Będę wracać do Nowego Jorku

0
2

Pani konsul, po pięciu latach pracy w Nowym Jorku, wraca pani do Polski. Czy nie żal pani wyjeżdżać z Wielkiego Jabłka?
Nie żal mi opuszczać Nowego Jorku, bo mimo iż mieszkanie pustoszeje, zdaję obowiązki, zamykam konta u różnych nowojorskich usługodawców (internet, prąd), to nie czuję, że stąd wyjeżdżam. Zresztą wiem, że niedługo przyjadę tu ponownie prywatnie na krótki pobyt.

Za czym będzie pani najbardziej tęskniła? Jak będzie pani wspominała czas spędzony w Nowym Jorku?
Po wyjeździe z Polski bardzo tęskniłam za rodziną i przyjaciółmi, teraz będę tęsknić za osobami, z którymi zaprzyjaźniłam się tutaj. Pobyt w Nowym Jorku to dla mnie wymagające pięć lat. Zdobyłam tu ogromne doświadczenie zawodowe, nauczyłam się wiele o stosunkach międzyludzkich i o sobie oraz odwiedziłam cudowne parki narodowe i fantastyczne zakątki odległych stanów. Czas spędzony w Nowym Jorku będę wspominać z radością i ogromną satysfakcją.

Pani praca w dużym stopniu polegała na kontaktach z Polonią, zatem proszę powiedzieć, jak pani ją postrzega? Myślę, że po pięciu latach ma pani swoje spostrzeżenia i przemyślenia.
Polonia w nowojorskim okręgu konsularnym, z którą miałam okazję współpracować, to ludzie oddani Polsce i zaangażowani w jej promocję oraz rozwój obszarów, w których działają ich organizacje. To ludzie kochający Polskę od strony kulturalnej, historycznej, biznesowej, edukacyjnej i wielu innych. Jednocześnie zapracowani, w nowojorskim pędzie i dostosowujący się do amerykańskiego tempa pracy i życia. Niejednokrotnie moi współpracownicy tak bardzo miłujący Stany Zjednoczone często na co dzień żyli polskimi sprawami mocniej niż amerykańskimi. Miałam okazję współpracować z indywidualistami i organizacjami oraz z grupami, które potrafiły zdobywać wspólny cel, mimo różnicy w zdaniach dotyczących sposobu jego osiągnięcia. Spotkałam również wiele osób, które są częścią środowiska polonijnego tylko ad hoc lub biernie, ale z chęcią korzystają z polskiej oferty kulturalnej, przygotowanej przez instytucje amerykańskie lub we współpracy z Instytutem Kultury Polskiej w Nowym Jorku. Wiele osób podtrzymuje polskie dziedzictwo, przekazuje je na swój sposób i wedle możliwości oraz czasu, którym dysponuje, następnym pokoleniom. Szczególnie dotyczy to rodaków żyjących w oddalonych stanach od Nowego Jorku. Amerykańska Polonia ma Polskę w sercu, tylko, niestety, nie zawsze potrafi ze sobą rozmawiać. Często mówimy sami do siebie, zakładamy, że mamy najlepsze recepty na „bolączki” wspólnoty, nie słuchamy pomysłów innych, forsujemy swoje wersje działania, które czasem są niedopracowane. Jako duża grupa etniczna nie mamy wielu reprezentantów w administracji lokalnej czy stanowej, a wierzę, że moglibyśmy ich mieć więcej. Ostatnio zauważyłam, że we współczesnym świecie mamy coraz więcej środków i narzędzi do komunikowania się, tylko zaczyna nam brakować słuchaczy.

Podczas swojej misji w Konsulacie Generalnym RP na Manhattanie pełniła pani wiele różnych i odpowiedzialnych funkcji, w tym także kierowniczych. W której z nich najlepiej się pani czuła, a która była największym wyzwaniem?
Misję w Konsulacie Generalnym RP w Nowym Jorku zaczęłam na stanowisku wicekonsula. W międzyczasie awansowałam na zastępcę kierownika placówki i kierownika referatu dyplomacji publicznej i współpracy z Polonią. Każda z tych funkcji jest ciekawa i ma swoje interesujące strony. Najważniejszy jest jednak zakres obowiązków. Wszystkich trzech stanowisk nie można łączyć, a niestety były takie momenty, że musiałam takiemu wyzwaniu podołać. Najbardziej wymagającym okresem była dla mnie praca od sierpnia do grudnia 2016 r. W okresie wakacji nastąpiło zakończenie kadencji konsula generalnego, zastępcy kierownika placówki oraz kierownika administracyjno-finansowego, a w referacie polonijnym miała miejsce wymiana kadrowa dwóch pracowników z trzyosobowego zespołu, rekrutacja nowych osób i ich przeszkolenie oraz bieżąca realizacja zadań. Do dziś nie wiem, jakim sposobem przetrwałam ten czas. Chyba tylko dzięki wspanialej postawie ówczesnego zespołu konsulatu, kierowanego przez pełniącą obowiązki konsula RP Katarzynę Padło i konsulów, którzy wspierali referat polonijny swoimi siłami, za co bardzo serdecznie dziękuję.

