Chór Angelus – centrum życia pozarodzinnego

0
1

Jest pan pierwszym dyrygentem chóru Angelus, który stworzył jego podwaliny. Proszę przybliżyć nam jego początki.
W 1998 roku państwo Lunia i Antoni Chrościelewscy zwrócili się do mnie z prośbą o przygotowanie chóru tylko na jeden koncert. Miał to być występ w towarzystwie orkiestry symfonicznej w Hunter College. W założeniu był to projekt jednorazowy. W związku z tym zamieścili w prasie ogłoszenia dotyczące poszukiwań śpiewaków i w ten sposób zjawiło się wiele zainteresowanych osób. Mieliśmy wówczas w składzie ponad stu śpiewaków. Jednak wielu z nich nie liczyło na to, że chór będzie kontynuował swoją działalność, więc przyjeżdżali do nas nawet z New Jersey, Connecticut oraz różnych części Nowego Jorku. A koncert okazał się wielkim sukcesem. W związku z tym państwo Chrościelewscy, widząc ten potencjał, stwierdzili, że chcą, żeby jednak chór nadal działał. Nazwali go od tytułu pierwszego utworu, jaki wykonywaliśmy, a był to „Angelus” Wojciecha Kilara.

I jak potoczyły się jego dalsze losy?
Postanowiliśmy się spotykać dalej, działać i śpiewać, by po jakimś czasie zobaczyć, jakie efekty będzie przynosiła ta nasza praca. Przygotowaliśmy koncerty bożonarodzeniowe, które dawaliśmy m.in. w Konsulacie Generalnym RP na Manhattanie, opracowaliśmy występy patriotyczne, które mieliśmy w Polskim Domu Narodowym na Greenpoincie, m.in. w Dniu Niepodległości Polski czy też w Dniu Konstytucji Trzeciego Maja. Nasz repertuar stopniowo się rozrastał i znalazły się w nim pieśni religijne, patriotyczne, tradycyjne oraz artystyczne, zarówno polskie, jak i zagraniczne. Po pewnym czasie rozdzieliliśmy pieśni religijne na kolędy, na pieśni wielkopostne oraz pieśni, które mogliśmy wykorzystywać podczas różnych ceremonii kościelnych. Tak więc nasza działalność nie ustawała. Czasami nawet spotykaliśmy się dwa razy w tygodniu, mimo że były wśród nas osoby, które przyjeżdżały z Brooklynu, Queensu, górnego Manhattanu, Staten Island, Long Island czy New Jersey, a nawet spod granicy z Pensylwanią. Ostatecznie ukształtował się trzon chóru, liczący około 30-35 osób i w tej postaci Angelus funkcjonował przez wiele lat. Ja byłem jego dyrygentem od 1998 do 2006 roku. Współpracowaliśmy z różnymi muzykami i artystami z Polski, a także ze studentami z Juilliard School w Nowym Jorku, a nawet z solistami i dyrygentem Andrzejem Rozbickim z Kanady. Oprócz wspomnianego trzonu chóralnego, który był w miarę stabilny, mieliśmy również osoby, które pojawiały się u nas na krótki okres, np. na kilka miesięcy, na pół roku, czasami na rok itp. Członkostwo w chórze było oczywiście wielkim poświęceniem się i zobowiązaniem, ale jednak najważniejsza była radość, jaka płynęła z tej pracy i działalności Angelusa oraz wspólnego spotykania się i śpiewania. To wszystko było oparte na zasadzie wolontariatu, ale, co jest warte przypomnienia, to słowa niektórych pań, śpiewających w chórze do dziś, że: „przez cały tydzień przygotowują się do tej próby”. Okazywało się, że dwie godziny spędzone na wspólnym opracowywaniu występów były dla nich centrum życia pozarodzinnego. Bardzo chciały uczestniczyć w próbach i śpiewać, bo był to – i nadal jest – pewien czynnik stymulujący. W ciągu roku zawsze było przynajmniej 50 takich prób oraz kilkanaście koncertów. Więc na pewno było to pewnego rodzaju wyrzeczenie i dlatego mam bardzo wielki respekt dla ludzi, którzy w ten sposób podchodzą do życia.

