Dramatyczny koniec Barki

2
Barka w wodzie. Tak wyglądała we wtorek, 19 stycznia ZDJĘCIA: JANUSZ M. SZLECHTA/NOWY DZIENNIK

Barka, która cumuje w Moonbeam Gateway Marina na Brooklynie, niedaleko portu lotniczego JFK, od 15 lat jest siedzibą Polskiego Klubu Żeglarskiego w Nowym Jorku. A właściwie lepiej byłoby powiedzieć – była. W nocy z niedzieli na poniedziałek, z 17 na 18 stycznia 2021 roku, przewróciła się i do połowy zatonęła.

– W poniedziałek rano, 18 stycznia, otrzymaliśmy telefon z siedziby kierownictwa Moonbeam Gateway Marina.  Poinformowano nas, że Barka przewróciła się. Nie wiadomo dlaczego – powiedział Radosław Kurek, wicekomandor Polskiego Klubu Żeglarskiego. – Niestety, nikt nie widział jak to się stało. Nie było aż tak mocnego wiatru, który by się do tego przyczynił. Na razie jesteśmy na etapie ustalania przyczyn oraz szkód. Będziemy się starać w najbliższym czasie uratować to wszystko, co jeszcze z Barki można uratować – podkreślił.

We wtorek, 19 stycznia, dotarłem do mariny z żeglarzami Jurkiem Kołakowskim oraz Janem Fryzelem. To, co zobaczyliśmy, powaliło nas. Barka zatopiona w wodzie, roztrzaskany pływający pomost, połamany maszt z kawałkiem polskiej flagi szarpanej przez wiatr. Kilka łódek w wodzie, fragmenty pontonu. Jak mogliśmy się przekonać, prawie całe wyposażenie pływało w wodzie. Wiele rzeczy i sprzętu, jak monitory, radia itp., jest już nieodwracalnie zniszczonych. Również wiele pamiątek klubowych nie uda się już nigdy odtworzyć. Trzeba będzie wszystko wyciągnąć z wody, wysuszyć i wtedy będzie wiadomo, co jeszcze da się uratować. Na pewno wiele rzeczy klub będzie się starał odzyskać.

Na szczęście Optymisty – łódki wykorzystywane do szkolenia młodych żeglarzy – są nienaruszone. Jest ich 10. Usytuowane na wciąż pływającej części Barki, pochyliły się wraz z platformą, ale jako że były mocno przywiązane – nie wpadły do wody. Został zniszczony jedynie katamaran, który był przycumowany po przeciwnej stronie Barki.

Każdy z nas zadawał sobie pytanie czy uda się podnieść Barkę i przywrócić ją do poziomu?

– Nawet jeśli uda nam się Barkę podnieść to i tak nie będziemy mogli jej używać. Jesteśmy już po rozmowach z zarządem mariny i z kierownictwem Parku Narodowego, czyli Gateway National Park i wiemy, że oni nie chcą już tutaj Barki – wyjaśnił wicekomandor Radosław Kurek.

Nieodwracalne pożegnanie z Barką i mariną

Rok 2020 miał być ostatnim sezonem PKŻ na Barce. Był bardzo ciężki, bo z powodu pandemii koronawirusa klub nie mógł zorganizować żadnych szkoleń, regat, imprez, ani spotkań. Rok 2021, który zaczął się fatalnie, będzie ostatnim na pewno w tej formie i prawdopodobnie w tej lokalizacji. Klub już nie ma wyboru.

W sobotę, 23 stycznia, zabroniono polskim żeglarzom wejść na Barkę
i wynieść zniszczony sprzęt oraz meble

– Musimy znaleźć jakieś miejsce i tam przenieść klub – stwierdził wicekomandor. – Ale najpierw musimy wynająć kontener, postawić go na brzegu i wspólnie opróżnić Barkę. A więc pierwszy krok to porządkowanie. Drugi krok to będzie akcja prostowania Barki. Mam nadzieję, że to się uda. Może uda się wypompować wodę i Barka się podniesie. Jeśli nie, to będzie potrzebny dźwig. Na pewno damy radę. Najważniejsze, że nikomu nic złego się nie stało, bo w czasie katastrofy nikogo nie było na Barce – dodał Radek Kurek.

