Deklaracja Niepodległości symbolem wolności

12

W drugiej połowie XVIII wieku Wielka Brytania odniosła zwycięstwo nad Francją w Ameryce Północnej i przejęła tam niemal wszystkie jej zdobycze. Jednak dla Wielkiej Brytanii było to sukces trudny do udźwignięcia i kosztowny.

Spłata odsetek od zadłużenia wojennego pochłaniała ponad 60 proc. brytyjskiego budżetu. Spore obciążenia finansowe wynikały z konieczności utrzymania w Ameryce regularnej, 10 tysięcznej armii brytyjskiej. Wielka Brytania obawiała się odwetu i rebelii francuskich osadników, wspomaganych wojowniczymi Indianami. Brytyjczycy potrzebowali pokoju i dochodów, gdyż skarb korony brytyjskiej nadszarpnięty wydatkami wojennymi znajdował się na skraju bankructwa.

Potrzebne były pieniądze na utrzymanie strategicznych fortów pogranicznych i ich militarnych załóg, tymczasem mieszkańcy 13 angielskich kolonii niechętnie ponosili ciężary podatkowe i uchylali się od obciążeń na wszelkie możliwe sposoby. Władza w Londynie szukała zatem skuteczniejszych metod pozyskania gotówki od amerykańskich osadników. W 1764 r. przeprowadzono w brytyjskim parlamencie tzw. ustawę cukrową, obniżającą podatek nałożony na importowaną z Karaibów melasę do produkcji rumu z 6 do 3 pensów za galon. Jednocześnie zaostrzono środki kontroli, mające ukrócić przemyt melasy na kontynent amerykański. W koloniach zawrzało. Regulacja uderzyła niemal we wszystkich mieszkańców, gdyż prawie 90% znajdującej się na rynku melasy było do tej pory przemycane i nie płacono za nią należnego podatku. Ponadto wcześniej nie trzeba się było obawiać kary, gdyż w ławach przysięgłych również zasiadali uczestnicy tego procederu.

Dług wojenny Wielkiej Brytanii ciągle narastał (z 72 mln funtów w 1755 r. do 130 mln w 1764 r.; armia brytyjska w koloniach pochłaniała rocznie 225 tys. funtów). Rząd króla Jerzego III, poszukując kolejnych źródeł finansowania, zdecydował się wprowadzić w 1765 r. tzw. ustawę stemplową – podatek, który także okazał się nie do zaakceptowania przez kolonistów. Założenie nowego podatku było proste: wszelkie dokumenty, pisma, gazety i druki musiały być sporządzane na papierze ostemplowanym w metropolii. Zebrane pieniądze miały być przeznaczone na „obronę, ochronę i zapewnienie bezpieczeństwa koloniom”. W koloniach wybuchła swoista akcja nieposłuszeństwa, organizowano manifestacje, wybuchały zamieszki, składano petycje, bojkotowano urzędy, wzywano do bojkotu handlowego. W 1766 r. zebrali się w Nowym Jorku przedstawiciele dziewięciu kolonii. Podczas spotkania potępiono zakusy podatkowe londyńskiego parlamentu. W 1767 r. podjęta została kolejna próba nałożenia podatków na towary importowane. Doszło wówczas do bojkotu i ponownego wycofania się rządu londyńskiego z wprowadzanych regulacji fiskalnych.

