Biorę sobie ciebie imigrancie za męża/żonę…

33

Jak wynika z raportu udostępnionego przez urząd imigracyjny, najpopularniejszym sposobem otrzymania zielonej karty, a później obywatelstwa jest ślub z amerykańskim obywatelem. W ub. roku podatkowym “stałe papiery” otrzymało w ten sposób ponad 300 tys. osób. Ilu wśród nich było tzw. fikcyjnych małżonków? Dokładnych danych nie ma, ale jak szacują agenci z U.S. Immigration and Customs Enforcement (ICE) nawet co trzeci związek mógł zostać zawarty wyłącznie “dla papierów”.

“Ja znam co najmniej dwie takie osoby, które za wszelką cenę chciały zostać w Stanach Zjednoczonych i zdecydowały się na fikcyjne małżeństwo. W pierwszym przypadku ‘sukces’, w drugim się nie udało” – mówi Konrad z Filadelfii. Sam także starał się o zieloną kartę poprzez ślub z obywatelką, ale w jego przypadku wszystko odbyło się zgodnie z prawem. Swoją przyszłą żonę poznał wiele lat temu w Polsce. Na kilka lat – gdy Anna wyemigrowała do USA – stracili ze sobą kontakt. W międzyczasie byli w kilku związkach, ale jak podkreśla Konrad – “nie była to prawdziwa miłość”. Trzy lata temu, przez przypadek, spotkali się w Polsce. Kilka miesięcy później Konrad dostał wizę turystyczną i przyleciał do Anny. W lipcu ub. roku wzięli ślub.

“CZY MA BLIZNY? CZY ZAŻYWA JAKIEŚ LEKARSTWA? CO JADŁA NA ŚNIADANIE?”

“Petycję o zieloną kartę (tzw. Forma I-130 “Petition for Alien Relative” – przyp. red.) wysłaliśmy w listopadzie. Na początku marca przyszło wezwanie na odciski palców, a miesiąc później na ‘słynną’ rozmowę. Mówię ‘słynną’, bo z tego co opowiadali znajomi wynikało, że jest to jakaś droga przez mękę. Będąc już po, przyznaję, że jeśli nie zna się kogoś dobrze, a nawet bardzo dobrze, to mogą być kłopoty” – uważa Konrad. Rozmowę odbyli w placówce imigracyjnej w Filadelfii. Na początku weszli razem z żoną, po kilku minutach Anna została wyproszona z pokoju i na pytania urzędniczki odpowiadał Konrad. Ponieważ nie zna zbyt dobrze języka angielskiego poprosił o tłumacza. “To nas trochę zaskoczyło, bo jak czytaliśmy wcześniej w internecie, ta pierwsza rozmowa zawsze niby odbywa się we dwoje, a tu niespodzianka – Ania musiała wyjść. Myślę, że w naszym przypadku problemem było to, że wspólne mieliśmy tylko konto i to założone kilka miesięcy przed wizytą w urzędzie. A tak to samochód, karta kredytowa, a nawet umowa wynajęcia mieszkania były wystawione na żonę” – opowiada nasz rozmówca.

