Dramat Polaków z Rockaway

0
0

W tej części Queensu społeczność polonijna liczy około 4000 osób. Siejący spustoszenie huragan Sandy praktycznie zrównał ten rejon z ziemią; krajobraz wygląda jak po wojnie: spalone lub zalane domy i sklepy, poprzewracane i stłoczone samochody, całkowicie zniszczony deptak nad oceanem, wszędzie pełno gruzu, papierów i śmieci. Do tego dochodzi brak prądu, łączności telefonicznej i jakiejkolwiek komunikacji.

Zniszczeniu uległ jedyny polski sklep spożywczy, jaki funkcjonował w tym rejonie, natomiast w pożarze ciągu budynków po drugiej stronie ulicy doszczętnie spłonął polski zakład fryzjerski.
„Myślę, że nie ma tu ani jednej osoby, która przypuszczała, że huragan ten pociągnie za sobą takie skutki – powiedziała „Nowemu Dziennikowi” Aleksandra Brzostek, współwłaścicielka sklepu Eden. – Jeszcze około godziny 7:00 wieczorem w poniedziałek ludzie odgarniali niewielkie ilości wody, jaka pojawiała się na ulicy, by nie wpływała na ich posesje. Nikt nie myślał, że za kilkadziesiąt minut przyjdzie fala powodziowa. Tego, co było później, nie da się opowiedzieć słowami” – stwierdziła pani Aleksandra.

Mieszkańcy Rockaway Park liczyli na to, że – podobnie jak w ubiegłym roku podczas huraganu Irene – najgorsze, co może ich spotkać, to delikatne podtopienia, w związku z tym wielu z nich nie ewakuowało się, by w razie potrzeby ochronić mienie. „W pewnym momencie woda zaczęła się gwałtownie podnosić i w związku z tym szybko uciekliśmy na drugie piętro budynku – opowiada pani Brzostek. – W tym samym momencie po drugiej stronie ulicy wybuchł wielki pożar, który bardzo szybko strawił cały szereg budynków z różnego rodzaju biznesami na parterze oraz mieszkaniami na górze”.

Właśnie tam mieścił się Europejski Salon Fryzjerski, którego właścicielką jest Aleksandra Kowalenko z Brooklynu. „Byłam tam wczoraj, by zobaczyć, co się stało, i widok ten mnie po prostu przeraził – opowiada. – Praktycznie wszystko zostało doszczętnie spalone. Po prostu nie ma już tego miejsca na mapie”.

Pożar zniszczył około 15 sklepów i zakładów usługowych. Właściciele zostali nie tylko bez pracy, ale również bez jakichkolwiek dokumentów dotyczących ich działalności. Najprawdopodobniej nie odnowią jej w tym miejscu, a przynajmniej nieprędko.

„Rozmawiałam wczoraj z właścicielem budynku, który obecnie przebywa w Izraelu, i nie był zbyt przejęty pożarem, kompletnie go to nie przeraziło – opowiada Kowalenko. – Ja jestem w totalnym szoku, ponieważ straciłam wszystko, spaliły się wszelkie dokumenty dotyczące mojej działalności, poza tym miałam ubezpieczenie tylko od zalania, nikt nie myślał o pożarze” – wyjaśniła właścicielka salonu, która na razie nie wie, co będzie dalej robiła oraz czy wznowi działalność. „Jeżeli się zdecyduję otworzyć salon ponownie, to na pewno nie w tym rejonie” – dodała.

Nadziei na dalszą działalność nie tracą siostry Bożena i Aleksandra Brzostek, właścicielki zalanego i uszkodzonego sklepu Eden. By zapewnić jedzenie Polakom mieszkającym w tym rejonie, same jeżdżą do piekarni po chleb i sprzedają obok zniszczonego sklepu. „Mam sprawny samochód, więc zabieram ludzi na zakupy na Brooklyn i dowożę najpotrzebniejsze produkty na Rockaway Park” – mówi Bożena Brzostek, która wierzy, że uda im się wznowić działalność.

Jednak straty i zniszczenia są ogromne. „Napierająca na ściany woda zrobiła dziurę pod oknem, przez którą dostała się do środka. Nasz sklep jest dwupoziomowy, woda całkowicie zalała poziom pierwszy, a na drugim sięgnęła nawet lodówek z wędlinami – opowiada pani Aleksandra. – Straty są niewyobrażalne, zostało nam tylko to, co było wysoko na półkach na drugim poziomie sklepu”.

Właściciele oraz mieszkańcy zniszczonych budynków – prócz strat spowodowanych przez wiatr, wodę i ogień – dodatkowo spotykają się z innym problemem: są nim szabrownicy. „Na własne oczy widziałam, jak niektórzy Afroamerykanie wynoszą ze sklepów duże, nieuszkodzone telewizory plazmowe, które wisiały wysoko pod sufitem – opowiada Brzostek. – Mało tego, nie zważając na moją obecność w sklepie złodziej włożył rękę do dziury, jaką mamy w ścianie, i pozabierał wszystko, co było w jej zasięgu. Do sąsiedniego sklepu włamali się w nocy i ukradli wszystkie papierosy” – mówi z przerażeniem.

Mimo wielkich strat i traumatycznych przeżyć siostry Brzostek nie tracą nadziei na przysłowiowe lepsze jutro, cieszą się, że nie spotkało ich coś gorszego. „Widziałam ludzi płaczących jak dzieci, ponieważ w pożarze stracili wszystko, dorobek całego swojego życia – opowiada pani Aleksandra. – My się cieszymy, że żyjemy oraz że naszym dzieciom nic się nie stało. Wszystko jest do odbudowania, trzeba to przetrzymać i żyć dalej” – wyznała współwłaścicielka zniszczonego sklepu Eden.

Autor: WueM