Żyją dzięki bohaterstwu żeglarzy

Tragedia w niebezpiecznej toni była bardzo blisko, rybacy już tracili siły i wiarę w to, że doczekają pomocy...

0
Eryka Volker, Gail Yando, Del Olsen, Ryszard Kiezik (z tyłu) i Majka, przyjaciółka Eryki. Foto: Z archiwum Eryki Volker

Od dwóch lat mieszkają na katamaranie, którym pływają wzdłuż Wschodniego Wybrzeża. Dokładnie rok temu uratowali życie czterem Polakom, tonącym u wybrzeży Connecticut. Teraz zostali uhonorowani.
Gail Yando i Del Olsen pochodzą z Kalifornii, tam mają dom, ale od dwóch lat emeryturę spędzają pływając wzdłuż Wschodniego Wybrzeża. „W ten sposób doświadczamy miejsc w sposób, w jaki inni nie mają okazji ich zobaczyć, np. oglądamy Charleston czy Savannah z wody. Podpływamy do wiosek rybackich, łowimy homary w Maine. Za każdym razem wybieramy jakieś nowe miejsce, ale mamy też nasze ulubione zakątki” – mówi Olsen, dodając, że z żoną migrują sezonowo z północy na południe.

Rok temu, w połowie października, w drodze z Rhode Island na Florydę, Gail Yando i Del Olsen będąc w pobliżu wybrzeża Connecticut i Nowego Jorku postanowili podpłynąć do Fishers Island mieszczącej się na wschodnim krańcu Long Island Sound. „Tam jest latarnia, której chcieliśmy się przyjrzeć. To też miejsce popularne wśród rybaków – mówi Olsen. – W pewnym momencie zobaczyłem coś, co potem okazało się wywróconą do góry nogami łódką. Od razu pomyślałem, że skoro jest łódka, to muszą być ludzie”.
***
Na wodzie resztkami sił unosiło się czworo naszych rodaków: Ryszard Kiezik, Rafał Sendecki, Jan Kacperski i Zenon Sucharski, którzy tego dnia wybrali się motorówką na ryby. Wybrali okolice Fishers Island, bo tam łapie się blackfish, którą trudno znaleźć w innych rejonach wybrzeża. W pewnym momencie zauważyli niebezpieczny wir i chcieli przemieścić się w inne miejsce. Wtedy okazało się, że ich kotwica zaczepiła się o kamieniste dno. Postanowili zrobić kilka okrążeń, myśląc, że w ten sposób uda im się uwolnić hak kotwicy. Niestety, podczas tego manewru ich motorówka nagle się przewróciła. Cała czwórka, jak stała – w grubych kurtkach i butach rybackich – wpadła do wody. Stało się to tak szybko, że nie mieli czasu założyć kamizelek ochronnych. Udało im się złapać dna łódki wystającego znad tafli wody i tak dryfowali w nadziei, że któryś z kutrów rybackich ich wypatrzy. Machali do przepływających łodzi, krzyczeli. Niestety, bez rezultatu.
***
Nie było łatwo zauważyć ich motorówkę, bo jej dno pomalowane było na czarno, z niewielkimi elementami białymi i niebieskimi. To one dały Delowi Olsenowi do myślenia. „Złapałem lornetkę i zobaczyłem cztery osoby w wodzie” – mówi żeglarz, który wraz z Yando natychmiast rozpoczął akcję ratunkową. Gail Yando u sterów nakierowała katamaran jak najbliżej się dało; Del rzucał linę z kołem ratunkowym. Po kilku próbach trzech panów złapało się liny i wspólnymi siłami żeglarzom udało się rybaków wciągnąć na pokład. Czwartego rozbitka uratowali nurkowie ze straży przybrzeżnej, po której pomoc Yando i Olsen zadzwonili. Para żeglarzy przybyła z pomocą w samą porę. Rybacy już tracili siły i wiarę w to, że dotrwają pomocy. Brakowało chwili a ich wyprawa skończyła się tragicznie.
„Sądzę, że dryfowali w wodzie może 20-30 minut albo trochę więcej. Zaczynali być wyziębieni i opadali z sił – mówi Del Olsen dodając, że był 13 października, a woda – po zimnej nocy – miała około 65-68 stopni Fahrenheita.
W oczekiwaniu na pomoc medyczną, Olsen i Yando pomogli trzem rybakom ogrzać się na pokładzie ich katamaranu. – Dziękujemy za sprawną akcję – powiedzieli medycy, którzy przypłynęli odebrać rozbitków i zabrać ich na brzeg.
***

