Zrozumieć emigrację rodziców

Film "Godspeed, Los Polacos!" w Nowym Jorku

811
Pamiątkowa fotografia bohaterów filmu "Godspeed, Los Polacos!" z producentką i gośćmi honorowymi pokazu. Od lewej: Jacek Bogucki, Zbigniew Bzdak, Jerzy Majcherczyk, konsul generalny Adrian Kubicki, Sonia Szczęsna, Andrzej Piętowski, konsul generalna Peru, ambasador Marita Landaveri Porturas, Piotr Chmieliński i konsul Mateusz Gmura / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

"Chcieliśmy dowiedzieć się, dlaczego nasi rodzice wyemigrowali do Ameryki i zrozumieć ich decyzję. Byliśmy ciekawi co się wtedy działo w Polsce, że tak dużo ludzi wyjeżdżało z kraju. Ten film był okazją do zagłębienia się w tym temacie i zrozumienia tej historii" – mówi Sonia Szczęsna, producentka filmu "Godspeed, Los Polacos!" wyreżyserowanego przez Adama Nawrota. Jego projekcja odbyła się w Konsulacie Generalnym RP w Nowym Jorku.

Pokaz dokumentu opowiadającego o akademickiej wyprawie kajakowej Canoandes’79, który odbył się w czwartek, 27 października, był jedną z wielu projekcji tego filmu w ostatnim czasie. Produkcja ta zdobyła już uznanie na wielu festiwalach, a także otrzymała kilkanaście różnych nagród. Mimo że tym razem film nie stawał w konkursowe szranki, to jednak jego pokaz miała szczególne znaczenie. Okazało się, że pojawili się na nim wszyscy główni bohaterowie, i pewnie nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że cała piątka – Jacek Bogucki, Zbigniew Bzdak, Piotr Chmieliński, Jerzy Majcherczyk i Andrzej Piętowski – spotkała się razem po raz pierwszy od 15 lat. Dla nich na pewno była to wyjątkowa projekcja, mimo że każdy z nich wielokrotnie widział już ten film.

Podczas pokazu było jednak wiele osób, które miały okazję zobaczyć go po raz pierwszy i chyba na każdej z nich dokumentalna produkcja poświęcona zdobywcom kanionu Colca zrobiła niesamowite wrażenie.

Prócz słynnych kajakarzy i eksploratorów, wśród gości specjalnych pojawiła się ambasador Marita Landaveri Porturas, konsul generalna Peru, konsul generalny RP Adrian Kubicki, wicekonsulowie Stanisław Starnawski i Mateusz Gmura, a także producentka filmu Sonia Szczęsna.

Pokaz filmu i spotkanie z jego bohaterami cieszyło się dużym zainteresowaniem / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

Po projekcji zarówno ona jak i bohaterowie filmu odpowiadali na pytania widzów oraz dzielili się swoimi wrażeniami związanymi z tym dokumentem. Jest on nie tylko opowieścią o losach członków klubu “Bystrze” działającego przy Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, którzy ponad cztery dekady temu wybrali się na wyprawę mającą za zadanie przepłynięcie i zbadanie “dziewiczych”, wartkich i bardzo niebezpiecznych rzek Ameryki Południowej, ale również o toczącej się równolegle transformacji ustrojowej w Polsce, działalności opozycyjnej, “Solidarności” i stanie wojennym. Dlatego też Godspeed, Los Polacos!” rozsławia nie tylko jedno z najważniejszych dokonań eksploracyjnych XX w., czyli zdobycie kanionu Colca wpisanego również do “Księgi rekordów Guinnessa”, ale także współczesną historię Polski, która dzięki temu może dotrzeć do wielu ludzi na świecie. W dodatku może być łatwo przez nich przyswojona ponieważ świetnie wplątana jest w losy młodych i odważnych podróżników. W związku z tym, że w filmie archiwalne materiały są świetnie połączone ze współczesnymi kadrami, a także wykorzystana jest animacja to ogląda się go jak dobry film przygodowy mający w rzeczywistości charakter historyczno-dokumentalny.

Właściwie tak też wyglądało ówczesne życie podróżników, na losy których wpływ miało nie tylko to co spotkało ich na nieznanych wodach, ale także to co wtedy działo się w Polsce. To oni w trakcie wyprawy organizowali akcie protestacyjne i nagłaśniali kwestię walki o demokrację w naszym kraju. To oni zbierali pieniądze i wysyłali je do Polski by wspierać działalność “Solidarności”.

To również oni nadawali polskie nazwy różnym odkrytym wodospadom, kanionom, czy ważnym miejscom. W końcu to także wydarzenia w naszym kraju spowodowały na nich wymuszoną emigrację i życie na obczyźnie. Właśnie ta ostatnia kwestia była inspiracją dla Adama Nawrota i Soni Szczęsnej do nakręcenia filmu “Godspeed, Los Polacos!”, a losy polskich kajakarzy i ich przygody świetnie się do tego nadawały.