Czy udało się pani zrealizować swoje plany i oczekiwania związane z pracą konsula w Nowym Jorku?
Konsulat Generalny RP w Nowym Jorku był moją pierwszą placówką. Nie miałam planów i oczekiwań związanych z pracą konsularną. Przyjechałam tu, by realizować zadania Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które wykonywałam wraz z moimi szefami, oraz nieść pomoc Polonii, aby mogła odnaleźć się i zrozumieć stale zmieniającą i rozwijającą się Polskę. Moim zadaniem było dzielenie się wiedzą, np. gdzie zdobyć fundusze na projekty polonijne, i niesienie pomocy w nawiązywaniu kontaktów z urzędami oraz instytucjami w Polsce. Służyłam swoim doświadczeniem i kontaktami najlepiej jak potrafiłam.

Co pani uważa za swoje największe osiągnięcie?
W pracy zawodowej nie ma osobistych osiągnięć. Rezultaty, z których jestem dumna, wynikają ze wspólnych działań pracowników konsulatu i działaczy polonijnych. Szczególnie bliskie są mi: utworzenie i rozwój nagrody Meritorious Student Award, uruchomienie i rozwój Polish Dual Language Program w Public School 34, utworzenie Little Poland Gallery podczas Dumbo Arts Festival, organizacja dwudniowej konferencji o królu Władysławie Jagielle z okazji ponownego odsłonięcia jego pomnika w Central Parku, wystawienie sztuk teatralnych „Princess Ivona” czy „Trash story”, pokaz mody Polish Fashion Week oraz akcja promująca postawę Jana Karskiego #KarskiNYC. To tylko część z przedsięwzięć, które udało się wspólnie z Polonią zorganizować i uzyskać satysfakcję, ale było to możliwe tylko dzięki przychylności kolejnych szefów placówki.

Podczas niedawnego pożegnalnego spotkania z seniorami w Klubie Amber Health na Greenpoincie stwierdziła pani: „Nie żegnam się tylko mówię do zobaczenia”. Czy w związku z tym jest szansa, że powróci pani do nowojorskiej placówki konsularnej?
Nie wiem, czy wrócę do pracy w nowojorskim konsulacie, na pewno nie w najbliższej przyszłości, ale będę wracać do Nowego Jorku, bo to miasto ma jedyną w swoim rodzaju energię, którą uwielbiam. Poza tym świat jest naprawdę mały.

Wraca pani do Polski, czy wiadomo już, czym się pani będzie teraz zajmowała?
Wracam do Ministerstwa Spraw Zagranicznych i będę pracować w Departamencie Współpracy Rozwojowej, który zajmuje się współpracą z polskimi i zagranicznymi ośrodkami naukowymi, partnerami społecznymi i organizacjami pozarządowymi dotyczącymi współpracy rozwojowej i pomocy humanitarnej.

Czym dla pani jest dyplomacja: misją, służbą czy może zawodem jak każdy inny?
Dyplomacja to dla mnie przede wszystkim sztuka zachowania i porozumiewania się. Dyplomata to zawód jak każdy inny. Ten wymaga znajomości języków obcych, protokołu dyplomatycznego, etykiety, zasad negocjacji, otwartości na świat, inne kultury oraz wyznania, bo wykonywany jest poza granicami własnego kraju. Cechuje go otwartość na człowieka i bardzo dobra znajomość psychologii, takt, dyskrecja i wyczucie. Praca dyplomaty, oprócz biurowych zadań, polega głównie na udziale w konferencjach, bankietach, balach i innych spotkaniach towarzyskich, tak więc pożądaną cechą jest zamiłowanie do networkingu.

Na zakończenie proszę powiedzieć, jak zaczęła się pani przygoda z dyplomacją?
Gdy pracowałam w Departamencie Koordynacji Przewodnictwa Polski w Radzie UE w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej, zapadła decyzja o połączeniu tej instytucji z Ministerstwem Spraw Zagranicznych. Po zakończeniu prezydencji trafiłam do Departamentu Współpracy z Polonią i Polakami za Granicą. Gdy pojawiło się ogłoszenie o wakacie w konsulacie nowojorskim, postanowiłam spróbować swoich sił, podejmując nowe wyzwanie.

Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę wielu sukcesów na nowym miejscu pracy.

Autor: ROZMAWIAŁ: WOJTEK MAŚLANKA