Zmiany w egzaminie na obywatelstwo

847
EPA/MICHAEL REYNOLDS

Jak informuje National Public Radio, administracja Donalda Trumpa planuje wprowadzenie zmian w egzaminie na obywatelstwo. Jego nowa wersja ma zacząć obowiązywać najpóźniej od stycznia 2021 r. Citizenship and Immigration Services podaje, że w ciągu ostatnich 10 lat ponad 7,4 mln imigrantów zostało amerykańskimi obywatelami. Tylko w ub. roku – 757 tys. Wśród nich także Polacy.

O amerykański paszport mogą się starać osoby, które posiadają zieloną kartę przez określony czas. Dwa lata i dziewięć miesięcy, jeśli uzyskały stały pobyt przez małżeństwo z obywatelem. Pozostałe osoby – pięć lat, pod warunkiem, że przez ten czas nie opuściły granic Stanów Zjednoczonych na dłużej niż 180 dni w ciągu roku. Jeżeli ktoś z ubiegających się przebywał poza granicami USA ponad sześć miesięcy, wniosek będzie mógł składać dopiero po czterech latach i jednym dniu od powrotu po przedłużonym pobycie za granicą. Gdy wniosek, wysłany emailem, zostanie zatwierdzona, można stawić się na egzaminie. W metropolii nowojorskiej czas oczekiwania na rozmowę w urzędzie imigracyjnym wynosi od ok. sześciu miesięcy do nawet półtora roku. Dla przykładu w Las Vegas nawet 31 miesięcy. Rekordowy był 2007 r., kiedy do urzędu imigracyjnego wpłynęło w sumie 1,4 mln aplikacji. Jeśli chodzi o bieżący rok, to do czerwca na wyznaczenie daty egzaminu czekało w USA ponad 750 tys. osób. Opłata za proces ubiegania się o obywatelstwo wynosi 725 dol., seniorzy mający co najmniej 75 lat płacą 640 dolarów. Można też być zupełnie zwolnionym z opłat w przypadku niskich dochodów. Szacuje się, że w Stanach Zjednoczonych mieszka nawet 9 mln imigrantów, którzy spełniają warunki, by przystąpić do testu na obywatelstwo. Tylko w stanie Nowy Jork – ponad 900 tys. osób.

JAK JEST TERAZ

Egzamin jest podzielony na kilka części. Kolejność ich zdawania zależy od funkcjonariusza imigracyjnego. „Test tak naprawdę zaczyna się już w momencie wywołania naszego nazwiska przez urzędnika. W drodze do pokoju, gdzie będzie z nami rozmawiał, może zadać ogólne pytania o pogodę albo czym przyjechaliśmy na egzamin. Jeśli nie zrozumiemy, o co chodzi, możemy zostać odesłani na poprawkę” – uczula Majka, która przez wiele lat przygotowywała Polaków mieszkających w Nowym Jorku do egzaminu. Uważa, że jeśli ktoś się naprawdę uczył, to na pewno zda. „Faktycznie najbardziej stresują się starsze osoby, które z jakichś powodów nie kwalifikują się do zdawania egzaminu w ojczystym języku. Ale to nie jest tak, że są bez szans. Wręcz odwrotnie” – twierdzi Majka.
Jak wynika z danych urzędu imigracyjnego, ponad 90 proc. imigrantów ocenia test jako łatwy albo bardzo łatwy. Ale, faktycznie, dla części wciąż sporym problemem jest język angielski.

