Doktor delfin

6

Butlonosy uwielbiają zabawy, zwłaszcza z dziećmi chorymi psychicznie i neurologicznie. To dla nich wykonują niezwykłe pokazy akrobatyczne.

Robią salta, śruby, „chodzą” na ogonie, przeskakują przez obręcze i gonią jeden drugiego. Ciągną maluchy w łódkach, grają z nimi w koszykówkę, nadstawiają grzbiet do głaskania i poklepywania, domagają się całusków oraz ryb. Potrafią rozweselić i zachęcić do igraszek każde dziecko, nawet z głębokim autyzmem. W Polsce grupa lekarzy, fizjoterapeutów oraz zootechników uruchamia takie lecznicze delfinarium. Ponieważ mają za mało pieniędzy, bank nie chce im dać kredytu na budowę ośrodka. Szukają więc inwestorów oraz współwłaścicieli.

Więcej informacji: www.delfinoterapia.cuprum.pl.
Osoby zainteresowane współpracą mogą kontaktować się z Aleksandrą Piaścik, tel. kom. +48 604 611-128, e-mail: [email protected]

Maciek Nita z Janowa Lubelskiego, gdy miał trzy lata, przestał recytować wierszyki, śpiewać piosenki, mówić, a potem spać. Odpoczywał tylko dwie-trzy godziny na dobę. Po wielu badaniach okazało się, że cierpi na autyzm. Dla rodziców to był szok.

– Syn fizycznie rozwijał się prawidłowo, ale porozumieć się z nim było bardzo trudno. Bał się wielu rzeczy, np. chodzenia po schodach, nie potrafił sam się ubrać, za to godzinami obracał w palcach niewielkie przedmioty – mówi Zbigniew Nita, ojciec Maćka.

Tradycyjne metody leczenia nie pomagały, więc Maciek trafił do delfinarium w Muzeum Morskim w Kłajpedzie na Litwie. Tam rozpoczęto pilotażowy program rehabilitacji dwójki dzieci autystycznych z delfinami.

W basenie pływało pięć butlonosów: Nana, Gloria, Łota, Nita i Argos. Maciej zamiast spokojnie zapoznawać się z delfinami i z daleka popatrzeć, jak baraszkują, wskoczył do wody. Natychmiast zjawiła się Gloria. Po krótkim patrzeniu sobie w oczy znajomość została zawarta. Maciek głaskał delfina, chlapał go wodą, próbował mu włożyć rękę do pyska. Nie chciał wychodzić z basenu. Pobyt w Kłajpedzie rodzice Maćka oceniają jako przełom w życiu syna. Uspokoił się, sam zaczął chodzić po schodach, uśmiechać się, a w supermarkecie pcha sklepowy wózek.

ARTYSTA, ŚPIEWAK I AKROBATA
Delfiny są doskonałymi terapeutami, nikomu nie zrobią krzywdy. Słyną z inteligencji, delikatności, cierpliwości i wyrozumiałości. Potrafią wyczuć nastrój człowieka. Rozumieją  że osoba, która nie umie poruszać kończynami, jest niepełnosprawna, więc obchodzą się z nią delikatnie i wykonują powolniejsze ruchy. Jest to wyższy poziom myślenia świadczący o obecności intelektu oraz uczuć.

– Gdy po raz pierwszy butlonos podpłynął do mojej córki cierpiącej na autyzm, myślałam, że umrę o nią ze strachu. Był ogromny. Jednak Ewelina się go nie bała. Od razu chwyciła zwierzaka za płetwę i dała całusa. Podczas terapii przyglądałam się wszystkim delfinom żyjącym w ośrodku. Każdy z nich miał inny charakter – mówi Małgorzata Szklosz z Katowic, matka 9-letniej Eweliny, rehabilitowanej w Ośrodku Delfinoterapii Ukraińskiej Akademii Nauk w Kozaczej Buchcie koło Sewastopola na Krymie.

