A ty, za co dziękujesz?

5

“Rozdałam karteczki i poprosiłam, by napisać, za co jesteśmy wdzięczni. Pierwszą reakcją było zdziwienie, ale w końcu zaczęły pojawiać się: zdrowie, rodzina, dzieci, dach nad głową... Takie ćwiczenie trwa tylko chwilę, a ma nieocenione znaczenie dla naszego samopoczucia” – uważa terapeutka Katarzyna Fiorita, która z okazji Dnia Dziękczynienia, poprowadziła warsztaty w klubie seniora na Greenpoincie. Czy Polacy – wbrew narodowej skłonności do narzekania – doceniają to, co mają?

To pytanie zadałam na Greenpoincie. “Niech pomyślę – zaczęła zastanawiać się pani Justyna – w tym roku oprócz oczywiście tego, że mam wspaniałego męża i zdrowe dzieciaki, które chodzą do dobrych szkół, to szczególnie jestem wdzięczna za teściową. Gdyby nie ona, to nie mogłabym pracować, spotykać się ze znajomymi i robić wielu innych rzeczy. Także podziękowania ślę tym razem przede wszystkim w stronę mamy mojego męża”. Pan Jurek, który zamawiał indyka w jednym z polonijnych sklepów, najpierw się uśmiechnął, a później stwierdził, że najbardziej jest wdzięczny za pozornie błahe sprawy. “Można powiedzieć, że mam spokój, to znaczy mieszkam z normalnymi współlokatorami, ostatnio kupiliśmy na spółkę telewizor. Mam pracę, nie jakąś bardzo ciekawą, ale stabilną. Co jeszcze? Uczę się, jak pokonać nieśmiałość, by w końcu poznać dziewczynę. Takie niby zwykłe rzeczy” – podkreśla pan Jurek. Kilku Polaków imigrantów mówiło też o wdzięczności dla Ameryki, jako kraju, gdzie mogli na przykład na nowo się odnaleźć, poznać swoją drugą połówkę, a nawet znaleźć sens życia. “Fajne to pytanie pani zadała – przyznaje pani Halina, która wyemigrowała do Nowego Jorku z Tyczyna na Podkarpaciu prawie 30 lat temu. – Dokładnie 1 grudnia 1986 roku. W Polsce miałam męża, który pił i bił, zabierał nawet ostatni grosz, który udało mi się zarobić na wychowanie dzieci. Nie mając innego wyboru, wyjechałam. Tak wszystko Bóg poukładał, że znalazłam dobrą pracę 'na opiece'. Byłam sponsorowana, dostałam dokumenty i w końcu ściągnęłam dzieci, bez tego wariata oczywiście. Ameryka dała mi poczucie własnej wartości, niezależność, spokojną przyszłość i za to jestem wdzięczna. Ale zadam to samo pytanie dzieciom w czwartek, jestem ciekawa, co odpowiedzą” – zapowiada pani Halina.

CZY WAŻNE? BARDZO WAŻNE!

Nasza rozmówczyni tradycyjne amerykańskie święto obchodzi od czasu, gdy do Stanów Zjednoczonych przeprowadziły się jej dzieci. “Były wtedy nastolatkami i tutaj uczęszczały do szkoły średniej. Dla ich nowych przyjaciół, bez względu na wyznanie czy pochodzenie, Thanksgiving był bardzo ważnym dniem, więc i stał się dla nas. Nauczyłam się piec indyka, robić ciasto dyniowe i jakieś tam dodatki, i tak się przyjęło – nawet gdy dzieci założyły swoje rodziny – że ten czas spędzamy u mnie w domu” – opowiada pani Halina. Na polonijnym stole w dniu najbardziej amerykańskiego święta nie ma polskich potraw, w przeciwieństwie do na przykład Bożego Narodzenia. “Wtedy gotujemy głównie podkarpackie potrawy, ale teraz wyłącznie amerykańskie”.

To podobnie jak w domu Justyny Grzywacz-Cifuntes, która do Stanów Zjednoczonych przeprowadziła się kilkanaście lat temu. “Tutaj urodziły się moje dzieci, a rodzina mojego męża pochodzi z Kolumbii. Podobnie jak dla milionów Amerykanów, tak i dla nas jest to uniwersalne święto. Syn i córka uczą się o nim w szkole. Na zajęciach plastycznych przygotowują obrazki, na których są kolorowe indyki. Nawet zadania z matematyki są teraz związane z Dniem Dziękczynienia, bo maluchy uczą się dodawania na przykładzie zakupów świątecznych” – mówi Justyna. W tym roku uroczysty obiad zjedzą wspólnie z teściową i siostrą męża, a także koleżanką z pracy i jej córką. “To z nią wiele lat temu po raz pierwszy obchodziłam listopadowe święto. Była moją szefową i oprócz mnie zaprosiła też innych pracowników imigrantów, którzy nie mieli tu rodzin. Rok później także wszystkich nas zaprosiła, a w końcu sama postanowiłam zorganizować świąteczne przyjęcie. W książkach Marthy Stewart poszukałam przepisów, jak przygotować indyka i inne dodatki. Największy problem – i to do teraz – mam z farszem, a podobno jest najprostszy w przygotowaniu… Ale w tym przypadku także słucham się pani Stewart, która żartuje, by nic w kuraka nie wpychać, i farsz gotuję osobno. Nie stawiam na stole żadnych polskich potraw. Przyjęłam zasadę, że jak Thanksgiving, to indyk i słodkie ziemniaki, a śledzik i karp na Boże Narodzenie” – podkreśla Justyna Grzywacz-Cifuntes.

