Zdjęcie musi mieć osobowość

10. Salon Fotograficzny z okazji 20-lecia Polsko-Amerykańskiego Klubu Fotografika

232
W 10. Salonie Fotograficznym wzięło udział 40 autorów, którzy łącznie pokazali ponad 130 zdjęć/ NOWY DZIENNIK

“Tylko zdjęcia pokazywane istnieją naprawdę” – powiedział Edward Madej, prezes Polsko-Amerykańskiego Klubu Fotografika, otwierając 10. Salon Fotograficzny, zorganizowany w ramach obchodów 20-lecia powstania klubu.

“Fotografowie uchodzą za ludzi, którzy bardzo lubią się chwalić: gdzie byli, gdzie fotografowali, gdzie wystawiali swoje prace. Nasi członkowie nie należą do wyjątków, ale też mają się czym pochwalić. Aby zrobić ciekawe zdjęcia, docierali do najdalszych, najwspanialszych zakątków świata. Bywali na wszystkich kontynentach, oprócz Antarktydy. Fotografowali wszystkie najważniejsze wydarzenia na świecie, z wyjątkiem Ostatniej Wieczerzy. Pokazywali swoje zdjęcia na całym świecie, czyli w internecie” – mówił żartobliwie Edward Madej podczas otwarcia 10. Salonu Fotograficznego, który odbył się w Konsulacie Generalnym RP w Nowym Jorku, w piątek, 28 czerwca br.

Dodał, że członkowie Polsko-Amerykańskiego Klubu Fotografika nie chwalą się zdjęciami, których nie udało im się zrobić, a to dzięki jednemu z założycieli i prezesów klubu Jurkowi Kossowi. “Każdą prezentację w klubie zaczynał od stwierdzenia: ‚Pierwszą i najważniejszą zasadą fotografii jest zrobić zdjęcie’” – wspominał Madej. Podczas ponad 20-letniej historii klubu takich złotych myśli podczas spotkań fotografików padło wiele. Często powtarzana jest też sentencja Wojtka Kubika: “Dobrą fotografię nie robi się aparatem, a nogami”. “Zdjęcie z pierwszej strony naszego katalogu jest tego przykładem” – powiedział Madej.

10. Salon Fotograficzny otworzył konsul Kamil Henne, a słowo wstępne wygłosił prezes klubu fotografika Edward Madej. Po lewej siedzą: Fryderyk Dammont, podróżnik i fotograf, oraz współzałożyciele klubu: Zosia Żeleska-Bobrowski i Jerzy Koss/NOWY DZIENNIK

Polsko-Amerykański Klub Fotografika powstał w 1998 r., czyli 21 lat temu. Został założony przez Jarosława Woszczynę, Wojtka Kubika, Jerzego Kossa i Zosię Żeleską-Bobrowski. “Jerzy Majcherczyk zaprosił na spotkanie Klubu Podróżnika kilku fotografów, żeby opowiedzieli o tym, jak robić zdjęcia w trakcie podróży. W tym spotkaniu wzięli udział Jurek Koss, Wojtek Kubik, Jarek Woszczyna, Janek Gać i ja. Tłum ludzi przyszedł zainteresowany tematem fotografii turystycznej. Wtedy postanowiliśmy założyć klub, a Romuald Dymski dał nam lokum w galerii ‚Nowego Dziennika’ przy 38th Street na Manhattanie na comiesięczne spotkania. Był naszym dobrym stróżem” – wspomina Zosia Żeleska-Bobrowski.

“O nim zawsze mówię, że jest ojcem chrzestnym klubu” – powiedział Edward Madej przed minutą ciszy poświęconą zmarłemu 19 czerwca br. Romualdowi Dymskiemu.

Pamiątkowe zdjęcie uczestników 10. Salonu Fotograficznego/RAFAŁ PROMOWICZ

W ciągu 21 lat do klubu przystąpiło ponad 300 członków, wśród których są światowej sławy nazwiska. Wielu członków do dzisiaj publikuje swoje prace na łamach “Nowego Dziennika”. Nasze artykuły od lat ilustrowane są portretami i zdjęciami reportażowymi autorstwa m.in. Jerzego Kossa, Zosi Żeleskiej-Bobrowski, Wojtka Kubika, Ryszarda Horowitza, Jana Hausbrandta czy Stanisława Promowicza.

Członkowie klubu to przede wszystkim nasi rodacy z rejonu nowojorskiego. Co ciekawe, utrzymują kontakt z klubem, nawet jeżeli los rzuci ich gdzieś poza nowojorską metropolię. Do tej grupy członków zaliczyć można m.in. Zofię Zalewską, która obecnie mieszka w Krakowie, ale przysłała zdjęcia na 10. Salon Fotograficzny, oraz Reginę Wypych, która mieszka w Teksasie, a na piątkową wystawę, na której prezentowała kilka swoich prac, przyjechała wraz z rodziną. “Cieszymy się, że nasi członkowie tak cenią sobie klub” – mówi prezes.