Gdzie głównie koncertowaliście?
Były to koncerty z okazji różnych rocznic i świąt. Występowaliśmy m.in. w kościołach oraz na różnych uroczystościach. W okresie bożonarodzeniowym dawaliśmy około 4-5 koncertów z kolędami. Jeździliśmy także do Amerykańskiej Częstochowy, ponieważ tamtejsze sanktuarium nie miało swojego chóru rdzennie polskiego, więc Angelus często towarzyszył ważnym i szczególnym uroczystościom tam się odbywającym.

Chór Angelus od samego początku jest niezależny. Jak udawało się wam pokonywać problemy związane z działalnością i różnymi wydatkami?
Chór ten nie należy do żadnej organizacji, do żadnej parafii ani nawet do Związku Śpiewaków Polskich w Ameryce. Jest utrzymywany praktycznie ze składek członkowskich oraz datków, które osoby prywatne, a czasami różne organizacje i instytucje przekazują na jego działalność. Angelus funkcjonuje przy Polskim Domu Narodowym na Greenpoincie, który odgrywa w jego działalności ogromną rolę – zapewnia lokum i możliwość spotykania się. W związku z tym należy mu się ogromne uznanie. Zresztą państwo Chrościelewscy, którzy byli założycielami chóru, zrobili bardzo dużo nie tylko dla Angelusa.

Chyba kiedyś byli też jego członkami?
Pani Lunia śpiewała w Angelusie, a wcześniej w chórze Aria z New Jersey. Często pełniła także kluczową rolę organizacyjną związaną z koncertami, doborem akompaniatorów, aranżacjami itp. Prowadziła taką minipolitykę menedżerską, która była nam bardzo potrzebna. Pan Antoni podejmował decyzje, a pani Lunia dbała o wszelkie szczegóły i detale.

Okazuje się, że po 20 latach działalności w chórze są osoby, które śpiewają w nim od samego początku.
Jedną z nich jest dyrygentka Izabela Grajner-Partyka, a także kilka innych osób. Paru śpiewaków wyjechało do Polski lub poza Nowy Jork, niektórzy zmarli, ale pojawili się nowi i ciągle w chórze jest około 30 osób i wiem, że trzon stanowią ci, którzy są w nim od początku jego działalności. Oczywiście wówczas byliśmy dużo młodsi. Poza tym mieliśmy ułatwioną pracę, ponieważ ja jako dyrygent współpracowałem z Izabelą. Wówczas dzieliliśmy zespół na dwie grupy, ona pracowała z kobietami, a ja z mężczyznami. Teraz na pewno jest jest trudniej, bo wszystkim zajmuje się sama.

A dlaczego zrezygnował pan ze współpracy z Angelusem?
Po ośmiu latach działalności chóru mój harmonogram bardzo się skomplikował. Poza tym przeniosłem się z Greenpointu na dolny Brooklyn, więc ze względu na utrudniony dojazd nie udało mi się dostosować obowiązków zawodowych do pracy z chórem, która wymagała pewnej elastyczności. Niestety nie mogłem tego zapewnić, zatem postanowiłem zrezygnować z dalszej współpracy.

A czy nadal spełnia się pan muzycznie w jakiś sposób?
Oczywiście, cały czas, ponieważ jestem nauczycielem muzyki w szkole amerykańskiej i pracuję dla nowojorskiego Wydziału Oświaty. Od 21 lat uczę w MS 201 na Dyker Heights, gdzie także prowadzę orkiestrę. Poza tym pracowałem również jako wykładowca muzyki na NYU, a obecnie prowadzę badania nad muzyką średniowieczną i zajmuję się rękopisami ze średniowiecznej Hiszpanii.

Autor: ROZMAWIAŁ: WOJTEK MAŚLANKA