Człowiek z nadziei czy człowiek z teczki

0
0

Jak można się domyślić z tytułu publikacji, dyskusja toczyła się wokół książki oraz zawartych w niej faktów. Dotyczyła osoby byłego prezydenta, noblisty Lecha Wałęsy, jego powiązań ze służbami specjalnymi, a także wpływu faktu podjęcia współpracy z SB przez bohatera książki na losy Solidarności, a także na całokształt transformacji politycznej w Polsce. Dr Sławomir Cenckiewicz w latach 2001-2008 pracował w Instytucie Pamięci Narodowej w Gdańsku, w którym zgromadzono najwięcej dokumentów dotyczących rodzącej się Solidarności i w którym znajdują się najlepiej udokumentowane materiały dotyczące pierwszych działaczy tego zrywu wolnościowego.

SWÓJ CZŁOWIEK

Prelegent, obecnie najlepszy wałęsolog w Polsce, nie ma żadnych wątpliwości, że ikona Solidarności podjęła współpracę z SB w pełni świadomie i bez żadnych nacisków, czym dał wyraz w niejednej publikacji książkowej, bogato ilustrowanej dokumentami, chociażby w naukowej pozycji „SB a Lech Wałęsa”, wydanej wspólnie z Piotrem Gontarczykiem przez Instytut Pamięci Narodowej w Gdańsku. Przebadał zbiory wszystkich archiwów IPN-u w kraju, zbiory Archiwum Stoczni Gdańskiej, Archiwum Państwowe w Gdańsku i w Czechach, i wiele innych, które długo by tu wymieniać. Autor książki opiera swe twierdzenia nie tylko na pojemności archiwów, ale wizytach, które składał w miejscowościach, w których żył i pracował bohater jego książek, i rozmowach z naocznymi świadkami zdarzeń. Osobiście zna działaczy Solidarności i przytacza ich wypowiedzi oraz wspomnienia zawarte w publikacjach. Mimo że w czasie prezydentury Lecha Wałęsy dokumenty z teczki „Bolka” zostały przez niego „wypożyczone” i w większości zniszczone, to znaczna część z nich się zachowała.
W książce „Wałęsa. Człowiek z teczki” Cenckiewicz cytuje wypowiedzi bądź fragmenty pamiętników przedstawicieli ówczesnych władz, tj. gen. Jaruzelskiego, gen. Kiszczaka, Mieczysława Rakowskiego, gen. Ciastonia, którzy uważali Wałęsę za „swojego” człowieka i nie bali się o nieprzewidywalny bieg strajków czy protestów społecznych wiedząc, że „Bolek” szybko wyciszy strajki i nie dopuści do eskalacji niepokojów społecznych.

Lech Wałęsa, który ma zwyczaj twierdzić, że komunizm został „obalony” przez niego jednoosobowo, a nie za sprawą aktywności dużo bardziej zasłużonych od niego ludzi Solidarności, 10 mln zaangażowanych Polaków, postawy Jana Pawła II czy zdecydowanej polityki prezydenta Ronalda Reagana i coraz większej słabości sowieckiego aparatu totalitarnego, nie jest postacią tak bardzo czystą, szlachetną i kryształową, za jaką go kiedyś uważano, a za jaką on się obecnie sam uważa. Takie wnioski można było wyciągnąć podczas trwającej ponad dwie godziny prelekcji.

KAPRAL JUŻ WSPÓŁPRACOWAŁ

Uczestnicy spotkania na początku zapytali dr. Cenckiewicza, aby powiedział, co jest nowego w książce, czego nie znają z wcześniejszych publikacji i artykułów. Naukowiec odpowiedział, że nowe są dwa szczegóły; rozpoczęcie współpracy kaprala Wałęsy z SB jeszcze w podczas zasadniczej służby wojskowej oraz tragiczny los jego syna, Grzesia Lewandowskiego.
Współpraca Wałęsy z organami SB nie rozpoczęła się w 1970 r., jak się powszechnie przyjęło, a już podczas zasadniczej służby wojskowej, w latach 1963-65, kiedy to był również aktywnym działaczem Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej. „Istnieją poszlaki, że Lech Wałęsa związał się z WSW, żandarmerią wojskową. Był dumny z faktu bycia żołnierzem, a przecież to nie było wojsko polskie… Kiedy Wojciech Jaruzelski podczas pierwszego spotkania z Wałęsą w latach późniejszych podkreślił, że zna przebieg służby Lecha Wałęsy i docenia fakt, iż pacyfikował nastroje niezadowolenia wśród żołnierzy, Wałęsa aż promieniał ze szczęścia. Odwoływanie się do czasów służby wojskowej jest u Wałęsy dość częste – podkreślił dr Sławomir Cenckiewicz. – Kiedy już był 13 grudnia 1980 r., został przywieziony do Warszawy. Jaruzelski postanowił izolować się od Wałęsy, a przyjechał do niego płk Iwaniec i Wałęsa był szantażowany. Później jako prezydent otaczał się chętnie wojskowymi: gen. Dukaczewski, kontradmirał Wawrzyniak… Wałęsa wielokrotnie zabiegał o spotkanie z Jaruzelskim, do którego zresztą doszło. Zawsze był człowiekiem 'tamtej strony'”.

