300 dol. za kiełbasę, 175 dol. za jabłka…

698

“Funkcjonariusze służby celnej często pytają pasażerów przylatujących z Warszawy: kielbasa? Kielbasa? Jak podróżny się przyzna – skończy się na konfiskacie, jak wyczuje ją pies – może być mandat” – mówi były pracownik lotniska JFK. To właśnie teraz, przed Bożym Narodzeniem, z walizek podróżnych rekwirowanych jest najwięcej produktów żywnościowych, które zamiast na wigilijny stół trafiają do śmieci.

Lotnisko JFK jest jednym z największych portów lotniczych w Stanach Zjednoczonych i głównym lotniskiem w metropolii nowojorskiej. W ub. roku odprawiło się na nim prawie 57 mln osób. Spora część właśnie w okresie świątecznym. Pełne ręce roboty mają nie tylko urzędnicy imigracyjni, ale też służby celnej, którzy sprawdzają, co podróżni wwożą na teren USA. A wyobraźnia pasażerów wydaje się nie mieć granic. “Radzimy, by osoby podróżujące do Stanów Zjednoczonych dobrze sprawdziły listę produktów zakazanych, a nie dowiadywały się o niej dopiero na lotnisku, po przylocie. Taka lekcja naprawdę sporo kosztuje” – mówi Basil Liakakos z Customs and Border Protection. Najdziwniejszym produktem, który do tej pory znalazł w walizkach pasażerów, było mięso z małpy wiezione z Afryki, a także kilka szczurów.

KIEŁBASA? SALAMI?

Jeśli chodzi o pasażerów z Polski, to kiedyś królowały kiełbasy, a teraz? “Nasi klienci częściej pytają o maksymalną wagę walizki niż o to, co mogą do niej włożyć. To jest chyba oczywiste, że nie powinno się mieć ze sobą żadnych wędlin i innych produktów pochodzenia zwierzęcego – mówi pani Ela, zajmująca się sprzedażą biletów lotniczych w Classic Travel. – Kiedyś to było nagminne, że rodacy wieźli z Polski kiełbasy i inne produkty spożywcze, ale po incydentach, które, co tu dużo mówić, były nieprzyjemną dla nas lekcją, chyba już tak często tego nie robią” – uważa agentka. Trudno to sprawdzić, bo nie ma dokładnych statystyk mówiących o tym, ile kiełbas czy wędlin zostało zarekwirowanych z walizek polskich pasażerów.

Wiadomo za to, że funkcjonariusze w okresie Święta Dziękczynienia, a także Bożego Narodzenia zabierają tysiące funtów pożywienia z bagaży podróżnych z całego świata. Pełne ręce roboty mają na przykład pracownicy portu w Newarku, NJ. Tylko w tym sezonie zabrali z walizek m.in. żółte bakłażany z Nigerii, trawę cytrynową z Brazylii, ziemniaki i mango z Ekwadoru, a także wędlinę, w tym kiełbasy z Niemiec i Polski. “Pod koniec listopada wracałam do Nowego Jorku i pierwsze, co usłyszałam, gdy już ściągnęłam walizkę z maszyny, to: kiełbasa? Salami? Kiełbasa? Odpowiedziałam, że nic takiego nie mam w bagażu, ale i tak zostałam poproszona do kontroli. Kazali mi wszystko wyjąć i dokładnie sprawdzili, co wiozę. Z produktów spożywczych miałam tylko miód, ale to akurat było w porządku” – mówi pani Justyna z Queensu. Czy w przeszłości przewoziła zabronione produkty? “Zdarzyło się raz czy dwa, ale po tym, jak ojciec mojej koleżanki zapłacił tysiąc dolarów za kiełbasę, to mi się odechciało” – przyznaje nasza rozmówczyni.

