Aleksandra Ziółkowska-Boehm: wybrałam Amerykę, bo mieszka tu Norman

63

Działalność pisarską zaczęła jeszcze w Polsce. Wiele zawdzięcza współpracy z Melchiorem Wańkowiczem. Tematyka jej niektórych książek, na przykład o problemach Indian, zrodziła się w USA. W wielu kontynuuje polskie wątki historyczne. Jej książki ukazują się także po angielsku w amerykańskich wydawnictwach.

Dr Aleksandra Ziółkowska-Boehm pierwszą książkę napisała w wieku 25 lat w krakowskim Wydawnictwie Literackim. Miała trzy wydania, ponad 100 tysięcy nakładu. Już na studiach, i po ich skończeniu, autorka kontynuowała pracę u Melchiora Wańkowicza. Znała go niewiele ponad dwa lata, ale był to okres ważny. Wańkowicz zadedykował jej drugi tom ostatniej książki, przy której pracowała – „Karafka La Fontaine'a” – i zapisał w testamencie swoje archiwum. Nauczyła się od niego warsztatu pisarskiego i – w dużej mierze – ciekawości drugiego człowieka.

„Po śmierci Wańkowicza redagowałam jego serię Dzieł Wybranych, napisałam o nim trzy książki, obroniłam doktorat na Uniwersytecie Warszawskim. Pracowałam też w warszawskim Teatrze TV, z którym wtedy współpracowali znakomici reżyserzy i aktorzy. Co tydzień pokazywany był teatr TV poniedziałkowy, w czwartek – 'Kobra' i dodatkowo w piątki szły trudniejsze przedstawienia” – opowiada pisarka.

W 1981 roku Polka otrzymała zaproszenie i skromne stypendium z Kanady. Miała tam być rok, a że w Polsce ogłoszono stan wojenny – została ponad dwa lata. Napisała dwie książki, które wydano w Toronto. Jedna powstała w wyniku konkursu Ministerstwa Kultury w Ontario o dziejach emigrantów. Dostała roczne stypendium i miała przedstawić przekrój emigrantów polskich. W książce pokazała m.in. Petera Gzowskiego, znanego dziennikarza radiowego, prawnuka sir Casimira Gzowskiego, a także niezwykle interesującą postać – przedwojennego dyplomaty, konsula RP w Niemczech i USA, dr Tadeusza Brzezińskiego. Jeździła do Montrealu i spisywała jego wspomnienia. Jest to najobszerniejszy rozdział w książce, która ukazała się po angielsku pt. „Dreams and Realities Polish Canadian Identities” (później w Polsce jako: „Kanada, Kanada…”). Chciała również pokazać kanadyjski okres syna Tadeusza – Zbigniewa Brzezińskiego. Pojechała w tym celu po raz pierwszy do Stanów.

Wywiad ze Zbigniewem Brzezińskim, po ukazaniu się książki w Kanadzie, wydrukował w roku 1985 „Przegląd Katolicki”, gdzie dział kultury prowadziła Anna Bernat. Wywołało to natychmiastowy atak w „Trybunie Ludu”. Jerzy Lobman pisał, że Zbigniew Brzeziński nie jest „żadnym wzorem do naśladowania”, by mu poświęcać tyle uwagi i tyle miejsca, i że „Przegląd Katolicki” ma chyba za dużo papieru, skoro drukuje ten wywiad. Rozmowa ukazała się potem w książce „Korzenie są polskie”, wydanej w Polsce i w Kanadzie.

W Toronto Aleksandra napisała i wydała książkę o senatorze, dr. Stanleyu Haidaszu, wybitnym przedstawicielu Polonii kanadyjskiej, pierwszym ministrze wielokulturowości, którą premier Trudeau wprowadził jako oficjalną politykę rządu.

„Jakoś nie chciałam szukać pomysłu na trzecią książkę, tylko na Boże Narodzenie 1983 roku powróciłam do Polski. Miałam kanadyjską kartę stałego pobytu, ale tęskniłam za rodziną, za przyjaciółmi, za Polską. Moi rodzice byli bardzo szczęśliwi, a ja popłakiwałam w łazience – ukrywając wzruszenie – że byłam z powrotem w domu. Że to wszystko 'moje', że mam swoje mieszkanie pełne książek, pamiątek, staroci od babci, wańkowiczianów (i były, i są w nim wciąż archiwa pisarza). Nie wróciłam do pracy do telewizji, zajęłam się tylko pisaniem” – wspomina pisarka.

