35-lecie Lady Pank – By życie bajką było, wystarczy tylko chcieć

59

Rozmowa z Janem Borysewiczem, założycielem, wokalistą i liderem zespołu Lady Pank, obchodzącego w tym roku 35-lecie działalności. W związku z tym niebawem legenda polskiej sceny rockowej pojawi się na jubileuszowej trasie koncertowej po Stanach Zjednoczonych.

Zespół Lady Pank świętuje w tym roku 35-lecie swojego istnienia. Jubileusze mają to do siebie, że przy ich okazji chętnie wracamy pamięcią, by przypomnieć sobie to, co stanowi już pewnego rodzaju historię. Czy mógłbyś wyjaśnić, jak to było z Lady Pank na początku lat 80.? Pytam o to, ponieważ wiem, że w tym czasie w radiu grane były wasze przeboje, a zespół formalnie jeszcze nie istniał.
Współpracowałem przez kilka lat z Budką Suflera i w końcu zacząłem marzyć o swojej kapeli. Nagrałem wtedy z nimi swoją pierwszą kompozycję pt. „Nie wierz nigdy kobiecie” i to był taki znak, że powinienem zrobić odważniejszy krok i stworzyć coś własnego. Po pewnym czasie odszedłem od Budki Suflera i rozpocząłem wraz z Andrzejem Mogielnickim intensywną pracę. On pisał teksty, a ja komponowałem muzykę i w ten sposób zaczęliśmy tworzyć piosenki, szukając jednocześnie muzyków do nowego zespołu. I rzeczywiście było tak, jak mówisz – w radiu pojawił się utwór pt. „Mała Lady Punk”, a my jeszcze nie mieliśmy pełnego składu grupy ani żadnej nazwy. Ja zaśpiewałem tę piosenkę, mimo że docelowo nie miałem być wokalistą, ponieważ nie chciałem brać na siebie takiej odpowiedzialności, by być głównym gitarzystą i jednocześnie śpiewać. I tak się złożyło, że bez udziału w jakimkolwiek festiwalu muzycznym czy przeglądzie rockowym piosenka ta szybko znalazła się na wszystkich możliwych wówczas listach przebojów. Później to już wszystko potoczyło się bardzo szybko. Dołączył do nas Janusz Panasewicz i nagraliśmy z nim kilka utworów, które natychmiast stały się przebojami, a zespół zaczął przygotowania do wydania dużej płyty. Nazwę natomiast zaczerpnęliśmy z tytułu wspomnianego wcześniej przeboju „Mała Lady Punk”, nieco go modyfikując.

Nagraliście wtedy m.in. takie piosenki, jak: „Mniej niż zero”, „Kryzysowa narzeczona”, „Zamki na piasku”, „Wciąż bardziej obcy” czy też „Fabryka małp”, czyli przeboje, które stały się waszym żelaznym repertuarem koncertowym i gracie je do dziś.
Nie da się bez tych utworów wystąpić na żadnym koncercie, tzn. my moglibyśmy jeszcze zagrać inne piosenki, ale nie wyobrażam siebie, żeby fani byli z tego powodu zadowoleni. Tych przebojów granych praktycznie na każdym koncercie jest o wiele więcej. Pamiętam, że w tym roku, 17 kwietnia, w warszawskim klubie Stodoła zagraliśmy na moje urodziny koncert trwający 2 godziny i 50 minut i nawet wtedy nie zagraliśmy wszystkich hitów, na które czekała publiczność. Ja marzę, a nawet planuję już zagranie takiego koncertu z piosenkami, których w ogóle nie gramy podczas tego typu występów. Jest ich również bardzo dużo, i wiem, że również jest zainteresowanie takim występem ze strony największych fanów. Myślę, że na pewno w przyszłości zrobimy małą trasę koncertową z takim repertuarem. Nie zorganizujemy jej ani w tym, ani w przyszłym roku, ale na pewno do niej dojdzie. To na pewno będzie fajna ciekawostka i doświadczenie.

