Czerwone Gitary oczarowały Greenpoint

59

Wspólne śpiewanie starych i doskonale znanych przebojów, tańce wśród publiczności i gromkie brawa dominowały podczas koncertu Czerwonych Gitar na Greenpoincie. Nie brakowało także nowych piosenek, a nawet premierowego utworu, który został bardzo ciepło przyjęty przez polonijnych fanów legendarnego zespołu.

„Często mam wrażenie, że na początku koncertu publiczność patrzy na nas i próbuje sprawdzać, co to za twór z tych Czerwonych Gitar jest w tej chwili na scenie, ale najpóźniej po trzeciej piosence ludzie zaczynają się świetnie bawić i w efekcie końcowym nie chcą, żebyśmy schodzili ze sceny, tak jak dzisiaj” – stwierdził w rozmowie z „Nowym Dziennikiem” po koncercie na Greenpoincie Jerzy Skrzypczyk, lider i perkusista Czerwonych Gitar.

Występ, który miał miejsce w Polskim Domu Narodowym „Warsaw” w niedzielę, 8 kwietnia, po raz kolejny udowodnił, że nowojorska publiczność kocha muzykę tego zespołu, chętnie śpiewa wraz z muzykami największe przeboje i przy okazji świetnie się bawi. A wbrew temu, co powiedział współzałożyciel Czerwonych Gitar, fani na Greenpoincie nie czekali do trzeciej piosenki, tylko już podczas pierwszego utworu włączyli się do wspólnego śpiewu. Na pewno duże znaczenie miał tu fakt, że koncert rozpoczął się od „Historii jednej znajomości”, jednego z największych przebojów tej grupy. A później były kolejne znane i lubiane piosenki zarówno te sprzed lat, jak i z ostatnich płyt Czerwonych Gitar.

„Nagraliśmy ponad 290 piosenek, więc gdybyśmy chcieli je wszystkie dla państwa zagrać, to musielibyśmy spędzić tutaj około 16 godzin” – mówił ze sceny Jerzy Skrzypczyk, pełniący również rolę konferansjera. Jednak by zaprezentować jak najwięcej znanych przebojów podczas dwugodzinnego koncertu, zespół przygotował dwa duże bloki złożone z ich krótszych wersji, dzięki czemu fani zebrani na sali mieli okazję usłyszeć wiele ulubionych hitów. W jednej z takich „wiązanek” dominowały kompozycje Krzysztofa Klenczona, a w drugiej Seweryna Krajewskiego. Tak więc nie zabrakło takich przebojów, jak: „Moda i miłość”, „Nie licz dni”, „Gdy kiedyś znów zawołam cię” czy „Kwiaty we włosach”, jak i „Takie ładne oczy”, „Tak bardzo się starałem”, „Anna Maria”, „Nie spoczniemy” czy też „Dozwolone do lat 18-stu”. Nie zabrakło także innych przebojów sprzed lat: „Bo ty się boisz myszy”, „10 w skali Beauforta” oraz „Białego krzyża”.

Przy okazji prezentacji poszczególnych piosenek Jerzy Skrzypczyk wspominał o autorach ich słów, co się rzadko zdarza podczas innych koncertów. Tak więc przywołani zostali najwięksi tekściarze, z którymi w przeszłości współpracowały Czerwone Gitary, jak: Janusz Kondratowicz, Agnieszka Osiecka, Krzysztof Dzikowski czy Marek Dagnan.

Bardzo dobrze zostały odebrane przez publiczność nowe przeboje pochodzące z ostatnich dwóch płyt, jak np. „Senny szept”, „Lecz tylko na chwilę” czy też „Czerwona gitara”.

„Odnoszę wrażenie, że te piosenki nawet lepiej są przyjmowane niż nasze stare przeboje – stwierdził po koncercie Jerzy Skrzypczyk. – I muszę przyznać, że to mnie nie dziwi, ponieważ o tym świadczy również YouTube, który jest dla nas takim papierkiem lakmusowym. Okazuje się bowiem, że nasze nowe piosenki mają tam więcej odsłon niż stare przeboje Czerwonych Gitar”.

Przy okazji warto podkreślić, że album „O.K.” (2005 rok) uzyskał status złotej płyty, podobnie jak DVD będące rejestracją jubileuszowego koncertu, a album „Jeszcze raz” (2016 rok) w notowaniach Empiku, który jest największym dystrybutorem muzyki na polskim rynku, uzyskał status bestsellera. To wszystko świadczy o tym, że zarówno zespół w nowym składzie, jak i jego najświeższa muzyka została w pełni zaakceptowana przez fanów. Dowodem na to było także bardzo ciepłe przyjęcie premierowej piosenki „Podajmy sobie ręce” podczas koncertu w „Warsaw” na Greenpoincie, zresztą była ona wykonana dwukrotnie, w tym drugi raz w trakcie bisów.

„Jest ona naszą odpowiedzią na reakcję publiczności podczas naszych koncertów. Widząc symbiozę na widowni, wśród często obcych sobie ludzi siedzących lub stojących obok siebie, doszliśmy do wniosku, że musimy stworzyć piosenkę odzwierciedlającą to, co dzieje się z publicznością. Stąd taki utwór i jego tytuł” – wyjaśniał po koncercie Jerzy Skrzypczyk.

Podczas tej trasy Czerwonych Gitar wraz z jego muzykami na scenie pojawia się także młody gitarzysta Marek Jabłoński, którego zespół stara się w ten sposób wypromować. On sam świetnie się rozumie ze starszymi wiekiem i doświadczeniem kolegami ze sceny.

„Czuję się w zespole Czerwone Gitary bardzo dobrze. Współpracuję z nim już od dwóch lat, zagraliśmy wspólnie wiele koncertów. W dodatku zżyłem się już z chłopakami, więc nie mam na co narzekać, czuję się naprawdę bardzo dobrze” – mówił po koncercie Marek Jabłoński. Gitarzysta promowany przez legendarny zespół działa również solowo i interesuje się bardzo szerokim spektrum muzycznym.

„Nagrywam swoje solowe rzeczy, ale także współpracuję z innymi wykonawcami, m.in. z Popkiem, z którym niebawem będę nagrywał wspólną płytę. Jestem bardzo otwarty na muzykę i nie przeszkadza mi ani gdy jest zbyt ostra, ani łatwa w odbiorze, ani też gdy jest to klasyczna jej odmiana. To dlatego, że jestem fanem muzyki i cieszę się, że może mi ona towarzyszyć w życiu” – podkreślił Marek Jabłoński.

Koncert Czerwonych Gitar na Greenpoincie był czwartym występem odbywającym się w ramach trasy po Ameryce Północnej. Wcześniej zespół zagrał w Mahwah, NJ, New Britain, CT, oraz w Passaic, NJ. Przed nimi jeszcze koncerty w Massachusetts, Michigan, Illinois, na Florydzie oraz w Kanadzie.

Autor: WOJTEK MAŚLANKA