Eryka Volker, Del Olsen i Gail Yando przed ich katamaranem przycumowanym na rzece Hudson. Foto: Z archiwum Eryki Volker

Polscy rybacy mieli dużo szczęścia. Gail Yando i Del Olsen to doświadczeni żeglarze, którzy od lat pływają na różnego rodzaju łodziach, w przeszłości organizowali regaty i brali udział w krajowych i międzynarodowych wyścigach na wodzie. Stanowią zgraną parę w życiu i na wodzie. Przeszli też wiele kursów ratowniczych, gdzie szkolili się na temat tego, co robić w sytuacjach zagrożenia życia, jak rozpoznać wyziębienie organizmu, na co zwrócić uwagę, ratując rozbitków. Ponadto Yando to emerytowana pielęgniarka, która wprawnym okiem wiedziała, jakiej natychmiastowej pomocy medycznej rozbitkowie potrzebowali.
„Dla nas to był naturalny odruch, żeby pomóc potrzebującym. Nigdy nie znaleźliśmy się w sytuacji, w której kogoś życie było tak poważnie zagrożone na wodzie, ale od lat uczyliśmy się, jak się w takiej sytuacji zachować. Wypełniliśmy nasz żeglarski obowiązek. Cieszymy się, że byliśmy w pobliżu” – opowiada Olsen.
***
Zdaniem innych, Olsen i Yando zbyt skromnie oceniają siebie. „To bohaterowie. Uratowali życie naszym rodakom” – mówi o żeglarzach Eryka Volker z Polish Assistance. O bohaterskiej akcji na oceanie dowiedziała się przypadkowo, ale nie chciała dopuścić, aby przeszła cicho do historii. Trwało to rok, ale w końcu w podziękowaniu za uratowanie życia naszym rodakom Volker, znanej w polonijnej społeczności z akcji pomocowych, udało się zaprosić bohaterskich żeglarzy do Nowego Jorku. Zostali ugoszczeni przez Volker i jej przyjaciół i mieli okazję m.in. poznać Greenpoint, skosztować polskiej kuchni oraz spotkać się z konsulem generalnym RP w Nowym Jorku Adrianem Kubickim oraz konsulem Mateuszem Gmurą.

Gail Yando i Del Olsen (w środku) z konsulami Adrianem Kubickim i Mateuszem Gmurą. Foto: Foto: Marcin Żurawicz/Courtesy of PSFCU

„Konsulowie poświęcili nam kilka godzin, z zainteresowaniem słuchając naszej historii – mówi Olsen. – To była wspaniała wizyta. Przerosła nasze oczekiwania”. Konsulowie wręczyli żeglarzom podziękowania od polskiego rządu. Jak podaje Eryka Volker, w przyszłości zostaną też odznaczeni medalami zasługi.
Polsko-Słowiańska Unia Kredytowa zasponsorowała im dwudniowy pobyt w przystani na rzece Hudson. Mieli też okazję spędzić sporo czasu z Ryszardem Kiezikiem, z którym się zaprzyjaźnili. „Jest coś takiego, czytałem i słyszałem o tym wcześniej, że gdy ktoś komuś pomoże w trudnej sytuacji, albo uratuje mu życie, to między nimi tworzy się więź. Trudno to opisać, ale ja tego doświadczyłem. Nawet jak nie mamy nic konkretnego do przedyskutowania, to miło mi usłyszeć jego głos” – mówi Del o Ryszardzie.