Pozostawiono jedynie podatek od herbaty. Dla Brytyjczyków herbata była biznesem. Kompania Wschodnioindyjska docierała już ze swymi towarami do piątej części ludzkości  – w dużym stopniu dzięki herbacie, najpierw z Indii, potem z Chin. Ale w 1772 r. właśnie przez herbatę o mało co nie zbankrutowała. Kompania najpierw przesadziła z inwestycjami w bank, który zbankrutował, a potem tania herbata przywożona z Azji przez Holendrów najpierw wyparła brytyjski import z Europy kontynentalnej, aby później nielegalnie wedrzeć się na Wyspy. Wszyscy kupowali tańszą holenderską, a brytyjskie magazyny Kompanii pękały w szwach.
Lord Frederick North, premier Jego Królewskiej Mości Jerzego III, znalazł się w tarapatach. Kompania stanowiła brytyjskie dobro narodowe, własność czołowych polityków oraz instrument do prowadzenia polityki kolonialnej – była zatem zbyt duża, aby zbankrutować. Jednocześnie samej Brytanii groziła finansowa plajta. Londyn kilkakrotnie próbował przerzucić część kosztów obrony kolonii na ich mieszkańców – jednak bez rezultatu.

North wpadł na pomysł, aby oba problemy – upadającej Kompanii i budżetu – rozwiązać jedną ustawą. Uchwalony w maju 1773 r. Tea Act nadawał Kompanii monopol w eksporcie herbaty do Ameryki, bez konieczności zawijania do brytyjskich portów i płacenia tam dodatkowych ceł. Kompania mogła też sprzedawać herbatę amerykańskim odbiorcom bez pośredników. Wówczas byłaby w stanie zaoferować ją taniej nawet niż holenderscy przemytnicy i zarobić krocie. Jednocześnie wciąż obowiązywało niewielkie cło od importu herbaty do Ameryki – premier North liczył, że wystarczy ono na opłacenie kolonialnej administracji, co z kolei odciążyłoby londyński budżet.

Tea Act dla możnych przemytników z Bostonu, Nowego Jorku i Filadelfii był jednak bardziej niebezpieczny niż kontrola celna. Pozwalał on Kompanii Wschodnioindyjskiej sprzedawać herbatę znacznie tańszą niż ta pochodząca z przemytu. W ten sposób Tea Act zjednoczył patriotów z przemytnikami. Ci pierwsi domagali się praw politycznych, a ostatecznie również niepodległości od Londynu, ci drudzy natomiast nie chcieli utracić zysków z przemytu. Obie strony były jednak gotowe zrobić wszystko, aby herbata Kompanii Wschodnioindyjskiej do kolonii nie docierała. W dniu 16 grudnia 1773 r. przebrani za Indian mieszkańcy Bostonu zatopili czekający na rozładunek transport herbaty (nazwano to później kpiarsko „bostońskim piciem herbaty”).<$> W odwecie rząd w Londynie zamknął w 1774 r. port w Bostonie i obciążył mieszkańców kosztami stacjonowania wojsk królewskich.

Boston nie przetrwałby blokady, gdyby nie pomoc – przede wszystkim żywność – z sąsiednich miast i kolonii, oburzonych potraktowaniem bostończyków. Większość historyków przekonuje, że to nie utopienie herbaty w porcie bostońskim, ale właśnie kara, która spotkała miasto później, rozpoczęła katastrofalną dla Brytyjczyków sekwencję wydarzeń. We wrześniu 1774 r. w Filadelfii na pierwszym Kongresie Kontynentalnym spotkali się przedstawiciele 12 z 13 kolonii, aby jednogłośnie postanowić o bojkocie ekonomicznym Londynu w odpowiedzi na blokadę Bostonu. Powołano też milicję obywatelską, która stała się zaczątkiem regularnej amerykańskiej armii.

Wkrótce doszło do zbrojnego starcia w okolicach Lexington, na północ od Bostonu, gdzie żołnierze angielskiej armii mieli przeprowadzić akcję przejęcia magazynów milicji. Potyczka zakończyła się wycofaniem regularnej armii do Bostonu. Stamtąd, otoczona przez milicję przekształconą z biegiem czasu w tzw. armię kontynentalną pod dowództwem Jerzego Waszyngtona, ewakuowała się do Nowej Szkocji. Zbuntowane kolonie podjęły walkę zbrojną, a ich przebieg uniemożliwił zawarcie kompromisu przez obie strony. Jerzy III nie chciał uznać Kongresu, traktując jego uczestników jako buntowników i uzurpatorów. Amerykanie zaś winą za przerwanie dialogu obarczali Brytyjczyków. Rozstrzygnięcia zatem szukano w zwycięstwie militarnym.

