Mój wzór kobiety

Dział "Młodzi piszą", który ukazuje się w "Nowym Dzienniku" co dwa tygodnie, redaguje Kaya Wald, uczennica 11 klasy w szkole Le Lycee Francais de New York.

175
FOTO: WIKIMEDIA.ORG

Każda dziewczyna urodzona, tak jak ja, około roku dwutysięcznego na pewno pamięta ogromną popularność filmów o księżniczkach Disneya lub z serii Barbie, których pełne były ekrany telewizyjne na całym świecie, i które rozpowszechniły masowy trend.

Ukochane księżniczki – Ariel, Śnieżka i Barbie wypełniały głowy sześcioletnich dziewczynek i opróżniały portfele ich rodziców, którzy, chcąc nie chcąc, kupowali swoim córeczkom bufiaste, świecące od cekin sukieneczki i plastikowe pantofelki na obcasach łamiących się już po drugim włożeniu. Nie wspominając podwodnego – „under the sea” – zestawu makijażu syrenki Ariel, który natychmiast rozmazywał się na twarzy i zazwyczaj kończył się czerwoną wysypką u małej „królewny”. To był czas, kiedy każda z nas, dziewczynek, chciała mieć bujne włosy, piękną twarz i wspaniałe ubranie.

Obecnie, zaledwie kilkanaście lat później, przeminęły już dni świetności naszej Barbie i księżniczek Disneya. Nadszedł nowy trend. Producenci filmów nie pokazują już bezbronnych, słabych kobiet i dziewczyn, ale takie, które zakasują rękawy, pakują miecze, noże, łuki, strzały, i idą walczyć u boku mężczyzn. W nowej erze filmów dla dzieci i młodzieży siła fizyczna jest pokazana jako jedna z typowych cech kobiet. Widzimy postacie, takie jak Katniss z „Hunger Games”, fizycznie sprawne, zawsze uzbrojone i niepokonane w boju, lub jak Rapunzel z bajki „Tangled” Disneya, która z łatwością może prześcignąć każdego mężczyznę, jakiego spotka, oraz samodzielnie nokautuje przeciwnika jednym uderzeniem patelni.

Kontrast pomiędzy postaciami bajek, przy których wyrosłam, a tymi, które widzę obecnie, sprawia, że zastanawiam się, jaka powinnam być jako kobieta. A co jeśli nie mam perfekcyjnych rzęs czy wspaniałych ubrań, i nie jestem również nadzwyczajnie wysportowana lub silna?

Dlatego jeśli miałabym wybrać wzór kobiety – kogoś, kogo chciałabym mieć jako nauczycielkę na chociaż jeden dzień, wybrałabym Marię Skłodowską-Curie. Pierwsza kobieta w historii z doktoratem w naukach ścisłych i pierwsza kobieta, która została wykładowcą na paryskim uniwersytecie Sorbona. Jedyna osoba w historii, która otrzymała dwie nagrody Nobla z dwóch różnych dziedzin: fizyki i chemii. W dodatku rozsławiła swój kraj, nazywając nowo odkryty pierwiastek Polonem – na cześć Polski.

Nie było jej w życiu łatwo, skoro wychowała się w kraju pod zaborami. Jako dziewczynka straciła matkę, a zanim mogła poświęcić się nauce, przez kilka lat pracowała jako guwernantka, żeby pomóc starszej siostrze skończyć studia. Jak tego wszystkiego dokonała? Myślę, że po prostu podążała za swoją pasją i nie poddawała się trudnościom.

Mimo tego Maria była prawdziwą kobietą. Miała szczęśliwe małżeństwo i wychowała dwie córki. Musiała dobrze je wychować, skoro jedna z córek, Irena, również została naukowcem i noblistką. Maria nie przejmowała się specjalnie perfekcyjnym wyglądem ani nie była bardzo wysportowana, chociaż w podróż poślubną pojechała wraz z mężem rowerem.
Maria Skłodowska jest dla mnie dowodem na to, że nie musimy wybierać między Barbie a Katniss. Mamy polską dziewczynę, która pokazuje nam, jak być prawdziwą kobietą.