WĘDLINA W KOZAKACH

Jakich produktów spożywczych nie powinno wwozić się w walizkach na teren USA? Lista nie jest wcale aż tak długa. Są na niej – oprócz produktów pochodzenia zwierzęcego czy wyrabianego przez siebie alkoholu – owoce i warzywa, nasiona, owady czy ślimaki. Za pierwsze wykroczenie pasażerom może grozić mandat w wysokości od 175 do 300 dol., za kolejne już 1000 dol. Przekonał się o tym pan Kazimierz, który jakiś czas temu za cztery jabłka w bagażu zapłacił karę w wysokości 175 dol. “Gdy już wysiadłem na lotnisku, celnik wziął mnie na bok i w rękawiczkach wyjął z walizki te nieszczęsne cztery jabłka i wyrzucił je do śmietnika – mówił w rozmowie z “Nowym Dziennikiem” pan Kazimierz. – Myślałem, że na tym się skończy, a on wypisał mi jeszcze mandat w wysokości 300 dolarów. Zdenerwowałem się, zacząłem mu tłumaczyć, że nie wiedziałem, że nie wolno przewozić owoców. Powiedziałem mu, że jestem emerytem, więc obniżył mi mandat do 175 dolarów. Tyle pieniędzy za cztery jabłka!” – żalił się pan Kazimierz.

Choć bardzo rzadko, to zdarzają się przypadki, kiedy podróżny za kłamstwo w deklaracji celnej jest zawracany z granicy. “W walizkach gości z Afryki szukaliśmy przede wszystkim mięsa dzikich zwierząt, owadów i owoców, a w europejskich – na przykład polskich – głównie kiełbas i innych wędlin” – mówi były pracownik lotniska JFK (imię i nazwisko do wiadomości redakcji). – Taki ‘przemyt’ zakazanych towarów zdarza się głównie przed świętami Bożego Narodzenia i naprawdę było mi bardzo przykro, gdy musiałem rekwirować jeszcze pachnącą polską kiełbasę, która zamiast na wigilijny stół trafiała do kosza. Tym bardziej że najczęściej wwoziły ją starsze osoby na przykład dla wnuków, ale niestety takie są przepisy” – podkreśla rozmówca “Nowego Dziennika”. Co jeszcze znalazł w polskich walizkach? “Kiedyś prawie całą wigilię, w tym sporą porcję ryby po grecku i gołąbki. Też musiałem zarekwirować” – przyznaje były pracownik lotniska.

O tym, jak wielu rodaków wciąż wypełnia walizki jedzeniem, chowając wędlinę na przykład do kozaków lub między porcelanowe filiżanki, można się przekonać przeglądając polonijne fora. Na jednym zadałam pytanie: czy próbowaliście przewieźć przez granicę jakieś produkty spożywcze? Oto wybrane odpowiedzi. “Moja babcia leciała ostatnio z Niemiec do Stanów i była pewna, że jej nic nie zrobią, bo jest obywatelką. Tymczasem tutaj na lotnisku prześwietlili jej walizki i wszystko zabrali – rybki, wędliny, grzybki…” – pisze Mila. “Ja parę lat temu przywiozłam kiełbasę. Dziwne to było, bo miałam chyba ze cztery walizki i kazał mi dwie położyć na taśmę do prześwietlenia. Zapytał, co wiozę, a kupiłam w Polsce porcelanę, i mówię mu, że to i to. Pomiędzy porcelaną miałam kiełbasę i nie wiem, czy nie zauważył, bo walizki przeszły bez problemu” – dzieli się swoją historią Renata. “Ja raz miałam owoce w walizce, mama mi włożyła nasze jabłka z ogrodu. Pies wyczuł, wzięli mnie na bok, przeszukali, wyrzucili, co znaleźli, i powiedzieli, że next time 250 dol. kary. Koleżanka wiozła kiełbasę, pies również wyczuł, kiełbasę wyrzucili, ale chyba koleżankę wpisali w komputer, bo od tamtej pory ZAWSZE jej walizki kontrolują, mimo że jest obywatelką” – informuje Luiza. Dagmara zaś pisze, że “kostkę mydła za pomarańczę wzięli i ‘przepięknie’ przeszukali walizkę”. Z kolei Kasia twierdzi: “Kiełbasę można, jeśli ktoś ma możliwość zamknięcia hermetycznego”, na co odpowiada Sylwia: “Nie można! Pytałam, bo chcę szynkę z Hiszpanii przywieźć, która tu jest strasznie droga, i nie wolno nawet hermetycznie. Trzeba specjalne zezwolenie”.