O co pytała go agentka imigracyjna? Praktycznie o wszystko: gdzie się poznali? Jak wyglądała ich pierwsza randka? Co miała na sobie wtedy partnerka? Jakie zażywa lekarstwa? Co lubią robić w wolnym czasie? Ile mają sypialni w domu? Po której stronie łóżka sypia żona? Czy ma na ciele jakieś blizny? Czy miała w przeszłości operacje lub inne zabiegi medyczne? Czy ma uczulenie na sierść? “Rozmowa trwała ok. godziny. Z tego co pamiętam, urzędniczka miała ze sobą 14 kartek, a na każdej było napisane pięć pytań. Nie na wszystkie znałem dokładną odpowiedź. Były momenty, że się wahałem co mam odpowiedzieć, na przykład przy pytaniu dotyczącym tego, czy mam dziecko. Ania ma córkę z wcześniejszego związku, stając się jej mężem automatycznie jestem ojcem dziecka, więc pytam urzędniczki o jakie jej dzieci chodzi dokładnie, a ona że o biologiczne. Chciała też wiedzieć, jakie prezenty dostaliśmy z okazji ślubu. Odpowiedziałem, że pieniądze, a ona na to: tylko pieniądze? No to mówię, że jeszcze ramkę na zdjęcia, dopytałem też, czy mam dalej wymieniać? Urzędniczka powiedziała, że mam wymienić wszystko, co pamiętam. Było też pytanie o śniadanie, a konkretnie co w dniu wizyty w urzędzie imigracyjnym jadła Ania, a co jej córka. Z tym akurat nie miałem żadnego problemu, bo przygotowywałem poranny posiłek i by być jeszcze bardziej dokładnym powiedziałem, że partnerka miała kanapkę bez szynki, bo nie lubi, a córka bez sera żółtego” – relacjonuje Konrad.
Następnie do pokoju została wezwana Anna, która musiała odpowiedzieć na te same pytania co jej mąż. Ostatecznie urzędniczka imigracyjna oceniła, że ślub został zawarty zgodnie z prawem i kilka tygodni później Konrad otrzymał zieloną kartę. Nasz rozmówca dodaje, że nie korzystał z żoną z pomocy prawników. Niezbędne informacje znaleźli na stronie https://www.uscis.gov. Dodatkowo Anna bardzo dobrze mówi w języku angielskim i gdy miała kilka pytań zadzwoniła na bezpłatną infolinię urzędu, pod numer 1-800-375-5283. Łączna kwota, jaką Konrad i Anna zapłacili za  kolejne formy niezbędne do ostatecznego otrzymania “zielonego” dokumentu, to nieco ponad 1500 dol. Opłata tylko za I-130 “Petition for Alien Relative” to 420 dol.

Swój “egzamin na zieloną kartę” miał 2 lata temu Piotrek. Jego żona ma podwójne obywatelstwo polsko-amerykańskie. “Dla pewności, że nie przeoczymy żadnych formalności, zatrudniliśmy prawnika, który poprowadził za nas tę sprawę” – mówi Piotrek i dodaje, że sama rozmowa nie była trudna. “Wydaje mi się, że jeśli ktoś jest w prawdziwym związku, to nie ma czego się bać, pytania dotyczyły tego, jak się spotkaliśmy oraz naszej rodziny. Co było dla mnie pewnym zaskoczeniem, urzędnik zadawał pytania głównie mojej żonie, choć chodziło tutaj o moją zieloną kartę” – tłumaczy Piotrek. Nasz rozmówca wyjaśnia także, na co urzędnik zwrócił szczególną uwagę. “Pracownik imigracyjny poprosił o kilka zdjęć z naszych dotychczasowych wycieczek i naszego ślubu, zachował kilka w dokumentacji, a resztę nam oddał” – mówi Piotrek i zaznacza, że był jeszcze jeden powód, który pewnie przekonał urzędnika o prawdziwości związku. “Moja żona była wtedy w zaawansowanej ciąży, więc dowód naszej miłości był oczywisty” – mówi z uśmiechem Piotrek.

NADMIERNE PRZYTULANIE SIĘ CZY CAŁOWANIE NIE JEST WSKAZANE

Jak widać na przykładzie chociażby tylko tych dwóch par, przebieg rozmowy mającej zdecydować o dalszym losie imigrantów może być różny. Dlatego, jak podpowiadają prawnicy imigracyjni, warto się do niej przygotować. “Miałam sytuacje, kiedy podczas takiej rozmowy obywatel bardzo się denerwował i zapomniał własnego adresu, ale na szczęście nie miało to znaczenia, para była ‘prawdziwa’, więc żona otrzymała dokumenty” – mówi mecenas Joanna Nowokuński, specjalizująca się m.in. w prawie imigracyjnym. “Należy pamiętać, że urzędnicy nie tylko pytają, ale także obserwują. Widzą jak się dana para zachowuje podczas rozmowy. Takie, powiedziałabym, nadmierne przytulanie się czy całowanie z partnerem nie jest wskazane, bo zwyczajnie nie jest naturalne. Natomiast jeśli jesteśmy faktycznie ze sobą blisko i chcemy się pobrać z miłości, a nie dla pieniędzy i dokumentów, to nie powinniśmy mieć żadnych problemów na tego typu rozmowie” – uważa mec. Nowokuński.