PO PROSTU DZIĘKUJĘ

Nie ma statystyk mówiących o tym, ilu Polaków włącza się we wspólne ucztowanie i razem z Amerykanami dziękuje za wszystko dobre, co spotkało ich w mijającym roku. Przeglądając polonijne fora, gdzie dyskutuje się na przykład o świątecznych przepisach, można przypuszczać, że sporo. Część listopadowe święto obchodzi po swojemu – niekoniecznie według amerykańskich standardów. “W Stanach Zjednoczonych mieszkam od 10 lat i przyznam, że moje Święto Dziękczynienia nie jest typowo amerykańskie, bo na przykład na stole zamiast nafaszerowanego indyka jest wegański, ale za to bardzo spodobała mi się idea tego święta, by okazywać wdzięczność – mówi Marta Kustek, twórczyni i redaktorka naczelna popularnego polonijnego portalu edukacyjnego dobrapolskaszkola.com. – Którymś razem wpadłam na pomysł, byśmy ze znajomymi jeszcze przed uroczystą kolacją powiedzieli za co właśnie jesteśmy wdzięczni i nie chodziło o mijający rok, ale co dobrego ten kraj wprowadził w nasze życie, czego wcześniej nie mieliśmy. To było bardzo fajne doświadczenie, bo każdy zaczął się otwierać i opowiadać swoją amerykańską historię, na przykład, że Ameryka pozwoliła rozwinąć skrzydła lub poznać drugą połówkę” – dodaje Marta Kustek, która od kilku miesięcy jest też dyrektorką programową w Pete McGuinness Senior Center na Greenpoincie. Goście centrum, w tym polonijni seniorzy, jakiś czas temu uczestniczyli w warsztatach z wdzięczności. Zadanie było z pozoru banalne: napisać trzy rzeczy, za jakie jest się wdzięcznym – inspiracją był oczywiście Dzień Dziękczynienia. “To tylko jeden dzień w roku, ale myślę, że powinniśmy takie święto obchodzić minimum raz w tygodniu, bo uświadamianie sobie, ile mamy powodów do tego, by być wdzięcznym, bardzo pozytywnie nastraja. Podczas tych warsztatów z ogromną przyjemnością obserwowałam twarze naszych seniorów, którzy myśląc o tych wszystkich fajnych rzeczach czy sytuacjach, jakie są w ich życiu, coraz szerzej się uśmiechali. Tak sobie też myślę, że w naszym polskim życiu, nawet na emigracji – biorąc pod uwagę nasze wrodzone skłonności do narzekania – ćwiczenia z wdzięczności powinny być obowiązkowe” – zachęca Marta Kustek.

POLAK = MARUDA

Wtóruje jej terapeutka Katarzyna Fiorita, bo choć nie ma oficjalnych badań mówiących o tym, ile razy w ciągu dnia narzeka typowy Polak, tajemnicą nie jest, że przez wielu jesteśmy kojarzeni jako naród raczej marudzący. “Podczas zajęć z naszymi seniorami podkreślałam, że za dużo czasu spędzamy rozpamiętując negatywne spraw, skupiamy się na negatywnych emocjach. Tymczasem warto być świadomym tego, że w naszym życiu dzieje się dużo dobrego. Gdy nasi seniorzy w końcu się otworzyli, to przyznali, że są wdzięczni za rodziny, za to, że ktoś się nimi opiekuje, za centrum seniora w którym mogą zjeść smaczny obiad…” – wylicza Katarzyna Fiorita. Terapeutka Dzień Dziękczynienia spędza ze swoją rodziną u rodziców męża, Amerykanów. Dla nich to najważniejsze święto w roku. Dla niej też ważne, choć pewnie nie aż tak, jak na przykład Boże Narodzenie. “Listopadowa kolacja jednoczy praktycznie wszystkich, bez względu na wyznanie, pochodzenie czy rasę. Tak jak podczas Wigilii, tak i teraz milkną spory i zasiada się do wspólnego ucztowania. Celebruje się dobre rzeczy wokół siebie i to jest bardzo miły czas” – uważa Katarzyna Fiorita. Pamięta też swoje pierwsze typowo amerykańskie święto. “To było kilkanaście lat temu, pracowałam jako opiekunka do dzieci i byłam bardzo ciekawa, jak wygląda ten zwyczaj. Tym bardziej że wcześniej widziałam go w serialach – nałogowo oglądałam “Cudowne lata” – albo w filmach. W końcu miałam okazję sama przeżyć to święto. Natomiast nie obyło się bez “polskiego akcentu”, to znaczy zadzwonił do mnie kolega Polak, i powiedział: dzwonię do ciebie, by złożyć ci życzenia ze względu na Święto Dziękczynienia. Moja pierwsza myśl w głowie – co jest z nim nie tak, przecież jest to amerykańskie, a nie polskie święto. Po co składa mi życzenia? Po prostu byłam wtedy zbyt krótko w Stanach, by poczuć się częścią tego wydarzenia. Teraz jest zupełnie inaczej” – przyznaje terapeutka.