Zagraliście już tych koncertów pewnie kilka tysięcy, również w Stanach Zjednoczonych występowaliście wiele razy. Nawet podejrzewam, że trudno byłoby to zliczyć, mam jednak nadzieję, że pamiętasz wasz pierwszy przyjazd do Stanów Zjednoczonych. Czy jesteś w stanie opowiedzieć coś na jego temat?
Pierwszy koncert, jaki zagraliśmy w Stanach, miał miejsce w 1985 roku w Los Angeles i nie był to występ dla Polonii, tylko dla dyrektorów firm fonograficznych oraz ludzi z branży muzycznej. Pojechaliśmy wtedy na promocję amerykańskiej edycji naszej debiutanckiej płyty wydanej w Stanach jako „Drop Everything”. Pamiętam, że towarzyszył nam wtedy także Wojciech Mann. Dla nas to było bardzo duże wyzwanie i przeżycie. Nawet zabroniono nam wtedy jakiegokolwiek kontaktu promotorami i osobami organizującymi koncerty dla Polonii. A później dla naszych rodaków występowaliśmy tak wiele razy, że faktycznie, mimo że mam dobrą pamięć, nie jestem w stanie policzyć tych wszystkich koncertów.

Ten wasz pierwszy, branżowy występ w Stanach Zjednoczonych, a na pewno dwie piosenki zaśpiewane po angielsku i krótki wywiad, można od pewnego czasu odnaleźć i zobaczyć w internecie.
Wydaje mi się, że nie jest to możliwe. Ja nigdy nie natrafiłem na coś takiego i nikt mi też nie pokazywał żadnego nagrania z tego występu. Nie myślę także, żeby ten występ był jakimś arcydziełem, ponieważ to były nasze początki, a poza tym wtedy w Stanach wszyscy mieliśmy dużą tremę. Nawet nie chciałbym tego oglądać z tego powodu, że – z małymi wyjątkami – nie lubię wracać do rzeczy, które kiedyś zostały zagrane. Chętnie spoglądam za to na koncert z Opery Leśnej w Sopocie z 1984 roku, który był wtedy transmitowany przez TVP. Jednak niewiele jest takich koncertów z tego okresu, które chętnie bym obejrzał czy posłuchał. Ma to także związek z tym, że zespół Lady Pank miał w przeszłości kilka zmian personalnych. Jednak ten skład, z którym występujemy od ponad 20 lat – z Kubą Jabłońskim i Krzysztofem Kieliszkiewiczem – jest w świetniej formie, czego dowodem są nasze koncerty. Poza tym pilnujemy, żeby zespół co kilka lat nagrał jakąś fajną płytę i poszerzał ofertę koncertową o nowe przeboje, a nie jedynie odcinał kupony od swojej przeszłości i popularności. Dzięki temu słucha nas już trzecie pokolenie, co jest dla nas poważnym wyróżnieniem, bo chyba nie ma nic piękniejszego, niż pozyskiwanie nowych fanów, mimo upływu lat na scenie.

Od czasu waszego ostatniego koncertu w Nowym Jorku, który zagraliście w lutym 2014 roku w Polskim Domu Narodowym „Warsaw” na Greenpoincie, wydaliście dwie płyty: „Akustycznie” oraz „Miłość i władza”. Czego zatem możemy się spodziewać w ramach tej najnowszej, jubileuszowej trasy koncertowej po Stanach Zjednoczonych?
To będzie taka podróż po naszych największych hitach z domieszką kilku nowych piosenek z ostatniej płyty. Ja prowadzę cały koncert i nigdy nie ustalam stałej kolejności piosenek, które wykonujemy, tylko dobieram piosenki w zależności od sytuacji na sali oraz reakcji fanów. Obserwuję uważnie publiczność i doskonale wiem, kiedy zagrać coś wolniejszego, a kiedy jakiś dynamiczny przebój. Mamy tak bogaty repertuar, że możemy dowolnie żonglować piosenkami, by zadowolić tych, którzy przyszli na nasz koncert. Generalnie będzie to spora dawka wszystkich hitów, które publiczność doskonale zna i w dodatku będzie mogła z nami wspólne pośpiewać.