– Jest mi bardzo smutno, jestem przygnębiony tym, co się stało. Barka to spory kawałek mojego życia – stwierdził Jurek Kołakowski. – Od początku, czyli od 30 lat, jestem związany z Polskim Klubem Żeglarskim. Pamiętam jak 20 lat temu klub kupował Barkę. Mam mnóstwo dobrych wspomnień, bo przecież w ciągu tych lat w tym miejscu wiele się działo, odbyło się wiele wspaniałych spotkań. Na razie nikt nie wie co się stało, dlaczego Barka przewróciła się. Prawdopodobnie natura sprawiła nam figla. Na dodatek mamy szalone czasy związane z pandemią koronawirusa. Trzeba ratować co się da, nie wolno się poddawać – w końcu jesteśmy żeglarzami. Wierzę w aktualny zarząd klubu, bo to są młodzi i energiczni ludzie, że poradzą sobie i znajdą drogę wyjścia z tej trudnej sytuacji. Członkowie i sympatycy klubu powinni ich w tych działaniach wesprzeć. Krótko mówiąc: wszystkie ręce na pokład – podkreślił Jurek Kołakowski, przez koleżanki i kolegów żeglarzy zwany „Kołkiem“. 

Polska biało-czerwona flaga potargana przez wiatr

Trzeba ratować Barkę i to, co jest w środku

W środę, 20 stycznia, sekretarz zarządu Elżbieta Ziółkowska rozesłała do członków PKŻ email z prośbą o pomoc w opróżnianiu Barki i przywracaniu jej do normalności. Apel zarządu o pomoc ukazał się również na Facebooku.

Drodzy Klubowicze!!! Klub jest w najgorszym momencie w całej historii. Dlatego w imieniu zarządu zwracam się do wszystkich o pomoc. Musimy próbować ratować wszystko, cokolwiek się da. Część Barki jest pod wodą. W sobotę planujemy akcję  uprzątnięcia i wyniesienia sprzętu z Barki. Potrzeba będzie wielu ludzi. Mamy wynajętego dużego trucka i miejsce, gdzie możemy przechować nasz sprzęt. Spotykamy się w sobotę, 23 stycznia, o godzinie 9:30  rano, bo wtedy jest najniższa woda. Proszę, ubierzcie się ciepło – gumiaki lub tym podobne obuwie będzie potrzebne. Jest to czas na zjednoczenie się. Schowajmy urazy, bo razem damy radę. Jeśli macie znajomych – przyprowadźcie ich. Każde ręce się liczą! – apelowała Elżbieta Ziółkowska.

Żeglarze odpowiedzieli spontanicznie na apel zarządu klubu. Pomimo silnego wiatru i zimna, w sobotę rano, 23 stycznia, w marinie pojawiło się 30 osób, które chciały pomóc w opróżnieniu Barki. Przyjechał potężny truck, do którego miały być przeniesione wszystkie rzeczy. Wiele z tego uratowanego sprzętu czy mebli można by potem jeszcze wykorzystać.

Zablokowany wstęp na Barkę

Niestety, kierownictwo Moonbeam Gateway Marina zablokowało dostęp do Barki.

Ochrona nie wpuściła polskich żeglarzy do mariny. Wywiązały się kłótnie, bo przecież oni chcieli wykonać dobrą robotę. Oczyszczenie Barki umożliwiłoby potem jej wyciągnięcie z wody i przywrócenie do pionu. Kierownictwo mariny wezwało wtedy policję i polscy żeglarze musieli się wycofać.

– Wynajęliśmy ciężarówkę, wynajęliśmy też  kierowców i  profesjonalnych pracowników, którzy mieli nam pomóc w oczyszczeniu Barki. Niestety, nic nie mogliśmy zrobić – mowił po całym wydarzeniu wicekomandor klubu Radosław Kurek. – Powód zakazania nam wejścia na Barkę kierownictwo mariny podało taki: wejście byłoby zbyt niebezpieczne i mogłoby się zakończyć wypadkiem, a więc mogłyby być ofiary, ranni, za co marina musiałaby wziąć odpowiedzialność. Wiemy, jakie tam są warunki i na pewno wszelkie działania prowadzilibyśmy z zachowaniem środów bezpieczeństwa. Nie poddajemy się. Będziemy próbowali dostać się na Barkę i odzyskać to wszystko, co jeszcze da się wykorzystać. Jesteśmy w kontakcie z kierownictwem mariny i Parku Narodowego, a także z prawnikami, bo chcemy sprawę doprowadzić do końca. Teraz kierownictwo mariny będzie musiało wziąć współodpowiedzialność za to, co się stało. Prowadzą monitoring mariny przez 24 godziny na dobę i nie poinformowali nas wcześniej o tym, że Barka nabiera wody. Jedno jest pewne – chcemy odbudować klub w nowej lokalizacji. I na pewno to zrobimy – podkreślił.

A jeszcze niedawno Barka przyciągała miłośników żeglarstwa i tętniła życiem

***

Polski Klub Żeglarski uruchomił stronę  Save The Polish Sailing Club of NY!  – gofundme.com/f/save-the-polish-saling-club-of-ny  –  na której można wesprzeć klub finansowo. Bezpośredni link do tej strony można znaleźć na stronie klubowej: www.zeglarzeny.org

Kontakt z klubem:

Polish Sailing Club of New York – Polski Klub Żeglarski

tel. 917-655-3372

[email protected]