Będzie mi brakowało spotkań na Barce

639
Mirosław Popławski otrzymał od przyjaciół na pamiątką piosenkę “Mirkowe opowieści” ZDJĘCIA: JANUSZ M. SZLECHTA/ NOWY DZIENNIK

„Poznałem tu wiele wspaniałych osób, zawarłem wiele serdecznych znajomości i przyjaźni" – mówi Mirosław Popławski, sekretarz Polskiego Klubu Żeglarskiego w Nowym Jorku, który na stałe wraca do Polski.

Jak długo jesteś związany z Polskim Klubem Żeglarskim w Nowym Jorku?
W Stanach Zjednoczonych jestem 15 lat. Moja żona Renata wylosowała zieloną kartę i przylecieliśmy do tego kraju. Na Barce pojawiłem zaraz po zamieszkaniu w Nowym Jorku.

Dlaczego wybrałeś to miejsce i tę organizację?
Morze i jeziora to mój żywioł i moje życie. W Polsce bardzo dużo pływałem pod żaglami. Najczęściej na Mazurach. Byłem jednym z założycieli Akademickiego Klubu Jachtowego w Białymstoku. Nawet studiowałem budownictwo okrętów na Politechnice Gdańskiej. Poza tym mieszkam na Rockawy na Queensie i jest mi blisko do żeglarzy.

Jesteś wciąż skarbnikiem w zarządzie klubu. Wszędzie było cię pełno. Współorganizowałeś żeglarskie imprezy, uczyłeś żeglowania dzieci i młodzież, a jak trzeba było wykonać jakiś remont na Barce, to Mirek był pierwszy. Nie ma już wiele takich osób. Trudno będzie znaleźć takiego następcę.
Nie ma ludzi niezastąpionych. Jest wielu młodych żeglarzy, którzy uczą się, oswajają się z wodą i z klubem. W ubiegłym roku poznałem Staszka – pana po 60., który w ubiegłym roku po raz pierwszy pojawił się Barce. Potem zaczął przychodzić z żoną. Chce realizować swoje młodzieńcze marzenia i uczyć się pływać na jachtach. A więc dobrzy ludzie zawsze mogą się trafić. Bo pływanie pod żaglami pociąga ludzi w każdym wieku.

Piętnaście lat spędziłeś w klubie. Wiele z siebie dałeś, czego członkowie klubu na pewno nie zapomną.
Działalność społeczna dla mnie to była działalność dodatkowa. Zawsze z przyjemnością jechałem na Barkę. Przebywałem tu w fajnym towarzystwie. Uczestniczyłem w świetnych regatach. Na początku pływałem z Arkiem Kwapińskim, a potem od niego kupiłem łódkę „Aqua Sound”. Od tej pory to ja byłem kapitanem.

Nie będzie ci tego klubu i tych spotkań na Barce brakować?
Na pewno będę tęsknić za ludźmi! Poznałem tu wiele wspaniałych osób, zawarłem wiele serdecznych znajomości i przyjaźni. Z tymi ludźmi przeżyłem wiele wspólnych wypraw: na Karaiby, do Hiszpanii, na Kubę i Dominikanę, a także do wielu portów amerykańskich. Kiedyś płynąłem na „Fazisi”, którym dowodził Janusz Kędzierski. Zszedłem na ląd na Florydzie, a jacht popłynął dalej. Niedługo potem dopadł ich potężny huragan. To chyba wtedy wśród braci żeglarskiej powstało takie powiedzenie, że kiedy ja jestem na pokładzie, to łódka nie ma żadnych problemów.

„Aqua Sound” – jacht Mirosława Popławskiego – w lipcu 2019 roku zajął trzecie miejsce w Regatach o Puchar Konsula Generalnego RP w Nowym Jorku

Czy jest coś, jakieś wydarzenie, które było ważne i będziesz je w Polsce wspominał?
Trudno spośród tak wielu wybrać jedno, szczególne. Ale na pewno ważny był dla mnie systematyczny rozwój klubu. No i obozy żeglarskie, czyli praca z dziećmi i młodzieżą. Bardzo to lubiłem. To były niezapomniane przeżycia. Pamiętam taką historię. Babcia przywiozła wnuczka na obóz. Bała się go zostawić samego, a tym bardziej puścić na łódkę. „On nigdy nie pływał, jak on sobie poradzi, tu tak niebezpiecznie“ – mówiła i trzęsły się jej ręce. Po tygodniu babcia przyjechała po wnuczka i oczy przecierała ze zdziwienia, kiedy zobaczyła, jak jej wnuczek wnuczek samodzielnie pływa na małym jachcie Optimist.
Wychowałem wielu młodych żeglarzy, którzy pokochali pływanie i są teraz naprawdę dobrymi żeglarzami. Z tego bardzo się cieszę.
Przeżyliśmy z żoną fajne chwile w USA, a teraz wracamy do Polski. Mamy piękny dom w lesie, niedaleko od Białegostoku. W Polsce mamy syna i wnuczki. Moja starsza wnuczka ma już 18 lat. Niedługo spodziewam się prawnuków. Hodować będziemy kury, uprawiać pomidory i ogórki.
Na pewno będzie mi brakowało tych spotkań na Barce, tych świetnych przyjaciół i tego wiatru szarpiącego żagle, bo… będę mieszkał w lesie.

Będziecie przyjeżdżać do Stanów Zjednoczonych, odwiedzać przyjaciół żeglarzy?
Żona raczej nie. Ona nie odnalazła się tutaj, nie zaaklimatyzowała. Ja wszędzie czuję się dobrze, ale coś się kończy i… wracam do Polski. Mam jednak nadzieję, że do USA jeszcze nie raz przylecę.