Afrykańskie przygody ze Stasiem i Nel

412

W Sanktuarium Matki Boskiej Częstochowskiej w Doylestown, PA, w sobotę, 29 czerwca po raz 47. rozpoczęła się wakacyjna przygoda na zuchowej kolonii dla dzieci w wieku od 7 do 11 lat, ze stanów Nowy Jork, New Jersey, Pensylwania i Maryland. Tematem tegorocznej kolonii oraz sprawnością, którą zuchy zdobywały, byli "Staś i Nel".


Oznaczało to, że Amerykańska Częstochowa na okres dwóch tygodni zamieniła się w afrykańską pustynię i nabrzeża Nilu, a koloniści przeżywali przygody bohaterów z powieści Henryka Sienkiewicza „W pustyni i w puszczy”. Tematy kolonii powtarzają się co kilka lub kilkanaście lat. Poprzednim razem Staś i Nel gościli w tym miejscu w lipcu 2004 roku. Dzieci będące wtedy zuchami, tym razem – już jako młodzież harcerska – powróciły, aby pełnić obowiązki opiekuńcze.
Przykładem takiego powrotu są na przykład oboźna, druhna Ola Krużel i oboźny, druh Krzysiu Żuk. Przeżywali te przygody po raz drugi, tylko tym razem z innej perspektywy. Wykorzystując dziecięce doświadczenia, mogli lepiej zrozumieć swoich podopiecznych, a znajomość tematu pozwoliła im na lepsze prowadzenie ciekawych gier oraz wspólną, doskonałą zabawę.

Wiele instruktorek i instruktorów swoje wtajemniczenie również rozpoczynało na częstochowskich koloniach u ojców paulinów. Komendantka kolonii pwd. Marta Biesaga, referentka zuchów phm. Zosia Świątek, pwd. Ela Świątkowska – specjalistka od prac artystycznych i instruktor Buc Syski – majsterklepka, byli uczestnikami tej samej kolonijnej przygody w roku 1992. Takich przykładów wśród młodzieży harcerskiej i kadry instruktorskiej jest o wiele więcej. Ma to ogromne znaczenie w harcerskiej rodzinie, która z pokolenia na pokolenie przekazuje tradycyjne polskie wartości i nieprzerwanie kształci dzieci i młodzież.
Dni na kolonii przebiegały według ułożonego wcześniej programu i tylko czasami ulewne deszcze zmuszały do drobnych zmian. Wśród zajęć regularnie powtarzających się były zbiórki sprawnościowe, na których odgrywane były sceny z przygód Stasia i Nel. Z pewnością bardzo widowiskową sceną, w której wszyscy brali udział, był bazar arabski, na którym można było spotkać szejka z czterema żonami oraz skosztować chałwy, bakławy, ciasteczek z orzechami i migdałami oraz suszonych owoców.

Ulubione przez wszystkich były zajęcia na basenie, przeprowadzane pod fachowym okiem trzech ratowników. Wielką radość sprawiała dzieciom nauka nowych piosenek takich, jak „Jambo”, „Allunde Allunde”, „Whim Awe”, afrykańskich tańców i pląsów „Pawiany” i „Podaj banany” oraz nowych okrzyków, np. „Tina Singu” czy „Yancig, Yancig”. Każdego dnia po kolacji dzieci bawiły się w wesołe gry i zabawy podczas kominka. Najczęściej odbywało się to w miejscu, gdzie stoi – zbudowany przez instruktorów druha Łukasza i Stefana, z pomocą młodych drużynowych – naturalnych rozmiarów słoń King oraz afrykańska chatka przypominająca skalną kryjówkę, a wykonana przez druha Buca.
Atrakcją pierwszego tygodnia kolonii był bieg na przeżycie w trudnych warunkach afrykańskich, po którym zuchy zostały oficjalnie przyjęte na kolonię i otrzymały pustynne kaski, a potem „Bal pod Wielkim Baobabem”, na który licznie przybyły zwierzątka z dżungli. Była papuga i goryl, mnóstwo pasiastych tygrysów i zebr, pocętkowane lamparty i gepardy, żyrafy i wiele innych dzikich istot. Pojawiły się przepiękne afrykańskie i arabskie księżniczki, kacyki z wiosek i książęta z różnych państw, podróżnicy, Arabowie w turbanach i groźni Beduini. Byli oczywiście Staś i  Nel oraz derwisze i Murzynki.
Pracowity tydzień zakończył się pokazowym kominkiem dla rodziców. Zuchy wystąpiły we własnoręcznie wykonanych strojach afrykańskich, dużo śpiewały, nawet w języku swahili i tańczyły tańce afrykańskie. Za wytrwałość i dzielność każdy zuch otrzymał w darze ręcznie wykonany przez artystę z Afryki amulet. Ma on za zadanie bronić zuchów od „złego Mzimu”, natomiast kapelan phm. ojciec Bartłomiej Marciniak codzienną mszą zapewniał opiekę naszego Stwórcy.

Na początku drugiego tygodnia odbyła się wycieczka do zoo w Filadelfii, a z czwartku na piątek noc pod gwiazdami, w czasie której koloniści mogli poczuć się jak prawdziwi uczestnicy „safari”, śpiąc pod gołym niebem na zielonych łąkach wokół sanktuarium. Był też bieg na gwiazdki, piesza wycieczka nad pobliski zalew „Galena” oraz wielki spektakl na zakończenie kolonii.
Do wzruszających momentów można zaliczyć wizytę hm. Jadwigi Kawy, która przez dziesiątki lat pracowała z dziećmi, a teraz po dłuższej chorobie przyjechała na kolonię spotkać się z zuchami, a także zapalenie świec i złożenie bukietu kwiatów na grobie hm. Heleny Boguniewicz, założycielki kolonii, która powracając do domu z ubiegłorocznej, 46. kolonii uczestniczyła w wypadku samochodowym, w wyniku którego zmarła.
W sobotę, 13 lipca zakończyła się 47. kolonia zuchowa Hufca Harcerek „Podhale”. Na malowniczo położonych terenach należących do ojców paulinów przez dwa tygodnie odpoczywało, bawiło i modliło się 113 zuchów, około 30 harcerek i harcerzy oraz grono instruktorskie – w sumie ponad 160 osób. Zuchy swoje wspaniałe przygody i kolonijne doświadczenie zawdzięczają organizatorom. Wszyscy pracowali bezinteresownie i za to należą im się ogromne brawa. Trzeba także wyrazić podziękowania licznym sponsorom tej letniej akcji – Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej, Atlas Bank, PNA, biznesom takim jak Syrena, Greenhouse i innym. Hufiec „Podhale” zaprasza na kolonię za rok, której tematem i sprawnością będzie „Polska Walcząca” – na pamiątkę 70. rocznicy powstania warszawskiego. Czuwaj!

Autor: MARIA BIELSKA, HM, BEATA KRUŻEL