Zmarł „ostatni pilot myśliwca”

796
Jerzy Główczewski po wojnie został znanym architektem / FOTO: TWITTER INSTYTUTU PAMIĘCI NARODOWEJ

Nie żyje Jerzy Główczewski, pilot 308. Dywizjonu Myśliwskiego "Krakowskiego". Żołnierz Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii, a także późniejszy znany architekt zmarł w Nowym Jorku w wyniku zakażenia koronawirusem. Miał 97 lat.

Jerzy Główczewski podczas drugiej wojny światowej wykonał 100 lotów bojowych, bombardując zgrupowania wojsk niemieckich. Zestrzelił także niemieckiego Focke-Wulfa 190 w słynnej bitwie nad Gandawą w rejonie lotniska Sint-Denijs-Westrem. Po wojnie powrócił do Polski, gdzie ukończył studia architektonicznie oraz uczestniczył w odbudowie Warszawy.

Do Stanów Zjednoczonych przyjechał w 1962 r. jako wykładowca akademicki m.in. na Uniwersytecie Stanowym w Karolinie Północnej. Z kolei w Nowym Jorku pracował dla Fundacji Forda oraz ONZ. Wykładał także architekturę w Instytucie Pratta. Mimo że często wyjeżdżał do innych państw, by zajmować się projektami budowlanymi, m.in. do Kanady, Egiptu i różnych krajów arabskich, to na stałe osiadł w Nowym Jorku, gdzie mieszkał do końca swojego życia.

Jest także autorem wspomnień wydanych w postaci kilku książek: „Wojak z przypadku” (2003 r.), „Optymista mimo wszystko” (2004 r.) oraz „Moja Ameryka” (2006 r.). Ich skrócone wersje wydano w postaci jednego tomu w 2007 r. jako „Accidental Immigrant” (po angielsku), oraz w 2017 r. jako „Ostatni pilot myśliwca” (edycja polska).

Jerzy Główczewski zmarł 13 kwietnia w domu opieki na Manhattanie. O jego śmierci zrobiło się jednak głośno dopiero kilka dni temu, po tym jak oświadczono, że jej przyczyną był wirus COVID-19, o czym „New York Times” poinformowała jego córka Klara. Jerzy Główczewski w listopadzie tego roku skończyłby 98 lat.

DZIECIŃSTWO I LOSY WOJENNE
Jerzy Główczewski urodził się 19 listopada 1922 r. w Warszawie w rodzinie prowadzącej firmę litograficzną. W stolicy spędził dzieciństwo i zdobył podstawową edukację. Po wybuchu wojny, już jako nastolatek, poprzez Lwów trafił do Rumunii, skąd po kilku miesiącach uciekł na Bliski Wschód i osiadł w Izraelu. W Tel Awiwie ukończył przerwaną naukę w szkole średniej i zdał maturę. Niedługo później trafił do polskiej placówki wojskowej.

Wstępne przeszkolenie przeszedł w Palestynie, po czym został wysłany do ośrodka zapasowego Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich w Sidi Bishr koło Aleksandrii w Egipcie. Chwilę spędził w porcie Agami, koło Aleksandrii, pełniąc tam służbę wartowniczą.

W czerwcu 1942 r., podczas prowadzonego przez Polskie Siły Powietrzne naboru, zgłosił się do lotnictwa i został skierowany do Wielkiej Brytanii. Po przejściu odpowiednich badań oraz szkolenia pilotażu w Elementary Flying Training School w Hucknal oraz Service Flying Training School w Newton otrzymał w lutym 1944 r. przydział na praktykę do szkoły strzelców pokładowych 4. Air Gunnery School w Morpeth. W czerwcu 1944 r. skierowany został na szkolenie dla myśliwców do jednostki wyszkolenia bojowego 61. Operational Training Unit w Rednal, po czym po jego ukończeniu (na początku września) otrzymał przydział do 84. Group Support Unit w Thruxton (jednostki pomocniczej 84. Grupy Myśliwskiej RAF), gdzie przez parę dni latał na spitfire’ach IX. 18 września 1944 r. Jerzy Główczewski został przyjęty do stacjonującego wówczas już we Francji 308. Dywizjonu Myśliwskiego „Krakowskiego”.

Do końca wojny wykonał dokładnie 100 lotów bojowych, przede wszystkim związanych z bombardowaniem i atakowaniem bronią pokładową niemieckich celów naziemnych. 1 stycznia 1945 r. wziął udział w słynnej bitwie nad Gandawą i w rejonie lotniska Sint-Denijs-Westrem w Belgii zestrzelił niemieckiego Focke-Wulfa 190. Po latach tak opisał ten fakt w swoich książkowych wspomnieniach: „Gdy obejrzałem się przez ramię, Focke-Wulf był rozpadającym się krucyfiksem na jasnym porannym niebie. Po kolejnej eksplozji spadł”.