Co warto sobie przypomnieć przed wizytą w urzędzie? Prawicy podpowiadają, by na pewno pamiętać o datach przede wszystkim ślubu oraz na przykład, kiedy partner obchodzi urodziny. Warto też znać imiona rodziców, rodzeństwa i bliskich znajomych żony czy męża. Jeśli chodzi o dokumenty, które są wymagane przez prawo imigracyjne do udowodnienia prawdziwości związku, to tak naprawdę nie ma żadnej oficjalnej listy. Mimo to, jak podpowiadają adwokaci, warto mieć ze sobą wyciągi wspólnego konta sprzed daty ślubu, umowę wynajmu mieszkania, a także m.in. wspólne rozliczenie podatkowe czy rachunki. Na pewno należy przynieść na rozmowę zdjęcia. “Tu także warto zachować zdrowy rozsądek, a więc nie przynosić wyłącznie tych fotografii, na których się całujemy albo przytulamy. Bardziej cenne są te z rodziną i przyjaciółmi, z różnych okresów naszego związku. Jeśli na przykład trwa trzy lata, to wybierzmy zdjęcia z czasu, kiedy się poznaliśmy, z kolejnych wakacji czy świąt. Postawmy się na miejscu urzędnika i zastanówmy, co może go utwierdzić w przekonaniu, że nasz związek jest prawdziwy. Ważne jest także powiązanie finansowe między partnerami, należy pamiętać, że te ‘standardy imigracyjne’ są jeszcze z lat 50., kiedy promowana była amerykańska rodzina, wszystko wspólne: konto, pożyczka, umowy, rachunki, rozliczenia. Obecnie rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej, często pary – szczególnie, gdy jest to tzw. drugi związek – mają osobne konta, nie dopisują się też od razu do rachunków. Bądźmy więc świadomi, że podczas rozmowy może paść pytanie: dlaczego nie ma nas na wspólnych drukach, wtedy spokojnie to wyjaśnijmy” – mówi mecenas Joanna Nowokuński. Dodaje też, że jeśli para zdecyduje się na pomoc prawnika w prowadzeniu procedury, to dany adwokat może uczestniczyć w rozmowie z urzędnikiem imigracyjnym.

PIĘĆ LAT WIĘZIENIA I 250 TYS. DOL. KARY

Zdarza się, że para nie “zda” rozmowy, to znaczy nie wydała się wiarygodna i jest podejrzenie, że ślub został zawarty niezgodnie z prawem. Wtedy, zazwyczaj po kilku tygodniach, odbywa się tzw. “stokes interview”. Na której padają bardzo szczegółowe pytania, na przykład: jakiego koloru macie zasłony w sypialni? Ile jest doniczek na parapecie w kuchni? Jak wysoki był ostatni rachunek za prąd? Gdzie kupiliście kanapę do dużego pokoju? Na tego typu rozmowę wchodzi się pojedynczo. Następnie sprawdzana jest zgodność odpowiedzi. “Nie ma dokładnej listy pytań, tak jak w przypadku egzaminu na obywatelstwo. Urzędnik może zapytać prawie o wszystko. Mówię prawie, bo nie ma prawa zapytać o ulubioną pozycję seksualną żony czy męża. Poza tym nie ma żadnych ograniczeń. Stokes interview może trwać godzinę, a może trwać i pięć godzin” – tłumaczy mec. Jerzy Sokół, zajmujący się m.in. prawem imigracyjnym. “Jeśli podczas drugiej rozmowy urzędnik stwierdzi, że coś jest nie tak, para może skorzystać z prawa do apelacji. Przegrana może oznaczać poważne konsekwencje zarówno dla obywatela, jak i imigranta, z wszczęciem procedury deportacyjnej włącznie” – dodaje mec. Jerzy Sokół. Zawarcie fikcyjnego małżeństwa, a więc wyłącznie dla korzyści materialnych oraz otrzymania stałych dokumentów jest przestępstwem federalnym. Jak informują przedstawiciele U.S. Immigration and Customs Enforcement, obywatel amerykański może trafić na pięć lat do więzienia, grozi mu też kara grzywny w wysokości 250 tys. dol. Natomiast imigrant może dostać nakaz opuszczenia kraju, a jeśli nawet nie zostanie wydalony – to nigdy już nie będzie mógł ubiegać się o legalne dokumenty pobytowe.


