Być w obecności świętego

106
Po mszy świętej w kaplicy watykańskiej, 8 czerwca 1999 roku, ksiądz Mirosław Król spotkał się z Janem Pawłem II FOTO: Z ARCHIWUM ks. M. KRÓLA

Mówią, że z biegiem lat zapominamy wiele z naszej młodości. Myślę, że w tym stwierdzeniu jest wiele racji, aczkolwiek, moim zdaniem, nie do końca… Pewnych wydarzeń, ludzi, chwil nigdy się nie zapomina. Wśród osób, których nigdy nie zapomnę, na pewno jest święty Jan Paweł II. To on wywarł, i ciągle wywiera, ogromny wpływ na moje życie.

16 października 1978 roku wracałem jako 8-letni chłopiec, wraz z całą gromadą rówieśników, z nabożeństwa różańcowego, na które chodziliśmy do kościoła parafialnego w Śnietnicy. Chodziliśmy do tego kościoła codziennie przez cały miesiąc październik, ponieważ kościół w mojej rodzinnej wiosce Stawiszy spłonął lata wcześniej, a władze komunistyczne nie pozwoliły na jego odbudowę. Właśnie tego historycznego dnia z jednego z przydrożnych domów wybiegła starsza pani i wypowiedziała do nas słowa, które brzmią w moich uszach do dziś: „Dzieci, dzieci, nie wiecie, co się porobiło… mamy papieża Polaka”.
Wtedy jeszcze nie do końca rozpoznaliśmy ważność tego wydarzenia, ale jej bardzo podekscytowane „ogłoszenie”, takie nasze „Habemus Papam”, pozwoliło nam zrozumieć, że coś niesamowitego się wydarzyło. To był mój taki pierwszy „kontakt” z człowiekiem, którego życie miało mieć ogromny wpływ na moje własne.
W następną niedzielę, przylepieni do czarno-białego ekranu telewizora, z wielkim nabożeństwem przeżywaliśmy jego mszę świętą na otwarcie pontyfikatu, który miał się okazać historycznym pod wieloma względami.

Pierwszy raz miałem okazję przyklęknąć i ucałować „pierścień rybaka”, Piotra tamtych trudnych czasów, latem 1988 roku, kiedy to podczas pielgrzymki do Rzymu, wraz z innymi grupami, uczestniczyłem w mszy świętej w ogrodach watykańskich przy grocie Matki Bożej z Lourdes. Już wtedy, jako 18-letni chłopak, wiedziałem, że po maturze chcę wstąpić do seminarium. Pamiętam, że wtedy po mszy świętej papież podchodził do każdej grupy i stawał na środku do wspólnego zdjęcia. Akurat podszedł i stanął przy mnie. Wtedy wypowiedziałem jedno zdanie do niego: „Pobłogosław mi, Ojcze Święty, abym mógł zostać dobrym księdzem”. Do dziś czuję jego dłoń, którą położył na mojej głowie i wypowiedział wolno jedne z najważniejszych słów, jakie usłyszałem w moim życiu: „Błogosławię ci, błogosławię ci”. Byłem wtedy najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.

29 maja 1999 roku przyjąłem święcenia kapłańskie, a już 8 czerwca byłem w Rzymie i dzięki życzliwości wtedy jeszcze biskupa Stanisława Dziwisza zostałem telefonicznie zaproszony na mszę świętą w prywatnej kaplicy papieskiej w Watykanie. Było nas wtedy około 20 osób. W prośbie, którą wtedy wysłałem do biskupa Dziwisza, zaznaczyłem, że jestem neoprezbiterem. W tym też dniu biskup Dziwisz zapytał nas, koncelebrujących kapłanów, który z nas jest nowo wyświęconym księdzem. Oczywiście z radością się do tego przyznałem. Wtedy otrzymałem piękne zadanie, aby przeczytać Ewangelię w czasie mszy i także służyć papieżowi – co za radość była w moim sercu! Był taki moment w czasie czytania Ewangelii, iż oderwałem wzrok od tekstu i spojrzałem na środek kaplicy, gdzie przy klęczniku stał Ojciec Święty. Wtedy mój wzrok spotkał się z jego oczami, które patrzyły na mnie czytającego słowa Dobrej Nowiny. Poczułem ogromną moc tego spojrzenia, jakbym zamarł na chwilę, przez parę sekund, choć dla mnie to była wieczność i nie mogłem wrócić do czytanego tekstu. Było to spojrzenie mistyka, człowieka, który wsłuchiwał się w słowa jego Mistrza, któremu teraz służył jako uczeń szczególny.
Po mszy świętej było jeszcze spotkanie osobiste, w czasie którego wręczyłem Ojcu Świętemu moje obrazki prymicyjne i… podziękowałem mu za błogosławieństwo sprzed lat, które właśnie przyniosło już pierwszy owoc: zostałem kapłanem Chrystusa. Tego dnia czułem mocno, że koncelebrowałem Eucharystię ze świętym.
Dziś, kiedy ze wzruszeniem wspominam tamte chwile, dziękuję Bogu, że 100 lat temu w Wadowicach narodził się Karol Wojtyła, który przeżył czasów wiele, stał się Gigantem Wiary, zmienił mocą Ducha Świętego oblicze ziemi, ale także miał, i ciągle ma, wielki wpływ na moje własne życie. Dziś modlę się już do niego, jako świętego, aby ta druga część błogosławieństwa, także dzięki bożej łasce, się spełniła: abym był także dobrym kapłanem, choć trochę takim jak On – Jan Paweł Wielki.

Od redakcji: Ksiądz kanonik Mirosław Król, który był proboszczem w parafii św. Teresy od Dzieciątka Jezus – Sanktuarium św. Jana Pawła II w Linden, NJ, 3 października 2017 roku objął urząd kanclerza Polonijnego Centrum Naukowego w Orchard Lake w stanie Michigan. Jest to największy polski ośrodek naukowy poza Polską. Przysięgę złożoną na Biblię przez nowego kanclerza odebrał metropolita Detroit, arcybiskup Allen H. Vigneron, wraz z prymasem Polski arcybiskupem Wojciechem Polakiem.