“Wraz z Adamem jesteśmy pierwszą generacją naszych rodzin w Stanach Zjednoczonych. Znaliśmy historię o kanionie Colca i jego uczestnikach, ale chcieliśmy również dowiedzieć się dlaczego nasi rodzice wyemigrowali do Ameryki i zrozumieć ich decyzję. Byliśmy ciekawi co się wtedy działo w Polsce, że tak dużo ludzi wyjeżdżało z kraju. Ten film był okazją do zagłębienia się w tym temacie i zrozumienia tej historii. Jako, że zarówno ja, jak i Adam kochamy kajakowanie i wspinaczkę, postanowiliśmy połączyć te dwie kwestie – eksplorację kanionu Colca i polską historię. Bardzo nam się spodobał fakt, że kajakarze biorący udział w tej ekspedycji odpowiednio wykorzystali tamte wydarzenia, które wtedy działy się w Polsce, a które dla nas są historią. Opowiedzenie tego w filmie było dla nas ekscytujące i stanowiło bardzo ciekawy temat oraz wyzwanie” – podkreśla Sonia Szczęsna, producentka filmu. I ten cel udało im się osiągnąć.

Po pokazie filmu producentka oraz uczestnicy wyprawy Canoandes’79 odpowiadali na pytania. Od lewej: Sonia Szczęsna, Andrzej Piętowski i Jacek Bogucki / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

Mimo że losy każdego polskiego emigranta na pewno różniły się od siebie to jednak historia wymuszonego pobytu uczestników wyprawy Canoandes’79 na obczyźnie jest na tyle uniwersalna, że może każdemu dać odpowiedź na pytanie, które stało się zarodkiem filmu “Godspeed, Los Polacos!”.

“Myślę, że dobrze oddaje on ducha Polaków, którzy bardzo często wyjeżdżali z Polski nie zapominając o swoim kraju i o tym co on przechodził. Uważam, że równie piękne jak samo dokonanie, które przypadło w udziale młodym i ambitnym studentom, głodnym poznania świata, którzy ostatecznie zdobyli kanion Colca, jest to, że zachowali pełną odpowiedzialność za Polskę. Całą atencję i sławę, którą zdobyli, wykorzystali żeby nagłośnić problemy, które wówczas miały miejsce w naszym kraju. Nawet jeżeli założymy, że to nie była duża sprawa i Ameryka Południowa nie odegrała w tym przypadku jakiejś kluczowej roli, to fakt, że zbierali środki na ‘Solidarność’, oraz że udało im się nagłośnić to do tego stopnia, że spowodowali w Peru masowe protesty popierające ‘Solidarność’ było niesamowicie wielkim osiągnięciem” – stwierdził konsul generalny Adrian Kubicki.

Na walory historyczne tego filmu uwagę zwrócił również Jerzy Majcherczyk.

“Jest w tym tyle elementów, które się same poukładały w pewną opowieść, że aż się nie chce w to wierzyć – podkreślił uczestnik wyprawy Canoandes’79. – Cieszę się bardzo, że film ten został pokazany w Konsulacie Generalnym RP i apeluję do polskich polityków i ministrów, żeby go odkupili od tych młodych producentów i pokazali szerokiej publiczności. Jest on nie tylko doskonałą produkcją, ale również świetnie sławi nasz kraj. Jest w nim wpleciona polska historia, którą przy okazji naszej wyprawy poznają widzowie. Poza tym jest on obsypany tyloma nagrodami, że nawet z uwagi na to warto się nim zainteresować” – podkreślił Jerzy Majcherczyk, dodając że warto ten film obejrzeć na dużym ekranie ponieważ wtedy robi on o wiele większe wrażenie, a poza tym za każdym razem można w nim zauważyć coś innego.

Podobnego zdania jest inny uczestnik wyprawy Piotr Chmieliński. “Obejrzałem ten film już kilkanaście razy zarówno na dużym ekranie jak i na komputerowym monitorze. Różnica jest ogromna dlatego zachęcam wszystkich do wybrania się do kina” – zapewnia nasz rozmówca, który pokusił się także na analizę wpływu ówczesnych wydarzeń na ich późniejsze losy.