Zdarza się, że urzędnicy rekwirują produkty dozwolone, jak na przykład miody czy słodycze, dlatego warto wiedzieć, co wolno ze sobą zabierać. Szczegółowa lista znajduje się na stronie internetowej U.S. Customs and Border Protection. A są na niej między innymi: przyprawy, które nie zawierają produktów mięsnych, słodycze, sery (feta, Brie, Camembert, mozzarella), masła, margaryny, jogurty, suszone owoce, grzyby świeże i suszone, herbata, kawa, miód, chleb, bułki, ciastka, ciasta, krakersy i inne pieczone, przetworzone produkty. Także mleko i przetwory mleczne przeznaczone dla niemowląt i małych dzieci są dopuszczalne, ale w niewielkiej ilości.

WĘŻE, KULA ARMATNIA, CZASZKA…

Jakiś czas temu przygotowano zestawienie dziesięciu najdziwniejszych rzeczy, które odkryto podczas kontroli na lotniskach. W Stanach Zjednoczonych dominowały egzotyczne zwierzęta, na przykład węże, ukryte w różnych pojemnikach w bagażu, ale urzędnicy znaleźli też fragmenty ludzkiej czaszki oraz kulę armatnią. Pierwsze miejsce należy jednak do portu lotniczego w Wielkiej Brytanii. Pasażerowie lecący do Niemiec próbowali przewieźć nieżywego członka rodziny. 91-latek został umieszczony na wózku inwalidzkim, a na twarzy miał ciemne okulary. Aż trudno uwierzyć, że ktokolwiek z bliskich sądził, że ten plan przewiezienia zwłok się uda.

Także celnicy w Polsce widzieli już sporo. Na przykład podczas kontroli bagażu naszego rodaka wracającego ze Stanów Zjednoczonych urzędnicy na lotnisku Okęcie znaleźli siedem spreparowanych głów aligatora. To miały być upominki dla rodziny i znajomych. Mężczyzna miał też przy sobie skorupę żółwia oraz ząb aligatora. Warszawscy celnicy na Okęciu najczęściej ujawniają próby przemytu szkieletów koralowców rafotwórczych, butelki zawierające węże, wyroby z kości słoniowej. Często znajdują też w bagażach różnego rodzaju specyfiki chińskiej medycyny ludowej, zawierające w swoim składzie piżmo, sproszkowane kości lamparta, sproszkowane pławikoniki, albo wyciągi z woreczków żółciowych niedźwiedzi. Za takie “prezenty” grozi nie tylko kara grzywny, ale nawet więzienia. Jeśli chodzi o produkty spożywcze, to ograniczeniom i kontroli sanitarnej podlega żywność pochodzenia zwierzęcego, czyli produkty mięsne i mleczarskie. Takiej żywności w zasadzie nie można przywozić do Polski. Mięso i produkty mleczarskie muszą zostać poddane granicznej kontroli weterynaryjnej. Spoza UE przywieźć można (w ograniczonych ilościach i tylko do użytku własnego): mleko w proszku dla niemowląt w nienaruszonym opakowaniu w ilości do 2 kg, jedzenie dla dzieci, żywność wymaganą ze względów medycznych, produkty rybne (do 20 kg lub odpowiadających wadze jednej ryby), ślimaki i miód; produkty przeznaczone do karmienia zwierząt w nienaruszonym opakowaniu w ilości do 2 kg.

Jak informują rzecznicy prasowi polskiego urzędu celnego, produkty pochodzenia zwierzęcego (mięso, mleko i ich pochodne) niespełniające powyższych wymogów są konfiskowane i niszczone z chwilą przybycia na terytorium Unii Europejskiej. W razie braku zgłoszenia takich produktów podróżujący może zostać ukarany grzywną lub pociągnięty do odpowiedzialności karnej.