“Ślub dla papierów nie jest błahostką, to poważne przestępstwo. Karane surowo szczególnie po atakach z 11 września. Abu Zubaydah, który został aresztowany w Pakistanie w marcu 2002 roku, zeznał, że niektórzy bojownicy Al-Kaidy brali ślub z obywatelkami USA wyłącznie po to, by otrzymać zielone karty, a następnie obywatelstwo. Dzięki temu stawali się jakby niewidzialni dla służb” – mówi Todd Siegel, agent specjalny Homeland Security Investigations. Obecnie, tak samo działają terroryści z tzw. państwa islamskiego. “Decydując się z pozoru na łatwy zarobek, nie tylko sami możemy mieć ogromne kłopoty, ale narażamy na niebezpieczeństwo nas wszystkich” – dodaje Todd Siegel. Jakiś czas temu służby zainicjowały akcję pod hasłem: “Obywatelstwo amerykańskie nie jest na sprzedaż”, starając się przestrzec Amerykanów przed zawieraniem fałszywych związków małżeńskich. Podano także bezpłatny numer telefonu – 1 866 347 2423 – pod którym można zgłaszać przypadki “nieprawdziwych małżeństw”.

KARY SOBIE, LUDZIE SOBIE…

Jednak ani wysokie kary, ani “bezpieczeństwo narodowe” nie są w stanie zatrzymać tego procederu. Przynajmniej na razie. Może też i dlatego, że w praktyce nie jest zasądzana najwyższa kara i często zdarza się, że obywatel nie trafia za kratki. Bardziej cierpi imigrant na zawsze blokując sobie drogę do legalnego pobytu. Mimo to, na różnych forach także polonijnych, wciąż można znaleźć tego typu oferty (pisownia oryginalna): “Witam wszystkie panie mieszkam na słonecznej Florydzie lecz nie mam papierów a bardzo chciałbym tu zostać na zawsze i potrzebuje pomocy z waszej strony. A wiec potrzebna obywatelka amerykańska w wieku od 20 do 40 lat. Za odpowiednia pomoc odpowiednie wynagrodzenie”. Ślub dla papierów jest popularny, bo nie ma rocznego limitu zielonych kart przyznawanych dla małżonka-imigranta. Może być ich 100, 200 lub pół miliona rocznie. Ilu Polaków w ten sposób złamało prawo? Takich danych nie ma, bo też nikt nie prowadzi tego typu statystyk. Polonijni prawnicy zgodnie podkreślają, że gdy tylko zorientują się, że coś jest nie tak i para ma “nieczyste” zamiary, to natychmiast przerywają współpracę. W przeciwnym razie adwokatom grozi utrata licencji. Zdarzają się jednak osoby, które podszywając się za specjalistów oferują pomoc w znalezieniu obywatela lub obywatelki. Oczywiście za odpowiednią opłatę.

