Za karę – nielegalny imigrant

636
EPA-EFE/ALBA VIGARAY
Donald Trump po raz kolejny powtórzył, że osoby bez ważnych dokumentów pobytowych będą umieszczane w tzw. miastach sanktuariach, czyli tam, gdzie zazwyczaj rządzą demokraci, i gdzie nielegalni imigranci mają większe prawa niż w innych częściach USA. Prezydent tłumaczy, że ewentualne nowe prawo (bo wciąż nie jest wiadomo, kiedy i czy w ogóle wejdzie w życie) miałoby być karą dla demokratów, za – jak to określa Biały Dom – „bezczynność w sprawie reformy imigracyjnej”.

Jeśli wierzyć statystykom Center for Migration Studies, w Stanach Zjednoczonych mieszka obecnie ponad 10,5 mln nielegalnych imigrantów. W tym między innymi obywatele polscy. Większość cudzoziemców, bo ok. 60 proc., zignorowała ważność wizy i została na terenie USA, tracąc dokumenty zezwalające na pobyt. W 2016 r. miało to zrobić ponad 320 tys. imigrantów. Z kolei 190 tys. dostało się na teren Stanów Zjednoczonych bez odpowiedniej inspekcji, głównie przekraczając nielegalnie południową granicę. I to przede wszystkim takie osoby miałyby być umieszczane – za karę – w tzw. miastach sanktuariach (inna nazwa to miasta azylowe), do czasu, kiedy ich sprawą zająłby się sąd imigracyjny. A przynajmniej tak początkowo zapowiadał Donald Trump. Jednak w kolejnych dniach informował, że wszyscy nielegalni imigranci będą umieszczani w miastach sanktuariach. A więc także i ci, którzy zignorowali ważność wizy otrzymanej na lotnisku. Jak donoszą amerykańskie agencje prasowe, nie jest to pomysł nowy. Już kilka miesięcy temu taki plan pojawił się w Białym Domu, ale z niego zrezygnowano. Podobno dlatego, że jego wprowadzenie, z powodów prawnych, miało być niemożliwe. Niektórzy argumentują, że nowe prawo byłoby złamaniem Konstytucji USA.

Wymiana argumentów trwa, podobnie jak publikowanie w ostatnim czasie przez prezydenta Trumpa kolejnych tweetów dotyczących karania demokratów za „zbyt łagodną politykę imigracyjną”. W jednym z ostatnich Donald Trump napisał: „Ponieważ demokraci nie chcą zmiany naszego, bardzo szkodliwego prawa imigracyjnego, faktycznie rozważamy umieszczenie nielegalnych imigrantów w tzw. miastach sanktuariach i tylko tam”. W innym prezydent dodał, że „demokraci powinni być szczęśliwi, skoro tak sprzyjają nielegalnym imigrantom”. Faktycznie tzw. miasta sanktuaria są uważane za bastiony polityków i zwolenników Partii Demokratycznej. Przykładem może być Nowy Jork. Szacuje się, że w tym mieście co piąty imigrant nie ma ważnych dokumentów pobytowych, czyli prawie 600 tys. osób. Mogą tu korzystać z różnych zapomóg, na przykład z darmowego dla nich ubezpieczenia. Bezpłatnego dla nich, bo składają się na nie legalni mieszkańcy metropolii, na przykład poprzez podatki. Choć warto przy tej okazji zaznaczyć, że spora grupa imigrantów bez ważnych dokumentów pobytowych odprowadza składki do IRS, mając nadzieję, że w przyszłości jakoś uda im się zalegalizować pobyt. W takiej sytuacji jest też wciąż wielu naszych rodaków.

Dane nielegalnych imigrantów w miastach azylowych nie są przekazywane agentom ICE w przypadku zatrzymania przez policję, na przykład za prowadzenie samochodu bez prawa jazdy. Wyjątek jest wtedy, gdy dojdzie do poważniejszego wykroczenia, na przykład kierowania pojazdem pod wpływem alkoholu lub narkotyków. Jak informuje Center for Immigration Studies, miast i powiatów określanych mianem azylowych jest w USA ponad 200. Jeśli chodzi o stany, są to m.in.: Kalifornia, Kolorado, Illinois, New Jersey i Oregon. Na liście miast znajdziemy: San Francisco, Aurorę, Denver, Chicago, Boston, Baltimore, Newark, Albany, Nowy Jork i Seattle.
Były dyrektor ICE Tom Homan poparł na antenie Fox News propozycję prezydenta, by wysyłać nielegalnych cudzoziemców wyłącznie do miast azylowych. Nie zgadza się z opinią demokratów, że pomysł jest „dziwaczny i bezprawny”. „Pokazuje zakłamanie kolegów demokratów. Bo politycy tej partii teoretycznie chcą otwartych granic i nie uważają, że nasze prawo imigracyjne jest złe. Popierają nielegalnych imigrantów tak długo, jak w znaczącej liczbie nie będą trafiać do ich bastionów” – uznał Homan. Ale potwierdził też statystyki, które pokazują, że osoby bez ważnych dokumentów pobytowych w większości same wybierają miasta azylowe, jako cel swojej podróży. „Wiedzą, że tam będą chronione przed agentami ICE, w dodatku łatwiej znajdą zatrudnienie, zrobią prawo jazdy czy skorzystają z zapomóg” – wyjaśnił.

Donald Trump po raz kolejny powtórzył, że osoby bez ważnych dokumentów pobytowych będą umieszczane w tzw. miastach sanktuariach, czyli tam, gdzie zazwyczaj rządzą demokraci, i gdzie nielegalni imigranci mają większe prawa niż w innych częściach USA. Prezydent tłumaczy, że ewentualne nowe prawo miałoby być karą dla demokratów za „bezczynność ws. reformy imigracyjnej”. Demokraci pomysł Trumpa nazywają „dziwacznym” i obstają przy swoim, że obecne prawo imigracyjne działa wyśmienicie.

Czy więc zapowiedź ewentualnego nowego prawa ma sens? A może obnaża raczej bezsilność Białego Domu wobec twardego stanowiska demokratów, którzy uważają, że obecne prawo imigracyjne działa wyśmienicie i nic złego, także na południowej granicy, się nie dzieje. Przepychanka trwa, a w tle są setki tysięcy emigrantów, którzy marzą o Ameryce i chcieliby jakoś ułożyć sobie tu życie, choć wielu nie ma do tego prawa, prawa pobytowego.