Bliskie spotkanie z operą

137
Prowadząca spotkanie Elżbieta Kieszczyńska (z lewej) powitała specjalnego gościa Ellę Wojczak oraz wszystkich uczestników ZDJĘCIA: JANUSZ M. SZLECHTA/NOWY DZIENNIK

W środę, 16 lutego, w MM Art’s Studio w Wallington, NJ, które prowadzi Magdalena Majerowicz-Lupiński, odbyło się 24. Przytulisko Literackie. Było inne od dotychczasowych, gdyż przeniosło uczestników w świat dźwięków. Tym razem gościem specjalnym była Ella Wojczak, pasjonatka muzyki klasycznej. Spotkanie prowadziła Elżbieta Kieszczyńska.

Pani Ella na co dzień pracuje jako muzykoterapeutka, a więc z muzyką praktycznie się nie rozstaje. Nic zatem dziwnego, że zaserowała nam bliskie spotkanie z operą i to na wysokim poziomie. Jako że dwa dni wcześniej świętowaliśmy Walentynki, więc słuchaliśmy najpiękniejszych arii operowych o miłości.

Pani Ella wręczyła każdemu uczestnikowi program spotkania, w którym zostało umieszczonych 12 tytułów oper, nazwiska ich autorów oraz tytuły arii, których mieliśmy okazję wysłuchać.

– Dokonałam wyboru arii o miłości, które według mnie są piękne i znane, i mam taką nadzieję, że zechcecie państwo ich wysłuchać. Nie ma tak naprawdę problemu z wyborem arii o miłości, bo one prawie wszystkie są o miłości – powiedziała Ella Wojczak. – Trudniej mi było wybrać kompozytorów. Zupełnie pomijamy dzisiaj muzykę symfoniczną, mówimy tylko o operze, czyli o dużych orkiestrach, wielkich przedstawieniach i znanych artystach. Bez względu na to, czy ktoś często słucha tej muzyki, czy tylko okazjonalnie, od święta, są takie arie, które każdy słyszał, gdyż są one wykorzystywane w filmach i przy różnych okazjach. W tym programie chciałam państwu zaprezentować te znane, ale też równie pięne, rzadziej prezentowane. Postaram się troszeczkę opowiedzieć o kompozytorach, ich twórczości i konkretnych przedstawieniach prezentowanych na przykład w La Scali – najsłynniejszej scenie operowej w Mediolanie we Włoszech, jednej z najsłynniejszych na świecie czy w Metropolitan Opera, legendzie Nowego Jorku. Opowiem o wykonawcach i o tym, jak wykonywanie poszczególnych arii zmieniało się na przestrzeni lat. Również o tym, jak nagrywano te utwory kiedyś, jak zmieniła się technika i jak nagrywa się je dzisiaj. Przyznam się szczerze, że z trudnością trawię głos Marii Callas. Była wielkim naturalnym talentem, śpiewała sopranem dramatycznym, ale jej głos był jednak słabo ćwiczony. Miała momenty lepsze i gorsze. Nagrania sprzed lat są remasterowane i jakość dźwięku de facto jest teraz lepsza, aniżeli kiedyś. No i niesłychanie zmieniła się technika ćwiczenia głosu. Nie zmienia to faktu, że Maria Callas pięknie śpiewała i mimo że zmarła w 1977 roku, mając zaledwie 54 lata, do dziś jest nazywana divą opery oraz primadonną stulecia – podkreśliła pani Ella.

Magdalena Majerowicz-Lupiński, właścicielka MM Art’s Studio, pięknie przygotowała salę na to spotkanie

„Aida“ – „Marsz triumfalny“

Każda opera zaczyna się od uwertury, czyli jest wstęp do tego, co będzie, wychodzi dyrygent na scenę, orkiestra gra główny motyw, który potem w wielu aktach będzie się przewijał. Pani Ella pominęła jednak uwerturę. Wybrała początek drugiego aktu bardzo znanej opery „Aida“ Giuseppe Verdiego – „Marsz triumfalny“. Jest to monumentalny utwór. Kiedy ta opera była prezentowana w Egipcie w pobliżu piramid, w naturalnej scenerii, w „Marszu triumfalnym“ – kiedy wraca zwycięski Radames – maszerowały słonie. W Metropolitan Opera słoni nie było,  no bo niezwykle trudno byłoby je przywieźć do Nowego Jorku, a już zupełnie nierealne byłoby wprowadzenie ich na scenę – ale za to wystąpiły konie. Konie maszerowały po nowojorskiej scenie! To było coś niesamowitego.

Słuchaliśmy „Marszu triumfalnego“, a wiele osób miało przed oczyma maszerujące konie i słonie.

Muzyka była dosyć głośna, bo przecież w operze jest to normalne.