Oto kolejny wpis z polonijnego forum (pisownia oryginalna): “Polka urodzona w Stanach wyszła za mąż za Pakistańczyka przebywającego nielegalnie w Stanach. Była młoda i potrzebowała kasy – typowy ślub dla pieniędzy. Jednak z racji tego, że jej mąż wjechał do Stanów nielegalnie, to proces otrzymania przez niego Zielonej Karty trwa już 13 lat. Cały czas są małżeństwem, nawet mieszkają razem i chyba… już tak zostanie. Ja osobiście uważam, że dziewczyna korzysta na tym, bo nie pracuje, jest cały czas przez niego utrzymywana, chodzi na imprezy i niczym się nie przejmuje. On z kolei zarabia, za wszystko płaci i czeka aż jego sprawa z obywatelstwem ruszy. Teraz, po tylu latach wyglądają na udany, szczęśliwy związek – jak jest naprawdę, nikt nie wie. Wielu przeciwników twierdzi, że jak tylko Pakistańczyk otrzyma obywatelstwo, to narobi jej problemów”. Można przypuszczać, że wspomniana para nie orientuje się zbyt dobrze w prawie imigracyjnym, i nie chodzi tylko o to, że popełnili przestępstwo, ale też, że mężczyzna nie ma żadnych szans na stałe dokumenty, bo znalazł się na terenie USA nielegalnie. “Bez względu na to, czy dane małżeństwo jest zawierane z miłości, czy też, by uzyskać pewną korzyść, to przekroczenie amerykańskiej granicy bez odprawy dyskwalifikuje imigranta już na starcie ubiegania się o stałe dokumenty. Natomiast mogą się o nie ubiegać małżonkowie, którzy wjechali do Stanów legalnie – na przykład na wizie turystycznej – nawet, jeśli dawno temu skończył się jej termin” – tłumaczy mec. Sokół.

PRAWDZIWY CZY NIE – ZOBOWIĄZANIA TAKIE SAME 

Agenci U.S. Citizenship and Immigration Services pytani o to, ile średnio rocznie jest zawieranych fikcyjnych małżeństw, szacują, że nawet co trzecie. Nie ma dokładnych danych, bo trudno jest ostatecznie udowodnić tego typu złamanie prawa, nawet jeśli podczas rozmowy z urzędnikiem imigracyjnym obywatel przyzna się do takiego czynu. Wtedy jest jego zeznanie przeciwko zeznaniu partnera. Co więcej, bywa, że adwokaci imigracyjni też dają się nabrać i dopiero po jakimś czasie orientują się, że coś jest nie tak. Małżeństwa z obywatelami amerykańskimi jako sposób na legalizację statusu są popularne m.in. dlatego, że procedury podjęte po zawarciu związku zajmują od 6 do 8 miesięcy – sponsorowanie przez pracodawcę czy rodzinę może zająć od kilku do nawet kilkunastu lat. Po przejściu procedury otrzymuje się zazwyczaj tymczasową zieloną kartę na dwa lata. Aby otrzymać zieloną kartę na stałe, małżeństwo musi te dwa lata przetrwać. Zieloną kartę na stałe można otrzymać od razu tylko w przypadku, jeśli małżeństwo trwało już jakiś czas (od zawarcia związku do momentu rozmowy i wydania pozytywnej decyzji muszą upłynąć co najmniej dwa lata).

Warto dodać, że obywatel składający petycję imigracyjną dla swojego małżonka, bez względu na to, czy ślub był z miłości, czy też dla pieniędzy, bierze na siebie spore zobowiązania. Chodzi na przykład o tzw. formę  I-864 (“Affidavit of Support”). Mówiąc wprost sponsor-małżonek deklaruje rządowi Stanów Zjednoczonych, że zapewni finansową opiekę ukochanej czy ukochanemu. Nawet jeśli miłość nie jest prawdziwa. Jak tłumaczą adwokaci, prawo imigracyjne stanowi, że sponsor zagwarantuje utrzymanie na określonym poziomie finansowym. Obecnie jest to nieco ponad 20 tys. dol. rocznie dla rodziny dwuosobowej. Z obowiązku tego zostaje zwolniony dopiero, gdy imigrant zostanie obywatelem lub na przykład wypracuje czterdzieści kwartałów na fundusz Social Security. Należy również pamiętać o prawie do alimentów w przypadku rozwodu. Czy zostaną przyznane i jeśli tak, to na jakim poziomie zależy od konkretnej sytuacji byłego już wówczas małżonka.

Autor: Anna Arciszewska