąć udziału w tej uroczystości. Dlatego też odznaczenie zostało mu wręczone indywidualnie 21 stycznia br. w Konsulacie Generalnym RP w Nowym Jorku.

Radosław Wyrzykowski był współorganizatorem struktur Niezależnego Zrzeszenia Studentów w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Rzeszowie / Foto: ARCHIWUM R. WYRZYKOWSKIEGO

PODZIEMNA DZIAŁALNOŚĆ
Radosław Wyrzykowski działalność opozycyjną rozpoczął wraz z podjęciem studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Kontynuował ją później na Podkarpaciu, gdzie był także współzałożycielem Niezależnego Zrzeszenia Studentów w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Rzeszowie.

„Początkowo studiowałem na Uniwersytecie Jagiellońskim, po czym z przyczyn zdrowotnych przeniosłem się na WSP do Rzeszowa, gdzie mieszkali moi rodzice. W działalność NZS włączyłem się już w Krakowie, a po pojawieniu się w Rzeszowie zacząłem go organizować na WSP” – wyjaśnia Wyrzykowski. Tymczasowy Komitet Założycielski NZS tworzył wraz z Andrzejem Wontorem i Markiem Wójcikiem.

Po ogłoszeniu stanu wojennego zaczął się ukrywać, lecz 8 stycznia 1982 r. został zatrzymany, gdy przyszedł do domu swoich rodziców.

„Najpierw przez trzy dni siedziałem w areszcie na komendzie wojewódzkiej. Był to dla mnie bardzo trudny okres, ponieważ panowały tam bardzo ciężkie warunki. Później przewieziono mnie do ośrodka internowania w Załężu, gdzie spędziłem trzy miesiące. Podczas widzenia oświadczyłem się mojej obecnej żonie Barbarze i mieliśmy wziąć ślub w tym ośrodku. Ponieważ władze obawiały się, że będzie to wyglądało zbyt demonstracyjnie, więc mnie wypuszczono. Było to już po tym jak Wojciech Jaruzelski ogłosił, że każdy internowany może opuścić areszt pod warunkiem, że wyjedzie z Polski. Ja się na to zdecydowałem i dzięki temu wziąłem już ślub na wolności” – opowiada nasz rozmówca.

Ostatecznie jednak nie wyjechał, tylko znów zaczął działać w podziemiu, gdzie zajął się kolportowaniem opozycyjnej prasy, czyli tzw. bibuły.

Ówczesne władze wiedziały jednak, że pozostał w kraju, więc otrzymał wezwane do stawienia się w obozie w Czerwonym Borze, gdzie miał odbyć służbę wojskową. W tym miejscu byli przetrzymywani głównie działacze opozycyjni, których po przeszkoleniu wysyłano m.in. na służbę na granicę ze Związkiem Radzieckim.

„Gdy otrzymałem to wezwanie, to stwierdziłem, że muszę zrobić wszystko, by się tam nie dostać. Początkowo, dzięki znajomemu lekarzowi, trafiłem do szpitala pod pretekstem problemów z sercem. Po pewnym czasie, wiosną 1983 r., nie widząc perspektyw na normalne życie, żona poszła na komendę milicji i powiedziała, że chcemy wyjechać z Polski. Wtedy dostaliśmy paszporty w jedną stronę, z adnotacją o jednokrotnym przekroczeniu granicy. Mam ten paszport do dzisiaj” – wspomina. W chwili wyjazdu jego żona była w trzecim miesiącu ciąży.

Odznaczony Krzyżem Wolności i Solidarności Radosław Wyrzykowski (w środku) wraz z żoną Barbarą i konsulem Kamilem Henne / Foto: ELŻBIETA OPALIŃSKA

EMIGRACJA I JEJ SZCZĘŚLIWY FINAŁ
Państwo Barbara i Radosław Wyrzykowscy początkowo trafili do obozu przejściowego dla uchodźców w Niemczech Zachodnich. Po około sześciu tygodniach otrzymali wizę amerykańską i przylecieli do Newarku w stanie New Jersey.