SPRAWA GRZESIA WAŁĘSY

Jak podkreślił dr Cenckiewicz, nie powinno się oceniać grzechów młodości innych ludzi, ale sprawa nieślubnego syna Lecha Wałęsy, Grzesia Lewandowskiego, wydaje się odzwierciedlać charakter „bezdusznego karierowicza z Matką Boską w klapie”. Otóż w czasach, kiedy Lech Wałęsa pracował w Państwowym Ośrodku Maszynowym w Łochocinie w 1962 r., spotykał się z Wandą Lewandowską z pobliskiej wsi. Wszyscy o tym we wsi wiedzieli, żyją świadkowie tych zdarzeń. Było to przed poznaniem jego późniejszej żony Danuty. Kiedy młoda kobieta zaszła w ciążę, adorator nie przyznał się do ojcostwa, zniknął i słuch po nim zaginął. Osiemnastoletnia matka nie mogła więc zwrócić się do ojca po alimenty. Krewni ubogiej, skazanej na ostracyzm matki „Wałęsiaka” poradzili jej, żeby zwróciła się do rodziców Lecha. Niestety, została stamtąd przepędzona. Kilka lat później doszło do tragedii. Czteroletni Grześ utopił się w stawie. Lech Wałęsa w słonecznych okularach był obecny na jego pogrzebie. Jak opisują świadkowie wydarzeń – i potwierdza w książce S. Cenckiewicz – Wałęsa „pocałował” dziecko przez własną dłoń, którą przyłożył do czółka dziecka. Mówiono, że pogrzeb był skromny, a ojciec nie dołożył się do jego kosztów. Na tabliczce przymocowanej do krzyżyka było napisane „Grzegorz Wałęsa, żył lat 4”. Kiedy matka dziecka wyjechała do Lublina, krzyż i tabliczka zniknęły, a mogiłka była sukcesywnie dewastowana. Kiedy fakt posiadania nieślubnego dziecka ujawnił w swojej książce w 2009 r. Paweł Zyzak, a za nim poszły lokalne media, w kraju rozgorzało niesamowite zamieszanie wokół tej sprawy. A Lech Wałęsa – swoim zwyczajem – nie potwierdził, ani nie zaprzeczył doniesieniom. Nie wytoczył też procesu Pawłowi Zygzakowi ani lokalnym mediom.

„Kiedy pojechałem na cmentarz – mówił S. Cenckiewicz podczas spotkania – żeby sprawdzić fakty dla celów mojej książki, spotkałem się z totalną amnezją. Ksiądz nie dopuścił mnie do ksiąg parafialnych, zasłaniając się urlopem, usłyszałem magiczną formułę o blokadzie ze strony biskupa i rodziny. Podobnie było z internetowym spisem grobów, usłyszałem, że mogiła jest bezimienna”. Sprawa Grzesia bardzo zbulwersowała zebranych, ale sądząc po dużej dozie zaufania do gościa wieczoru, wierzyli, że naszą ikonę Solidarności stać na wszystko.

