Czego nauczyły mnie podróże…

Dział "Młodzi piszą", który ukazuje się w "Nowym Dzienniku" co dwa tygodnie, redaguje Kaya Wald, uczennica 11 klasy w szkole Le Lycee Francais de New York.

103
Amerykanie nie żywią się codziennie w McDonaldzie/WIKIMEDIA.ORG

Podróże są czymś, na co z niecierpliwością czekam każdego roku. Dzięki nim zachowuję zdrowie psychiczne podczas długiego lata, które w domu spędziłabym leżąc do góry brzuchem na podłodze w moim pokoju, obok rosnącej góry opakowań po lodach.

Zazwyczaj w lecie wyjeżdżam do Polski, a kilka razy byłam również w innych krajach. Nie uważam się za doświadczoną podróżniczkę, ale to, co przeżyłam w podróżach, dużo mnie nauczyło i myślę, że bardzo przyda mi się w przyszłości. Mogę więc śmiało powiedzieć że wcale nie żałuję niewyspania i czucia się jak rozczochrany zombi, typowego po wielu godzinach spędzonych w samolocie i na lotniskach.

Zacznijmy od różnych języków i akcentów. Zawsze fascynowało mnie, jak wielką rozmaitość dźwięków potrafią wydobyć z siebie ludzkie usta i jakich dziwacznych wygibasów potrzeba, aby wyprodukować te dźwięki w różnych językach. Naśladowanie jak największej liczby obcych akcentów stało się moim celem i moim hobby. Po co? Na przykład, żeby zrobić wrażenie ma ciotkach i kuzynach podczas rodzinnych obiadów, w momentach niezręcznej ciszy… Żeby poszerzyć perspektywy zdobycia pracy w przyszłości – i zostać zarekrutowaną przez CIA jako szpieg międzynarodowy…

Albo żeby zainteresować nowo poznanych kolegów opowieścią o tym, jak dorastałam w małej norweskiej wiosce, wychowywana przez wujka Svena. Jak widać, znajomość obcych języków i zasad ich wymowy może mieć wiele zalet. Przebywając w obcych krajach wśród „native speakers” można wyćwiczyć ucho tak, aby zauważyć nawet drobne różnice w wymowie. Po spędzeniu tygodnia w Kanadzie z łatwością mogłam rozróżnić Francuza od „Quebecois”.

Podróże do nowych miejsc zawsze wiążą się ze zwiedzaniem wielu zabytków, muzeów i pomników. Pamiętam, że kiedy byłam mała, złościłam się na mamę z powodu tych wszystkich muzeów i historycznie ważnych miejsc, do których mnie ciągnęła na siłę, gdy tylko znalazłam się w nowym mieście. Moje komentarze wyglądały mniej więcej następująco: „Taaak, wiem, że ten kościół jest w stylu barokowym… to już piąty, jaki dzisiaj zwiedzamy”. „Wowww… to muzeum fajek i dzwonów jest rzeczywiście nieeeesamowite… Możemy już iść na lody?”. Teraz, kiedy sobie to przypomnę, zdaję sobie sprawę, jak bardzo te małe, turystyczne lekcje historii pomogły mi później. Zajęcia z historii w szkole średniej stały się trochę łatwiejsze, i przynajmniej mam czym się wykazać podczas dyskusji klasowych. Na przykład, kto poza mną w klasie wiedziałby o niezwykle ważnej, historycznej postaci – legendarnym… smoku wawelskim?

Podróże zmieniają pogląd na świat. Człowiek uświadamia sobie, że to małe miejsce, z którego pochodzi, nie jest centrum świata. Gdzie indziej są ludzie tacy jak ty, którzy żyją w różnych warunkach i mają całkowicie różne doświadczenia. Ciekawie jest rozmawiać z mieszkańcami innych krajów i poznawać ich codzienne życie. Oni też lubią słuchać o tym, jak wygląda życie w tym słynnym Nowym Jorku. Można pośmiać się ze stereotypowych wyobrażeń, które ludzie w Europie mają o Ameryce. Nie, Amerykanie, nie żywią się codziennie w McDonaldzie, i owszem, wiedzą, czym różni się Austria od Australii… (no przynajmniej większość wie).

Można śmiało powiedzieć, że podróżowanie poszerza horyzonty i jest źródłem unikalnych doświadczeń. Lepiej jest człowiekowi, który dużo widział i jest zaznajomiony z kulturami innymi niż własna, bo nigdy nie wiadomo, co może się przydać. Nigdy nie żałowałam żadnego z moich wyjazdów. Bez podróżowania, jak nauczyłabym się mówić po angielsku z norweskim akcentem, i skąd znałabym skomplikowany mechanizm… kurtyny w Teatrze Słowackiego w Krakowie?