„Tutaj doznaliśmy szoku, ponieważ zostałem oszukany przez sponsora, który chciał mnie zatrudnić do ciężkiej pracy na minimalną płacę. W związku z tym rozstaliśmy się z nim po trzech dniach i wyjechaliśmy do Bostonu, do znajomego mojego kolegi, gdzie mieszkaliśmy przez rok” – wspomina były uchodźca polityczny.

Później trafili do Stockbridge w stanie Massachusetts, gdzie przez jakiś czas pracował jako grafik komputerowy. Następnie wraz z rodziną przeniósł się do Chatham w stanie Nowy Jork, gdzie prowadził swoją firmę, a także zaczął naukę latania samolotami. Ukończył college, obronił dyplom z lotnictwa, zrobił licencję instruktora lotniczego na samoloty pojedyncze oraz wielosilnikowe, i od 2001 r. do dziś zajmuje się nauką pilotażu. Jego wychowankowie obecnie są pilotami różnych amerykańskich linii lotniczych i transportowych, latają m.in. samolotami American Airlines oraz Delty.

„Każdy pilot musi przejść poszczególne etapy. Najpierw zdobywa licencję prywatną, później uprawnienia na instrumenty pilotażowe, potem robi licencję komercyjną, instruktorską i dopiero po wylataniu odpowiedniej liczby godzin może pójść do pracy do linii lotniczych” – wyjaśnia Radosław Wyrzykowski.

Obecnie jako instruktor ma wylatanych ponad 6 tys. godzin i pracuje jako senior project manager w jednym z największych stowarzyszeń lotniczych Experimental Aircraft Association (EAA). Prowadzi tam szkolenia dotyczące bezpieczeństwa pilotów pracujących na terenie całej Ameryki. Początkowo zajmował się tym w opracowanym przez siebie w 2010 r. programie IMC Club, który po pięciu latach działalności został przejęty przez EAA. Szkoli zarówno pilotów latających na instrumentach pilotażowych wykorzystywanych w sytuacjach ograniczonej widoczności (program IMC Club), jak i tych, którzy latają na podstawie obserwacji tego, co widać przez okno kokpitu (program VMC Club). Jego główne biuro znajduje się w Oshkosh, w stanie Wisconsin, gdzie prowadzi szkolenia. Odwiedza także różne oddziały EAA, rozsiane po całych Stanach Zjednoczonych.
Obecnie w związku z panującą pandemią i wprowadzonymi ograniczeniami wszelkie szkolenia prowadzi ze swojego domowego biura w Albany, gdzie mieszka na stałe.

„Piloci indywidualni cały czas latają i często uczestniczą w różnych misjach pomocniczych, lekarskich, transportowych itp. Natomiast zawieszone zostały szkolenia, ponieważ trudno byłoby zachować bezpieczną odległość w małym kokpicie. Jednak programy szkoleniowe, za które jestem odpowiedzialny, są realizowane poprzez internet i program Zoom. Zamiast spotkań w grupie na lotnisku robimy kursy poprzez platformę cyfrową” – wyjaśnia Radosław Wyrzykowski i dodaje, że „każdy pilot, podobnie jak lekarz, cały czas musi przechodzić dodatkowe szkolenia i zdobywać nowe wiadomości by utrzymać swoją licencję”.

**********

Radosław Wyrzykowski ma żonę Barbarę oraz dwoje dzieci – córkę, która mieszka niedaleko Albany, oraz syna, który pięć lat temu wyjechał do Polski, gdzie pracuje i osiadł na stałe. Ma także dwoje wnuków w wieku 1,5 roku i 5 lat. „Zarówno moje dzieci, jak i starszy wnuk mówią pięknie po polsku i angielsku, z czego jestem bardzo dumny” – dodaje były działacz opozycyjny, który od komunistycznych władz otrzymał wilczy bilet.