Chór dojrzewa jak stare, dobre wino

0
1

Jest pani jedną z osób, które działają w chórze Angelus od chwili jego powstania. Jak zaczęła się pani współpraca z chórem?
Jestem związana z Angelusem od pierwszej próby przed koncertem „Victoria”, który odbył się w Hunter College w 1998 roku. Jego pomysłodawcami byli państwo Lunia i Antoni Chrościelewscy. Tam wykonaliśmy m.in. „Angelusa” Wojciecha Kilara i od tego utworu pochodzi nazwa naszego chóru. Do tego występu wszystkich śpiewaków – a była to około stu osób – przygotowywał Wojtek Typrowicz. Po koncercie z tej grupy wyłonił się około 30-osobowy chór, który działa do dzisiaj przy Polskim Domu Narodowym na Greenpoincie, gdzie odbywają się próby. Nasza grupa śpiewaków to wspaniali ludzie. Spotykamy się nie tylko na próbach, a także po ich zakończeniu. Zawsze wspólnie udaje nam się pokonywać wszelkie problemy. Przez całe 20 lat naszą działalność wspiera Polonia. Zawsze po koncercie prosimy o przekazanie donacji na dalszą działalność chóru, i nigdy się nie zawiedliśmy. Dopiero od kilku lat jesteśmy wspomagani przez Polsko-Słowiańską Federalną Unię Kredytową. Na pewno przez pierwsze 15 lat działalności byliśmy tylko własnym utrzymaniu i przy okazji dziękuję Polonii za okazane wsparcie.

W pewnym momencie przejęła pani funkcję dyrygenta chóru. Jak do tego doszło?
Chór Angelus składa są z pasjonatów śpiewu z dobrymi głosami, ale bez wykształcenia muzycznego. Okazało się, że tylko Wojtek Typrowicz oraz ja mieliśmy skończone studia muzyczne, więc w pewnym momencie zaproponowałam mu pomoc i w ten sposób zaczęliśmy współpracować. Ja zajmowałam się altami i sopranami, a Wojtek tenorami i basami, więc bardzo szybko udawało nam się przygotowywać poszczególne utwory. Dlatego też przez pierwszych osiem lat, kiedy byliśmy razem, opracowaliśmy bardzo duży repertuar. Tak więc niedługo po powstaniu chóru zostałam asystentką dyrygenta, a po odejściu Wojtka Typrowicza chór jednogłośnie oświadczył, że chce, żebym zajęła jego miejsce. Broniłam się przed tym, ale ostatecznie przyjęłam to wyzwanie, mimo że oznaczało to dla mnie pełnienie trzech ról: dyrygentki, akompaniatorki oraz śpiewaczki. Była to bardzo duża odpowiedzialność, ale przez wszystkie lata starałam się wywiązywać z zadania jak najlepiej.

Jak zmieniał się chór na przestrzeni tych 20 lat?
Nasz chór zmieniał się w związku z tym, że niektórzy jego członkowie wyjeżdżali do Polski lub innych stanów, ale w ich miejsce natychmiast pojawiały się nowe osoby. Tak więc można powiedzieć, że zmieniał się on pod względem liczby i różnorodności śpiewaków. To czasem powodowało, że musieliśmy całą pracę zaczynać od początku, by utrzymać poziom oraz dostosować repertuar do liczby chórzystów. Niezależnie od tego nasz cel był zawsze jeden – promowanie polskiej pieśni i tradycji w środowiskach amerykańskich, i to jest niezmienne w naszym chórze.

Wiem, że prócz pani jest jeszcze kilku członków chóru Angelus, którzy także związani są z nim od samego początku. Ilu ich jest?
Obecnie chór liczy ponad 30 osób i jedną trzecią tego składu tworzą śpiewacy, którzy są w nim od 1998 roku i stanowią jego trzon. Są to osoby, na które zawsze mogę liczyć, są na każdej próbie i bez nich nasz chór na pewno przestałby istnieć. Wiele z nich jest już w zaawansowanym wieku, ale chór dojrzewa jak stare dobre wino, mamy coraz większe doświadczenie i śpiewamy coraz lepiej. Takie mam wrażenie na podstawie reakcji publiczności. Niestety wiele osób już odeszło, czy to na wieczny spoczynek, czy też wróciło do Polski, ale na szczęście ciągle do nas przychodzą nowi śpiewacy.

