15-letni Polak zdobywcą Kilimandżaro

232
Adrian Bąk ( lewej) z tatą Mirosławem na szczycie Kilimandżaro FOTO: ARCHIWUM ADRIANA BĄKA

Adrian Bąk ma 15 lat, jest uczniem 11 klasy liceum w Lindenhurst, mieszka z rodziną na Long Island. 15 sierpnia br. zdobył szczyt Kilimandżaro, najwyższej góry Afryki i najwyższej wolno stojącej góry na świecie (5985 m).

Pomysł wyprawy na Kilimandżaro zrodził się w głowie taty Adriana, Mirosława Bąka, kiedy był on w wieku Adriana. Po przeczytaniu książki Alfreda Szklarskiego “Tomek na Czarnym Lądzie” zamarzył, że postawi na tej górze swoją stopę. Marzenie zostało wyciszone rzeczywistością, aż do tego roku, gdy podjął decyzję o zrealizowaniu młodzieńczego planu. Gdy zapadło postanowienie o wyprawie, Adrian postanowił tacie w niej towarzyszyć. Przygotowania rozpoczęły się w październiku 2018. Wtedy rozpoczęły się treningi wytrzymałościowe, diety, wzmacnianie mięśni oraz wszelkie teoretyczne przygotowania do zdobycia góry. Syn i ojciec odbyli także mnóstwo rozmów z osobami, które wcześniej podjęły się tego wyzwania.

Po wielu analizach różnych opcji szlaków zdobycia Kilimandżaro wybór padł na trasę Machame, czyli trekking na Kilimandżaro widokową trasą Machame Route. Czynnikiem decydującym był urok tej trasy, piękne widoki miały rekompensować trud wspinaczki. Trasa przewidziana była na sześć dni.

Tak o niej opowiada Adrian Bąk:

„Zdobywanie góry rozpoczęło się 11 sierpnia we wczesnych godzinach porannych. Pierwszego dnia, wspinaczka trwała 5 godzin, przemierzyliśmy 11 km. Był to długi, ale przyjemny dzień, trasa wiodła przez urokliwy tropikalny las, i zakończyła się noclegiem w obozie Machame. Dzień drugi rozpoczął się o 8 rano i przez 6 godzin przebyliśmy około 5 km, ale ten dzień już nie należał do łatwych, wymagał wspinaczki w dużo trudniejszym terenie. Udało się nam przekroczyć linię chmur i dotrzeć na nocleg do obozu Shira na wysokości 3847 m ponad chmurami. Widok z tej wysokości jest możliwy dla większości z nas tylko z kabiny samolotu. Tę noc spędziliśmy w namiotach, a pod stopami roztaczał się piękny widok na dywan z chmur.

W dzień trzeci wspinaliśmy się przez 7 godzin, trasa liczyła 10 km. To wtedy po raz pierwszy zaczęły się małe problemy z wytrzymałością, nogi i płuca wielu z nas zaczęły odmawiać posłuszeństwa. Tego dnia nasza grupa dotarła na wysokość 4600 m. Na tej wysokości dała znać o sobie tzw. choroba wysokościowa, objawiająca się bólem głowy, nudnościami i zawrotami głowy. Dzień zakończył się noclegiem w obozie Baranco, poniżej osiągniętej już wcześniej wysokości 3900 m. Było to dla mnie bardzo trudne zejście z Lawa Tower na wysokości 4600 m do obozu, położonego poniżej na wysokości 3900 m.

Dzień czwarty, podczas którego w ciągu 9 godzin przebyliśmy 9 kilometrów, był najtrudniejszy. Ból głowy, brak tlenu, walka ze zmęczeniem i bardzo trudne podejście na Baranco Wall odebrały mi resztkę sił. Po tej niezwykle trudnej ścianie dzień zakończył się w obozie Barafu, na wysokości 4600 m. Po 5 godzinach snu rozpoczęło się zdobywanie szczytu.

To najdłuższe 5 km w moim życiu, które udało mi się przebyć. Było zimno, ciemno, a ja byłem bardzo wyczerpany po ponad 6 godzinach wędrówki drogą, której nie było widać końca, krok za krokiem, walka ze zmęczeniem, walka o tlen przy spłyconym oddechu, potrzeba snu, krok za krokiem krok za krokiem. Przepiękny wschód słońca, który mieliśmy możliwość obejrzeć na tej wysokości, potraktowałem jako nagrodę od natury. Po 7 godzinach z błyskiem w oczach osiągnąłem pierwszy szczyt Kilimandżaro Stella Point na wysokości 5756 m. Od tego szczytu do najwyższego punktu Uhuru Peak dzieliło mnie tylko 700 metrów. Tak mało, a jednak tak strasznie dużo. Zdobycie najwyższego punktu zajęło mi następną godzinę, bardzo długie 60 minut 3600 sekund walki z samym sobą, walki z brakiem tlenu, walki ze zmęczeniem.

Na szczycie stanąłem o godzinie 10:40 rano, 15 sierpnia 2019 roku.

Nie jestem w stanie opisać, co czułem, zmęczenie prawie nie pozwalało na żadne uczucia, jednak moje serce wypełniała radość i ogromna satysfakcja.

Zdobyłem najwyższą wolno stojącą górę na świecie!

Z powodu niskiej zawartości tlenu w powietrzu mogłem cieszyć się widokiem tylko przez kilkanaście minut. Kilka zdjęć, krótki odpoczynek i natychmiastowe 7-godzinne zejście na bezpieczniejszą wysokość do obozu Millennium (3820 m), gdzie był ostatni nocleg na tej wspaniałej górze, po odpoczynku ostatnie 6-godzinne zejście do Mweka Gate.

Zdobycie Kilimandżaro było najtrudniejszą rzeczą, jaką do tej udało mi się zrobić. Nauczyło mnie pokory i pokazało, że silna wola może zwyciężyć zmęczenie, złe samopoczucie, a osiągnięcie celu wynagradza wiele trudów. To wyprawa, której nigdy nie zapomnę. Poznałem wspaniałych ludzi, przeżyłem cudowną przygodę, razem z tatą zrealizowałem nasze marzenie. Pokonałem własne słabości, a nasi przewodnicy nazwali mnie nastolatkiem z sercem lwa”.