Na comiesięcznych spotkaniach, które – po przeprowadzce redakcji “Nowego Dziennika” do New Jersey – odbywają się w różnych miejscach, w tym w kościele św. Stanisława Biskupa i Męczennika na Manhattanie, członkowie dzielą się swoimi doświadczeniami fotograficznymi i wrażeniami artystycznymi. “Nie prowadzimy formalnych warsztatów, ale takie dyskusje na temat fotografii dużo dają. Zdjęcie niesie nie tylko przekaz, ale też odczucie artystyczne – wyjaśnia Madej, który fotografią zajmuje się od dawna, ale prawdziwą pasję do niej poczuł wraz z nadejściem aparatów cyfrowych. – Podróżuję dużo, a podczas podróży lubię robić zdjęcia, głównie dla siebie” – powiedział prezes Madej, który na piątkowej wystawie pokazał zdjęcia ze starego miasta w Tarnowie, zrobione w technice HDR. “To bardzo kolorowe zdjęcia. Ale podobno tak widzi świat ludzkie oko” – stwierdził.

Polsko-Amerykański Klub Fotografika organizuje też wyjazdy plenerowe oraz pikniki fotograficzne, które mają cel taki sam jak comiesięczne spotkania – doskonalenie technik fotograficznych, dzielenie się doświadczeniami. “To nieważne czy profesjonalista, czy nie. Każdy, kto kocha fotografię, może do nas przyjść. Wymieniamy się doświadczeniami, doszkalamy się. Każdy korzysta. Nikt nie ocenia. Dla mnie to bardzo fajna idea” – twierdzi Zosia Żeleska-Bobrowski, której ulubioną dziedziną jest fotografia portretowa oraz reportażowa.

Małgorzata Sobocka przy swoim zdjęciu, które zdobi okładkę tegorocznego albumu z Salonu Fotograficznego/STANISŁAW PROMOWICZ

Wielu członków ceni sobie przynależność do klubu ze względów towarzyskich. “W klubie mam wielu przyjaciół. Dla mnie to praktycznie jedyny kontakt z Polakami” – mówi Małgorzata Sobocka. Wykonane przez nią zdjęcie rzeźby w Grounds for Sculpture znalazło się na okładce tegorocznego albumu z 10. Salonu Fotograficznego. “Ta rzeźba Sewarda Johnsona zazwyczaj fotografowana jest z przodu. Ja szukałam nowej perspektywy, nowego punktu widzenia” – mówi fotograficzka, która postać nagiej kobiety w pozycji leżącej sfotografowała z perspektywy kota wyginającego grzbiet u jej stóp.

“Zdjęcie jest wykonane techniką HDR, przy siedmiu ekspozycjach, żeby otrzymać właściwe oświetlenie. Dzień był pochmurny, chwilami padało. Wydawałoby się, że to pogoda niedobra na zdjęcia, ale, jak się okazało, światło idealnie działało – opowiada artystka dodając, że w fotografii trzeba być oryginalnym. – Dobra fotografia wymaga nowego spojrzenia, a najważniejsza jest wizja. Trzeba umieć spojrzeć na świat inaczej. Zdjęcie musi mieć osobowość” – twierdzi Sobocka, która specjalizuje się w portretach, street photography oraz digital art.

Jan Hausbrandt i Jerzy Koss/NOWY DZIENNIK

W 10. Salonie Fotograficznym wzięło udział 35 autorów, którzy łącznie pokazali ponad 130 zdjęć. Uwiecznione zostały też w okolicznościowym katalogu, zaprojektowanym przez Macieja Pawłowskiego. Podczas wieczoru można było porozmawiać z założycielami klubu Zosią Żeleską-Bobrowski oraz Jerzym Kossem, który swego czasu fotografował najważniejsze głowy państw w siedzibie Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku oraz ze swoimi aparatami bywał na każdym ważnym wydarzeniu polonijnym w Nowym Jorku.

Obecny był też Jan Hausbrandt, który zasłynął ze zdjęć z końca lat 70. i początku lat 80., które robił w Polsce jako reporter dla polskiej prasy. “Bardzo cenię sobie te zdjęcia. Są dokumentacją tamtych czasów, ludzi, zmian społecznych. Uchwyciły kawałek historii Polski” – powiedział Hausbrandt w rozmowie z “Nowym Dziennikiem”. Swoje prace wystawiał też Wojciech Kubik, specjalizujący się w zdjęciach sportowych, operowych i koncertowych, które publikuje, oprócz “Nowego Dziennika”, m.in. w “Gazecie Wyborczej”, “Jazz Forum” i “Życiu Warszawy”. Nie zabrakło też prac najstarszego członka klubu, 96-letniego Fryderyka Dammonta, podróżnika, który – jak mówi prezes klubu – “jest najbardziej solidnym członkiem klubu i nie opuszcza żadnych spotkań”.

Krzysztof Anc z aparatem reporterskim z lat 40-tych/ NOWY DZIENNIK

Jak na fotografików z krwi i kości przystało, wielu członków pojawiło się na piątkowej wystawie z aparatami w ręku. Przy czym każdy był inny: od miniaturowych po pokaźne maszyny ważące po kilka funtów. Wśród nich w oczy rzucał się aparat Krzysztofa Anca. “Takie aparaty nosili reporterzy w latach 50., wraz z walizeczką kliszy. Bo na jednej można było zrobić dwa zdjęcia, po przeładowaniu kasetki – mówi Anc, który fascynuje się zdjęciami analogowymi i aparatami fotograficznymi, których ma sporą kolekcję. – Teraz fotografia analogowa robi się na nowo popularna. Mamy cyfrowe aparaty, ale używam filtrów, żeby usunąć niedoskonałości, bo cyfrówka jest zbyt idealna” – twierdzi Anc. I tak historia zatacza koło.