Konflikt zbrojny stał się w tamtych latach tak ważny, że zmalało znaczenie wszystkich innych kwestii. Ludzie zostali zmuszeni do opowiedzenia się po którejś ze stron w sprawach powszechnie uznanych za ważne oraz do poparcia rewolucji, choć nie było dla nich wcale oczywiste, że niepodległość leży w ich interesie. Przygotowania do wojny sprawiły, że wszelkimi sposobami starano się przekonać do sprawy ludzi dotychczas neutralnych. Na przykład w Connecticut uchwalono prawo, które obligowało do służby wojskowej wszystkich mężczyzn między 16. a 60. rokiem życia, z wyjątkiem niektórych urzędników państwowych, pastorów, studentów i wykładowców Yale, czarnych, Indian i mulatów. Człowiek powołany do wojska mógł uchylić się od służby, proponując zastępstwo lub płacąc pięć funtów. Gdy 18 mężczyzn nie stawiło się w wyznaczonym terminie w koszarach, zostali uwięzieni, a warunkiem ich zwolnienia było zobowiązanie do udziału w wojnie. Chociaż wojna toczyła się o wolność, pobór do armii był przymusowy.

Rewolucję amerykańską wywołały finansowe spory z Koroną, o podatki i cła, potem żądanie suwerenności kolonii, ale należy zwrócić uwagę, że wszystko odbywało się w ramach Imperium Brytyjskiego. Słowo niepodległość nie padało, w tym już krwawym konflikcie, jeszcze długo. Ale wreszcie padło!

W początkach 1776 r. Massachusetts jako pierwsza z kolonii ogłosiła niepodległość. Później kolejno zrobiły to Karolina Północna i Wirginia. Ostatecznie Kongres Kontynentalny 4 lipca 1776 r. uchwalił Deklarację Niepodległości, napisaną przez Thomasa Jeffersona, któremu asystowali Benjamin Franklin i John Adams. Miała ona usprawiedliwić rebelię pod względem moralnym i prawnym. Znaczną jej część zajmuje szczegółowe wyliczenie krzywd, jakie spotkały kolonistów. Dokument zawdzięcza swą sławę głównie preambule, będącej podsumowaniem filozofii politycznej leżącej u podstaw ogłoszenia niepodległości. Jefferson opierał się na filozofii prawa naturalnego, wywodzącej się od Arystotelesa i Cycerona, która została sformułowana w klasycznym dziele Johna Locke'a z 1690 roku, w „Rozprawie o rządach”. W dokumencie czytamy: „Uważamy następujące prawdy za oczywiste: że wszyscy ludzie stworzeni są równymi, że Stwórca obdarzył ich pewnymi nienaruszalnymi prawami, że w skład tych praw wchodzi prawo do życia, wolność i dążenia do szczęścia”.

Natura nie obdarza ludzi takimi samymi zdolnościami, lecz za to daje im równe „niezbywalne prawa”, a społeczeństwo idealne winno zagwarantować równe szanse najlepszego wykorzystania posiadanych przez obywateli talentów. To, jakie znaczenie powyższe słowa miały dla ich autora, jest mniej ważne od tego, jak rozumiały je późniejsze pokolenia Amerykanów. Słowa „stworzeni jako równi” stały się inspiracją, ideałem, „maksymą na powszechny użytek – jak zauważył Abraham Lincoln – na którą stale się powołujemy, dla której nie skąpimy wysiłków. I chociaż nigdy jej w pełni nie realizujemy, to jednak jest nam ona coraz bliższa. Jej wpływ stale się pogłębia, potęguje ona nasze szczęście i podnosi wartość naszego życia”.