W OKNIE KOMENDY MO

Dr Sławomir Cenckiewicz przypomniał też o tym, jak doszło do współpracy Lecha Wałęsy w Gdańsku, kiedy od 1967 r. był zatrudniony w stoczni. „Otóż podczas trzech gorących dni 14-16 grudnia 1970 r., kiedy doszło do gorących zamieszek na Wybrzeżu i rozwścieczony tłum ruszył 15 grudnia pod Komendę Główną policji w Gdańsku, początkowo Lech Wałęsa szedł z protestującymi. Później wybiegł na czoło pochodu, zniknął i nagle pojawił się w oknie gabinetu głównego komendanta MO, wołając do protestujących przez tubę, żeby się uspokoili, bo on prowadzi „negocjacje”. Został obrzucony kamieniami i nazwany zdrajcą. Potem tłumaczył fakt pojawienia się w oknie, jak zwykle pokrętnie, że chciał zobaczyć, jak tam jest. Innym razem, że podstawiono jego sobowtóra, a w innych źródłach tłumaczy, że nie zdążył się obejrzeć, a wciągnęły go drzwi obrotowe. „Żadnych drzwi obrotowych w komendzie nie było, sam sprawdziłem” – skonstatował dr Cenckiewicz. „W tamtych tragicznych dniach Lech Wałęsa stał się 'Bolkiem' i jego współpraca trwała od 1970 do 76 r. Zakończenie współpracy z SB było tylko symboliczne. On nadal pozostawał człowiekiem służb. Miało to znaczenie katastrofalne nie tylko dla jego losów, ale i całej walczącej o demokrację Polski. Najpierw sam donosił na kolegów, identyfikował ich ze zdjęć, pisał raporty na kilkadziesiąt osób, w tym na: Henryka Popielewskiego, Jana Górskiego, Henryka Lenarciaka, Henryka Jagielskiego, Józefa Szylera, Jana Jasińskiego, Stanisława Dziembło, Alfonsa Suszka, Kazimierza Szołocha. Później sam stał się zakładnikiem dużo wyżej od niego postawionych rekinów wywiadu. Zawsze był człowiekiem drugiej strony, nawet kiedy przestał być 'Bolkiem'. Jest na to wiele dowodów, jeśli obserwowało się jego ruchy i reakcje polityczne, niezależnie od tego, co znajdowało się w dokumentach” – skomentował Sławomir Cenckiewicz.

ROLA MIETKA WACHOWSKIEGO

Jednym z pytań zadanych przez zebranych była rola Mieczysława Wachowskiego u boku Lecha Wałęsy. Prelegent odpowiedział, że „działalność tej osoby stwarza naukowcom wiele trudności w opisie charakterologicznym i kontekście historycznym w sprecyzowaniu jego postaci. To człowiek znikąd, pojawił się w 1980 r. i zaoferował, że za darmo będzie kierowcą Wałęsy. Trudno ustalić, skąd się wziął, wszelkie dokumenty ze szkół, miejsc jego pracy „wyparowały”. Był pasem transmisyjnym między generalskimi szujami a Wałęsą, pośrednikiem pomiędzy ludźmi władzy i służbami. Poszerzał kartotekę Lecha dostarczając alkohol i podsuwając mu płatne dziewczyny w hotelu Solec, który służył Solidarności na spotkania z rządem i był – co oczywiste – naszpikowany urządzeniami podsłuchowymi i kamerami, przez co Wałęsa był później szantażowany, a filmy z ekscesów alkoholowo-seksualnych dotarły nawet do Watykanu. Wachowski znika w 2003 r., a później wraca…

CZŁOWIEK Z NADZIEI

Podczas spotkania nie zabrakło pytań o film Andrzeja Wajdy „Wałęsa. Człowiek z nadziei”. „Film ten jest straceńczą próbą obrony tragicznej i skompromitowanej postaci Lecha Wałęsy oraz samego Wajdy. Fabuła filmu nie jest zgodna merytorycznie nawet z tym, co mówił bądź pisał w swoich książkach sam Lech Wałęsa. Jest nachalną i kłamliwą propagandą filmowej produkcji państwowej za państwowe pieniądze, dlatego celem mojej ostatniej książki było odbrązowienie tej hagiografii” – podsumował dr Cenckiewicz. I dodał, że już więcej książek o Wałęsie nie napisze.

Spotkanie zostało bardzo ciepło przyjęte przez słuchaczy, którzy – niestety – później poczuli się lekko zawiedzeni, gdyż gość wieczoru przed laty zapowiadał wydanie pozycji książkowej poświęconej agentom wśród Polonii amerykańskiej, a teraz się z tego pomysłu wycofuje, zasłaniając się brakiem czasu. Ujawnienie (licznych polonijnych agentów) rozwiązałoby wiele problemów wśród Polonii. Gość przyciskany do muru lakonicznie dodał tylko, że owszem, aktywnie działającym agentem był śp. ks. Michał Z., a także Tadeusz C. i Jerzy P. – byli prezesi organizacji polonijnych w Nowym Jorku. Zaprzeczył jakoby ks. Longin Tołczyk był agentem. Zapowiedział, że jeden z najbliższych artykułów poświęci agenturalnej działalności nieżyjącego już prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej Edwarda Moskala z Chicago.