Jerzy Majcherczyk prezentuje swoje dzienniki spisane podczas wyprawy Canoandes’79 / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

“Za każdym razem uderzają mnie jakieś nowe elementy, o których albo zapomniałem, albo nie były wtedy ważne, a teraz wychodzą. To było nasze życie, coś o czym wówczas być może nie myśleliśmy w tych kategoriach co teraz. To jest siła młodości, którą przeżyliśmy i wszystko było fajne. Być może teraz za bardzo idziemy w glorię i sławę, ale wtedy myśmy się bawili i tak to traktowaliśmy. Natomiast to, że nasza sytuacja poukładała się w taki a nie inny sposób to już jest inna sprawa. Wyszła historia, w którą weszliśmy sami, bez żadnego popychania i kreowania. Każdy odbierał to i przeżywał w inny sposób. Trzeba było decydować się na rzeczy, które były trudne ale sytuacja na wodzie czy też sytuacja polityczna, która się wytworzyła spowodowała, że to życie nam się poukładało trochę inaczej. Wylądowaliśmy w Stanach Zjednoczonych, mimo że wcześniej o tym nie myśleliśmy. Wyjeżdżaliśmy z Polski z myślą o powrocie, a to że stało się inaczej to był efekt samoistny. Często spotykam się z pytaniem czy chciałbym coś zmienić. Właściwie to nic bym nie zmieniał bo to wszystko poukładało się dla nas, a już na pewno dla mnie osobiście, bardzo dobrze, i gdybym miał to przeżyć jeszcze raz to prawdopodobnie zrobiłbym tak samo” – zapewnił Piotr Chmieliński.

O powracających wspomnieniach mówił także Jacek Bogucki, jedyny w całej ekipie student Uniwersytetu Jagiellońskiego, który z racji pracy w Telewizji Kraków, gdzie był operatorem filmowym, podczas ekspedycji maił za zadanie jej dokumentowanie.

“Za każdym razem jak widzę ten film to przypomina mi się coś nowego, zawsze pojawia się jakiś zapomniany wątek i to jest niesamowite wrażenie – stwierdził nasz rozmówca. – Muszę podziękować Soni i Adamowi za ich talent bowiem użyli naszych archiwalnych materiałów i wywiadów, i zrobili z tego piękny film dokumentalny, który opowiada o naszych przygodach sprzed ponad 40 lat. Myślę, że będzie on dla nich katapultą do przyszłej kariery” – stwierdził Jacek Bogucki.

Na walory produkcyjne “Godspeed, Los Polacos!” uwagę zwrócił także Zbigniew Bzdak, który początkowo sceptycznie podchodził do pomysłu jego nakręcenia.

“Zanim on powstał to zostało napisanych wiele artykułów a nawet kilka książek na temat naszej wyprawy więc początkowo wydawało mi się, że nawet nakręcenie filmu nie wniesie już do tego tematu nic nowego. Okazało się jednak, że Adam i Sonia mieli do niego zupełnie inne podejście. Im nie chodziło o to, że była to wielka ekspedycja tylko o umieszczenie jej w kontekście historycznym o czym myśmy początkowo nie wiedzieli. Już w trakcie pracy nad tym filmem, gdy czytałem przygotowany skrypt, zaczęły mi się przypominać pewne rzeczy bowiem po wielu latach patrzyłem na naszą wyprawę przez pryzmat różnych publikacji i tego co było na ten temat zrobione. Adam z Sonią wyciągnęli dokumenty, zdjęcia i inne archiwalia, o których ja albo zapomniałem, albo o nich nie wiedziałem. Tak więc wiele tych materiałów filmowych i fotograficznych, po które sięgnęli widziałem po raz pierwszy. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że ja będąc częścią tej wyprawy nagle zobaczyłem siebie i całą sytuację z innej perspektywy, i po raz pierwszy zupełnie inaczej. Być może miał na to wpływ fakt, że materiały, po które sięgnął Adam z Sonią, były dla nas w pewnym sensie marginalne bo myśmy, a na pewno ja, koncentrowali się na tych wielkich rzeczach, które wtedy trzeba było robić. Natomiast oni zrobili z nich zupełnie nową jakość. Tak więc oglądałem ten film wielokrotnie i za każdym razem widziałem i nadal zauważam coś nowego. To efekt tego, że wykorzystali bardzo dużo tych archiwaliów i odpowiednio je zestawili” – wyjaśnił nasz rozmówca.

Uczestnicy wyprawy Canoandes’79 chętnie opowiadali różne ciekawe historie. Od lewej: Jerzy Majcherczyk, Zbigniew Bzdak i Piotr Chmieliński / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

Zbigniew Bzdak dodał, na pewno na taki stan rzeczy wpłynęło także to, że film został zrobiony przez osoby z zewnątrz, w dodatku reprezentujące inną, młodą generację, która na ich wyczyn patrzyła z innej perspektywy.