A czy w związku jubileuszem szykujecie jakieś dodatkowe smaczki na tę trasę koncertową? Pytam o to, ponieważ np. ostatnim razem w „Warsaw” zagrał z wami były basista Paweł Mścisławski, mieszkający od dawna w Nowym Jorku.
Na razie nie planujemy takich niespodzianek. Nie miałem ostatnio żadnego kontaktu z Pawłem, ponieważ wszyscy jesteśmy bardzo zajęci i mamy sporo pracy. W ciągu ostatniego półtora roku nagrałem pięć płyt, więc cały czas jestem albo w studiu, albo na koncertach. Tak więc nawet nie miałem czasu, żeby ustalać z Pawłem coś takiego, jak było poprzednio.

W takim razie zdradź nam nieco więcej szczegółów na temat tych ostatnich płyt, przy których pracowałeś, oraz plany na najbliższą przyszłość.
Jestem takim niespokojnym duchem, który pędzi do przodu i poszukuje różnych rzeczy w muzyce. Stąd też moje różne projekty, które tworzę, lub w których gościnnie uczestniczę. Są one odskocznią od tego, co robię z Lady Pank, i dzięki temu jeszcze bardziej spełniam się jako muzyk, kompozytor i instrumentalista. Jeżeli chodzi o szczegóły, to 23 września pojawi się moja solowa płyta „Kawa i dym”, nagrana pod szyldem Jan Bo z różnymi gośćmi, m.in. z Piotrem Roguckim, Piotrem Cugowskim, Joanną „Rudą” Czarnecką z Red Lips, Igorem Herbutem z zespołu Lemon oraz z Damianem Ukeje. Znajdzie się na niej 15 utworów, z czego 10 śpiewam sam, a pozostałe wykonują goście. Skomponowałem także piosenki na album Izy Trojanowskiej, który będzie takim jej powrotem do tego, co robiła na początku swojej kariery na płytach „Iza” i „Układy”. Wtedy też brałem udział przy ich nagrywaniu, co prawda nie jako kompozytor, ale jako gitarzysta. W roku ubiegłym wydałem także album „Borysewicz & Brzozowski” nagrany z Rafałem Brzozowskim. Poza tym właśnie skończyliśmy wybieranie piosenek na drugą płytę „Borysewicz & Kukiz” i jeszcze przed wyjazdem do Stanów Zjednoczonych wchodzimy do studia, by je nagrać. Chcemy, by cały album był bardzo dokładnie dopracowany oraz by jego premiera miała miejsce w styczniu. Znajdzie się na nim 12 moich kompozycji ze świetnymi tekstami Pawła. W przyszłym roku chciałbym także z Kukizem ponownie pojawić się na koncertach w Stanach. Pracuję również nad kolejną płytą „Borysewicz & Alibaba”, czyli albumem z raperami. Dwa lata temu pojawiło się pierwsze tego typu wydawnictwo pt. „Bal maturalny” i było bardzo dobrze przyjęte, zdobyło nawet potrójną platynę. Do tego wszystkiego w ciągu ostatniego półtora roku nagraliśmy dwie wspomniane wcześniej płyty Lady Pank. Tak więc widać, że cały czas coś się dzieje.