DRUGI DZIEŃ SPOTKANIA Z AUTOREM

W sobotę, 4 stycznia, odbyło się drugie spotkanie z autorem książki „Wałęsa. Człowiek z teczki”, w nieco bardziej kameralnych warunkach, kiedy to między godz. 4 po południu a 7 wieczorem czytelnicy przychodzili zakupić ostatnią i poprzednie książki dr. hab. Sławomira Cenckiewicza i przy herbacie podyskutować z autorem, podzielić się uwagami. Przeważały głosy, że tak demaskatorskiej książki o Lechu Wałęsie dotychczas nie było. Ale to nie jest tylko książka o esbeckich źródłach mitu Wałęsy, jego kwitach, które podpisał, bądź nie – jak sam mówi – ale o ciągu konsekwencji z tym związanych, o blokowaniu prawdziwie demokratycznych przemian, jego romansach z reżimem komunistycznym, rzekomym skakaniu przez płot na teren stoczni podczas strajku, spotkaniach w cztery oczy z gen. Kiszczakiem, prośbach o przyjęcie go przez gen.Jaruzelskiego, pisanie listów wiernopoddańczych, a przede wszystkim zdradzie kolegów, zniweczenie ich zasług w tworzeniu Solidarności.

NIE BYŁ PIERWSZYM REWOLUCJONISTĄ

Wałęsa nie był twórcą ani pierwszych Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża, ani Komitetu Obrony Robotników, ani pierwszym założycielem Solidarności. Wpraszał się na siłę do mieszkań opozycjonistów, w których od dawna odbywały się konspiracyjne spotkania. Nie był tam mile widziany, bowiem tacy ludzie, jak Anna Walentynowicz (której najbardziej nienawidził!) czy Krzysztof Wyszkowski, Bogdan Borusewicz, bali się go jak ognia i starali się unikać. Joanna i Andrzej Gwiazdowie nigdy nie wpuścili go do mieszkania. Dlatego wszyscy stali się jego wrogami, byli powoli eliminowani z życia związkowego, a później rugowani ze zjazdów Solidarności.
Książka Cenckiewicza odsłania kulisy kompromitującego zachowania Lecha Wałęsy podczas wizyty u papieża, jego samolubstwo, brak podstawowych zasad dobrego wychowania, a nawet cudzołóstwo i alkoholizm. A już szczytem kompromitacji są zamieszczone w książce zapis rozmowy Wałęsy z bratem Stanisławem, odbytej w Arłamowie podczas internowania, i stenogram z tego spotkania nagrany przez SB w 1983 r., w którym to knajackim językiem bracia wypowiadają się na temat różnych znanych postaci, m.in. o papieżu Janie Pawle II, oraz planują jak w przyszłości rozdysponować milionowe honoraria i pieniądze z Nagrody Nobla.
Wszystkim obrońcom mitu ikony Solidarności oraz przyszłym widzom filmu-pamfletu na temat „mędrca Europy” tę nowatorską w stylu, bo publicystyczno–historyczną książkę, pisaną świetnym felietonistycznym językiem, szczególnie polecam. Zanim wybiorą się do kina na ckliwą bajkę o „Bolku”, który systematycznie wygrywał w totolotka i o Danusi z krainy marzeń i tajemnic.


SŁAWOMIR CENCKIEWICZ – doktor habilitowany nauk historycznych, wykładowca akademicki na uniwersytecie w Toruniu i w Katolickiej Wyższej Szkole Medialnej pod auspicjami ks. Rydzyka. Publicysta, autor kilkunastu książek, m.in. „Tadeusz Katelbach (1897-1977). Biografia polityczna”, Warszawa 2005; „Oczami bezpieki. Szkice i materiały z dziejów aparatu bezpieczeństwa PRL”, Kraków 2004; Gdański Grudzień’70. Rekonstrukcja. Dokumentacja. Walka z pamięcią”, Gdańsk-Warszawa 2009; „Anna Solidarność. Życie i działalność Anny Walentynowicz na tle epoki” (1929-2010), Poznań 2010, „Drugie ramię Moskwy. Wywiad wojskowy Polski Ludowej 1943-1991”, Poznań 2011 i współautor biografii politycznej Lecha Kaczyńskiego (Poznań 2013); „Wałęsa. Człowiek z teczki” (2013). Wyróżniony w konkursie Nagroda Literacka im. Józefa Mackiewicza i dwukrotny laureat nagrody „Książka historyczna roku”. W latach 2001-2008 pracownik Instytutu Pamięci Narodowej w Gdańsku. W 2006 r. pełnił stanowisko przewodniczącego komisji ds. likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych. Wiadomość z ostatniej chwili: Człowiek Roku Klubów Gazety Polskiej w Warszawie 2013.

Autor: Krystyna Godowska