Bohater dwóch narodów

9

Zbliża się 70. rocznica wybuchu II wojny światowej. Jest to okazja, aby przypomnieć ludzi, którzy walczyli w obronie naszej ojczyzny. Jednym z takich wybitnych postaci był kapitan Stefan P. Wesołowski, uważany przez wielu za bohatera dwóch narodów.


Zdjęcia: Archiwum rodziny Wesołowskich
12-letni Stefciu Wesołowski, najmłodszy kapral II Rzeczypospolitej

 

Zbliża się 70. rocznica wybuchu II wojny światowej. Jest to okazja, aby przypomnieć ludzi, którzy walczyli w obronie naszej ojczyzny. Jednym z takich wybitnych postaci był kapitan Stefan P. Wesołowski, uważany przez wielu za bohatera dwóch narodów.

Stefan Ogończyk Wesołowski urodził się w Warszawie 31 stycznia 1909 roku. Wywodził się z dawnego rodu szlacheckiego o głębokich tradycjach patriotycznych. Ojciec Stefana, Lucjan, uczestniczył w rewolucji z 1905 roku, a jego dziadek Seweryn brał udział w powstaniu styczniowym w 1863 roku. Pradziadek Józef Wesołowski również uczestniczył w powstaniu, tyle że listopadowym w 1830 roku.
Długo można by tu było wymieniać członków rodu Wesołowskich zasłużonych dla Polski. Warto jednak zaznaczyć, że aż 22 z nich zostało odznaczonych najwyższym odznaczeniem wojskowym, za jakie jest uznawany Order Virtuti Militari.

NAJMŁODSZY KAPRAL II RZECZYPOSPOLITEJ
Losy Stefana Wesołowskiego są doprawdy niezwykłe. Był on jednym z najmłodszych żołnierzy w historii. Wstąpił bowiem w szeregi Legionów Piłsudskiego jako zaledwie 9-letni chłopiec! Nastąpiło to w roku 1918, kiedy to po nagłej ucieczce z domu postanowił walczyć o niepodległość ojczyzny. Jako żołnierz 16. Pułku Piechoty Dywizji Huzarów Śmierci brał udział w obronie Lwowa. Jego prawdziwie bohaterska postawa w walce przyniosła mu Order Virtuti Militari.
Trzy lata później udał się z grupą kolegów na Śląsk, gdzie uczestniczył w trzecim powstaniu śląskim. Tu również wykazał się niebywałą wręcz odwagą, wysadzając pociąg pancerny. Został za to odznaczony Krzyżem Walecznych oraz uzyskał stopień kaprala. W ten sposób Stefan, mając 12 lat, został najmłodszym kapralem Rzeczypospolitej.

Z PIECHURA… MARYNARZ
Po zakończeniu walk młody żołnierz nie powrócił do Warszawy. Pojechał do Gdańska, gdzie  jako chłopiec okrętowy zaciągnął się na statek "Abdank", a później na statek handlowy "Gazolina". Stefan chciał jednak służyć w Polskiej Marynarce Wojennej. Udało mu się to za sprawą decyzji admirała Kazimierza Porębskiego. W wieku lat 13 został skierowany do szkoły podoficerskiej, gdzie szybko nauczył się nie tylko znaków sygnalizacji, ale również nadrabiał poważne zaległości w nauce czytania i pisania. Był zdolny, bystry, koleżeński. Zaskarbił sobie pełną akceptację załogi na statkach, na których służył. Po flocie polskiej przyszła kolej na Francuską Marynarkę Wojenną. Wysłany na szkolenie do Francji, służył na pokładach "Bourrasque", "Fortune" i "Condercet".

Stefan Wesołowski jako podoficer – sygnalista na ORP "Błyskawica", rok 1940

 Po okresie 8 lat aktywnej służby, Stefan Wesołowski uzyskał w roku 1930 dyplom szkoły podoficerskiej i przeniósł się do rezerwy. Rozpoczął wtedy karierę w polskiej flocie handlowej.
W roku 1934 ożenił się z piękną  Antoniną, z domu Kijańczyk i w ciągu kilku następnych lat wiódł szczęśliwe życie rodzinne. Miał dwóch synów: Zdzisława i Jeremiego. Niedługo jednak trwał spokój.