W 1985 roku dostała stypendium Fulbrighta do USA. Zwiedziła wiele miejsc, zobaczyła Yellowstone i Grand Canyon, Albaquerque i San Francisco, Boston, Filadelfię, Nowy Jork i Nowy Orlean. Przeprowadziła wówczas wywiady m.in. z Isaakiem Singerem w Nowym Jorku, z Andrew Schallym w Nowym Orleanie, z Czesławem Miłoszem w San Francisco. Zobaczyła Montanę i Dakotę Południową, gdzie spotkała się z daleką rodziną – nieżyjącego już wtedy stryja – rzeźbiarza Korczaka-Ziółkowskiego, który w 1948 roku zaczął rzeźbić w górach pomnik wodza indiańskiego Crazy Horse. Lokalna prasa w Rapid City na pierwszej stronie napisała o jej wizycie. Zrodził się wtedy pomysł książki o Indianach – „Otwarta rana Ameryki”.

„Po powrocie do Polski kontynuowałam swoje pisanie. Współpracowałam np. z 'Twoim Stylem'. Pisanie stało się moją wielką pasją. Byłam jakby wciąż 'pracusiem z polonistyki' – całe dnie spędzałam stukając w klawiaturę, nie było jeszcze powszechnych komputerów, przepisywałam artykuł czy książkę 4-5 razy, zanim ją oddałam wydawcy. W 1990 roku otrzymałam kolejne amerykańskie stypendium, tym razem z Fundacji Kościuszkowskiej, i zbierałam materiał na nową książkę. W czerwcu tego samego roku wyszłam za mąż za Normana. Moje dotychczasowe życie osobiste było complicated, sama wychowywałam syna, zabierałam go na swoje stypendia, nauczył się biegle kilku języków” – mówi pisarka.

Po wyjściu za mąż Aleksandra postanowiła zamieszkać w Stanach Zjednoczonych. Zwykle odwiedza Polskę dwa razy w roku: podczas warszawskich Targów Książki w maju i w październiku podczas krakowskich. Ma spotkania autorskie z czytelnikami w różnych miastach. Jesienią podróżuje z nią mąż i… dwa koty.

„W moim warszawskim mieszkaniu jest wciąż archiwum Wańkowicza, przy którym często pracuję. Właśnie skompletowano wielką, 16-tomową serię Dzieła Wszystkie, do której weszły np. niepublikowane wcześniej jego ‘Reportaże wołyńskie’ i teksty o tematyce żydowskiej. Byłam redaktorką tej serii i do każdego tytułu pisałam posłowie. Serię otworzyło pełne wydanie ‘Bitwy o Monte Cassino’, do której wstęp napisał Norman Davies” – opowiada pisarka.

Jak dodaje, niektórych książek nie napisałaby mieszkając w Polsce. Np. z tęsknoty za minionym powstała ‘Ulica Żółwiego Strumienia’, która miała dwa wydania i ładny odzew czytelników.

„Ukazał się tom listów, które wymieniliśmy z Szymonem Kobylińskim pt. 'Nie minęło nic prócz lat…'. Szymon narzekał i krytykował Amerykę, a ja jej broniłam, i tak się zrodził swoisty dialog” – tłumaczy dodając, że na jej spotkaniach autorskich w USA kilka osób powiedziało, że przepisuje z jej książki argumenty, bo też chcą „bronić Ameryki” przed znajomymi w Polsce, i nie tylko. Pisarka podkreśla, że broni kraju, z którego wyjeżdża – Polski w Ameryce, i Ameryki w Polsce.

„Czego mi najbardziej żal? Że nie byłam w Polsce, gdy moi rodzice się starzeli, że po nagłej śmierci ojca nie byłam bliżej mojej mamy. To są wręcz moje wyrzuty sumienia” – zdradza Aleksandra.

Mąż pisarki jest protestantem-prezbiterianinem, ale chodzi z nią do katolickiego kościoła. Norman, zapewnia Aleksandra, stał się niemal polskim patriotą. Zabierał np. głos w sprawie przyjęcia Polski do NATO, o czym pisał Jan Nowak-Jeziorański w książce „Polska droga do NATO”. Nieraz interweniuje w sprawach Polski, robi to sam z własnej wrażliwości. Oboje są zaangażowani m.in. w problematykę amerykańskich Indian, w miarę możliwości sponsorują także szkoły i fundacje. „Mój mąż jest człowiekiem szlachetnym i serdecznym, nasze ponad 20-letnie małżeństwo jest dla mnie dużą radością i wartością. Mieszkamy w Delaware. Mieszkaliśmy też w innych miejscach. Żartuję, że Norman jest jak bohaterowie filmowi, których grał Jimmy Stewart. Był w Navy, miał swój nieduży samolot, gra na pianinie, 23 lata pracował poza Ameryką dla firm Aramco i Exxon w Arabii Saudyjskiej, w Londynie i Stavanger w Norwegii” – wylicza Aleksandra.

Norman jest szwedzko-niemieckiego pochodzenia. Jego kuzynką była wielka gwiazda filmowa Ingrid Bergman. Książka Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm „Ingrid Bergman prywatnie” ukazała się w wydawnictwie Prószyński i S-ka. W Stanach wyjdzie jesienią pod tytułem „Ingird Bergman and her American Relatives”. Autorka cytuje w niej listy wybitnej aktorki do babci Normana – Blendy (ciotki Ingrid, siostry jej ojca Justusa).