Przydzielony Ewelinie delfin uwielbiał wykonywać karkołomne skoki, a zwłaszcza podwójne, a nawet potrójne salta w przód. Gdy mu się znudziły, stawał na ogonie, rozkładał płetwy piersiowe i czekał na gromkie brawa. Był zręczny, zwinny, wytrzymały, sprytny, wszędobylski, z ciekawością badał wszystko, co lądowało w basenie. Wykazywał szczególne zdolności do wynajdywania smakołyków. Potrafił w oka mgnieniu wsadzić dziób do wiaderka z rybami i porwać kilka sztuk. Nieustannie domagał się pieszczot. Był niezwykle chętny do pracy.

Natomiast jego kolega uchodził za artystę. Bardzo lubił malować. Gdy tylko zobaczył przed sobą kartkę papieru i pędzel natychmiast zabierał się do pracy. Rysował różne abstrakcyjne kształty, robiąc przy tym dużo hałasu. Przeważnie malował ok. 15 minut, potem kładł pędzel na brzegu i odpływał. Ponieważ posiadał „talent wokalny”, więc wspólnie z pacjentem urządzał przeróżne koncerty.

Jego piski, cmokania i jęki razem z dziecięcym głosem roznosiły się po całym ośrodku. Aby rozbawić malucha, tworzył ogromne wodne fontanny oraz wydmuchiwał wielkie bańki wodne. Za wszelkie usługi żądał gratyfikacji w postaci pieszczot, a aportowane przedmioty oddawał za ryby. Podczas wygłaszania mu nauk moralnych ziewał lub zasypiał. Kolejnego morskiego terapeutę pani Małgorzata uznała za niezawodnego opiekunka.

Cierpliwie znosił wiązanie wstążek na płetwach i zakładanie ringo na nos. Nic nie było w stanie odwrócić jego uwagi od dziecka przebywającego w wodzie. W skupieniu opływał pacjenta, bacznie go obserwując. Miał nieposkromiony apetyt, opychał się rybami bez opamiętania. Natomiast ostatni z nich był bardzo gadatliwy, więc stanowił doskonałego kompana do rozmów. Lubił, gdy maluchy czytały mu bajeczki i opowiadały swoje przygody. Podczas rozmów z nimi wydawał głośno różne gwizdy oraz klekotania. Przytakując głową zachęcał podopiecznych do długich zwierzeń.

– Córka była zachwycona tymi zabawami. Płakała, gdy miała wyjść z basenu. Kilka dni po przyjeździe do domu zauważyłam, że bardziej reaguje na otoczenie. Uśmiecha się, bawi lalkami i układa klocki. Kupiłam jej bajkę z rysunkami delfinów. Prawie w ogóle się z nią nie rozstaje. Nawet zasypia trzymając ją w ręku. Dzieci autystyczne żyją we własnym, zniekształconym chorobowo świecie. Jest on pełen urojeń i lęków. Izolują się od otoczenia, nie reagują na prośby ani polecenia opiekunów. Ogromnym sukcesem terapeutycznym jest doprowadzenie do tego, że dziecko autystyczne wykonuje określone zadania lub nawiązuje kontakt wzrokowy z opiekunem – wyjaśnia pani Małgorzata.

ZADZIWIAJĄCE POCZĄTKI
Badania nad wykorzystaniem delfinów do terapii dzieci cierpiących na choroby fizyczne i psychiczne  rozpoczęli w latach 70. XX w. amerykańscy naukowcy i neuropsychiatrzy z Uniwersytetu w Miami na Florydzie pod kierownictwem prof. Davida Nathansona.

– Zawsze chciałem pomagać upośledzonym dzieciom, a zwłaszcza poprawić ich koncentrację. Mały pacjent szybko się nuży, przestaje uważać i nic do niego nie dociera. Podczas wielu lat pracy zauważyłem, że maluchy kochają muzykę, zwierzęta oraz zabawy w ciepłej wodzie. Postanowiłem więc rehabilitować je w basenie z delfinami – mówi David Nathanson.

W czasie prac z dziećmi upośledzonymi umysłowo Nathanson spostrzegł, że u maluchów kontakt z delfinami powoduje wzrost zdolności uczenia się. Uznał, że metoda ta jest 2-10 razy skuteczniejsza w poprawianiu koncentracji i uczeniu się, niż stosowanie wykładów w klasach. Jego praca zainteresowała wielu lekarzy i naukowców. W 1978 r. amerykańska psycholog, dr Betsy Smith zapoczątkowała program nawiązywania kontaktów między delfinami a dziećmi autystycznymi, uznanymi za przypadki beznadziejne.

