Życie w PRL-u

Dział "Młodzi piszą" ukazuje się co dwa tygodnie. Redaguje go Kaya Wald, uczennica 12 klasy w szkole Le Lycee Francais de New York.

638
Przeciętny Kowalski, żeby kupić Fiata 126p, musiał zapisać się na specjalną listę kolejkową i czekał aż zostanie wylosowany. FOTO: WIKIPEDIA.ORG

PRL swój żywot zakończył 30 lat temu, ale nasi rodzice pamiętają, jak wtedy się żyło. Był to smutny czas, dodatkowo obfitujący w liczne absurdy. Był to także okres zależności od Związku Radzieckiego.

Zacznijmy od nazwy – PRL jest to skrót od Polska Rzeczpospolita Ludowa, która trwała od roku 1944-do 1989.

Należy podkreślić, że od momentu wprowadzania, nowy ustrój nie miał poparcia społecznego. Komuniści wprowadzali go przemocą i kłamstwem. Najodważniejsi podjęli zbrojną walkę i budowali struktury państwa podziemnego. Wielu z nich przyszło zapłacić za to najwyższą cenę. Jak walczono? Na różne sposoby, m.in. atakowano posterunki milicji obywatelskiej, a także zbrojnie odbijano uwięzionych współtowarzyszy walki.

Czym była Milicja Obywatelska – w skrócie MO? Komuniści chcieli, by różniła się od przedwojennej polskiej policji. Początkowo formacja ta nie była dobrze umundurowana oraz uzbrojona. Można tu podać przykład, że milicjanci używali niemieckich karabinów Mausera, zdobytych podczas walk albo w magazynach broni pozostawionych przez Niemców. Paradoksem milicji było, że do roku 1956 nie używali pałek policyjnych uważając, że to przeżytek z dawnych czasów.

W tym roku, co podałem wcześniej, w Poznaniu wybuchły zamieszki, a milicja nie dała rady spacyfikować gniewu protestujących. Gniew przerodził się w regularne powstanie, tłum wtargnął do posterunków milicji i zabrał znajdującą się tam broń palną, by podjąć walkę przeciwko znienawidzonemu ustrojowi.

Powstanie poznańskie zostało przez rząd komunistyczny spacyfikowane dopiero po wprowadzeniu wojska i czołgów na ulice miasta. Po tych wydarzeniach władze wprowadziły pałki do formacji milicyjnych i odtąd były nieodłącznym atrybutem także ZOMO, czyli Zmechanizowanych Oddziałów Milicji Obywatelskiej, które miały za zadanie bezwzględne rozgramianie demonstrantów.

Życie za „komuny” nie było najlepsze. Niektórzy z nostalgią wspominają te czasy, bo przecież było zapewnione zatrudnienie, niemal darmowe wczasy i niby wiele innych udogodnień. Naprawdę była to szarobura rzeczywistość, gdzie nikt nie miał dostępu do wielu podstawowych produktów, w sklepach były pustki, a na ten wymarzony samochód czekało się przez wiele lat. Przeciętny Kowalski, żeby kupić malucha albo dużego fiata (powszechnie znane marki samochodów w okresie PRL-u), musiał zapisać się na specjalną listę kolejkową i czekał aż zostanie wylosowany. Czekając na szczęśliwy traf i tak musiał wpłacać raty.

Obecnie zapewne irytujecie się, że w sklepie musieliście czekać 10 minut dłużej, bo pani przed wami nie mogła znaleźć portfela, albo jakiś facet awanturował się, że cena była za wysoka. To są drobne niedogodności. W czasach PRL-u na dostawę do sklepu czekało się przez kilka godzin, a nawet dni. Nawet jak już towar się pojawił, to nie starczało go dla wszystkich. Ludzie organizowali się i zawiązywali komitety kolejkowe.

Nauczyli się też kombinować, żeby zdobyć potrzebne im artykuły. Na przykład, gdy pan Maliniak potrzebował sokowirówkę, a pani Kozłowska wózek dla dziecka, to dogadywali się i dokonywali wymiany. Ludzie kupowali rzeczy, których nie chcieli, by móc je wymienić na te, których potrzebowali. Trzeba pamiętać, że i tak musieli stać po te rzeczy w długich kolejkach.

Jedynie w Peweksach – czyli w specjalnych sklepach – można było kupić wiele różnych i luksusowych produktów, jak szynki, dżinsy czy klocki lego. Był jeden mały haczyk. Trzeba było zapłacić w obcych walutach, takich jak dolar czy funt. Jeśli miałeś tatę, który zarabiał dolary w USA i wysyłał część ze swojej pensji do rodziny w Polsce, wtedy ówczesna władza mówiła: „hola, obywatelu, nie będziesz miał parszywych dolarów w domu – damy ci w zamian bon towarowy”. W ten sposób państwo oszukiwało obywatela, ponieważ bon towarowy miał o wiele mniejszą wartość od dolara.

PRL był szarą i gorzką rzeczywistością. Ludzie na wiele sposobów radzili sobie z tymi niedogodnościami, potrafili się zorganizować, pomagać sobie wzajemnie, a także zrobić wiele rzeczy niemal z niczego. Napięcie także rozładowywali poczuciem humoru i dowcipami politycznymi, jak np.: „Nauczyciel pyta dzieci w szkole: za co kochamy ludzi radzieckich? Bo nas wyzwolili. A za co nie lubimy Amerykanów? Bo nas nie wyzwolili”.