Aleksandra podkreśla, że nie było proste ani łatwe znalezienie amerykańskiego wydawcy na jej książki. Zaczęła od niepolskich tematów. Wydawcę na publikację o tematyce indiańskiej, która ukazała się w Polsce pt. „Otwarta rana Ameryki”, pomogli jej znaleźć Apacze. W USA ukazała się pod tytułem: „Open Wounds – A Native American Heritage”.

Druga amerykańska książka naszej rodaczki jest o… kotach. W Polsce „Podróże z moją kotką” miały dwa wydania, w Stanach ukazała się pt. „On the Road With Suzy: From Cat to Companion”. Wydał ją nie wydawca „kochający koty”, tylko uniwersyteckie wydawnictwo Purdue University Press. „Uważam, że to poważne wydawnictwo swoiście nobilitowało moją książkę. Od lat bardzo chciałam, by po angielsku ukazały się moje publikacje o polskiej tematyce historycznej. Na książkę ‘Kaja od Radosława, czyli historia Hubalowego krzyża’ szukałam w Stanach wydawcę dwa lata. Wciąż dostawałam odpowiedzi negatywne. Jeden z wydawców zainteresował się, przeczytał fragment i spytał – czy to jest na pewno książka o powstaniu w getcie. Kiedy dowiedział się, że nie, że o powstaniu warszawskim, stwierdził, że nie znajdzie czytelnika. Mailową drogą, cierpliwie wysyłając propozycje – znalazłam wydawnictwo, które wydaje cenne książki, głównie naukowe. Nie oczekiwało ode mnie sponsora i wydało ją pięknie” – mówi z zadowoleniem autorka. Książka jest dostępna we wszystkich bibliotekach wielkich amerykańskich (i nie tylko amerykańskich) uniwersytetów. Od Bohdana Bułhaka Aleksandra dostała fotografie jego słynnego dziadka – Jana Bułhaka pokazujące Warszawę w ruinach. Ma też fotografie Wiesława Chrzanowskiego pokazujące stolicę w czasie powstania warszawskiego. Tom ukazał się pod tytułem „Kaia: Heroine of the 1944 Warsaw Rising”. Swoją opinię o książce napisał Stanley Weintraub, historyk i autor, podobnie Zbigniew Brzeziński, Anna M. Cienciała i Karl Maramarosh. Było też kilka interesujących recenzji.

Ostatnio ukazała się też inna książka pisarki – “The Polish Experience through World War II: A Better Day Has Not Come”, do której wstęp napisał Neal Pease. Poświęcona jest deportacjom na Syberię, Katyniowi i Auschwitz. W końcu czerwca ma się ukazać publikacja o Wańkowiczu „Melchior Wańkowicz: Poland’s Master of the Written Word”. „Piszę w niej, że autora 'Bitwy o Monte Cassino' – mając na uwadze wagę pisarstwa i popularność – można porównać do Ernesta Hemingwaya. Pokazuję tematykę jego książek, specyfikę jego pisarstwa, piszę o procesie politycznym 1964 roku (interweniował amerykański Pen Club i senator Robert Kennedy), także swoje obserwacje z mojej pracy z pisarzem. Wstęp jest dziełem Charlesa S. Kraszewskiego” – wyjaśnia Aleksandra.

Kolejna książka Aleksandry przygotowywana do druku to tłumaczenie opowieści o hubalczyku Romanie Rodziewiczu, która jest częścią wydanej w Iskrach „Lepszy dzień nie przyszedł już” – zatytułowana: „Fate of Polish Hero: Manchuria, Hubal, Auschwitz, Buchenwald, and Postwar Life in England”.

„Jaka jest moja Ameryka? Ciekawa, pełna pomysłów i pracy… Oby mi życia starczyło na tematy, którymi chciałabym się zająć. Mogę tylko być wdzięczna za to wszystko, co mnie tu spotkało” – twierdzi Aleksandra. Przypomina, że została wysłana jako Fulbright Scholar do Polski, dostała doroczną Nagrodę Stanu Delaware. I zaczęły się ukazywać jej książki po angielsku.

„Stany Zjednoczone dały mi szczęście osobiste i rozwinęły moją twórczość. Oba kraje są mi bliskie, ale najbliższym jest i będzie zawsze Polska. Zapewne z obu krajów, z dwóch wartości, zyskałam trzecią wartość (jest to pojęcie zmarłej pisarki Danuty Mostwin). Doceniam to, co mam, i wiem, że otrzymawszy wiele od Boga i ludzi (cytując Modrzejewską) – należy przekazać wiele innym” – konkluduje Aleksandra Ziółkowska-Boehm.

Autor: ND