17. sezon Mercedesa w F-1

7

Aluminiowy SLS AMG z charakterystycznymi mocnymi światłami na dachu i wielkimi logo F-1 FIA wyjeżdża błyskawicznie na tor, jak tylko kierownictwo Formuły 1 przewiduje zagrożenie na torze.

Wysłanie wolniejszego auta jest niebezpiecznym wyzwaniem, ponieważ może zostać rozjechane przez rozpędzone bolidy F-1. Ponadto wolne auto ratunkowe-sędziowskie zmuszałoby bolidy do zwolnienia, szczególnie na zakrętach, co spowodowałoby spadek temperatury opon, utratę właściwej przyczepności i tym samym kolejne kraksy w dalszym etapie wyścigu. Bardzo niebezpiecznym zjawiskiem jest też wychłodzenie się tarcz hamulcowych i okładzin, które pracują skutecznie tylko w wysokiej temperaturze, a także niebezpieczeństwo przegrzania silników, gdy strumienie powietrza omiatają bolid zbyt wolno.

“Głównym powodem wprowadzenia na tor safety car są złe warunki pogodowe lub kraksy” – wyjaśnia Bernd Mayländer, kierowca Official F-1 Safety Car od roku 2000. Organizacja nadzorująca wyścigi samochodowe FIA (Fédération Internationale de l’Automobile) powierzyła tę odpowiedzialną funkcję niemieckiemu kierowcy wyścigowemu, który urodził się w roku 1971 i pochodzi z Schorndorfu koło Stuttgartu.

Mayländer wygrywał wyścigi dla AMG w niemieckiej serii DTM, a potem jeszcze przypieczętował wygraną na Porsche 911 GT3-R w 24-godzinnym maratonie na torze Nurburgring. Z takimi kwalifikacjami trudno było znaleźć kogoś lepszego do prowadzenia auta ratunkowego.

Kierowca wozu ratunkowego pełni ogromnie ważną rolę. Gdy wyścig F-1 startuje z linii, wszystkie pojazdy wprost katapultują do wejścia w pierwszy zakręt. Właśnie w nim powstają karambole. Życie kierowców zależy wtedy od szybkości i instynktu kierowcy wozu ratunkowego, który wiezie również lekarza i potrzebny sprzęt medyczny.

Absolutnym rekordem do tej pory był sezon 2010, kiedy to safety car wysłany był na tor aż 21 razy i musiał pokonać dystans wyliczony później na 452,3 km.
Mercedes SLS AMG spełnia swoją rolę znakomicie. Ma bardzo niską masę, środek ciężkości ulokowany bardzo blisko nawierzchni, znakomity balans nacisku obu osi, istotny podczas deszczu, a także silnik o potężnej mocy poparty skrzynią biegów o podwójnym sprzęgle.

Auto ratunkowe niczym zasadniczym nie różni się od seryjnie sprzedawanych Mercedesów SLS AMG. Silnik, elementy napędu, zawieszenie, hamulce są tak dobre, iż nie musiały być modyfikowane do F-1. Jedynym elementem, jaki zmieniono do F-1, to głośniejszy wydech, aby łatwiej było safety car słyszeć na torze. Mercedes SLS napędzany jest silnikiem V8 o pojemności 6,3 litra z maksymalną mocą 420 kW (571 koni), osiąganych przy obrotach 6800 rpm. Natomiast moment obrotowy rzędu 650 Nm uzyskuje przy obrotach 4750 rpm. W sumie niska masa i ogromna moc auta pozwalają na osiąganie setki (0 do 100 km/h, czyli 62 mph) w czasie 3,8 sekundy.

Znakomita dynamika Mercedesa SLS wywodzi się z samej koncepcji konstrukcji: aluminiowej ramy przestrzennej i niskiej masy 1620 kg. Ułożenie silnika za osią przednią, tzw. sucha miska olejowa pozwalająca na jego opuszczenie blisko jezdni i napęd na tył dostarczany przez transaxle, czyli skrzynię i tylny most w jednej obudowie, wszystko to pozwala na osiągnięcie doskonałego nacisku osi 47/53 procent (przód/tył). Przekładnia automatyczna AMG SPEEDSHIFT DCT 7 z podwójnym sprzęgłem pozwala na błyskawiczne przełączanie biegów. Wkomponowanie mechanicznej blokady dyferencjału i 3-stopniowego układu stabilizacji kierunku jazdy ESP, umożliwiają wzorową trakcję w najtrudniejszych momentach.

Użycie aluminiowego zawieszenia z podwójnymi wahaczami pozwala na precyzyjne manewry i prowadzenie w szybkich zakrętach. Ceramiczne hamulce i ogumienie 265/35 R 19 (na przodzie), 295/30 R 20 (na tyle), jak i lekkie felgi z kutego aluminium ułatwiają hamowanie, szybkie zmiany kierunków i nieustanne trzymanie się jezdni. Aerodynamicznie ukształtowane światła na dachu stawiają niski opór powietrzu, a diody LET pozwalają na dobrą widzialność. Lekkie lampy diodowe LED zapewniają niski pobór mocy.

Autor: ZBIGNIEW BROŻYNA