Dlaczego zakładamy maski i nie zawsze możemy być sobą?

126
FOTO: EPA

Co dzień nosimy maski. W dzisiejszych czasach nikogo to nie dziwi. Jednak nie piszę tu o dosłownym kawałku materiału na gumce, a o maskach, które zdejmujemy dopiero gdy przekroczymy próg własnego domu, gdy wrócimy do miejsca, w którym czujemy się bezpieczni.

Tytułowe „maski” są to zbiory postaw, zachowań i póz, które przyjmujemy odruchowo, nawet o tym nie myśląc. Dają poczucie względnego bezpieczeństwa i neutralności, jakże pożądanej.

Jak wspominałam w poprzednich artykułach, człowiek jest istotą społeczną i do przetrwania potrzebuje czuć, że przynależy do jakiejś grupy społecznej. A żeby należeć do społeczności, trzeba zyskać akceptację innych. I tutaj kierujemy się zasadą „jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać jak i one”. Człowiek nie lubi wychylać się, wychodzić przed szereg. Osoby mające odmienne zdanie mogą być odrzucane przez swą odmienność, wzbudzają kontrowersje i negatywne emocje, a co za tym idzie mogą zostać wykluczone ze wspólnoty.

Z obawy przed wyśmianiem, wolimy pozostać w cieniu. Objawia się to od najmłodszych lat i dotyczy ludzi w każdym wieku. W szkolnych ławkach ile razy nie podniosłeś ręki do zadania, pomimo, że wiedziałeś jaka jest odpowiedź. Z tyłu głowy miałeś myśli typu: „A co jeśli, jest to jednak zła odpowiedź? Na pewno będą się śmiać”. Miałaś wielką ochotę założyć piękną błyszczącą sukienkę: „Nie, zbytnio rzuca się w oczy, jeszcze pomyślą, że się stroję nie wiadomo po co” i znów wcisnęłaś się w zbyt dużą, czarną bluzę. W imię niezauważalności tracimy szansę na dobrą ocenę, czy ubranie się w coś co bardzo nam się podoba.

Podczas rozmowy z nowymi osobami czy z ludźmi, na których chcemy wywrzeć dobre wrażenie, jesteśmy bardzo oszczędni w wypowiedziach, starannie dobieramy każde słowo, wręcz czasem wolimy coś przemilczeć, aby nie palnąć głupoty. Boimy się być oceniani przez innych. Człowiek jest zaprogramowany tak, że przyzwyczaja się do tego, z czym ma do czynienia wielokrotnie każdego dnia, uznaje to za normalność. Gdy nagle pojawi się nawet małe odstępstwo od reguły, czuje niepokój, bo traci pełną kontrolę nad sytuacją, doświadcza czegoś obcego i nie zawsze wie, jak na to zareagować.

Owszem, przybieranie masek gwarantuje akceptację i święty spokój, ale zabiera nam coś najcenniejszego, samego siebie. Nie żyjemy już dla siebie, żyjemy dla innych. Dlatego tak ważne jest, aby znaleźć osoby, przy których możesz zrzucić wszystkie przykrywki i być po prostu sobą. Osoby, które nawet jeśli nie zgadzają się z twoim sposobem myślenia i działania, to akceptują ciebie i wspierają całym sercem.

Na dłuższą metę jest trudno udawać. Prawdziwe „ja” w końcu wyjdzie na jaw i wtedy może okazać się dla innych dużym zaskoczeniem. Dlatego nie można budować relacji na kłamstwie i niedomówieniach. W powiedzeniu ” Człowieka trzeba poznać trzy razy: raz na osobności, drugi raz w towarzystwie, a trzeci po alkoholu” – jest wiele prawdy. Dopiero po zobaczeniu zachowania, sposobu bycia drugiego człowieka w różnych sytuacjach, możemy śmiało stwierdzić, że go faktycznie poznaliśmy.

Foto: Kaya Wald

Ale czy zakładanie masek zawsze jest takie złe? Jak powiedział William Shakespeare, „cały świat to scena, a ludzie na nim to tylko aktorzy”. Tworzymy cywilizację wykształconych ludzi. Przynosi to wiele zalet, ale i zobowiązań. Utrzymanie ładu i porządku uzależnione jest od pełnienia przez ludzi określonych zadań, teatralnie nazwanych rolami. Nikogo nie zszokuje stwierdzenie, że w pracy, w szkole, wśród przyjaciół czy rodziny lub w samotności zachowujemy się inaczej. Czy możemy powiedzieć, że w ten sposób oszukujemy? A może połączenie naszych zachowań w każdej z powyższych sytuacji dopiero daje nam rzeczywisty obraz naszej osoby? Może jest to po prostu naturalna kolej rzeczy? Na pytanie, jak się czujemy, co myślimy na dany temat, możemy odpowiedzieć i przyjaciółce, i nauczycielowi zdaniami o jednakowym sensie, ale użyjemy do tego innych słów. Wymaga od nas tego kultura, dobre wychowanie i szacunek do starszych.

Nikt z nas nie ma przypisanej tylko jednej roli. Posiadamy ich setki. Tak oto, mężczyzna w pracy może w czarnym garniturze odgrywać rolę nieugiętego prawnika, w domu w kolorowym fartuszku kuchennym być kochającym troskliwym ojcem, a w czasie wolnym razem z kolegami organizować weekendowe wypady rowerowe. Wszystko to tylko gra pozorów. Zanim kolejny raz skrytykujemy zatem naszą znienawidzoną nauczycielkę za dużą ilość pracy domowej, zaczniemy karcić wścibskiego policjanta za wlepienie mandatu, pamiętajmy, że to ich praca, a oni starają się wykonać tylko swoje obowiązki. Nie znamy ich na tyle, aby móc ich oceniać. To tylko jedna z wielu setek części ich prawdziwej osoby. Kto wie, może wcale nie są prywatnie tacy źli, jak ci się zawsze wydawało…?