Z badań tych wynikało, że u maluchów koncentracja stale wzrastała zarówno podczas zabaw z delfinem, a także po każdej zakończonej sesji. W Belgii w 1992 r. rodzice dzieci autystycznych, po obejrzeniu programu delfinoterapii, zgłosili się do delfinarium w Bruges. Poprosili dyrekcję o umożliwienie ich pociechom spotkania z delfinami. Władze delfinarium oraz naukowcy z Laboratorium Komunikacji Uniwersytetu w Liege opracowali program rehabilitacji. Uczestniczyły w nim trzy grupy dzieci: pierwsza pracująca  z delfinami, druga – pracująca w sali oraz trzecia – pracująca przy komputerze. Miały wykonać identyczne zadania.

Dobrano dzieci o niemal identycznym poziomie rozwoju, zdolnościach naśladowczych, poznawczych, ekspresji słownej, motoryki, percepcji oraz koordynacji ręka – oko. Prace polegały na rozpoznawaniu kolorów, kształtów, dopasowaniu poszczególnych elementów do podanego wzoru i uporządkowaniu kolorowych pasków. Program rozpoczął się w 1992 r. Trwał 16 miesięcy.

Drugi rozpoczęto w 1994 r. i trwał 14 miesięcy. Wyniki eksperymentu były zadziwiające. Dzieci z pierwszej grupy nauczyły się zadań doskonale w stosunku do grupy pracującej w klasie. Potrafiły przenieść nowo nabyte umiejętności do wykonania innego polecenia. Natomiast w grupie trzeciej dzieci nie potrafiły nawet nauczyć , jak prawidłowo ustawić kursor, nie umiały też wykonać nowego zadania.

Natomiast peruwiańscy lekarze sprawdzali wpływ ultradźwięków emitowanych przez delfiny na dzieci znajdujące się jeszcze w łonie matki. Do siedzącej na brzegu basenu ciężarnej kobiety podpływał delfin i przykładał swój pysk do jej brzucha.
– Ultradźwięki emitowane przez delfiny stymulują rozwój komórek, pobudzają mózg i wyostrzają zmysły dziecka, które jest w brzuchu kobiety – twierdzi Elizabeth Yalan z Kliniki Położnictwa w Limie.

DŁUGIE KOLEJKI
Doskonałe wyniki badań spowodowały, że zaczęto uruchamiać ośrodki delfinoterapii. Jako pierwszy powstał Dolphin Human Therapy, w którym Nathanson prowadził badania. Początkowo działał on jako szpital dla chorych i rannych morskich zwierząt, m.in. żółwi, słoni morskich, fok i delfinów. Potem powstały nowe baseny do terapii.

W latach 1989-2007 lekarze przeprowadzili tam ponad 40 tys. sesji terapeutycznych z dziećmi z 60 krajów. Większość pacjentów cierpiała na kilka schorzeń. Leczono pacjentów m.in. z zespołami: Downa, Angelmana, Aspergera, autyzmem oraz porażeniem mózgowym. Ćwiczono mowę, motorykę, współdziałanie w grupie, zachowanie i utrzymanie kontaktu wzrokowego. Niestety huragan Katrina zniszczył Human Dolphin Therapy. Ośrodek nie został odbudowany. Drugi powstał również w USA na Florydzie. Założyła go Deena Hoagland. Jej syn Joe urodził się z wadą serca. Gdy miał trzy lata, przeszedł trzecią operację. Kilka dni po jej zakończeniu dostał wylewu. Jego lewa strona ciała została sparaliżowana. Matka zawiozła go do pobliskiego ośrodka delfinoterapii.

Tam Joe podczas pływania z delfinami zaczął robić postępy w rehabilitacji. Cieszył się z kontaktu z butlonosami i odzyskiwał poczucie wartości. Po tych zdarzeniach Deena postanowiła pomóc innym dzieciom i założyła podobną placówkę. Zupełnie inaczej działa ośrodek Dolphin Reef w Izraelu. Delfiny przebywają w otwartych basenach i mogą wypływać w morze. Stworzony przez izraelskich lekarzy program nazywa się „Therapy with Aid of Dolphins”. Rehabilitacja dziecka trwa rok, zajęcia odbywają się w każdą sobotę i niedzielę. Jednak delfin sam wybiera, czy chce w danym momencie bawić się z dzieckiem, czy woli pływać w morzu.