– Dziwne rzeczy dzieją się w operach. Fabuła bywa tak skomplikowana, że trudno jest zapamiętać i skojarzyć jej bohaterów. Często jest tak, że kobieta przebiera się za mężczyznę, ojciec zabija swojego wroga, za którego – potem się okazuje – była przebrana jego córka. Podobnie  jest w „Aidzie“,  operze w 4 aktach, z librettem napisanym przez Antonia Ghislanzoniego. Aida jest niewolnicą, a Radames kapitanem gwardii. Wraca z wojny, podczas  której jego żołnierze zabili króla sąsiedniego kraju. Potem się okazało, że ten król był ojcem Aidy – przybliżyła treść opery Ella Wojczak.

Elżbieta Kieszczyńska dodała, że opera została zamówiona u Verdiego w 1869 roku przez Ismaila Paszę, chedywa Egiptu, na otwarcie siedziby Opery Kairskiej. Kilka lat później “Aida“ została wykorzystana do uświetnienia otwarcia Kanału Sueskiego. W tym „Triumfalnym marszu“ jest wyeksponowana radość zarówno z otwarcia siedziby opery, jak i kanału oraz umożliwieniu statkom przepłynięcia z Morza Śródziemnego do Morza Czerwonego.

Taki jest świat miłośników opery

Pani Ella przypomniała, że Verdi uwielbiał osadzać akcje swoich oper w bardzo egzotycznych miejscach. Podobnie Puccini. W XIX wieku utalentowani ludzie dokonali wspaniałych odkryć i rozwiązań technicznych. Podobnie było w świecie muzyki czy literatury.

– Świat miłośników opery dzieli się generalnie na dwie grupy: z jednej strony są ci, którzy uwielbiają Verdiego, a z drugiej strony są ci, dla których ważny jest tylko Giacomo Puccini, z jego miłosnymi historiami. Ja jestem raczej wielbicielką Verdiego – powiedziała Ella Wojczak. –  Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale fanami opery są przede wszystkim osoby starsze. Na widowniach widać najczęściej siwe głowy. Oczywiście jest grupa młodych wielbicieli, no bo jak popatrzymy na artystów występujących na scenach, którzy muszą skończyć odpowiedenie szkoły i wyszlifować swój głos, to przecież są ludzie młodzi. Zmierzam do tego, że kiedy pójdziecie państwo do teatru, aby na żywo obejrzeć i posłuchać opery, to zobaczycie, że 90 procent osób w którymś momencie przysypia. A to dlatego, że czekają na te swoje ulubione arie, tymczasem ktoś na scenie umiera, artyści śpiewają załamani, robi się smutno… Rzadko się zdarza, że opera kończy się pogodnie, radośnie, a jej bohaterowie są razem, a potem żyją długo i szczęśliwie.

Aby było pogodniej, pani Ella zaprosiła panów do otwarcia dwóch butelek wina musującego prosecco i nalania do kieliszów. Stało się ono dzięki temu atrybutem arii „La Traviata“ Verdiego. Dlaczego?

– „La Traviata“ to moja ulubiona opera – wyjaśniła pani Ella. – Jest tu bardzo dużo przepięknej muzyki i jest słynna aria „Libiamo, ne’lieti calici“. Opera powstała na podstawie książki Aleksandra Dumasa (syna) zatytułowanej „Dama kameliowa“. Wszyscy czytaliśmy tę powieść w dzieciństwie. Bohaterami opery są Violetta i Alfred. Wszystko dzieje się w Paryżu. Ona szuka miłości, ale wie, że jest chora i długo nie pożyje. W pewnym momencie próbuje jednak rozpocząć nowe życie u boku Alfreda. Ta aria „Libiamo“ – w języku angielskim określana jako „The Drinking Song“ – śpiewana jest podczas wielkiego, wystawnego przyjęcia. Wszyscy trzymają w dłoniach piękne kieliszki wypełnione szampanem, panuje radosna atmosfera, Violetta udaje przeszczęśliwą. Dlatego i my, w trakcie słuchania tej arii, powinniśmy się napić troszeczkę musującego wina.

Aria brzmi pięknie. Wysłuchamy jej w wykonaniu chorwackiej orkiestry symfonicznej i śpiewaczki z Bałkanów.

Od „Poławiaczy pereł“ do bel canto

Opera Georges’a Bizeta „Poławiacze pereł“ nie jest może zbyt często wystawiana, ale z pewnością jest jedną z najpiękniejszych. Rzecz dzieje sie w egzotycznymn miejscu, gdzie dwaj przyjaciele łowią perły. Ich przyjaźń jest wystawiona na wielką próbę, ponieważ pojawia się kobieta. Najpierw śpiewają arię o swej wielkiej przyjaźni, której nikt nie jest w stanie zniszczyć, ale potem… to wszystko się zmienia, bo kobieta nieźle namieszała w tej przyjaźni. Arię o tej przyjaźni „Au fond du temple saint“ usłyszeliśmy w wykonaniu Luciano Pavarottiego.