KU CHWALE OJCZYZNY!
24 sierpnia 1939 roku nastąpiła w Polsce powszechna mobilizacja, a kilka dni później wybuchła II wojna światowa. Stefan znalazł się jako podoficer sygnalista na pokładzie słynnego ORP "Błyskawica". To właśnie z pokładu "Błyskawicy" Stefan Wesołowski – na rozkaz kapitana Włodzimerza Kodrębskiego – nadał pamiętny sygnał: Szczęść Boże, ku chwale ojczyzny! – kiedy okręt wypływał 30 sierpnia 1939 z portu w Gdyni, aby walczyć na morzu w obronie Polski.
Niszczyciel ten stał się później jednym z najsłynniejszych okrętów bojowych, a nawet został udekorowany w 1986 roku – jako jedyny okręt Marynarki Wojennej RP – Orderem Virtuti Militari za zasługi w bitwach morskich. Potem został on przekształcony w muzeum i stoi przy nabrzeżu w Gdyni.
Stefan Wesołowski został ranny podczas bitwy o Narwik w Norwegii i z uwagi na zły stan zdrowia nie mógł już wrócić do służby na tym okręcie. Za bohaterską postawę podczas walki, kiedy to przyczynił się do uratowania "Błyskawicy", ostrzeliwując atakujący ją bombowiec, został odznaczony po raz drugi Krzyżem Walecznych.
W lipcu 1940 roku, po opuszczeniu szpitala, został przydzielony do służby na francuskim ślizgaczu "Chaser XV" jako zastępca dowódcy. Później służył jeszcze na szwedzkim okręcie "Heilmeren", a w latach 1941-1943 pływał w konwojach na polskich statkach handlowych.

POD AMERYKAŃSKĄ BANDERĄ
W listopadzie 1943 roku nastąpił ważny moment w życiu Stefana Wesołowskiego. Podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych otrzymał propozycję objęcia stanowiska zastępcy dowódcy – a później kapitana – amerykańskiego lotniskowca "Ganandoc". Był to szczególny wyraz uznania dla jego zasług, doświadczenia i waleczności.
"Ganandoc" miał za zadanie dostarczać samoloty bojowe i zaopatrzenie z Halifaksu w Nowej Szkocji, poprzez Atlantyk do Wielkiej Brytanii. Po kilku takich rejsach okręt wyznaczony został do udziału w inwazji na Normandię. Podczas bitwy jednostka została poważnie uszkodzona przez pociski artylerii niemieckiej. Mimo to kapitan Wesołowski zdołał doprowadzić go do portu w Anglii. Tam przeszedł remont i udało się go przywrócić do służby. Generał Frank Ross zaproponował, aby nazwać okręt "Kapitan Wesołowski", lecz Stefan skromnie zrezygnował z tego zaszczytu.

OBYWATELSTWO DLA KAPITANA I RODZINY
W roku 1940, kiedy USAT "Ganandoc" przypłynął do Southampton w Anglii i zacumował obok stojącego już w porcie polskiego niszczyciela "Błyskawica", wśród polskiej załogi rozeszła się wieść, że amerykańskim lotniskowcem dowodzi Polak! Przybiegli zatem marynarze z "Błyskawicy" oglądać tego ziomka. Jakież było ich zdziwienie, kiedy na mostku kapitańskim zobaczyli znajomą twarz. Jeden z nich wykrzyknął: "Stefciu, co ty tu robisz?!"
Kiedy do zwierzchników dotarła wiadomość, że dowódcą ogromnego lotniskowca sił zbrojnych USA jest nie Amerykanin, lecz Polak – kazano mu się z tego wytłumaczyć. Kapitan Wesołowski stwierdził jednak ze stoickim spokojem, że nigdy nie pytano go o obywatelstwo, a nominację uzyskał dzięki swojemu doświadczeniu, umiejętnościom i zasługom wojennym. Tak już pozostało do końca wojny. Po jej zakończeniu rząd Stanów Zjednoczonych przyznał kapitanowi Wesołowskiemu i jego przebywającej w Polsce rodzinie amerykańskie obywatelstwo.

Spotkanie z rodziną na lotnisku w Nowym Jorku – rok 1946. Kapitan S. Wesołowski, żona Antonina i synowie: Zdzisław (starszy, z prawej) i Jeremi.

Dzięki temu żona Antonina i dwaj stęsknieni mali chłopcy – po sześciu latach trudnej rozłąki – spotkać się z mężem i ojcem. W lipcu 1946 roku przybyli oni na stałe do Nowego Jorku.
Krótko potem kapitan Wesołowski przeszedł do rezerwy i podjął nowe zadania w amerykańskiej flocie handlowej, gdzie pływał po morzach świata przez następne 20 lat.

Pewnego dnia prezydent USA Harry Truman zaprosił kapitana Wesołowskiego do Białego Domu, gdzie gratulował mu i dziękował za służbę dla Stanów Zjednoczonych.
Rodzina Wesołowskich mieszkała początkowo na Staten Island, NY, a w późniejszym okresie wybrała Miami Beach jako idealne miejsce do radowania się życiem. Kapitan Wesołowski cieszył się nim aż do roku 1987, kiedy to zmarł.
 

Kapitan Stefan Wesołowski odznaczony został ponad 50 orderami i medalami przez władze Polski, Stanów Zjednoczonych, Litwy, Francji oraz Wielkiej Brytanii; stał się on bohaterem dwóch narodów: Polski i Stanów Zjednoczonych. Oba kraje mogą być z niego dumne!

 

Autor: Ania Navas