TO NIE CUD
Delfinoterapia polega na zabawach dzieci z delfinami, w czasie których ultradźwięki emitowane przez te ssaki przenikają przez ludzkie ciało. Delfiny ciekawi u człowieka wszystko, co odbiega od normy, np. protezy czy nowotwory, i tam właśnie wysyłają swoje ultradźwięki, regenerujące zniszczone komórki oraz tkanki.

W czasie zabaw z delfinami zwiększa się u człowieka wydzielanie endorfin, czyli hormonów, które m.in. zmniejszają uczucie bólu, głodu i poprawiają nastrój. To właśnie dlatego w obecności delfina nawet trudne i bolesne ćwiczenia dzieci wykonują szybciej i łatwiej oraz robią większe postępy w terapii. Częstotliwość dźwięków wydawanych przez te morskie ssaki powoduje poprawne rozchodzenie się impulsów elektrycznych w mózgu, zwłaszcza u dzieci cierpiących na autyzm oraz porażenie mózgowe.

Podczas pływania z delfinami następuje również zwiększenie produkcji limfocytów T, niezbędnych do utrzymania prawidłowego poziomu odporności organizmu. Efekt terapii okazał się rewelacyjny, zwłaszcza u dzieci cierpiących na autyzm. Maluchy, które nie potrafiły wypowiedzieć ani jednego słowa, po zabawach z delfinami mówią, czytają i reagują na otoczenie. Obecnie w delfinariach rehabilitowani są pacjenci cierpiący na ok. 80 chorób, zwłaszcza psychicznych, neurologicznych i onkologicznych.

– Nie dokonujemy żadnych cudów. Sparaliżowane dzieci nie zaczną nagle skakać i grać w piłkę nożną, ale widzimy u nich zmiany na lepsze. Nawiązują kontakt z rodzicami, zaczynają mówić, a to już duże osiągnięcie. Wkładają w to mnóstwo czasu, wysiłku i robią postępy. Dzieci te większość życia spędzają w szpitalach, tam nie ma czasu na zabawy. My pokazujemy, że można leczyć w inny, przyjemny i równie skuteczny sposób – wyjaśnia prof. Nathanson.

DELFINOTERAPIA W POLSCE
Obecnie na świecie działają cztery profesjonalne ośrodki delfinoterapii. Aby się do nich dostać, trzeba czekać rok. Takich placówek było więcej, ale ze względu na działania wojenne zostały zamknięte, m.in. Ośrodek Delfinoterapii Ukraińskiej Akademii Nauk (Krym) oraz w Egipcie. W Polsce powstaje kolejne delfinarium. Mają przy nim działać mały hotel i restauracja. Butlonosy, które będą leczyły, już w trzecim pokoleniu urodziły się w delfinarium i nie mają żadnych szans do życia w ich naturalnym środowisku. Polskie oraz unijne prawo zezwala na budowanie takich obiektów.

– Podpisaliśmy wstępną umowę o dzierżawie delfinów, mamy biznesplan, cash flow, schemat koncepcyjno-funkcjonalny ośrodka zrobiony przez architektów, opracowane systemy filtracji, zasalania i odsalania wody, całą kadrę medyczną przeszkoloną do pracy z delfinami oraz kadrę medyczną dla delfinów. Aby zdobyć jak najwięcej funduszy, m.in. sprzedajemy różne przedmioty na kilku internetowych portalach aukcyjnych, zamieszczamy na naszej stronie internetowej płatne reklamy. Niestety bank nie chce nam dać kredytu, ponieważ mamy za mały wkład własny i za mały obrót firmy. Poszukujemy więc inwestorów oraz współwłaścicieli. W zamian za wniesienie kapitału oferujemy udziały w spółce” – mówi Aleksandra Piaścik z Katowic, jedna z organizatorek ośrodka.

Autor: Aleksandra Piaścik