Co, pani zdaniem, powoduje, że te osoby, często mające już wiele lat, chętnie udzielają się w chórze?
Zawsze starałam się, żeby w chórze panowała rodzinna atmosfera. I to nam się udało zrealizować, dlatego wszyscy, niezależnie od wieku, z radością przychodzą na nasze próby. Ma to także związek z naszym głównym celem, którym jest wspólne śpiewanie, a mamy około 15-16 koncertów w roku. Tak więc ciągle mamy przed sobą jakiś występ, nowe wyzwanie czy zaproszenie. To nas mobilizuje, a poza tym pomaga nam dobra atmosfera. Staramy się wspólnie obchodzić różne święta i urodziny poszczególnych członków; przynosimy wtedy ciasta, cukierki, pijemy wino i bawimy się. Dzięki temu osoby, które są samotne, mają trochę rozrywki, wsparcia i otuchy na dalsze życie. Po prostu, tak jak powiedziałam na początku, jesteśmy jedną rodziną, co bardzo sobie cenię, ponieważ sama przeżyłam bardzo trudny okres w swoim życiu i chór Angelus okazał mi wielką pomoc w tym czasie. Tak więc niezależnie, czy ktoś ma 40, 60, czy nawet 90 lat – a takich chórzystów też mamy – to wszyscy z chęcią przychodzą na próby oraz zasilają nasze szeregi. Dla wszystkich mamy otwarte drzwi.

Chyba najlepszym dowodem na to jest fakt, że w składzie chóru są także osoby zupełnie młode, jak chociażby pani córka Julia Partyka oraz akompaniator Nicholas Kaponyas.
Nasz chór zawsze starał się włączać do koncertów młode osoby, przede wszystkim podczas koncertów w Konsulacie Generalnym RP ma Manhattanie. Czasami był to młody skrzypek, czasami flecista, klarnecista itp. Zawsze mieliśmy świetnych młodych ludzi, zarówno śpiewaków, jak i instrumentalistów, którzy nam towarzyszyli. To dodawało nam splendoru i podnosiło rangę naszych koncertów, a ludzie chętnie na nie przychodzili. Moja córka Julia jest z nami związana od 16. roku życia, od chwili, gdy zaczęła studiować wokalistykę w nowojorskiej LaGuardia High School of Music & Art and Performing Arts. Od tego czasu jest naszą solistką, ale śpiewa także jako chórzystka. Pomagała mi nawet w dyrygowaniu chórem, i to w czasie, gdy była bardzo młodą dziewczyną. Chórzyści bardzo lubili jej sposób dyrygowania, a robiła to zastępując mnie czasem w niedzielę, gdy uczestniczyliśmy w jakiś uroczystościach patriotycznych, a ja, jako kantorka, musiałam być wtedy w kościele, w którym pracowałam. To było coś niesamowitego, bo ta młoda dziewczyna stawała na wysokości zadania i zawsze wspomagała mnie swoim talentem i profesjonalizmem. Z kolei Nicholas Kaponyas jest wspaniałym młodym człowiekiem i pianistą, który akompaniuje nam od czterech lat. Poza tym, że jest świetnym muzykiem, to ma również piękny głos. Miałam przyjemność pracować także z wieloma innymi młodymi talentami, takimi jak Viletta Koss, Bartosz Hadała, Krystyna Wirkowska, a nawet Magdalena Baczewska, na samym początku naszej działalności. Wszyscy oni wspierali nas jako akompaniatorzy, a my chętnie włączaliśmy ich do naszych koncertów.

Jak wygląda codzienna działalność chóru? Myślę tutaj o próbach i koncertach.
Spotykamy się raz w tygodniu, we wtorki o godz. 8 wiecz. w Polskim Domu Narodowym na Greenpoincie. Każda próba jest przygotowywana pod względem następnego koncertu, który mamy przed sobą. Działalność chóru od wielu lat jest bardzo intensywna. Każdego roku mamy po kilkanaście występów. Są to koncerty: bożonarodzeniowe z kolędami, wielkopostne, z muzyką sakralną, maryjne, gregoriańskie, patriotyczne itd. Poza tym często pojawiają się okolicznościowe występy, czy to związane z jakimiś jubileuszami, czy też wydarzeniami w różnych parafiach. Obecnie powiększamy swój repertuar, co dla mnie, jako dyrygentki, jest poważnym wyzwaniem, dlatego że nasi śpiewacy nie czytają nut. W związku z tym muszę ich nauczyć każdej linii melodycznej.