Historii zdawania egzaminów jest tyle, ilu jest zdających. Ważne, co podkreślają osoby przygotowujące do testu, by się nawzajem nie straszyć. „Na kursach proszę, by nie przywiązywać uwagi do negatywnych opowieści. Urzędnicy to też ludzie i mogą nas różnie potraktować, ale lepiej skupić się na pozytywnych przykładach. Często opowiadam, jak ja zdawałam egzamin. Czekając na swoją kolej słyszałam rozmowę urzędnika z imigrantką, która niezbyt dobrze władała językiem angielskim. W pewnym momencie padło pytanie z wniosku, o to czy posiada tytuł szlachecki. Miała prosto odpowiedzieć, że nie, ale milczała, a jakaś odpowiedź paść musi. Urzędnik wychodził ze skóry, by pani zrozumiała, o co chodzi. W końcu zapytał: jesteś księżniczką, nosisz koronę? Więc nie jest tak, że za wszelką cenę urzędnicy chcą, aby imigrant nie zdał” – podkreślała niedawno na łamach „Nowego Dziennika” Joanna Kurdziel, która prowadzi kursy na obywatelstwo w Centrum Polsko-Słowiańskim na Greenpoincie. Równy rok temu, w sierpniu, egzamin na obywatelstwo zdawała 37-letnia Anna. Przyznaje, że trochę się denerwowała, ale jak się okazało, niepotrzebnie. „Trafiłam na Amerykankę, była bardzo miła, ale faktycznie już od samego początku zaczęła ze mną rozmawiać. Gdy doszłyśmy do jej pokoju, poprosiła, bym zasunęła za sobą drzwi i kazała usiąść. No to tak zrobiłam, choć znajomi przestrzegali mnie, bym nie siadała, bo na samym początku jest przysięga i podnosi się prawą rękę. Nie wiem, czy ona o tym zapomniała, chyba nie. Najpierw coś tam wpisała w komputer, a dopiero później poprosiła, bym wstała. Ogólnie cały egzamin trwał może 25 minut” – opowiada Anna. Do tej pory pamięta, jakie miała napisać zdanie w języku angielskim: Washington is the capital of the United States. „Co ciekawe, chwilkę wcześniej urzędniczka, w ramach egzaminu, kazała mi przeczytać to samo zdanie” – dodaje Anna. Przeczytanie i napisanie jednego zdania w języku angielskim to część egzaminu. Niewielki problem miała z tym pani Iwona z Brooklynu. „Choć było to już jakiś czas temu, to zapamiętam zdanie do napisania, do końca życia. Urzędnik podyktował: All people want to be happy. A ja zrozumiałam: Old people want to be happy. Pan się tylko uśmiechnął i stwierdził, że sumie starsze osoby też chcą być szczęśliwe” – wspomina Iwona.

Inną częścią egzaminu jest odpowiedź na pytania zawarte we wniosku, jaki wypełnia się ubiegając się o status obywatela. Kolejną częścią jest test z wiedzy o społeczeństwie (tzw. civics test). By się do niego przygotować, trzeba dobrze przejrzeć książeczkę, którą dostaje się tuż po złożeniu odcisków palców. Jest w niej 100 pytań. Dziesięć nich zostanie zadanych na egzaminie. Poprawnie trzeba odpowiedzieć na co najmniej sześć z nich. Osoby, które ukończyły 65. rok życia i są rezydentami od co najmniej 20 lat, muszą opanować nie 100, a 20 pytań zaznaczonych w książeczce gwiazdką. Niektóre odpowiedzi zawarte w książeczce mogą być nieaktualne w dniu egzaminu. Na przykład dotyczące stanowych senatorów czy kongresmanów. Podanie błędnego nazwiska traktowane jest jako błąd. Pytania dotyczą nie tylko polityki, ale też historii czy geografii USA. Na przykład: Kto był pierwszym prezydentem? W którym roku została podpisana Deklaracja Niepodległości? Jakie są dwie największe partie w USA? Ile lat trwa kadencja senatorów, a ile prezydenta USA? I to właśnie 100 pytań egzaminacyjnych ma być w tej chwili analizowanych i albo zmienionych, albo ma być ich więcej.

JAK BĘDZIE?

Obecny test na obywatelstwo obowiązuje od 1986 r. Niewielka modyfikacja została wprowadzona w 2008 r. Dlatego właśnie, jak podaje National Public Radio, uznano, że czas na zmiany. Jakie konkretnie? „Aktualizowanie testu i w pewnym sensie ulepszanie go ma pomóc nowym obywatelom USA zrozumieć w pełni znaczenie tego obywatelstwa oraz wartości, które jednoczą wszystkich Amerykanów” – informuje Ken Cuccinelli, dyrektor Citizenship and Immigration Services. Obecnie trwa analiza pytań zadawanych podczas testu potencjalnym obywatelom Stanów Zjednoczonych. To jedyne informacje, w sprawie ewentualnych zmian podawane do publicznej wiadomości. Mają wejść w życie pod koniec 2020 r., lub na początku 2021. Czy zmiany będą też dotyczyć warunków ubiegania się o paszport amerykański? Tego na razie nie wiadomo. Jeszcze w ub. roku pojawiła się informacja, że legalni imigranci, w tym posiadacze zielonych kart, mogą nie otrzymać obywatelstwa, gdy w przeszłości korzystali z programów opieki społecznej, na przykład bonów żywnościowych. Takie nowości w prawie imigracyjnym miała wprowadzić administracja obecnego prezydenta. Na razie jednak obowiązują stare zasady.


Na ułatwienia wciąż mogą liczyć osoby, które ukończyły 55. rok życia i posiadają zieloną kartę od co najmniej 15 lat lub ukończyły 50. rok życia i mają ten dokument od 20 lat. Wtedy egzamin zdają w ojczystym języku. Z kolei osoby, które skończyły 55 lat i status rezydenta posiadają od 20 lat, nie tylko zdają w swoim języku, ale także liczba pytań z historii i polityki jest pięć razy krótsza, bo zawiera tylko 20 pytań.