Polski pilot z Dywizjonem 308 rozstał się 5 maja 1945 r., po czym rozpoczął kurs w polskiej Szkole Podchorążych Piechoty i Kawalerii Zmotoryzowanej w Dunfermline w Szkocji. Później odbył kurs instruktorski i poprzez różne szkoły pilotażu oraz 317. Dywizjon Myśliwski „Wileński” znów trafił do 308. Dywizjonu Myśliwskiego „Krakowskiego”, co miało miejsce 4 marca 1946 r. Wkrótce po tym został zdemobilizowany. Kończąc służbę lotniczą posiadał polski stopień sierżanta podchorążego i brytyjski warrant officer. Po latach, już jako weteran, został awansowany do stopnia majora. Za udział w drugiej wojnie światowej został trzykrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych oraz Polowym Znakiem Pilota.

Jerzy Główczewski był pilotem 308. Dywizjonu Myśliwskiego „Krakowskiego” / Foto: FACEBOOK DOMU SPOTKAŃ Z HISTORIĄ

ŻYCIE POWOJENNE
Jerzy Główczewski opuścił Wielką Brytanię w grudniu 1946 r. i poprzez Francję, gdzie spędził trzy miesiące, powrócił do Polski. Zamieszkał w domu rodzinnym w zrujnowanej Warszawie. W kraju chciał nadal kontynuować karierę lotniczą. W związku z tym wstąpił do Aeroklubu Warszawskiego, ale na skutek represji ze strony komunistycznych władz w czerwcu 1949 r.stracił licencję pilota. Odzyskał ją osiem lat później, jednak zanim to nastąpiło, postanowił realizować się w inny sposób.

W październiku 1947 r. rozpoczął studia na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej, a po ich ukończeniu trafił do zespołu zajmującego się odbudową stolicy. Początkowo pracował nad rekonstrukcją obiektów zabytkowych, później zajmował się realizacją Stadionu Dziesięciolecia oraz samodzielnie projektował obiekty przemysłowe na terenie całego kraju. Latem 1958 r. wyjechał na Krym, na wykopaliska archeologiczne prowadzone pod kierownictwem prof. Kazimierza Michałowskiego. Często wyjeżdżał także na praktyki do różnych innych krajów, m.in.: do Francji, Irlandii i Stanów Zjednoczonych.

W 1962 r. został wykładowcą na Stanowym Uniwersytecie Karoliny Północnej, po czym osiadł w USA i zamieszkał w Nowym Jorku, gdzie także kontynuował karierę związaną z architekturą. Jego zasługą jest także propagowanie wśród Amerykanów historii dotyczącej udziału polskich lotników w walce o wyzwolenie Wielkiej Brytanii oraz naszego wkładu w pokonanie Niemców podczas drugiej wojny światowej. Był nie tylko ekspertem w tej dziedzinie, ale nawet swego rodzaju ambasadorem polskiej historii w Ameryce. Często pojawiał się na różnych spotkaniach i wykładach.

Znany polonijny reżyser i dokumentalista Tomasz Magierski miał okazję poznać go bliżej podczas jednej z prelekcji związanej z jego filmem poświęconym lotnikom z Dywizjonu 303, a później także kilka razy odwiedzić go w jego domu.

„Poznaliśmy się przy okazji ‚303’. Mój film bardzo mu się spodobał. Myśleliśmy także o tym co możemy wspólnie zrobić. On planował również napisać historię polskiego lotnictwa z okresu drugiej wojny światowej, coś, co jeszcze nie zostało do tej pory zrobione – wspomina Tomasz Magierski. – Był bardzo światłym i inteligentnym człowiekiem. Można było porozmawiać z nim na każdy temat. Zrobił bardzo dużą karierę jako architekt i miał życie pełnie przygód” – dodał polonijny reżyser w rozmowie z „Nowym Dziennikiem”.

W podobnym tonie Jerzego Główczewskiego wspominał w mediach społecznościowych Krzysztof Kasprzyk, były konsul generalny w Nowym Jorku.

„Poznaliśmy się, gdy miał już 84 lata. Tryskał młodzieńczością, przenikliwym umysłem, błyskotliwością i poczuciem humoru. Bardzo się zaprzyjaźniliśmy. Odwiedzał mnie często w konsulacie, służył cenną radą i frapującymi opowieściami” – napisał na Facebooku były polski dyplomata. Przywołał także wspomnienie z 1 września 2009 r., kiedy to w Konsulacie

Generalnym RP na Manhattanie zorganizował wieczór upamiętniający 70. rocznicę wybuchu drugiej wojny światowej. Wśród wielu gości oraz weteranów z różnych krajów znalazł się także Jerzy Główczewski. Polski pilot poprowadził sesję związaną z kombatanckimi wspomnieniami.

„W jej trakcie doszło do wzruszającego przywitania się pana Jerzego z brytyjskim weteranem Williamem Walkerem. Obaj 64 lata wcześniej, nie wiedząc o swoim wzajemnym istnieniu, służyli w Wielkiej Brytanii w tej samej jednostce w hrabstwie Lincolnshire” – napisał na swoim facebookowym profilu Krzysztof Kasprzyk.