W cieniu Czarnobyla

Dział "Młodzi piszą", który ukazuje się w "Nowym Dzienniku" co dwa tygodnie, redaguje Kaya Wald, uczennica 11 klasy w szkole Le Lycee Francais de New York.

37
Pomnik Ofiar Katastrofy w Czarnobylu/WIKIMEDIA.ORG

Robotnicze miasto Prypeć, ówczesny Związek Radziecki, około 130 km na północ od Kijowa i tylko 4 km od czarnobylskiej elektrowni atomowej. Jest wczesny poranek 26 kwietnia 1986 roku. Śpisz spokojnie w domu. Nagle, przeraźliwy wybuch budzi cię i twoich sąsiadów ze snu! Błyskawicznie zastanawiasz się, co się stało. I oto koszmarny sen, który w przeszłości niejednokrotnie śniłaś, urzeczywistnia się.

Reaktor numer 4 w elektrowni jądrowej im. Lenina w Czarnobylu uległ awarii. Eksplozja zniszczyła także dwutonową płytę zabezpieczającą. Wybuchł pożar. Substancje radioaktywne przedostały się do atmosfery. Nieprzygotowani pracownicy nie wiedzieli, jak fachowo poskramiać ogień. Katastrofa nie kończy się więc na wybuchu.

BRAK DANYCH?
Po ponad 30 latach nadal zbyt mało wiemy, co się wtedy dokładnie stało. Związek Radziecki, na obszarze którego znajdowała się elektrownia atomowa, decydował bowiem, kiedy i jakie informacje upublicznić, a obecnie posiadana wiedza dotycząca eksplozji i jej skutków nadal budzi wiele pytań i refleksji. Wiemy, że wybuch i pożar uwolniły do środowiska otaczającego Czarnobyl około 5% radioaktywnego rdzenia reaktora.

Wiadomo też, że wszyscy byli przerażeni i zdezorientowani. Władze miasta zadecydowały o ewakuacji Prypeci i okolic. Dzień po katastrofie prawie 50 tysięcy osób opuściło swoje mieszkania. Pozostałości po zniszczonym reaktorze jądrowym zostały zapieczętowane pod betonową konstrukcją, zwaną „sarkofagiem”, a niezniszczona część obiektu pozostała w użyciu do 2000 roku. I chociaż w 2011 roku Czarnobyl został oficjalnie uznany za miejscowość turystyczną, miasto Prypeć jest miastem widmem.

Około 35 osób zginęło na skutek ostrej choroby popromiennej. Byli to pracownicy będący w elektrowni w momencie wybuchu oraz walczący przez ponad tydzień z pożarem strażacy. Nie wiadomo, ile faktycznie osób zostało napromieniowanych. Radioaktywna chmura rozprzestrzeniła się na zachodni Związek Radziecki i Europę. Lekarze otoczyli opieką setki pacjentów z chorobą popromienną, białaczką, rakiem tarczycy. Mieszkającym w strefie katastrofy kobietom w ciąży doradzano aborcję. Nadal bada się chorych na nowotwory złośliwe, a eksperci medyczni twierdzą, że tysiące ludzi umrze na skutek chorób genetycznych, których źródłem jest katastrofa w Czarnobylu.

POMOC Z ZAGRANICY
Na uprzątniecie skutków wybuchu Unia Europejska przekazała wówczas 730 milionów euro. Natomiast Stany Zjednoczone wyłożyły 400 milionów dolarów na poprawę bezpieczeństwa jądrowego na Ukrainie. Udowodniono także, że przyczyną katastrofy była wada konstrukcyjna sowieckich reaktorów. Ale Ukraińska Socjalistyczna Republika Radziecka nie mogła sformułować takiego oskarżenia, ponieważ Ukraina była uzależniona od rosyjskich produktów, takich jak ropa naftowa czy gaz.

Niemniej jednak po czarnobylskiej katastrofie, która nazwana została największą katastrofą przemysłową XX wieku, jeszcze w 1986 roku w Wiedniu grupa doradcza Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA) stwierdziła, że “istnieje możliwość, by światowi eksperci do spraw bezpieczeństwa mogli się uczyć z tego tragicznego wydarzenia”.

DLA DOBRA LUDZKOŚCI
2 lutego 2019 roku prezydent Donald Trump wstrzymał zobowiązania Stanów Zjednoczonych względem Rosji wynikające z traktatu INF* z 1987 roku o całkowitej likwidacji nuklearnych pocisków rakietowych średniego i krótkiego zasięgu i oficjalnie ogłosił zamiar wycofania się z tej umowy w ciągu kolejnych sześciu miesięcy. Wiadomość ta to istna “mieszanka wybuchowa”. Musimy więc zawsze pamiętać o Czarnobylu. I mimo że elektrownia atomowa i broń jądrowa to nie zupełnie to samo, oba przykłady pokazują, że postęp technologiczny nie zawsze służy dobru ludzkości.

* Traktat między Stanami Zjednoczonymi a ZSRR o zlikwidowaniu pocisków średniego i krótszego zasięgu; podpisany 8 grudnia 1987 r. wygasł 2 lutego 2019.