Deklaracja Niepodległości Stanów Zjednoczonych stała się początkiem wielkiego eksperymentu dziejowego, pierwszą zapowiedzią zbudowania państwa na zasadach liberalnej filozofii oświecenia. Jej rola historyczna nie ogranicza się do oficjalnego proklamowania praw człowieka. Głosi ona coś więcej: naturalne prawo każdego narodu do własnego państwa, niepodległości. Kongres obradujący w Filadelfii 4 lipca 1776 r. przyjął Deklarację Niepodległości przy zaledwie jednym głosie sprzeciwu. Brytyjczycy ostatecznie przegrali. Powodem klęski Brytyjczyków w konflikcie ze zbuntowanymi kolonistami był brak decyzji politycznej, w jaki sposób ustosunkować się do powstania. Amerykanie natomiast przegrali pierwsze starcia tej wojny – bitwę o Bunker Hill, bitwę na Long Island, bitwę na wzgórzach Harlemu. Klęskami kolonistów zakończyły się też walki na Południu. Następnie przyszły zwycięstwa w drobnych potyczkach pod Trenton i Princeton, a w 1777 r. wielka zwycięska bitwa pod Saratogą, w prowincji Nowy Jork. Gdy przemarznięte wojska Waszyngtona obozowały w Valley Forge, w Pensylwanii, Benjamin Franklin wynegocjował sojusz z monarchią francuską, która pragnęła zemsty na Anglii. Wojna przeniosła się na Południe, gdzie Brytyjczycy zwyciężali w kolejnych bitwach, dopóki Amerykanie, wspierani przez potężną armię francuską – flota Francji wprowadziła blokadę kolonii, odcinając wojska angielskie od dostaw i posiłków – nie odnieśli 1781 r. ostatecznego zwycięstwa pod Yorktown w Wirginii.

Amerykańskie zwycięstwo nad armią brytyjską było możliwe dzięki wcześniejszemu uzbrojeniu kolonialnego społeczeństwa. Prawie każdy amerykański biały mężczyzna posiadał broń i potrafił strzelać. Rewolucyjne przywództwo nie ufało ubogim tłumom, wiedziało jednak, że rewolucja nie przemawia do niewolników i Indian. Musiało wobec tego zabiegać o względy uzbrojonej białej ludności. Nie było to wcale łatwe. Owszem, ogół ludności był wściekły na Brytyjczyków, lecz wybuchowi wojny nie towarzyszył powszechny entuzjazm. Choć większość białych mężczyzn przy różnych okazjach znalazła się podczas tej wojny w armii, to niewielu z nich zostało w jej szeregach na stałe. Przypuszcza się, że jedna piąta kolonistów czynnie sabotowała wysiłki rewolucjonistów, natomiast około jedna trzecia społeczeństwa kolonii była zwolennikami rewolucji, jedna trzecia miała się jej sprzeciwiać, a jedna trzecia zachowywała neutralność. Na Południu przeszkodą było niewolnictwo. Karolina Południowa, żyjąca w niepewności od czasu powstania niewolników w 1739 r., niemal nie brała udziału w walkach z Brytyjczykami; miejscowych oddziałów milicji trzeba było użyć do pilnowania niewolników.

Ostatecznie zatem akt kapitulacji pod Yorktown w 1781 r. stał się okazją do zakończenia wojny. Pokój paryski zawarty w 1783 r. przypieczętował niepodległość nowego kraju – Stanów Zjednoczonych Ameryki. Deklaracja Niepodległości stała się podstawą konstytucji, która weszła w życie 4 marca 1789 r. Dokument z 4 lipca 1776 i jego oświeceniowe założenia były bliskie polskim twórcom Konstytucji 3 maja 1791. Dzień uchwalenia Deklaracji Niepodległości jest obchodzony w Stanach Zjednoczonych jako najważniejsze święto narodowe.

Autor: Piotr Potomski