Może właśnie dlatego Krzysztof z New Jersey docenia to święto tylko z dwóch powodów: nie musi iść do pracy i może bez kolejek umyć samochód. “Jestem w Stanach Zjednoczonych niecałe dwa lata. To będzie moje drugie Święto Dziękczynienia i, szczerze, w ogóle nie planuje nic przygotowywać. Nie czuję tego klimatu, podobnie zresztą jak żona. Może w przyszłości, gdy nasze dzieci zaczną chodzić do szkoły, to się zmieni, ze względu na nie będziemy piec indyka. Teraz cieszymy się, że mamy „ekstraniedzielę” w środku tygodnia. W ub. roku cieszyłem się też i dlatego, że nie było kolejek w myjni” – mówi Krzysztof. n

***

Rodzinny obiad z okazji Święta Dziękczynienia jest tradycją podobną do polskiej Wigilii, wywodzącą się jeszcze z XVII wieku. W 1620 roku pielgrzymi z Europy przybyli do współczesnych okolic Plymouth w stanie Massachusetts, najtrudniejszy był dla nich pierwszy rok pobytu na nowej ziemi. Wiele osób umarło z głodu lub zapadło na nieznane wówczas choroby. Wtedy z pomocą przyszli Indianie. Nauczyli ich uprawiać rośliny, których Europejczycy wcześniej nie znali, np. kukurydzę czy ziemniaki. Dzięki temu udało im się przetrwać ten trudny okres i w 1621 roku urządzono wielkie Święto Dziękczynienia. Był to jedyny raz, kiedy imigranci i Indianie świętowali razem. Europejczycy rozpoczęli wkrótce ekspansję terytorialną Ameryki i weszli w konflikt z rdzenną ludnością. Plemię Indian Wampanoag, które zaopiekowało się pierwszymi pielgrzymami, zostało niemal całkowicie wymordowane. Od 1970 roku osoby, które chcą upamiętniać zmagania ówczesnych Indian, spotykają się w Święto Dziękczynienia na szczycie Cole's Hill (nieopodal Plymouth), by wspólnie protestować. Jest to dla nich narodowy dzień żałoby. Podobnie dzieje się w kilku innych miejscach w USA.

*** 

Chcesz być szczęśliwy? Praktykuj wdzięczność

Psycholodzy i psychiatrzy od lat badają, dlaczego wdzięczność wpływa pozytywnie na nasze samopoczucie, a w konsekwencji także na zdrowie. Ciekawe wnioski przedstawia dr Robert Emmons, wykładowca Uniwersytetu Kalifornijskiego, który całe życie zawodowe poświęcił właśnie wdzięczności:

– bycie wdzięcznym zwiększa nasze poczucie szczęścia co najmniej o 25 proc.

– wpływa na lepszy sen

– zwiększa życiową energię

– obniża stres

– bycie wdzięcznym, zwłaszcza w trudnych sytuacjach, pozwala dużo lepiej poradzić sobie z nimi, obniżając tym samym szanse na depresję w wyniku ciężkich doświadczeń

– regularne praktykowanie wdzięczności buduje psychologiczny system ochronny

– poprzez redukcję stresu, dobre samopoczucie, wzmacnia się system odpornościowy

– człowiek lepiej odczuwa radość życia, tym samym jest bardziej empatyczny, buduje zdrowe relacje z ludźmi, co jest dużo ważniejsze niż aspekty materialne.

Psycholog podpowiada też, jak można praktykować wdzięczność – najprostszym sposobem jest prowadzenie dziennika i wpisywanie w nim co najmniej dziesięciu  rzeczy, za które jest się wdzięcznym.

Autor: Anna Arciszewska