Lady Pank w ciągu swojej 35-letniej działalności prócz swojego typowo rockowego grania zaskakiwało także swoich fanów różnymi brzmieniami, np.: akustycznymi, symfonicznymi, świątecznymi, a nawet transowymi. Czy jako zespół myślicie jeszcze o jakiś eksperymentach muzycznych, jak to np. miało miejsce na płycie „W transie”?
Żeby coś takiego zrobić, to musiałby być naprawdę jakiś ciekawy eksperyment, ale na razie nic mi takiego do głowy nie przychodzi. Lady Pank ma swoje brzmienie, moja gitara jest bardzo charakterystyczna, wokal Janusza Panasewicza również, więc jesteśmy rozpoznawalni już po pierwszych dźwiękach, tak więc trudno od tego uciec. Wtedy, gdy powstawała wspomniana przez ciebie płyta „W transie”, miałem ochotę sprawdzić, jak nasze przeboje zabrzmią w takim klimacie. Był to czas, gdy faktycznie ta muzyka była czymś zupełnie nowym i bardzo nowoczesnym. Nasz eksperyment z transem był jednorazowym projektem, co od początku podkreślałem w wywiadach. Natomiast teraz coraz częściej otrzymujemy propozycje, zarówno od artystów, jak i firm płytowych, by nasze przeboje zaśpiewali inni wykonawcy. W związku z tym myślę, że w ciągu najbliższych dwóch lat może pojawić się coś w stylu „Tribute to Lady Pank”. Natomiast my jako zespół teraz przede wszystkim myślimy o jubileuszowej trasie koncertowej oraz o promocji płyty „Miłość i władza”.

Pracując na tak dużej płaszczyźnie muzycznej i komponując nie tylko dla Lady Pank, ale także dla siebie oraz dla wielu innych artystów, na pewno musisz mieć jakiś klucz w segregowaniu tworzonych przez ciebie utworów i dopasowywaniu ich do danego artysty. W jaki sposób to robisz?
Doskonale znam wokal Janusza Panasewicza i doskonale wiem, jakie numery pasują do niego, więc przy komponowaniu już wiem, czy dany utwór nadaje się do repertuaru Lady Pank, czy też nie. W moim sercu tkwi także taka hendriksowska muzyka, więc jeżeli wyczuwam, że dany utwór jest mocno gitarowy, to zostawiam go dla siebie lub swoich solowych projektów. Czasami bywa również tak jak w przypadku Izy Trojanowskiej, której głos słyszałem już w swojej wyobraźni komponując utwory, które trafiły później na jej nową płytę. Myślę, że jestem już na tyle dojrzałym kompozytorem, że potrafię to rozróżnić i stwierdzić, co do kogo bardziej pasuje.

Na zakończenie rozmowy powrócę do twoich początków. Będąc jeszcze w Budce Suflera skomponowałeś i zaśpiewałeś piosenkę „Bez satysfakcji”, w której twierdziłeś m.in., że chcesz „być wielką gwiazdą rocka, sławną jak Rolling Stones” oraz że chcesz „przez życie przejść wyłącznie na scenie”. Później, gdy byłeś już w Lady Pank, Janusz Panasewicz śpiewał w „Zamkach na piasku”, że „jesteś idolem i wielbi cię tłum”, a w „prasie widzisz codziennie swoją twarz”. Czy teraz, po ponad 30 latach działalności, czujesz się artystą spełnionym, który może powiedzieć, że zrealizowały się jego marzenia zawarte w słowach tej pierwszej, wspomnianej przeze mnie piosenki?
Myślę, że tak, przynajmniej czuję się pewny w tym, co robię, i to jest dla mnie najważniejsze. Minęło wiele lat, zanim nabrałem tej pewności. Jednak wydaje mi się, że nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa i czuję, że mam w sobie jeszcze taką moc, która pozwoli mi stworzyć coś naprawdę wyjątkowego. Mocno w to wierzę – tak jak w tej piosence – „by życie bajką było wystarczy tylko chcieć”.

ROZMAWIAŁ: WOJTEK MAŚLANKA

**********************************************

Koncerty Lady Pank:
– Nowy Jork – 9 września, godz. 8:30 wiecz.
  Melrose Ballroom
36-08 33 Street
Astoria, NY 11106
Support: Dzieci PRL-u i Mr. Pollack
– New Britain – 10 września, godz. 8 wieczorem
Sokolnia – Falcon’s Club
201 Washington St,
New Britain, CT 06051
Support: The Falcons i Mr. Pollack
– Bilety: www.gramx.com