“Gdy braliśmy udział w wyprawie to nasze życie było określone takim a nie innym czasem, i nikt z nas ani się nie oglądał wstecz, ani specjalnie nie myślał o przyszłości. Liczyło się tylko to co wtedy chcieliśmy osiągnąć i żyliśmy tak jak było to możliwe w tym czasie. Producenci filmu mają teraz spojrzenie na te wydarzenia z perspektywy 40 lat oraz doświadczenia ich rodziców, a także z materiałów archiwalnych, do których udało im się dotrzeć. Oni o tym wszystkim słyszeli jako dzieci, a także doświadczyli poprzez materiały, które wyciągnęli na światło dzienne i to jest świetnie oddane w tym filmie” – stwierdził uczestnik kajakarskiej wyprawy.

Zwrócił on także uwagę na zabiegi techniczne łączące archiwalia ze współczesnymi nagraniami, a także na wykorzystaną animację, dzięki której uzupełnione zostały brakujące elementy dokumentalne.

“To nie tylko wzbogaciło ten film, ale nadało mu zupełnie innego wymiaru. Oni poprzez te zabiegi ożywili różne archiwalne tematy w sposób świetnie przemawiający do współczesnych ludzi. Myślę, że to jest największa zasługa tego filmu, a dla mnie jest niesamowitą rzeczą oglądać siebie i swoje poglądy po tylu latach. Dla każdego z nas to miało inną wagę, ale w tej chwili to wszystko przeżywamy jeszcze raz” – zapewnił Zbigniew Bzdak.

Uczestnicy spotkania chętnie zadawali pytania bohateromfilmu i zarazem wyprawy Canoandes’79 / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

W podobnym tonie wypowiadał się Andrzej Piętowski, kierownik wyprawy Canoandes’79.

“Po obejrzeniu filmu ‘Godspeed. Los Polacos’ poczułem się jak Feniks zmartwychwstały z popiołów, ponieważ przez lata trzymaliśmy archiwalne materiały w pudłach i piwnicach, a teraz jesteśmy wyświetlani w kinach i na festiwalach. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że film zrobili młodzi Polacy urodzeni w Stanach Zjednoczonych, którzy szukali odpowiedzi na pytanie, dlaczego ich rodzice porzucili Polskę, jaka była tego przyczyna bo to przecież nie był ich wybór. Tak też było w naszym przypadku, mimo że wielu ludzi w Polsce myśli, że myśmy wybrali wolność. To kompletna bzdura, bo mogliśmy wybrać wolność będąc po drodze w Kostaryce. Tam nawet ludzie przeglądając nasze dokumenty i dowiadując się, że jesteśmy z Akademii Górniczo Hutniczej namawiali nas by tam zostać ponieważ potrzebowali takich osób. Oferowali nam wszystko by tylko zostać, a jednak nikt z nas tego nie zrobił. Niestety zdarzyła nam się emigracja i na początku wcale nie był to cudowny okres, jak się niektórym mgło wydawać. Dzięki temu filmowi jestem odmłodzony i zmartwychwstały bo nagle okazało się, że to co kiedyś zrobiliśmy, zarówno dla siebie jak i dla kraju, zostało przez kogoś zauważone i odkryte na nowo – podkreślił nasz rozmówca. Dodał, że cieszy się, że film chętnie ogląda młodzież.

“Miłe jest to, że młodzi ludzie mający po dwadzieścia kilka lat przychodzą po pokazie i mówią: ‘Wie pan, ten film nam wszystko poukładał w głowie’. Oni w końcu dowiedzieli się skąd wzięła się wolna Polska, jak żyli ludzie podczas komuny, itd. Pewnie niejeden z nich po powrocie do domu przeprosił rodziców i stwierdził, że mieli rację w różnych kwestiach dotyczących życia w naszym kraju” – zaznaczył Andrzej Piętowski.

Podobnie jak pozostali uczestnicy wyprawy stwierdził on, że za każdym razem postrzega film troszkę inaczej.

“Wiem, że odpowiada on i podoba się wielu pokoleniom. Jest tak wielowątkowy, że każdy znajdzie w nim coś dla siebie” – zapewnił nasz rozmówca i jak na kierownika wyprawy przystało dodał, że ogromnie się cieszy, że w konsulacie po raz pierwszy od 15 lat spotkała się cała piątka kajakarzy będących bohaterami filmu “Godspeed, Los Polacos!”. Można go obejrzeć na internetowych platformach korzystając z adresu: https://geni.us/LosPolacos.

Pokazowi w Konsulacie Genralnym RP na Manhattanie towarzyszyła wystawa zdjęć z historycznej wyprawy, która znajduje się na jego ogrodzeniu. Można ją obejrzeć do końca listopada, później trafi do Waszyngtonu.

Projekcji filmu “Godspeed, Los Polacos!” w Konsulacie Generalnym RP towarzyszyła wystawa poświęcona wyprawie / Foto: KONSUL MATEUSZ GMURA