Koncertowaliście w wielu ciekawych miejscach. Które występy były dla was najbardziej znaczące?
Występowaliśmy w wielu prestiżowych miejscach. Na pewno do tych najciekawszych miejsc należą koncerty: w New York City Center, podczas ceremonii zapalania lampek na choince w ONZ, w katedrze św. Jana Bożego podczas uroczystości beatyfikacji papieża Jana Pawła II, w katedrze św. Patryka na Manhattanie, Narodowym Sanktuarium Matki Boskiej Częstochowskiej w Doylestown, PA, oraz w Hunter College w Nowym Jorku. Śpiewamy zarówno dla Polonii, jak i dla Amerykanów. Jesteśmy zapraszani w różne miejsca i zawsze staramy się wywiązać ze swoim zobowiązań, nawet tych repertuarowych.

A jakim repertuarem dysponuje chór Angelus?
Śpiewamy nie tylko polskie utwory, ale także bardzo trudne pieśni zagraniczne. Jesteśmy jedynym polonijnym chórem, który wykonuje „Hallelujah” Georga Friedricha Haendla czy „Requiem” Wolfganga Amadeusza Mozarta, które śpiewają profesjonalne chóry. Nasz repertuar jest bardzo bogaty, mamy w nim ponad 200 utworów, obejmujących polską i zagraniczną muzykę patriotyczną oraz religijną, dlatego gdziekolwiek jesteśmy zaproszeni, to zawsze jesteśmy w stanie podołać temu wyzwaniu.

Działalność chórów, podobnie jak wielu innych organizacji polonijnych w obecnych czasach, napotyka na różne utrudnienia i kłopoty. W jaki sposób udaje wam się je przezwyciężać?
Jestem osobą, która nie lubi narzekać. Przez wiele lat nie mieliśmy żadnego wsparcia finansowego z zewnątrz, byliśmy na „własnym garnuszku” i zawsze jakoś sobie z tym radziliśmy. Jedynie czego się nie dorobiliśmy, to takich samych strojów, jak to jest w innych chórach, ale nie to jest najważniejszą stroną naszej działalności. Nie chodzi o to, jak wyglądamy, tylko jak śpiewamy. A czy borykamy się z jakimiś innymi trudnościami? Gdy działa się społecznie, robi coś, co się lubi, i realizuje swoje pasje, to wszelkie kłopoty uciekają w zapomnienie. Jeżeli pojawi się jakiś problem, wówczas staramy się go wspólnie wyjaśnić. Rozmawiamy, dyskutujemy i go rozwiązujemy. Mamy z naszym zespole wspaniałą osobę, która nad tym wszystkim czuwa. To jest nasza sekretarka Teresa Maksimiak, która jest nieoceniona w tym, co robi. Cokolwiek byłoby do rozwiązania, to ona zawsze staje na wysokości zadania i to załatwi.

Czy jest coś, co chciałaby pani zmienić w działalności chóru?
Przede wszystkim chciałabym, żeby chór dalej działał z takim samym zapałem jak do tej pory, mimo że od chwili jego założenia jesteśmy o 20 lat starsi. Chciałabym także, żeby pojawiło się więcej ludzi chcących śpiewać, by nasz chór jeszcze bardziej się rozwijał. A przede wszystkim chciałabym podziękować naszym chórzystom za to, że są i chcą ze mną śpiewać oraz współpracować, a także dalej prowadzić to, co przez 20 lat wspólnie stworzyliśmy. Dziękuję również Polonii za wsparcie, jakiego nam udzielała od początku naszej działalności.

A jakie są plany Angelusa na najbliższe miesiące czy lata?
Już od najbliższej próby będziemy przygotowywać się do koncertów wielkopostnych, których zawsze mamy kilka. Później czeka nas występ patriotyczny w Polskim Domu Narodowym. W maju także śpiewamy pieśni maryjne, a sezon ten zakończymy 16 czerwca w parafii w Southampton na Long Island. Poza tym w sierpniu, podobnie jak przez ostatnich 20 lat, pojawimy się w Amerykańskiej Częstochowie, gdzie zawsze występujemy z największą przyjemnością. Mamy także propozycję dużego występu w prestiżowym miejscu w połowie przyszłego roku, ale zanim wszystko nie zostanie dopięte na ostatni guzik, to nie chcę o tym mówić publicznie, by nie zapeszyć. Chcemy także nawiązać współpracę z Bożeną Konkiel i jej młodzieżową grupą, ponieważ planujemy wspólnie duży koncert bożonarodzeniowy.

Autor: ROZMAWIAŁ: WOJTEK MAŚLANKA