– Georges Bizet to francuski kompozytor, a jego najsłynniejsza opera nosi tytuł „Carmen“. Libretto jest w języku francuskim. Opera w Europie jest przynajmniej od paru wieków bardzo popularna. Tylko w Polsce jest wiele scen operowych, między innymi w: Szczecinie, Poznaniu, Warszawie, Krakowie i w Białymstoku – opowiadała pani Ella. – W USA opera jest znacznie mniej popularna. Natomiast należy podkreślić, że scena operowa w Nowym Jorku ma jedną zasadniczą przewagę – ponieważ jest jedna jedyna, bardzo znana, chcą tutaj realizować przedstawienia najlepsi reżyserzy i scenografowie, i chcą tutaj występować najlepsi, znani w Europie i świecie śpiewacy. Amerykańskich, znanych wykonawców muzyki operowej nie ma wielu. Nic zatem dziwnego, że ci, którzy występują w Metropolitan Opera są wręcz hołubieni. Jednym z nich jest tenor Matthew Polenzani – dodała. 

Potem przeszliśmy do tak zwanego bel canto, czyli pięknego śpiewania. Technika wokalna bel canto  powstała we Włoszech w okresie baroku. Jej istotą było położenie nacisku na piękno ludzkiego głosu oraz wirtuozerię wokalną. Jest trzech tuzów bel canto: kompozytorzy Vincenzo Bellini, Gaetano Donizetti i Gioacchino Rossini. Wysłuchaliśmy arii „Ah! Mes amis, quel jour de fete!“ z opery „Córka pułku“ Donizettiego. Jest to aria bardzo trudna do zaśpiewania, ponieważ w 9 miejscach pojawia się tak zwane wysokie C. Niewielu tenorów jest w stanie coś takiego zaśpiewać. Usłyszeliśmy tę arię w wykonaniu hiszpańskiego tenora Juana Diego Floreza.

Zachwyciła wszystkich Anna Netrebko

Kolejną arią, którą mieliśmy okazję wysłuchać, była „O soave fanciulla“ z opery „La boheme“ Giacomo Pucciniego. Zaśpiewała ją Polka Aleksandra Kurzak i jej obecny mąż, francuski tenor Roberto Alagna.

Giuseppe Verdi zdominował to spotkanie, bo usłyszeliśmy jeszcze dwie arie z jego oper „Rigoletto“ i „La Traviata“.  W tej drugiej arię „Sempre Libera“ zaśpiewała Anna Netrepko – piękna, rosyjska śpiewaczka operowa o międzynarodowej sławie, śpiewająca sopranem. W 2006 roku uzyskała obywatelstwo austriackie. W 1995 roku zadebiutowala na scenie w San Francisco, a w lutym 2002 roku po raz pierwszy wystąpiła w Metropolitan Opera – wcieliła się wówczas w rolę Nataszy w operze „Wojna i pokój“. Usłyszeliśmy też wykonaną przez nią arię „Solveig’s Song“ z opery „Peer Gynt“ Edwarda Griega.

Pani Ella przypomniała, że polski tenor Piotr Beczała znakomicie śpiewał swoją rolę w operze „Rigoletto“ w Metropolitan Opera w Nowym Jorku.

Spotkanie zakończyliśmy z przytupem

Słynny węgierski kompozytor Emmerich Kalman skomponował w 1915 roku operetkę „Księżniczka czardasza“. Pierwszy akt rozpoczyna występ gwiazdy czardasza, która śpiewa „Heia, heia in den Bergen ist mein Heimatland“ (Hej, o hej, w tych górach jest moja ojczyzna). Są tutaj folklorystyczne perełki, bo słychać cygańskie dźwięki, klasyczną muzykę żydowską, a do tego jeszcze tę arię wykonała Anna Netrepko.

Była to wspaniała lekcja, przybliżająca operę, ukazująca jej uroki i tajemnice. Po takiej lekcji aż chce się pójść do Metropolitan Opera, aby na żywo zobaczyć artystów śpiewających trudne, a jednocześnie fantastyczne utwory i bliżej poznać efekty znakomitych kompozytorów.

Tego dnia Ella Wojczak i jej mąż, który zasiadał na widowni z dwiema córkami, obchodzili rocznicę ślubu. Otrzymali od zgromadzonych gorące brawa i gratulacje.

– Po raz pierwszy od rozpanoszenia się pandemii koronawirusa kupiliśmy bilety na operę „Don Carlos“, którą skomponowali Antonio Ghislanzoni i Giuseppe Verdi. Obejrzymy ją w Metropolitan Opera 6 marca – powiedziała z radościa Ella Wojczak. – Jeśli nie ma się trzech szczepionek to do opery nie wpuszczą. My mamy – dodała na koniec.

Spotkanie, jak zwykle, sponsorowała Polsko-Słowiańska Federalna Unia Kredytowa.

Wspólne zdjęcie uczestników spotkania

Elżbieta Kieszczyńska poinformowała, że następne Przytulisko Literackie odbędzie się 23 marca, a gościem będzie pani Dean Adner, autorka książki „The Olive Tree” (Drzewko oliwne), wydanej w języku angielskim. Książka ta może być pięknym prezentem dla dziecka przystępującego do I komunii świętej, jest bowiem zbiorem poetyckich refleksji na temat religijnych przeżyć i Boga. Trwają prace nad jej przetłumaczeniem na język polski i hiszpański.