WIEZIEMY KASĘ DO POLSKI…

Nie tylko produkty żywnościowe, ale i przewóz pieniędzy podlega konkretnym regulacjom. Na przykład wjeżdżając do Polski, nie musimy zgłaszać celnikom, że mamy przy sobie środki płatnicze, jeżeli ich wartość nie przekracza równowartości 10 tys. euro. Nieważne, czy są to euro, dolary, złotówki, franki czy jeny. Istotna jest mieszcząca się w limicie suma ich wartości. Osoby, które mają przy sobie 10 tys. euro i więcej nie muszą obawiać się, że nie będą mogły przewozić tej większej sumy. W takim przypadku wystarczy zgłosić w formie pisemnej posiadanie środków płatniczych organowi celnemu lub organowi Straży Granicznej na przejściu granicznym. Gdy pasażer tego nie zrobi, podlega odpowiedzialności za wykroczenie skarbowe, co sporo kosztuje. Kara grzywny wynosi od 138,60 zł do 27 720 zł. Możliwe jest też nałożenie mandatu w maksymalnej wysokości 2772 zł. W przypadku niedopełnienia obowiązków zgłoszenia nie można orzec przepadku środków pieniężnych na rzecz Skarbu Państwa. W celu ustalenia wartości w euro przywożonych środków płatniczych należy stosować kursy średnie euro oraz innych walut ogłoszone przez Narodowy Bank Polski w dniu poprzedzającym dokonanie wprowadzenia. Na przykład podróżny ze Stanów Zjednoczonych powinien najpierw przeliczyć posiadane dolary na złotówki. Dopiero potem otrzymaną kwotę wyrażoną w złotówkach przeliczy na euro, stosując kursy średnie walut ogłoszone przez NBP w dniu poprzedzającym przywóz.

MAKSYMALNIE 9999 DOL.

Wjeżdżając lub wyjeżdżając z USA można mieć przy sobie dowolną gotówkę. Kwotę 10 tys. dol. lub więcej trzeba zgłosić. Amerykańskie przepisy prawne wymagają wypełnienia formularza FinCEn 105 (Currency and Other Monetary Instruments Report) i złożenia go w Urzędzie Celnym i Straży Granicznej. W przeciwnym wypadku pasażerom może grozić nie tylko mandat, ale przede wszystkim konfiskata pieniędzy. Ich odzyskanie zajmuje zazwyczaj kilka miesięcy. Warto dodać, że nie otrzymuje się z powrotem pełnej zarekwirowanej sumy, a tylko ok. 90 procent. “W ubiegłym roku fiskalnym nasze służby zarekwirowały w sumie nieco ponad 81 milionów dolarów. Tylko na lotnisku JFK co tydzień przejmowanych jest średnio 70 tys. dolarów” – informuje Anthony Bucci z działu prasowego Customs and Border Protection. Często zdarza się, że osoby razem podróżujące mają przy sobie mniej niż 10 tys. dolarów, ale zapominają, że ich pieniądze zostaną zsumowane i może się okazać, że łącznie mają kwotę wymaganą do zgłoszenia. “Jeśli do USA przylatuje na przykład mąż z żoną lub ojciec z córką, to tylko jedna osoba wypełnia podstawową (niebieską) deklarację celną, rozdawaną zazwyczaj w samolotach. W niej zresztą jest podkreślone, że wymagana jest tylko jedna pisemna deklaracja na rodzinę. Termin “rodzina” oznacza członków rodziny mieszkających we wspólnym gospodarstwie domowym, połączonych więzami krwi, więzami małżeńskimi, pozostających w związku partnerskim lub adoptowanych” – tłumaczy rzecznik prasowy Customs and Border Protection.

Na początku listopada br. służby zatrzymały mężczyznę i kobietę, którzy twierdzili, że podróżują osobno i mają przy sobie jedynie po 8 tys. dolarów, a więc kwotę, która nie musi zostać zgłoszona. Po sprawdzeniu okazało się, że są spokrewnieni, a konkretnie jest to ojciec i córka, a więc deklarowana przez nich kwota powinna wynieść nie po 8 tys. dolarów, a 16 tys. dol. Zdarza się też, że podróżni próbują ukryć pieniądze w walizkach, na przykład w paczkach po papierosach. Jak przyznał w rozmowie z “Nowym Dziennikiem” były pracownik JFK, wielu pasażerów tłumaczy się brakiem znajomości przepisów i prosi, by “tym razem” przymknąć oko. “To nie jest tak, że urzędnikom zależy na karaniu pasażerów lub że zabieramy do domów zarekwirowane produkty spożywcze. Wszystkie trafiają albo do kosza, albo do laboratorium. Natomiast przepisy są przepisami, my też mamy swoich przełożonych i też podlegamy ocenie. Co bym radził? Nie ryzykować. To, że udało się sąsiadowi czy sąsiadce, a nawet nam trzy razy, nie oznacza, że za każdym razem będzie podobnie. Złapanie oznacza wpisanie do systemu i później za każdym razem nasz bagaż będzie dokładnie kontrolowany” – przestrzega były pracownik JFK.

Autor: Anna Arciszewska